Siła marzenia

Styczeń 22nd, 2012

„Dobrze, że ten rejs nie skończył się inaczej, bo i marzenia by się skończyły” – to komentarz dziennikarki  (usłyszany przed chwilą w TVP Info) odnośnie do informacji, że kilkunastoletnia żeglarka spełniła swoje marzenie opłynięcia świata. Wcześniej uzyskała ona w wyniku apelacji sądową zgodę na rejs, co potwierdza jej wielką determinację w dążeniu do realizacji tego marzenia. Młoda Holenderka (miała 14 lat w momencie startu) ponad 500 dni samotnie żeglowała  podejmując ryzyko i spełniając swoje wielkie młodzieńcze marzenie. Przeżyła sztormy, poznała co to znaczy bezsenność, strach, ból, ale i spełnienie, radość, niezwykłe sytuacje, widziała piękne miejsca, i obrazy, poznawała siebie w ekstremalnych sytuacjach. Młoda żeglarka  dzieli się swoją radością i szczęściem ze spełnionego marzenia, wielu ludzi jej gratuluje, inni podziwiają. Prowadząca program polska dziennikarka  robi coś zupełnie innego…

Co znaczy komentarz: „Dobrze, że ten rejs nie skończył się inaczej, bo i marzenia by się skończyły”? Że gdyby zginęła albo została kaleką, to nie mogłaby spełniać żadnych innych marzeń? He, ale zginęłaby spełniając marzenie! A kalectwo? Ono nie zabrania dalej marzyć i spełniać marzenia.  A czym jest marzenie bez choćby prób jego realizacji?

Jedno jest pewne – taki komentarz dla wielu jest jak ostrzeżenie: nie sięgaj po marzenia, bo możesz marzyć ostatni raz. Uważaj, bo Twoje śmiałe marzenia mogą skończyć się tragicznie. Czyż nie taki jest wydźwięk i znaczenie takiego komentarza?

Zamiast gratulacji, entuzjazmu, pozytywnego myślenia i zarażania ludzi wiarą, że warto się wysilić i ryzykować, by spełniać marzenia. Nawet te odległe i wymagające poświęcenia. Tak chyba może powiedzieć tylko człowiek, który sam nie ma odwagi do realizacji marzeń lub – co gorsza – nie ma marzeń….

To pokazuje, jak bardzo wiele w ludziach  ograniczeń, skostnienia,  wewnętrznie stetryczenia, jak mało pasji i zrozumienia dla pasji.

A jaki Wy dalibyście komentarz do takiej informacji o młodej Holenderce? Jak sami odbieracie jej wyczyn? Jaka jest Wasza determinacja do realizacji marzeń? Jak duży wysiłek jesteście w stanie zrobić i co zaryzykować, by spełnić marzenia?

Pozdrawiam, Ewa

“Podaj dalej” – zrób coś dobrego dla kogoś innego

Grudzień 9th, 2011

Witam grudniowo. W zeszłym roku dwaj młodzi ludzie, Alek i Kamil, zainspirowani postem na popularnym blogu Alexa, podjęli działanie na rzecz osób potrzebujących, (piszą o tym w komentarzach), czym niezwykle mi zaimponowali. Nie jest bowiem łatwo pomagać bezdomnym w tak pełen szacunku i otwarty sposób. To zeszłoroczne doświadczenie dobra to był początek…

W tym roku postanowili w większym już gronie realizować pomoc na szerszą skalę i tak doszło do przygotowania akcji “Święta dla każdego”. Zapytałam więc, czy mogę rozpowszechnić tę akcję także u siebie na blogu. Odpowiedź była pozytywna. To dla mnie wielka radość, że w ten sposób także i ja mogę przyczynić się do czyjegoś dobra. To także mój ukłon w stronę Młodych Organizatorów, których działanie, zaangażowanie i odwaga czynienia dobra mi naprawdę imponują.

Zachęcam Was zatem do przeczytania poniższego postu gościnnego i zapoznania się ze szczegółami akcji, i oczywiście do udziału w niej. Dodam od siebie, że do akcji może włączyć się każdy, niezależnie od wieku, wykształcenia, miejsca aktualnego zamieszkania. Namawiam też: wykorzystajcie okazję, by zrobić coś dobrego dla innych. Nawet mały gest zwielokrotniony może okazać się megapomocą. Rozpowszechniajcie tę informację wśród swoich znajomych. Im nas więcej, tym więcej będzie dobra.

Poniżej , upoważniona przez Organizatorów, publikuję post w całości i pozdrawiam.
Ewa

__________________________________________________________________________

Rok temu Alex zorganizował na blogu akcję, która zainspirowała mojego Przyjaciela Kamila Przeorskiego i mnie (Alka) do zrobienia czegoś dobrego przy okazji Świąt dla zupełnie nieznanych nam osób. Można o tym przeczytać w komentarzach do podlinkowanego wyżej postu. Szczerze mówiąc było to dla nas dość trudne – podejść do nieznajomych, potrzebujących ludzi, przełamać się i okazać im dobroć i wsparcie, traktując ich przy tym na równi ze sobą, nie wywyższając się.

Ja się stresowałem :-) , ale warto było. Takie uczucie, świadomość tego, że faktycznie zrobiło się coś dobrego jest świetne, daje ogromną satysfakcję. Szczególnie, gdy widzimy autentyczną wdzięczność na twarzach obdarowanych.

Wzorem poprzedniego roku, teraz także zgodnie z zasadą “Podaj Dalej” zdecydowaliśmy zrobić coś dobrego z okazji Świąt dla potrzebujących – tym razem na większą skalę.
I podjęliśmy działania już teraz – to nasza akcja Święta dla każdego”.

Celem akcji Święta dla każdego” jest obdarowanie potrzebujących takimi produktami żywnościowymi, jakie sami chcielibyśmy znaleźć na naszym świątecznym stole i/lub pod choinką.

W związku z tym organizujemy w Krakowie zbiórkę żywności świątecznej, dobrej jakości, o długiej dacie przydatności chcąc w ten sposób rzucić promień słońca i pomóc rodzinom wychowującym/wspierającym osoby niepełnosprawne.

Dajesz im to, co sam chciałbyś mieć na wigilijnym stole.”

- świąteczna zbiórka żywności dla rodzin z osobami niepełnosprawnymi, beneficjentów Fundacji Anny Dymnej “Mimo Wszystko”). Dzięki temu wsparciu mamy możliwość dotarcia do tych najbardziej potrzebujących rodzin.

Zachęcamy Was do udziału w tej akcji, mamy nadzieję, że osoby, które przeczytają poniższy tekst zechcą połączyć siły i wspólnie z nami udzielić choć małej pomocy drugiemu człowiekowi. Zapraszamy do udziału w organizowanej przez nas świątecznej akcji.

Szukamy również osób z całej Polski, które byłyby chętne wesprzeć potrzebujących i nas w inny sposób – wszystkie informacje wysyłamy osobom chcącym dać coś od siebie na maila – patrz niżej.

Zbiórka żywności odbędzie się w Krakowie i Gdańsku 14, 15 i 16 grudnia (śr, czw, pt) między 10:00 i 18:00 na:

a) Politechnice Krakowskiej – Budynek Główny (WiL)
b) Uniwersytecie Jagiellońskim – Kampus
c) Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie
d) Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie
e) Uniwersytecie Gdańskim
f) Politechnice Gdańskiej

Dokładne lokalizacje znajdziecie na stronie internetowej akcji.

Bardzo ważna informacja – przeczytajcie tutaj o jakie produkty konkretnie chodzi.

Gorąco zachęcamy do dania czegoś od siebie i odwiedzenia nas. Paulina, Łukasz, Kamil i Alek będą na Politechnice Krakowskiej w piątek 16.XII między godziną 14:00 a 18:00, Piotr na Uniwersytecie Gdańskim w czwartek 15.XII od 10:00 do 17:00, wówczas będzie też możliwość by się poznać i porozmawiać :-)

W zamian za pomoc umieścimy Wasze imię i nazwisko na stronie internetowej w zakładce “Podziękowania” – oczywiście tylko wtedy, gdy taka będzie Wasza wola.

Osoby z całej Polski chcące pomóc w akcji i nie będące w stanie przyjść na zbiórkę gorąco prosimy o przesłanie do Pauliny, Łukasza, Piotrka i mnie wiadomości na adres: info[małpka]swietadlakazdego.pl
Przez kolejny tydzień będziemy odpisywać na wszystkie maile do 24 godzin. W odpowiedzi podamy niezbędne informacje o tym, co możecie zrobić dla potrzebujących. Odpowiemy na wszystkie Wasze pytania związane z naszym przedsięwzięciem. Jesteśmy do Waszej dyspozycji.

Zapraszamy również na profil akcji “Święta dla każdego” na Facebook.

Zachęcamy też do dyskusji tutaj, w komentarzach – jeśli choć jedna osoba opisze w jaki sposób coś zrobiła, cel tego postu zostanie osiągnięty.

Na ile możemy liczyć na Wasze wsparcie? :-)

__________________________________________________________________________

Paulina Pawlik o sobie: Skończyłam matematykę na Politechnice Krakowskiej, aktualnie prowadzę restaurację w Zabrzu. Jestem pasjonatką nurkowania i książek fantasty. Uwielbiam organizować różne akcje, od małych imprez po duże szkolenia. Jako studentka byłam przewodniczącą Erasmus Student Network na Politechnice.

Łukasz Lemański o sobie: Moją pasją jest sprzedaż. Mam 10 lat doświadczenia w sprzedaży i 4 lata jako menedżer. Obecnie łączę swoje zainteresowania i doświadczenie zajmując się marketingiem internetowym i z sukcesami prowadząc własną firmę – Enil. Pasjonują mnie pozytywne osoby dążące do szczęścia i sukcesu. Lubię grać w siatkówkę.

Aleksander Piechota o sobie: Interesuję się komunikacją interpersonalną, marketingiem internetowym, zarządzaniem projektami i sprzedażą. Mówię po angielsku i komunikuję po hiszpańsku – jestem fanem skutecznych metod nauki języków obcych – lubię uczyć innych angielskiego. Pracowałem w USA jako Beach Attendant, ogrodnik, kelner i osoba myjąca jachty motorowe. Lubię biegać, czytać i grać na gitarze elektrycznej. Mam 22 lata.

Piotr Stanek o sobie: Jestem miłośnikiem aktywności fizycznej i psychicznej, kocham biegać. Wdrażam ideę Running&Reading Jestem optymistą z doświadczenia. Interesuję się marketingiem (social media i osobistym), rozwojem osobistym, koordynacją projektów, poznawaniem ludzi z pasjami i przełamywaniem barier. Moje najważniejsze motto: “Be yourself”. Zachęcam do wsparcia naszej akcji i bardzo się cieszę, że mogę pomóc.

O wartości życia i wartościach w życiu

Listopad 29th, 2011

Pozwólcie, że dziś włączę się nie wprost do dyskusji o przywróceniu kary śmierci w naszym kraju. Pomijam, czy jest to prawnie możliwe, czy nie. Chcę się skupić nad czymś w moim przekonaniu ważniejszym – na wierności wyznawanym wartościom i na tym, ile one są warte.

Mamy głośnie hasła dotyczące ochrony życia od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci i równolegle głosy (z tych samych źródeł) za wprowadzeniem kary śmierci.  Hierarchowie kościelni nie wypowiadają się jednoznacznie. Politycy inicjujący to przywrócenie kary śmierci podpierają się nawet autorytetem papieży. Jednak głos papieski wyraźnie mówi, że tak.  I dookreśla – tak,  ale tylko w tych szczególnych przypadkach, gdy nie ma innej możliwości ochrony społeczeństwa. A przecież jest inna możliwość – wystarczy orzekać kary dożywocia bez możliwości wcześniejszego zwolnienia i bez możliwości opuszczania zakładu karnego na tzw. przepustki. Demagogiczny polityk jednak mówi, ze nie można społeczeństwa obarczać utrzymywaniem przy życiu zbrodniarza, którego nie można nazwać już człowiekiem.

Pominę znowu milczeniem kwestię uprawnienia do decydowania, kto człowiekiem jest, a kto nie i kiedy przestaje się być człowiekiem… Pominę też sprawę że kara śmierci jest nieodwracalna, odmawia prawa do zmiany.

Chcę skupić się na tym:

Skoro argumentem za przywróceniem kary śmierci jest koszt utrzymania więźnia, co  opłacane jest z naszych podatków, to oznacza, że kara śmierci ma być elementem programu oszczędnościowego. Przyjmując stawkę 25 zł dziennie x 365 dni x 30 lat = 273 750 zł.

Tyle mniej więcej warte jest poszanowanie prawa pojedynczego człowieka do życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci w rozumieniu tych polityków, którzy optują za wprowadzeniem kary śmierci a nie biorących pod uwagę stosowania dożywocia bez prawa do przedterminowego zwolnienia, które stanowi pełną i wystarczającą ochronę społeczeństwa.

A może ta propozycja to tylko pretekst medialny do tego, by było głośno, by zainteresować sobą i podnieść swoją pozycje w rankingach? Jeśli tak, to życie ludzkie  ma wartość tego pozycjonowania w rankingach i kampanii PR. Albo – jak w przypadku hierarchów – wartość potencjalnych korzyści wynikających z przychylności jednej partii politycznej. Jak to się ma do tego, ile kosztuje podatnika utrzymanie takich polityków – to już też na osobny post.

Pewnie wielu z Was reaguje emocjonalnie na takie demagogiczne wypowiedzi polityków, na takie uzasadnienia, na przeciwstawianie wartości życia człowieka korzyściom dla budżetu.  To proponuję autorefleksję nad tym:
Ile warte są nasze wartości, które deklarujemy, głosimy, jak choćby przyjaźń, uczciwość, sprawiedliwość, wierność, trzeźwość, punktualność, słowność,  godność  (każdy może wpisać swoje)…  Czy ich nie sprzedajemy? Za ile? Za co? W imię czego?
Czy ich nie zdradzamy w imię interesów nazywanych dla „wybielenia” sukcesami?
Warto się sobie przyjrzeć. Warto zmienić, jeśli jest coś do zmiany.  Póki jeszcze to możemy zauważyć.

Jakie wartości są dla nas naprawdę ważne? Czy im się nie sprzeniewierzamy? Co możemy zrobić, by w imię tzw. sukcesu ich nie oddać, zgubić, porzucić, zdradzić?

Pozdrawiam, Ewa

PS.

Dawno nie pisałam, zauważyliście. Dziękuję za maile z pytaniami, kiedy kolejny post, za życzliwość i zainteresowanie. To dla mnie czas, gdy trudno oddawać się pisaniu. Mam nadzieję, że tym postem wrócę do regularnego pisania. Pozdrawiam Was. I do kolejnego „przeczytania” niebawem.

Dzień Wdzięczności

Sierpień 31st, 2011

Zadzwoniła do mnie dziś Przyjaciółka i powiedziała, że chciałaby, aby 31 sierpnia – Rocznica Solidarności był Dniem Wdzięczności. Że fajnie by było, gdyby w kontekście takiego dnia ludzie robili listy osób, którym mogą wysłać wyrazy wdzięczności, tak jak kartki z życzeniami świątecznymi, żeby wysyłali do siebie takie kartki, smsy, maile. Taki dzień, kiedy “zbieramy” otrzymane dobro, skupiamy w myślach ludzi, którym możemy być wdzięczni, także tych, którym być może nie okazaliśmy tej wdzięczności.

I zaczęłam się zastanawiać, czy noszę w sobie i czy pielęgnuję wdzięczność. Wdzięczność z głębi wnętrza, która nie jest niczym wymuszona, nie jest „narzędziem”. Pomyślałam, że czasem zbyt łatwo  „kolekcjonuję” przykre sytuacje, pamiętam  trudne doznania, a za mało przestrzeni zostawiam na co dzień właśnie na wdzięczność. Wdzięczność życiu, światu, losowi, wdzięczność ludziom. Konkretnym ludziom. Żeby postawa wdzięczności stała się jak codzienna kromka chleba – prosta, niemal oczywista, naturalna, a jednocześnie niezbędna dla zdrowego i harmonijnego życia.

Co ciekawe, gdy zaczynam myśleć o tym, komu i za co jestem wdzięczna, to ta lista rośnie, nawet drobiazgi nabierają nowej wartości. Wydobywam z pamięci dobre sytuacje, pozytywne zdarzenia, pozytywnych ludzi i świat pięknieje, a przy tym ja. Wdzięczność dodaje mi pozytywnej energii, pobudza, wzmacnia.

Jestem zatem za  – niech będzie taki Dzień Wdzięczności. 31 sierpnia, a może dla każdego w innym ważnym dniu. Żeby przypominał o Dobru. Żeby przypominał o okazywaniu wdzięczności i o jej magicznej sile. Nasz czas skupienia się na tym co otrzymaliśmy i otrzymujemy od życia, na tym, co pozytywne i wartościowe, na Tych, którzy to dobro wnosili i wnoszą w nasze życie. I jednocześnie żeby był to czas refleksji na tym, co dajemy, co wnosimy w życie ludzi – bliskich i mniej bliskich, nawet nieznanych. Zachęcam do refleksji, do wzbudzania i przeżywania wdzięczności. Ten sam świat staje się piękniejszy, a i my przy tym także piękniejemy i nabieramy energii.

W myślach zrobiłam swoją listę wdzięczności i poczułam, że jestem bogatsza. Zachęcam Was do tego.

Pozdrawiam, Ewa

Kilka refleksji o pracy

Lipiec 26th, 2011

Jakiś czas temu w magazynie Press ukazał się tekst o „antyrzecznikach” i ranking rzeczników prasowych. Nieco później przeczytałam informację w PRoto o pewnej pani rzecznik (!), która zamiast dostarczyć informację potrzebną dziennikarzowi, odpowiedziała mu, że „nie może rozmawiać, bo jest w pracy”. :-) :-) :-)

Hmmm…  Rzecznik prasowy to funkcja, której istotą jest komunikowanie się, w tym komunikowanie z mediami, wypowiadanie się w imieniu organizacji czy firmy, którą dany rzecznik reprezentuje i  reprezentowanie tej firmy w zakresie przypisanym do danego stanowiska. Tymczasem owa pani rzecznik nie mogła rozmawiać, bo była w pracy. Rozumiem – nie mogła rozmawiać z koleżanką czy kolegą o wczorajszej imprezie, o zakupie nowych mebli do domu, ale… Co zatem jest według niej istotą jej pracy na tym stanowisku?

Pomyślałam o czasem nieżyczliwych rejestratorkach w przychodniach, o niektórych urzędnikach, co zapominają, ze są w „służbie” – zdrowia, publicznej etc. Pomyślałam o nauczycielach, lekarzach, prawnikach….

Często i łatwo wyłapać tu niedociągnięcia innych. Jednak co z nami?

1.Co jest istotą Twojej pracy? To niekoniecznie jest tożsame z pytaniem „jakie masz obowiązki” i „za co odpowiadasz”.

2. Co dla Ciebie jest najistotniejsze w pracy?

3. Co stanowi dla Ciebie wartość w Twojej pracy?

4. Czy Ty stanowisz wartość dla swojego pracodawcy czy tylko siłę roboczą?

Warto czasem” sprawdzić”, jak jedna odpowiedź ma się do drugiej i jak odpowiedzi na te pytania mają się do realiów – do oczekiwań stawianych Tobie i do sposobu w jaki pracujesz, i do proporcji pomiędzy wykonywanymi czynnościami i zadaniami, do poziomu Twojej satysfakcji, energii, zaangażowania etc

Istotą pracy szefa działu jest w moim odczuciu wskazywanie kierunku, inspirowanie, motywowanie, skłanianie do podejmowania odpowiedzialności, wspieranie w rozwoju, współpraca z zespołem w celu znajdywania najbardziej efektywnych rozwiązań, a  wtórnie (jako efekt) – osiąganie wyznaczonych przez zarząd celów, np. celów finansowych.   Istota pracy szefa nie są analizy, tabelki, umowy. To dodatek, narzędzia, etc. Trzeba zrobić budżet (tabelki),  ale realne osiągniecie celów nie stanie się dzięki tabelkom, a dzięki zaangażowaniu ludzi, ich konkretnym działaniom,  pasji,  ich odpowiedzialności, , dobrej współpracy, proaktwności…  Są i tacy, dla których istotą pracy w charakterze szefa jest władza, kontrola – zatem to będą realizować w swoich działaniach, mając przecież taką samą odpowiedzialność i zakres obowiązków jak ten, co wspiera, motywuje…

Czy pracując np. w biurze informacji przeszkadza nam klient, który przychodzi po informację i dopytuje, i “męczy”, i nie rozumie…, a może sprawia nam przyjemność, że  informacją możemy go wspierać, pomagać mu w lepszym zrozumieniu? Przy takiej postawie własnej dążymy do tego, by być w tym coraz bardziej kompetentnymi zarówno pod względem wiedzy, umiejętności,  jak i sposobu komunikacji.

Istotą pracy telesprzedawcy jest komunikowanie się z ludźmi przez telefon.  Sprzedaż i wyrabianie norm jest wtórne (co nie znaczy, ze nie jest ważne z uwagi na cel). O czym myślisz podnosząc słuchawkę? Że chcesz sprzdać, czy chcesz się porozumieć, dobrze komunikować? Wyklepujesz zapisaną na kartce regułkę czy rozmawiasz? Słuchanie (nie tylko słyszenie słów) jest tu często ważniejsze niż mówienie.

A gdy ktoś jest sprzedawcą w osiedlowym  sklepie? To jest po to, by służyć ludziom. A poprzez to realizować wyniki sprzedaży. :-) Można też inaczej:  sprzedawca jest po to, żeby osiągać wyniki sprzedaży, rozliczać kasę, pilnować, by klienci nie kradli i robić utarg. Jego postawa służby jest  „płytsza” – jest ona tylko narzędziem, uśmiech też jest narzędziem, życzliwość też jest narzędziem, czysty fartuch i fryzura są narzędziem, jak krajalnica do mięsa, która na życzenie klienta kroi cienkie plasterki  – czyli sam sprzedawca sprowadza się (własna decyzją,  postawą i motywacją) do roli narzędzia. Ja wolę swoje „odwrócone” podejście. :-) Ono mnie nie odczłowiecza.

Wszędzie tam, gdzie pracuje się wykonując działania na rzecz ludzi (a jak się zastanowić – zawsze tak jest bardziej pośrednio lub bezpośrednio), to wszędzie niezwykle ważny jest szacunek dla ludzi i dobrze pojęta pokora. A za tym dopiero cała reszta.

Co jest istotą Twojej pracy? Co stanowi dla Ciebie wartość w aktualnej pracy? Co Cię cieszy i motywuje wewnętrznie? Jesteś w swojej pracy człowiekiem czy narzędziem? Co by się musiało zdarzyć, zmienić (np. w Tobie, w Twojej postawie), abyś nie był / nie czuł się narzędziem (sprawnym lub zawodnym)?

Pozdrawiam, Ewa

Lubisz otaczać się szczęśliwymi ludźmi?

Czerwiec 23rd, 2011
Szkic tego postu napisałam jakiś czas temu. Dziś wracam do niego, żeby podzielić się z Wami swoim doświadczeniem i przemyśleniami.

W związku z pewnym spotkaniem biznesowym przejechałam tę samą trasę taksówką dwa razy – tam i z powrotem. Zwracam uwagę, że była to ta sama trasa, poza szczytem komunikacyjnym, a więc podobny czas przejazdu, widoki identyczne, pogoda niezmienna, dzień ten sam. Krótka trasa, bo niespełna 20 minut.

W jedną stronę jechałam z młodym kierowcą, energicznym, pogodnym człowiekiem, mającym swoją pasję, łatwo nawiązującym kontakt, serdecznym. Rozmowa toczyła się wartko, była dobra energia. Błyskawicznie dojechałam na miejsce i niemal żałowałam, że trasa nie trwała dłużej, bo i rozmawiać było przyjemnie.

Drogę powrotną pokonywałam z trudem – ta sama trasa okazała się baaaardzo długą i męczącą. To potwierdzenie względności czasu :-) . Dlaczego trasa taka długa i męcząca?  “Mój” drugi kierowca, równie młody człowiek co poprzedni, od pierwszej minuty narzekał, manifestował swoje niezadowolenie, marudził. Pogoda mu nie taka, bo deszcz i plucha, trasa nie taka, że szkoda, iż nie wziął innego zgłoszenia – na dworzec, szkoda że ja nie jadę dalej…   Więc ja na to spokojnie i z uśmiechem, że rozumiem iż wolałby kurs na 45 minut, ale ja potrzebuję konkretnie w to miejsce i nie zmienię planów (uśmiech). Myślałam, że się zmityguje, rozchmurzy, ale skąd. “Wiem, wiem, ale to czas, czekanie, tam nie będę miał klienta…” Przemilczałam licząc, ze zmieni się nastrój i klimat. Za chwilę jednak kierowca wpadł w kolejne narzekactwo: kasy fiskalne… Na to ja z uśmiechem i żartem, że może zmienić zawód na taki, w którym nie będzie miał kasy fiskalnej. Nie pomogło, rozwiązał worek narzekań i pretensji do kuli ziemskiej, że jest okrągła, a nie kwadratowa.

Zapytałam grzecznie, czy miał zły dzień. Tu otrzymałam zaskakującą odpowiedź. Ależ skąd, dzień ma dobry (!?), ale ta demokracja i rząd… Nie miałam już siły i ochoty słuchać narzekającego na wszystko człowieka. Przestałam słuchać.

Gdybyś po takim doświadczeniu i na jego podstawie miał / miała zatrudnić kierowcę, który ma Cię wozić do pracy każdego dnia, to który z kierowców dostałby to zlecenie? Którego zatrudnisz?

Kto zatrudni konia ze stale zwieszoną głową do zaprzęgu weselnego?

Kto zleci liczenie gwiazd człowiekowi ze spuszczona głową?

Jeśli masz pogodnych, entuzjastycznych ludzi wokół, to trudne sprawy łatwiej rozwiązać, zmęczenie dopada znacznie później, słońce świeci dłużej i intensywniej, energii przybywa, łatwiej myśleć koncepcyjnie, łatwiej być twórczym, skutecznym. Takie jest moje doświadczenie. Jak masz pogodnego, optymistycznie nastawionego do życia człowieka obok -  ciekawego, dobrego rozmówcę czy po prostu pogodnego partnera w działaniu , to czas upływa szybko, a działanie wydaje się lżejsze i efekt lepszy.

A Ty? Jakie są Twoje rozmowy telefoniczne? Jakie rozmowy ze znajomymi? Jak mówisz o swojej pracy? Czym karmisz siebie i otoczenie? Jaką energię przekazujesz i jaką w sobie utrwalasz?   Tak sobie pomyślałam: kiedy marudzisz i narzekasz na kiepski świat siedząc w autobusie lub w przedziale w pociągu, nigdy nie wiesz, czy obok Ciebie w tym samym przedziale w nie siedzi ktoś, kogo jutro może zobaczysz jako swojego potencjalnego szefa na rozmowie kwalifikacyjnej. Jakie będziesz miał szanse przekonać go, że jesteś pełen entuzjazmu, zadowolenia z życia, pasji, jeśli dziś zaprezentowałeś się jak ten drugi taksówkarz? Ile szans możemy zmarnować przez takie narzekactwo?

Kiedy marudzisz i narzekasz na kiepski świat, to ten świat staje się taki kiepski, że giną w nim rzeczy dobre. Ja wciąż odrabiam tę lekcję – łapię się na chwilach narzekactwa, niemniej z zadowoleniem stwierdzam, że robię postępy – odchodzę od marudzenia ku radości i zadowoleniu. Lubię mieć w swoim zespole, otoczeniu, sąsiedztwie szczęśliwych i radosnych ludzi. A ty? Ode mnie, od Ciebie zależy, jakich ludzi skupiamy wokół siebie. Jeśli jesteś narzekaczem – jest duże prawdopodobieństwo, że skupisz wokół siebie ludzi narzekających, smutnych, z kiepską wizją świata i będziecie się w tym narzekaniu i cierpiętnictwie wspierać i „podkręcać”, wzajemnie infekować. Inni nie wytrzymają i uciekną.

W ten sposób smutni i wiecznie niezadowoleni gromadzą się w smutne grupy i wspierają w swoich smutnych smutkach, zastępując tym smuceniem konstruktywne działanie. To jak wirus, który zaraża i mutuje. Niezadowolenie jest łatwe. Zadowolenie wymaga pewnego wysiłku. :-) Zadowoleni i pogodni zbierają się w zadowolonych grupkach z innymi pogodnymi i zadowolonymi,  i dodają sobie energii i zarażają entuzjazmem. Mają pogodne życie. A niezadowoleni patrzą na nich i mają powód, by czuć się jeszcze bardziej niezadowolonymi. :-) Co wybierasz na co dzień?

Od jakich słów i wiadomości rozpoczynasz rozmowę telefoniczna z przyjacielem, przyjaciółką? Jakimi słowami / myślami witasz dzień? Czy uczysz się od swojego psa? Czy jesteś swoim przyjacielem? Jakimi informacjami pozwalasz by inni karmili Cię na co dzień? Ile dobrych i pogodnych rzeczy zdarza się w Twoim dniu? Gdy myślisz o mijającym dniu, to widzisz  dobre czy te kiepskie zdarzenia? Kiedy myślisz o następnym dniu, to spodziewasz się rzeczy dobrych czy złych? Myślisz o tym, co może Cię spotkać ciekawego i pozytywnego? A pozytywny obraz świata i dobra energia przyciągają pozytywnych ludzi i sprzyjają zachowaniu zdrowia.

Myślę, że warto chronić się przed Smutasami, Nieszczęśnikami, Marudami, Niemocnikami, Ukrzywdzonymi i Bylejakimi. Towarzystwo Radosnych, Optymistycznych, Nadziejnych, Zadowolonych, Szczęśliwców, Nasyconych, Energicznych, Mogących, Chcących, Ciekawych, Spełnionych, Dążących, Uśmiechniętych jest najlepszym towarzystwem na kolejne lata. Żebym mogła wśród nich być – potrzebuję pielęgnować w sobie ich cechy.

Gdzie jesteś? W której grupie?

Pozdrawiam, Ewa

Co dobrego u mnie? Za kilka dni mam urodziny. Kiedy myślę o tym, to przypominam sobie, ilu wspaniałych czy ważnych rzeczy doświadczyłam, jak wielu ciekawych i wartościowych ludzi poznałam, jak wiele rzeczy w sobie i swoim życiu zmieniłam na pozytywne i radosne, ile się nauczyłam, a ile dowiedziałam o sobie.  :-)   I myślę o tym, ile jeszcze dobrych rzeczy przede mną. Więc uśmiecham się do tych moich lat i nadal pracuję nad codziennym wyszukiwaniem tego, co dobre, a minimalizowaniem narzekactwa i smutactwa.

Vivere militare est (?)

Czerwiec 4th, 2011

Wczoraj sprawdzałam różne terminy w kalendarzu i znalazłam info, że  17 czerwca to Światowy Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszą. Zaczęłam zatem sprawdzać, jakie jeszcze walki podkreślamy czy honorujemy  specjalnymi dniami. Znalazłam  m.in. Dzień Walki z Analfabetyzmem, Dzień Walki z Otyłością, Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem,  Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem. Zaczęłam z ciekawości  „googlować’  i do tego doszły : dzień walki z depresją, dzień walki z AIDS, walki z anoreksją,  walki z bezrobociem, walki z dyskryminacją, dzień walki z głodem,  z homofobią ,  z hałasem, z narkomanią, dzień walki z ubóstwem, dzień walki ze stresem.

Idąc dalej w swoich poszukiwaniach znalazłam: walka o pokój, walka o władzę, walka o stanowisko, walka o prawa obywatelskie, o przyjaźń, o związek,  o ukochaną, o kulturę, o nasze szczęście, walka o zdrowe i piękne włosy, walka firmy o sukces rynkowy, walka o lepsze wyniki, walka o relacje, walka z trudnościami, walka ze słabościami …. To rzecz jasna nie wszystkie walki…

Rozbawiła mnie „walka ze stresem” bo uświadomiłam sobie, że stres jest nierozłączny jeśli chodzi o walkę!  Z kolei walka z otyłością,  to nic innego, jak działania na rzecz zdrowego stylu życia i odżywiania.  „Walka o kulturę” – kultura jako efekt walki? Trofeum wojenne?  Pomyślałam, że walka staje się swoista kulturą naszych czasów.  Zamiast „walki o zdrowe i piękne włosy” proponuję dbałość o włosy i zdrowie.  Zamiast Dnia Walki z Hałasem proponuję Dzień Ciszy.  Zamiast walki z chorobami, proponuję skupienie się na ich leczeniu, profilaktykę, działania prozdrowotne, wzmacnianie ludzi chorych, dodawanie im dobrej energii, wiary, siły, motywowanie do zmiany szkodliwego stylu życia etc. Nie walczmy o lepsze samopoczucie, o lepsze relacje – dbajmy raczej o nasze dobre samopoczucie, budujmy dobre relacje. Słowo „walka” wyklucza istnienie dobrej relacji! Wyklucza związek, a przecież powszechne jest powiedzenie, że o związek warto walczyć. Słowo „walka” jest po przeciwnej stronie do „budowania”, „tworzenia”, „rozwoju”, “pomagania”.

Jak można walczyć o pokój? Przecież sam ten zwrot wyklucza możliwości pokojowych rozwiązań, bo skoro sam walczysz, to dajesz walkę a nie pokój, niszczysz pokój – nie ma tu miejsca na pokój!  Matka Teresa z Kalkuty podobno regularnie odmawiała udziału i wiązania się z jakimikolwiek akcjami pod szyldem „walki o pokój” i ubolewała, że ludzie walczą o pokój, zamiast  działać na rzecz pokoju, bo wtedy mogłaby się dopiero do tego przyłączyć.

Jak chcesz wałczyć z analfabetyzmem? Zabijesz brak? Analfabetyzm to brak – brak umiejętności czytania i pisania. Walka z  głodem,  to kolejny przykład walki z brakiem (jedzenia).  Absurd? Tak. Bo zwrot niesie niewłaściwe przesłanie. Zamiast dnia walki z analfabetyzmem powinien być czas nauki czytania. Zamiast walki z głodem powinno być dostarczanie jedzenia, karmienie. Walka z brakiem skupia na braku, a nie na działaniach których celem jest dostatek. To jak wałczyć z brakiem pieniędzy zamiast zarabiać pieniądze! Skup się na zarabianiu, a nie na braku.

Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak znalezione w sieci: „Walcz z samym sobą” i „Życie to wielka walka z trudnościami”.

Walczyć z sobą samym? Przecież nie jestem swoim wrogiem. Mam agresywnie działać przeciwko sobie? Żeby się zniszczyć, pokonać? Może jednak nie walcz ze sobą. Rozwijaj się, dokształcaj, dbaj o harmonię, czyń dobro, twórz, buduj, wzmacniaj…

Walka to agresja, to przemoc, to napięcie, brak harmonii!  lepiej skup się na działaniu nieagresywnym – wspieraniu, uczeniu propagowaniu, dostarczaniu, uświadamianiu, etc. Skup się na efekcie pozytywnym, na dobrym celu.

Zobacz, jak inna jest energia w zwrotach: działanie na rzecz.., troska o… , starania o.. , dbałość o.. , rozwój czegoś.., wsparcie dla .. . budowanie czegoś… A te właśnie zwroty mogłyby w każdym z tych przypadków zostać wpisane w miejsce słowa „walka”.

Jeśli przyjąć, że nasze życie jest na miarę naszych najgłębszych przekonań i oczekiwań (często nieuświadomionych), które realizujemy, a język jest jedynie wyrazem tychże, to… popatrz, jak mówisz i popatrz, jak żyjesz…  Jeśli Twoje życie to walka, to zawsze znajdzie się jakiś wróg,  znajdziesz go, żeby walczyć. Jak go nie będzie, to go stworzysz, bo sensem Twojego życia będzie walka.
Zamiast skupiać się na wrogach – proponuję skupiać się na przyjaciołach i na tym, co dobre, na budowaniu.

Spodobało mi się to, co znalazłam na stronie Wałbrzyskiego Klubu Aikido:  ”Myśl o tym, aby nieść pokój ludziom na całej ziemi, a nie o tym, by nabrać siły i gromić zastępy wrogów.” W innym miejscu w sieci znalazłam to : „ Nie walcz z wiatrem, rozłóż ręce i spróbuj dzięki niemu szybować”.

Jestem przekonana, że życie jest lżejsze, łatwiejsze, piękniejsze i wartościowsze, gdy nie walczymy, a podejmujemy działania pokojowe. W każdej sferze. Warto zdjąć rękawice.

Pozdrawiam, Ewa

PS.

Tytuł tego  postu to sentencja Seneki Młodszego – Życie jest walką.
Mnie bardziej odpowiada życie, które jest pokojem, harmonią i wzrostem.

Zmiana czyli nowe i lepsze

Maj 29th, 2011

Zaryzykuję twierdzenie, że w życiu każdego z nas przychodzą momenty zmian uznawanych przez nas za bardzo ważne czy poważne. Niektóre z nich są wynikiem naszych świadomie podejmowanych decyzji, inne – wynikiem braku tych decyzji lub decyzji niewłaściwych, jeszcze inne dokonują się wbrew naszej woli. Bez względu na to, to co będzie dalej zależy w największym stopniu od tego, jak podchodzimy do tej zmiany.

Przyszło mi do głowy, że gdyby nasze życie przyrównać do obrazka ułożonego z puzzli, to zmiana powoduje, że z obrazka wypada kilka elementów układanki (zwykle gdy wypada jeden element – wypada kilka z nim bezpośrednio związanych). Znajomy obrazek przestaje być znajomy, czasem traci na urodzie, czasem staje się bardziej tajemniczy, czasem pustka przestrasza… Różnie. każdy pewnie reaguje inaczej i nie każda zmiana budzi jednakowe reakcje.

Oczywiście można długo przyglądać się niekompletnemu obrazkowi i rozpamiętywać, że takie to było ładne, albo że “takie to mogło być ładne” i ,” taka szkoda”. Można też szukać identycznych elementów, do wpasowania w powstałą pustą przestrzeń i skupiać energię na takim poszukiwaniu. A można inaczej – np. wyjąc jeszcze kilka elementów, żeby móc stworzyć nową przestrzeń – i przypatrzeć się, czym ciekawym dla nas tę przestrzeń można teraz wypełnić. Uruchomić przy tym całą swoją kreatywność, pobudzić wyobraźnię, uruchomić marzenia etc. I na kanwie tego, co stabilne, stałe (zamiast cerowania dziur), tworzyć nowy ciekawy obraz swojej własnej rzeczywistości. Skorzystać z tej swobody, z wolności,  jaka powstała w wyniku zmiany lub jaką sobie sam stworzyłeś  inicjując zmianę.  Cerowanie to działanie według dotychczasowego schematu, doprowadzanie do stanu sprzed zmiany. A przecież zmiana to szansa spotkania się z czymś  zupełnie nowym, ciekawym, pasującym do nas w tej chwili.

Zatem nawet poważną zmianę można traktować jako okazję zrobienia czegoś zupełnie innego, szansę, możliwość, prezent…  albo jako konieczność, rodzaj „skazania”, źródło cierpienia, stratę etc. Co jest bardziej konstruktywne? Co bardziej nam służy?

Jak podchodzicie do zmian w życiu? Co dla Was wynika z takiego a nie innego Waszego podejścia?
Czy macie odwagę dokonywania ważnych zmian w Waszym życiu?

Pozdrawiam, Ewa

Gdy zagrożone jest życie – nie czekaj, działaj!

Maj 21st, 2011

W ciągu niespełna 3 tygodni dwukrotnie stanęłam wobec sytuacji wymagającej ratowania czyjegoś życia w sensie dosłownym. Jak pewnie wielu z Was – nie jestem lekarzem, nie mam przygotowania medycznego, nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji. Tych sytuacji nie byłam w stanie przewidzieć.

Sytuacja bezpośredniego zagrożenia czyjegoś życia zawsze jest wyjątkowa, zaskakująca, budząca emocje. Zawsze jest też inna. Dla jednych – paraliżująca, dla innych – „wymuszająca” działanie. Wezwanie pomocy nie zawsze wystarcza, ale jest bardzo ważne i jak pokazało mi doświadczenie – dla wielu ludzi nie jest odruchem, nie jest działaniem “z automatu”.

Ważne jest, by mieć wewnętrzną gotowość udzielania pomocy. Według mnie to zależy od kilku ważnych elementów (pewnie jest ich więcej, jednak te wydają mi się kluczowe):
- drugi człowiek, kimkolwiek by był – jest dla Ciebie ważny i ważne jest jego życie, i zakładasz, że jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy ratującej życie, to Ty będziesz działać
- wiesz, co możesz zrobić, wiesz, jak wykonać resuscytację dorosłego człowieka, a jak dziecka – choćby teoretycznie (w Internecie bez problemu znajdziesz info, jak udzielać pierwszej pomocy.
- przyjmujesz jako zasadę, że nie wolno Ci zaniechać działania i czekać aż inni będą działać,  jesteś gotowy wziąć na siebie te odpowiedzialność
- wiesz, co może zaszkodzić (w większości przypadków nie rusza się np. człowieka z podejrzeniem uszkodzenia kręgosłupa, chyba że tylko to może mu uratować życie – nawet kosztem późniejszej jego jakości)
- znasz numer pogotowia (112 z komórki bezpłatnie), GOPR/TOPR (601 100 300) i masz gotowość korzystania z tego numeru (ja wielokrotnie dzwoniłam np. widząc, że ktoś zasłabł, że ktoś bezdomny i brudny leżał gdzieś na chodniku, etc)

Warto się dowiedzieć,co zrobić, żeby w sytuacjach, które – jeśli się zdarzą – móc podjąć właściwe działanie. Po pierwsze – wezwać pomoc. Wezwanie pomocy jednak nie zawsze wystarczy. Zawsze liczy się czas. Nie zawsze damy radę uratować życie. Nie na wszystko mamy wpływ. Ale zawsze jesteśmy w stanie zrobić to, co naprawdę ważne i konieczne, by zwiększyć czyjeś szanse na przeżycie i móc go przekazać lekarzom, gdy fachowa pomoc przyjedzie. Ważna jest trzeźwa ocena sytuacji – ocena stanu człowieka i potencjalnych największych zagrożeń i określenie możliwości działania.

Kiedy sąsiadka przybiegła z informacją, że jej mąż umiera, natychmiast wezwałam pogotowie i wraz z drugą osobą pobiegłam do jej mieszkania. Człowiek siedział w fotelu bez oznak życia. Brak tętna na tętnicy szyjnej, brak oddechu, skóra bez koloru, serce nie pracowało. Sąsiadka w płaczu, że on nie żyje. Nie mnie oceniać szanse przeżycia w takich sytuacjach. Moją rolą było udzielanie koniecznej i możliwej pomocy. Po pierwszych sekundach, kiedy się spociłam z emocji i na moment nogi mi się ugięły – jak maszyna przystąpiłam do działania. Podniesionym zdecydowanym głosem wrzasnęłam: ratujemy. Na trzy na ziemię: raz, dwa, trzy. Solidnie zbudowanego mężczyznę szybko dałyśmy rade położyć na ziemi (w takich sytuacjach siłę ma się ogromną). Natychmiast podjęłam masaż serca. Obiema dłońmi położonymi jedna na drugiej, klęcząc obok człowieka zaczęłam rytmiczne na głębokość kilku centymetrów uciskać klatkę piersiową. Krzyknęłam do sąsiadki, że teraz nie płaczemy tylko ratujemy. Kazałam odchylić głowę pacjenta i opróżnić jamę ustną (proteza zębowa), a następnie zatkać noc w wykonać 2 wdmuchnięcia, żeby się uniosła klatka piersiowa. Pilnowałam co robi i jak. Ja robiłam masaż i liczyłam, a sąsiadka na moje komendy wykonywała wdmuchnięcia. 30 ucisków, 2 wdmuchnięcia. Szybkie komendy podniesionym głosem wymuszały na niej działanie. Okazało się, że mój głos, zdecydowanie spowodowały, że przejęłam pełną kontrolę nad sytuacją. Oddech nie wracał, akcja serca też nie. Byłam konsekwentna. Karetka przyjechała bardzo szybko. Ale w takich sytuacjach czas upływa zupełnie inaczej, dlatego ja koncentrowałam się na działaniu, a nie na czekaniu. Zadbałam o to, by kolejna osoba wyszła przed budynek i czekała na karetkę, żeby im machać i żeby nie szukali, nie czekali, aż ktoś domofonem otworzy drzwi. To są sytuacje, kiedy liczy się każda sekunda. I ona trwa bardzo długo. Kiedy lekarze weszli, przejęli ratowanie, ja odraportowałam jaka była sytuacja i co zrobiłam. Usłyszałam: „Zrobiła pani wszystko co trzeba”. Kiedy lekarze ratowali życie – ja zajęłam się sąsiadką. Chodziło o to, by nie przeszkadzać ratownikom, nie płakać im nad głową, żeby mieli jak największy komfort pracy, spokój, przestrzeń. Długo trwała jeszcze akcja ratunkowa. Nie udało się niestety uratować życia. Wolałabym, żeby było inaczej. Jednak zrobione zostało wszystko, co można było. Ja zrobiłam wszystko, co mogłam, nie zaniechałam działania.

Na emocje przyszedł dla mnie czas dopiero wieczorem. W nocy nie spałam. I szczerze mówiąc kilka dni później jeszcze nie mogłam tak zupełnie ochłonąć. Ale na czas ratowania życia emocje zeszły na plan zupełnie nieistotny. Takiej siebie nie znałam. Bo i w takiej sytuacji nigdy nie byłam.  Wtedy też przyszło mi na myśl, że wiedza o tym, jak ratować życie powinna być powszechnie znana, bo przecież to na wagę życia. Stąd ten post.

Dwa dni temu wysiadłam z pociągu , przejście jest nad torami, kładką. Z kładki zobaczyłam człowieka leżącego na torach. Szynę miał dokładnie pod plecami, leżał na wznak, na środku torów, którymi za chwile mógł jechać pociąg. Pociągi podmiejskie jeżdżą często. Dwóch mężczyzn stało obok. Nie wchodziłam na tory. Miałam inne zadania. Szybko oszacowałam, ze największym zagrożeniem jest pociąg i na tym się skupiłam. Nie schodząc z kładki zapytałam, czy przytomny – usłyszałam, że tak. Czy w kontakcie – tak. Czy może się ruszyć – nie. Czy wezwali pomoc – nie. Natychmiast wybrałam 112, poinformowałam, gdzie jestem, na jakim torowisku leży człowiek, w jakim kierunku pociąg jeździ tym torem, żeby wstrzymać pociągi i wezwać karetkę. W mojej ocenie najważniejsze było, by pociąg, który może przyjechać, nie zabił człowieka. Rozmawiając przez telefon szłam już na stacje, gdzie także przekazałam info, by szybko wstrzymać ruch. Gdy pani ze stacji potwierdziła mi, że ruch wstrzymany – zadzwoniłam ponownie pod 112 i szybko i konkretnie opisałam sytuację. Dowiedziałam się, że karetka jedzie, więc poszłam w kierunku torów, żeby to powiedzieć, żeby i ten poszkodowany dostał informację, że pomoc w drodze i że pociąg mu nie zagraża (leżał przecież bez możliwości ruchu, świadomy sytuacji). Potem wyszłam przed stację, podniosłam rękę do góry, żeby karetka podjechała we właściwe najbliższe możliwe miejsce. Od razu odraportowałam jaki jest stan człowieka i ruch pociągów wstrzymany. Potem poczekałam, aż zabiorą człowieka do karetki.

W pierwszej sytuacji nie było wielu ludzi – wołanie o pomoc było konkretnie skierowane – sąsiadka przyszła do nas po pomoc. Jednak w drugim przypadku, z pociągu wraz ze mną wysiadło sporo ludzi. Ja nie oglądałam się na innych – podjęłam działanie. Przede mną nie było zgłoszeń o tym wypadku! A przecież telefony komórkowe ma niemal każdy.

Piszę o tym, by zaapelować: warto choćby dla uratowania jednego życia podjąć działanie, zadzwonić po pomoc, wiedzieć, co samemu można zrobić. Powinniśmy wiedzieć, jak możemy ratować cudze życie. I powinniśmy podejmować działanie nie czekając, aż zrobi to ktoś inny. Bo może się okazać, że wszyscy tylko patrzą i czekają, a nikt nie wzywa pomocy i nikt nie działa. Jeśli pogotowie dostanie 5 informacji, to pacjentowi to nie zaszkodzi. Jeśli wszyscy będą się oglądać na innych – pomoc może nigdy nie nadejdzie. Może nigdy nie staniesz w podobnych sytuacjach, ale może się zdarzyć, że będziesz jedynym, który to może i potrafi to zrobić. Więc działaj nie oglądając się na innych.

Pozdrawiam, Ewa

Ludzie czy liczby?

Maj 8th, 2011

Długi czas minął od opublikowania ostatniego postu, jako że jestem mocno zaangażowana w poważną transformację w swoim życiu i oddaję temu zadaniu zarówno wolny po pracy czas, jak i większość swoich myśli. Tak więc dziś krótko. :-)

Kiedy w Google wpiszemy hasło „firma to przede wszystkim ludzie”, wyszukiwarka wyrzuca sporo wyników. Wiele firm, zarówno wielkich jak i kilkuosobowych podziela pogląd, że firma to przede wszystkim ludzie, że o wartości firmy stanowią zatrudnieni w nich ludzie, że ludzie zaangażowani i kompetentni stanowią wartość, majątek firmy, etc. Często czytam zdanie “największą wartością naszej firmy są ludzie”. Nawet program „Rozwój kapitału ludzkiego” i liczne realizowane projekty wskazują na wartość inwestowania w ludzi, na wartość ludzi dla rozwoju firm.

Mimo to, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, ostatnio z ust kogoś z poziomu zarządu jednej z dużych firm usłyszałam, że firma to przede wszystkim liczby. Osłupiałam, po czym – gdy już mogłam złapać oddech – powiedziałam, że ja reprezentuję “szkołę” zupełnie odmienną, mianowicie tę, według której firma to przed wszystkim ludzie, a liczby są wtórne, jako efekt pracy ludzi.

Nie jest dla mnie niczym obcym i dziwnym, że wyniki finansowe są niezwykle istotne, ich nieustanne podnoszenia a choćby i utrzymanie na stabilnym poziomie umożliwia firmom dalsze działanie i bycie na rynku, rozwój etc. Nie jest też dla mnie tajemnicą, ze zarządy firm są rozliczne ze swojej pracy na podstawie wyników finansowych. Niemniej „liczby” czyli wyniki finansowe są efektem działania ludzi, a nie odwrotnie. Im lepsi ludzie, bardziej zmotywowani, szanowani, pobudzani, uznawani, kompetentni  etc, tym lepsze wyniki (przynajmniej w znanych mi przypadkach). Bez ludzi cyfry / liczby są jedynie w kalkulatorze, a w firmie trudno o wyniki bez ludzi.

Konsekwencje takiego „liczbowego” podejścia wydają mi się „opłakane” w długoterminowym podejściu. Oznaczać to bowiem może niewypowiedziany wprost ale przejawiający się w decyzjach i działaniach  brak szacunku dla ludzi jako kluczowego „elementu” firmy, co może się przekładać na brak troski o ich rozwój, brak działań motywujących, nieumiejętność wykorzystywania kompetencji ludzi, brak pobudzania w ludziach pasji etc. W efekcie można się spodziewać stopniowego odpływu wartościowej kadry, zespół “wyrobników” jako efekt takiego podejścia, stłumienie zaangażowania ludzi itd. W efekcie – gorsze wyniki, gorsza reputacja, trudniejsze zarządzanie. To oczywiście mój pogląd.

Ciekawa jestem Waszych refleksji, opinii i doświadczeń wokół tych dwóch odmiennych postaw zarządczych (tak chyba to mogę określić, bo za poglądami idą zwykle określone działania lub ich zaniechanie).

Pozdrawiam, Ewa