Archiwum

Archiwum dla Marzec, 2010

To co dajesz – wraca do Ciebie

Marzec 30th, 2010

Sobota rano, urząd pocztowy na jednym z warszawskich osiedli. Jedno okienko czynne, kolejka spora. Kolejki pilnuje „automat” – należy wydrukować numerek w zależności od tego, co chce się załatwić. Numerek się wyświetla i informuje, do którego okienka należy podejść. Proste. Tak – dla młodego, sprawnego – żaden problem.

Na pocztę weszła drobna Starsza Pani o laseczce. Na poczcie było sporo osób młodych i w średnim wieku, dla których zasady korzystania z usług pocztowych są proste i jasne. Jednak z poczty – jak i z innych podobnych miejsc – korzystają wszyscy, także starsi ludzie, zakłopotani, gdy nie wiedzą, jak sobie poradzić – jak Starsza Pani. Kiedy ona była młoda – stawała w kolejce do okienka. Bez maszyn i numerków. Widać było, że i ta Starsza Pani nie wie, jak się odnaleźć na tej współczesnej poczcie.

- Czy mogę w czymś pani pomóc – zapytałam podchodząc do Starszej Pani.
- Nie wiem w czym – usłyszałam.
- Jeśli mi pani powie, co chce pani załatwić, to będzie mi łatwiej pomóc.
- Chciałam kupić znaczki.

Właśnie wyświetlił się mój numerek, powiedziałam:
- Proszę ze mną podejść do okienka, nie ma potrzeby, żeby czekała pani w kolejce.

Starsza Pani kupiła znaczki i serdecznie mi podziękowała. Nikt nie zareagował, co mnie ucieszyło, bo bywają sytuacje, gdy nawet w odniesieniu do takich starszych osób inni walczą o pierwszeństwo w kolejce.

Pomogłam Starszej Pani. Miałam poczucie, że zrobiłam coś dobrego. Małego, ale dobrego. Wymagało to jedynie uważności i życzliwości. Wyszłam z poczty i poczułam że … Starsza Pani sprezentowała mi coś dobrego. Pozostałam pod wrażeniem jej ciepłego  i subtelnego podziękowania. Nie planowałam tej wizyty na poczcie – ktoś poprosił mnie o przysługę. Inaczej nie spotkałoby mnie to pozytywne doznanie. I mój dzień przez to nabrał innej dynamiki, innych barw.

Skojarzyłam tę sytuację z powiedzeniem, które wielokrotnie słyszałam, że “to co dajesz, to do Ciebie wraca”.  I pewnie coś w tym jest. Jak to działa – nie wiem, ale działa.

Jest wiele okazji w codziennym zabieganym życiu, aby w prosty sposób dawać ludziom dobro, okazywać szacunek. To nic nie kosztuje – poza chwilą uważnej życzliwości.  Warto. Pod każdym względem. Dla innych i dla siebie.  To może być przytrzymanie drzwi do windy, ustąpienie miejsca w tramwaju (coraz rzadsze zjawisko w wykonaniu młodych ludzi, a szkoda), pomoc w takiej sytuacji, jaką opisałam, pomoc w wyjściu z przejścia podziemnego, które jest kiepsko oznakowane…. jest wiele możliwości.

To, w jaki sposób odnosimy się do słabszych czy starszych ludzi, według mnie świadczy o naszej kulturze, wrażliwości, szacunku, jaki mamy dla ludzi i dla siebie. Sprawianie dobra, nawet w malutkich dawkach, dodaje kolorów naszemu życiu. To nas rozwija. Przy okazji mamy szansę pozytywnie się wyróżniać.

Warto zastanowić się, czy  zwracamy uwagę na potrzeby innych? Jak traktujemy słabszych i starszych? Czy odnosimy się do nich z szacunkiem? Kiedy ostatnio bezinteresownie pomogliśmy innej, nieznanej osobie? Czy dajemy ludziom powód do uśmiechu? Czy potrafimy czerpać radość z radości innych? Czy dajemy, rozsiewamy dobro?

Zachęcam. Pozdrawiam

Ewa

Uncategorized , , , , ,

Wypowiedzenie – co warto wiedzieć (cz. 2)

Marzec 27th, 2010

Post dotyczący wypowiedzenia (cz. 1) spotkał się z dużym zainteresowaniem Czytelników, stąd uznałam, że warto kontynuować temat i nie odkładać na później. Moje posty nie zastąpią wiedzy wynikającej ze znajomości Kodeksu Pracy, mam jednak nadzieję, że przybliżą przynajmniej niektóre zagadnienia i zmotywują do poznania zarówno określonych prawem pracy obowiązków, jak i praw i zachęcą do lektury Kodeksu Pracy.

Ważne – Kodeks Pracy nie ma odniesienia do osób “samozatrudniajacych się”, czyli prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą i mających kontrakt z firmą (praca jak na etacie, a rozliczanie na podstawie faktur). Warto o tym wiedzieć i pamiętać.

Pisałam w części pierwszej o wypowiedzeniu pracy z przyczyn leżących po stronie pracownika, z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Dziś trochę o tzw. „dyscyplinarce”.  Chodzi o rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia z winy pracownika, z pominięciem okresu wypowiedzenia.

Przeczytajcie bardzo uważnie Kodeks Pracy. Ono dotyczy wyraźnego ciężkiego naruszenia obowiązków. Wtedy nie ma okresu wypowiedzenia.  To działa natychmiastowo.

KP Art. 52. § 1. Pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika w razie:

1) ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych,

2) popełnienia przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem,

3) zawinionej przez pracownika utraty uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku.

§ 2. Rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika nie może nastąpić po upływie 1 miesiąca od uzyskania przez pracodawcę wiadomości o okoliczności uzasadniającej rozwiązanie umowy.

Bardzo ważne jest szczególnie dokładne i precyzyjne określenie przyczyny przez pracodawcę. Na piśmie!  Przyczyna ma być konkretna i prawdziwa. Warto wiedzieć, że:

  • Nawet jednorazowa nietrzeźwość pracownika jest ciężkim naruszeniem obowiązków. Dotyczy to nie tylko alkoholu, ale i innych środków odurzających.
  • Przywłaszczenie mienia pracodawcy jest zawsze ciężkim naruszeniem obowiązków, nawet jeśli nie jest przestępstwem w świetle prawa, a jedynie wykroczeniem (czyli nie jest ważne, jaka jest wartość przywłaszczonego mienia). Próba przywłaszczenia także jest takim naruszeniem.
  • Korzystanie z telefonu służbowego w celu niezgodnym z jego przeznaczeniem (inne niż do celów służbowych, np. udział w  konkursach sms-owych) – jeśli naraża pracodawcę na szkodę -  może być powodem natychmiastowego zwolnienia. Napisałam “jeśli”, bo są sytuacje, w których jest ustalone z pracodawcą, że używanie telefonu służbowego do celów prywatnych będzie rozliczane w określony sposób i odliczane np. od wynagrodzenia, wówczas według mnie raczej nie można mówić o narażeniu pracodawcy na szkodę.
  • Odmowa wykonania polecenia służbowego może stanowić przyczynę zwolnienia dyscyplinarnego, bez potrzeby uprzedniego stosowania kar porządkowych (może, ale nie musi). Pracownik może oczywiście odnieść się na piśmie do otrzymanego polecenia i napisać, że np. w jego ocenie i zgodnie z jego najlepszą wiedzą wykonanie takiego polecenia naraża firmę na określone szkody (jeśli tak jest), niemniej nie może odmówić wykonania polecenia. Pisząc taką informację, pracownik  ma potem podstawę do ewentualnego bronienia swoich praw, gdyby rzeczywiście w efekcie wykonania takiego polecenia skutki były niekorzystne dla firmy, a pracownik był za to pociągany do odpowiedzialności.
  • Nieosiągnięcie zamierzonych rezultatów nie mogą być oceniane jako ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków w rozumieniu art. 52 KP. Jeśli zatem nie osiągasz efektów pożądanych przez pracodawcę – pracodawca nie może Cię zwolnic dyscyplinarnie, ale może to zrobić w trybie zwykłym, jeśli wykaże, że jest to wynikiem zaniedbań czy np. braku wystarczających kompetencji.
  • Regulamin pracy nie stoi ponad prawem, a więc powinien uwzględniać / honorować obowiązujący KP.

Regulamin pracy w danej firmie i Kodeks Pracy to lektury obowiązkowe dla każdego pracownika! Kodeks jest dostępny w Internecie. Regulamin nie może być sprzeczny z obowiązującym prawem, wiec i z Kodeksem.  Polecam każdemu, kto jest zatrudniony na umowę o pracę te lektury. Kodeks został opracowany, by chronić prawa pracowników i określać ich obowiązki wobec pracodawcy.

Wiedza o swoich prawach i świadomość posiadania określonych praw oraz obowiązków ułatwia zadbanie o własny interes nawet w krytycznym momencie.

Pozdrawiam Wszystkich i życzę, byście nie musieli nigdy korzystać z tej „lekcji”.

Ewa

Uncategorized , , , , ,

Nowa praca – negocjowalne warunki zatrudnienia

Marzec 24th, 2010

Chwila “odpoczynku” od tematu wypowiedzenia :-) czyli coś, co dotyczy startu w nowej pracy, a dokładnie – rozmów o warunkach zatrudnienia.

Tak się przyjęło, że przy podejmowaniu nowej pracy negocjujemy przede wszystkim (w wielu wypadkach wyłącznie) kwestie związane z wynagrodzeniem. W moim odczuciu to błąd. Jest jeszcze kilka aspektów, o których warto rozmawiać z pracodawcą. Zatem negocjacje mogą dotyczyć:

1. wynagrodzenia w okresie próbnym i po okresie próbnym (warto to zapisać już w pierwszej umowie, że po okresie próbnym wynagrodzenie wzrośnie o kwotę x) – tak unika się nieporozumień. Zarząd firmy może się zmienić i jeśli nie ma zapisu – ustalenia ustne trudno jest udowodnić i tym samym egzekwować.

2. długości trwania okresu próbnego (nie ma nigdzie zapisu dotyczącego jego długości – może to być miesiąc, mogą być np. 3 miesiące). Można negocjować pominiecie okresu próbnego i zatrudnienie od razu np. na umowę na czas nieokreślony.

3. czy po okresie próbnym będzie umowa na czas nieokreślony czy określony, a jeśli określony, to jak długi. Warto zastanowić się, co jest dla nas korzystne – czy umowa czasowa po okresie próbnym na dłuższy czas (np. rok) czy krótszy (np. pół roku). Wbrew pozorom  jest to istotne, ponieważ przepisy prawa mówią o tym, że po 3 umowach na czas określony pracodawca ma obowiązek zawrzeć umowę na czas nieokreślony. Czyli im krótsze umowy czasowe, tym szybciej umowa na czas nieokreślony. Nie ma jednak gwarancji, że pracodawca będzie chciał podpisać kolejną umowę. Każdy sam powinien oszacować ryzyko.

4. wprowadzenia do umowy zapisu o corocznych stałych wzrostach wynagrodzenia o poziom inflacji (urealnianie wynagrodzenia).

5. zakresu obowiązków i odpowiedzialności na danym stanowisku, a także zakresu kompetencji (np. jakie decyzje mogę podejmować samodzielnie).

6. okresu wypowiedzenia; Kodeks Pracy nie określa możliwego okresu wypowiedzenia. Kodeks Pracy określa jedynie minimalny okres wypowiedzenia, ale nie zabrania pracodawcy udzielania dłuższego niż ten minimalny okresu wypowiedzenia. To bardzo ważne, bo do 3 miesięcy pracy ten okres minimalny wynosi 2 tygodnie, do 3 lat pracy w danej firmie – 1 miesiąc. Można od razu wynegocjować, że np. pomijamy okres próbny i zatrudnienie jest na czas nieokreślony z np. 6 miesięcznym okresem wypowiedzenia, 3 miesięcznym… dowolnie.

7. można negocjować zapis o tym, że jeżeli wypowiedzenie nastąpi z winy pracodawcy (likwidacja firmy lub stanowiska pracy), to wypłacona zostanie dodatkowa odprawa w wysokości np. równowartości 3 miesięcznego wynagrodzenia, 6 miesięcznego wynagrodzenia…

8. można przy niektórych typach pracy negocjować częściową pracę zdalną (telepraca) czyli np. trzy dni pracuje w firmie a pozostałe dwa – w domu; to szczególnie dobre rozwiązanie dla kobiet po urlopie macierzyńskim albo dla osób dojeżdżających z daleka do miejsca pracy.

9. narzędzia pracy, w tym  – telefon komórkowy – limit kwotowy (można negocjować określona wysokość), laptop, samochód służbowy lub zwrot kosztów dojazdów do pracy, nawet możliwość wynajęcia dla pracownika i pokrycia kosztów mieszkania lub pokoju służbowego (może to być koszt doliczany jako wynagrodzenie – opodatkowanie jak dochodu), albo koszt w pełni po stronie pracodawcy).

10. pokrycie przez pracodawcę kosztów abonamentu zdrowotnego czy pokrycie kosztów ubezpieczenia na życie (grupowe ubezpieczenie)

11. pokrycie przez pracodawcę całości lub części kosztów określonych szkoleń (można je wymienić w umowie) lub studiów, szkoleń językowych (także to, czy szkolenia będą traktowane jako czas pracy czy poza czasem pracy).

12. zasad dotyczących karencji – jeśli przez określony czas po ustaniu zatrudnienia nie mogę podjąć pracy w konkurencji, to ta konkurencja powinna być dokładnie określona w umowie, a dodatkowo ten czas karencji powinien być uwzględniony w odprawie pracowniczej – jako równowartość wynagrodzenia za te miesiące.

Wiem, że nie zawsze jest możliwe uzyskanie wszystkich bonusów, że zależy ono od naszej wartości rynkowej i możliwości pracodawcy, od specyfiki firmy i branży, jednak warto wiedzieć, że nie tylko comiesięczne wynagrodzenie podlega negocjacjom i ze czasem wynegocjowanie innych rzeczy jest wartościowsze niż nawet kilkaset złotych miesięcznie.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

Wypowiedzenie – co warto wiedzieć (cz. 1)

Marzec 20th, 2010

Jakiś czas temu pisałam o zwalnianiu pracowników w poście „Nieprzyjemny „przywilej szefa”. Uwagi i spostrzeżenia według mnie przydatne mogą być nie tylko pracodawcom, ale i pracownikom. :-)   To, co ważne dla zwalnianej osoby, to fakt, że ma on pełne prawo domagać się szacunku, czasu, wyjaśnień, etc. Nie będę się powtarzać. Dziś obiecany ciąg dalszy tematu, czyli  sytuacja, gdy jako pracownik zostajesz zwolniony z pracy. O czym warto wiedzieć.

  1. Masz prawo do szacunku.
  2. Masz prawo do rozmowy o przyczynach wypowiedzenia (szczegółowe uzasadnienie decyzji), a także o tym, co było pozytywnego i dobrego. Jeśli pracodawca sam o tym nie mówi – pytaj.
  3. Pracodawca ma prawo oceniać Twoją pracę, Ciebie jako pracownika tej firmy, ale nie ma prawa oceniać Cię jako człowieka. Wymagaj rozdzielenia tych obszarów.
  4. Pamiętaj, że życie nie kończy się wraz z utratą tej konkretnej pracy, a często jest początkiem ciekawej przygody i rozwoju zawodowego. O tym ciekawa dyskusja toczy się przy gościnnym poście „Pożegnanie z korporacją – szansa czy śmierć?” na alexba.eu – warto przeczytać wraz z komentarzami i wyciągnąć wnioski, zanim stanie się w obliczu utraty pracy.

Tymczasem dziś chcę zwrócić uwagę na kilka aspektów formalnych, o których wielu ludzi nie wie, bo nie zadaje sobie trudu poznania Kodeksu Pracy. Tymczasem warto znać zapisu KP i mieć świadomość wielu prawnych aspektów.

Wypowiedzenie przez pracodawcę może być realizowane w trybie zwykłym, z zachowaniem okresu wypowiedzenia lub może być to zwolnienie dyscyplinarne, a więc natychmiastowe. Zacznijmy od zwolnienia w trybie zwykłym, z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Drugim przypadkiem zajmę się w odrębnym poście.

  1. Wypowiedzenie liczy się od ostatniego dnia miesiąca, w którym zostało złożone (wręczone). Co to w praktyce oznacza? Jeśli masz np.  miesięczny okres wypowiedzenia i  pracodawca wręcza wypowiedzenie np. 1 marca, 8 marca lub 23 marca czy 31 marca – to okres wypowiedzenia i tak liczy się od 31 marca (ostatni dzień miesiąca) – czyli w kwietniu jesteś w okresie wypowiedzenia, ale pracujesz jeszcze. Powszechnie uważa się, ze wypowiedzenie można dostać w ostatnim dniu miesiąca, nie jest to jednak prawdą. Błędne jest przekonanie, ze wypowiedzenie wręcza się pracownikowi z końcem miesiąca.
  2. Możesz ustalić z pracodawcą (w niektórych firmach jest to standardem), że pracodawca zwalnia z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia. Co to oznacza? Że jesteś w okresie wypowiedzenia, za który otrzymujesz wynagrodzenie, ale nie masz obowiązku chodzić do pracy (jak płatny urlop). To daje więcej czasu na poszukiwanie nowej pracy i unikasz niekomfortowej sytuacji pracy w czasie wypowiedzenia. Warto o tym rozmawiać z pracodawcą. Ważne: jeśli masz w umowie zakaz pracy dla konkurencji – nie możesz w tym czasie wykonywać takiej pracy  – dotyczy to także umowy o dzieło i umowy zlecenia.
  3. Zgodnie z prawem przysługują  2 dni wolne na tzw. poszukiwanie pracy – płatne.
  4. W okresie wypowiedzenia możesz wybrać urlop (iść na urlop), a jeśli nie – pracodawca zobowiązany jest Ci wypłacić ekwiwalent za niewykorzystany urlop. Pracodawcy częściej wysyłają na urlop, niż płacą.
  5. Zwolnienie lekarskie nie przedłuża okresu wypowiedzenia.
  6. Po okresie wypowiedzenia, gdy już nie pracujesz, masz pełną ochronę zdrowotną i ubezpieczeniową przez 30 dni. Ważne jest, by w ostatnim dniu trwającego okresu wypowiedzenia pracodawca podbił Ci książeczkę zdrowia (legitymację ubezpieczeniową).
  7. Jeśli zwalnia Cię pracodawca – możesz zgłosić się do urzędu i zarejestrować jako bezrobotny, wówczas zachowujesz ubezpieczenie.

Pułapka „porozumienia stron”.

Dlaczego rozwiązanie umowy za  porozumieniem stron nie zawsze jest dobre dla pracownika, a jest korzystne dla pracodawcy?

Wielu pracodawców proponuje pracownikowi rozstanie i podpowiada podpisanie porozumienia rozwiązującego stosunek pracy. To ma być taka „ugodowa wersja”, żeby nie było w dokumentach napisane, że Cie „wyrzucili”. Tu jest pułapka. Są firmy, w których praktykuje się informowanie pracownika, że to dla niego lepiej, bo przyszły pracodawca lepiej na nich będzie patrzył.  Nie dopowiadają jednak, że rozwiązując umowę „za porozumieniem stron” pozbawiamy się dwóch podstawowych praw:
- prawa do zaskarżenia wypowiedzenia w Sądzie Pracy,
- prawa do zasiłku (gdy zarejestrujemy się jako bezrobotni).

Jeśli na rozmowie kwalifikacyjnej pada pytanie o przyczynę rozstania z byłym pracodawcą, to odpowiedź, że rozstanie było za porozumieniem stron nic nie zmienia. powszechnie przyjmuje się, że jeśli pracownik sam chce odejść, to on składa wypowiedzenie i dzieje się tak zwykle, gdy ma już inną pracę. Jeśli człowiek szuka pracy będąc bezrobotnym (formalnie lub nie), to dla większości pracodawców jest to informacja, że  coś się nie układało i załatwiono to „porozumieniem stron”.

Samo słowo „porozumienie” oznacza zgodę na warunki odejścia. Oznacza, że się porozumiałeś z pracodawcą. A czy tak naprawdę porozumiałeś się? Negocjowałeś?

Jeśli pracodawca proponuje Ci rozwiązanie stosunku pracy za porozumieniem, to… wykorzystaj to i negocjuj warunki rozwiązania umowy. Możesz powiedzieć: Proponuje mi Pan rozwiązanie umowy na mocy porozumienia stron, to w takim razie spróbujmy się porozumieć – co Pan proponuje? Jaki warunki rozwiązania umowy? Jeśli w tym momencie pracodawca podaje standardowy okres wypowiedzenia i nic więcej, to powiedz, że to nie jest porozumienie, że Ty widzisz to inaczej. Jeśli mamy się rozstać za porozumieniem stron, to proszę (np.) o dodatkowy płatny miesiąc okresu wypowiedzenia i zwolnienie ze świadczenia pracy w całym okresie wypowiedzenia. To oczywiście jedna z możliwości. 

Jeśli pracodawca nie ma „twardych” podstaw, prawdziwych do zwolnienia, a nie chce już Ciebie w zespole – będzie straszył lub negocjował. Straszyć to już nie bardzo ma czym, bo przecież i tak tracisz pracę, więc czego masz się bać ? To już poniekąd komfortowa sytuacja – możesz negocjować. A jeśli wiesz, że podana (napisana)została nieprawdziwa przyczyna, to masz dodatkowy argument: Szefie, ja proponuję porozumienie na określonych warunkach. Jak Pana to nie interesuje, to zostawmy to wypowiedzenie z podaniem przyczyny, a ja złożę sprawę do sądu, bo przyczyna jest nieprawdziwa i krzywdząca. Pan wybiera. :-)

Ważne, żeby nie dać się zastraszyć, zaskoczyć. Masz czas. Nie spiesz się.  Jeśli  dostajesz wypowiedzenie, to odetchnij, złap równy oddech, przeczytaj dokument przynajmniej dwa razy zanim podpiszesz porozumienie. Daj sobie tyle czasu, aż czytając zrozumiesz każde zdanie napisane w dokumencie. Zastanów się, co to dla Ciebie oznacza.  Na tym etapie nie myśl, co będziesz robił i skąd weźmiesz pieniądze na przeżycie, ale skup się na tej konkretnej sytuacji, potraktuj to jako zadanie.

„Porozumienie stron” zwalnia pracodawcę z obowiązku pisemnego uzasadnienia przyczyny wypowiedzenia. A zgodnie z prawem podana przyczyna ma być konkretna, jasno określona i prawdziwa. Czasem pracodawca nie potrafi podać takiej przyczyny. Wtedy takie porozumienie jest dość wygodną formą.  Zdarza się, że pisze wypowiedzenie podając wątpliwe lub podważalne uzasadnienie i podsuwa pracownikowi, a równocześnie proponuje, by zamienić to na „porozumienie stron” –  “dla dobra” pracownika. Bo niby będzie łatwiej mu uzyskać nową pracę. To sygnał, że pracodawca woli porozumienie. :-)   Dlaczego? Jeśli przyczyna jest nieprawdziwa, krzywdząca, niejasna – pracownik może w ciągu 7 dni kalendarzowych ( a nie roboczych!) złożyć pozew do sądu pracy i wnosić o przywrócenie do pracy na poprzednich warunkach, odszkodowanie (maksymalnie trzykrotne wynagrodzenie), zmianę świadectwa pracy. Sądy pracy są na ogół przychylne pracownikom i naprawdę w sytuacjach krzywdy warto się upominać o swoje prawa i o prawdę. Jeśli zgadzamy się na „porozumienie stron”, to odmawiamy sobie tego prawa. Postępowanie sądowe w sądzie pracy w takich przypadkach jest wolne od opłat sądowych.

Kodeks Pracy to lektura obowiązkowa dla każdego pracownika! Jest dostępny w Internecie, np. tutaj, na stronie Państwowej Inspekcji Pracy.

Odchodząc z pracy zadbajcie o świadectwo pracy, potwierdzenie odbytych szkoleń, opinię, a także wszystkie wydruki RMUA potwierdzające, że pracodawca odprowadzał za Was składki ZUS.

Pozdrawiam i życzę dobrej pracy bez nieprzyjemnych niespodzianek :-) ,

Ewa

Uncategorized , , , , ,

Powody do działania i “wstrzymywacze”

Marzec 16th, 2010

Przypuszczam, że przynajmniej niektórzy Czytelnicy tego blogu snują marzenia, robią plany, nawet podejmują decyzje odnośnie do dalszych działań. Czy doświadczaliście sytuacji rozpoczynania nowego projektu (realizacji planu) z impetem, z “ogniem”, zapałem w sobie?  A potem coś się zmieniało, wygasało, słabła wewnętrzna motywacja, brakowało sił, brakowało pozytywnych emocji, wiary…  Brzmi znajomo? Ja przypominam sobie przynajmniej kilka takich „decyzji”, które zgasły, zanim się tak naprawdę zdarzyły.

Co się stało, że wygasł „wewnętrzny płomień”, że straciłeś zapał, odpuściłeś, mimo, że miałeś marzenie, wizję, jasno określone cele, określone zadania, wiarę, zapał? Lang Lang, którego kiedyś przywoływałam w jednym z wcześniejszych postów powiedział: To TY jesteś KLUCZEM do swojej kariery. Tylko Ty!

Przyczyny takiego „wygaszenia” tkwią (tak ja na to patrzę) w trzech kluczowych obszarach (nie muszą zaistnieć wszystkie trzy – wystarczy, że zaistnieje jeden z poniższych przypadków):

A – Cel / wizja nie była tak do końca, naprawdę Twoja (choć być może tak Ci się wydawało) i przestałeś się z nią identyfikować; w poście o pianiście Lang Langu pisałam o tym, że błędem jest kopiowanie drogi innych i nie szukanie własnej. I w efekcie przestałeś czuć się częścią tego, co robisz.

B – Straciłeś cel z oczu, gdy zacząłeś się skupiać na doraźnych działaniach, zapomniałeś, o co tak naprawdę Ci chodziło, dokąd chciałeś dojść, czemu to miało służyć, co to miało zmienić w Twoim życiu i/lub w życiu innych.

D – Uwierzyłeś w to, co mówią inni – że się nie da, że to tylko dla wybitnych, że „lepszy wróbel w garści niż skowronek na dachu”, że nie starczy Ci zapału, że inni już próbowali i im nie wyszło, że rynek jest trudny i za mały, że ty znowu coś wymyślasz zamiast –  jak inni - zająć się “normalną” pracą, że masz już zbyt wiele lat na takie eksperymenty, że własny biznes wymaga wielkich nakładów finansowych, że szkoda życia na takie eksperymenty, że …. – w efekcie straciłeś swoją wewnętrzną harmonię, silę i determinację. Uwierzyłeś, że się nie uda. Zwątpiłeś, straciłeś entuzjazm.

To, co napisałam nie dotyczy tylko zakładania własnej firmy. Dotyczy nauki języków, uczenia się nowych rzeczy, rozwijania zainteresowań, realizacji marzeń, nauki pływania, a nawet – budowania bliskich relacji z ludźmi – praktycznie wszystkiego.

Z marzeniami jest różnie. Dla jednych marzenia są po to, by je przekładać na wizję, cele i zadania do realizacji. Dla innych – marzenia są tylko po to, by… marzyć. I nigdy nie przekładają się na cele i na działania, a stanowią jedynie chwilową odskocznię od „szarej rzeczywistości”. A Ty do której grupy należysz?

„Ci drudzy” często są autorami rad typu: „Zejdź na ziemię”, „Wydoroślej”, „Zostaw te mrzonki i zajmij się czymś pożytecznym”.  Skupiają się na wewnętrznym uzasadnieniu i udowodnieniu sobie, że marzenia są tylko do marzeń i że nie da się ich realizować.

Jeśli masz marzenia i chcesz je realizować, to możesz skorzystać z poniższych rad (nie jest to uniwersalna recepta; mnie pomaga utrzymać kurs, choć także miewam zwątpienia i trudności z „jak”, choć wiem „co”, a do tego jestem niecierpliwa).

  • Sprawdź, czy Twoje marzenia są Twoje, a nie „zaszczepione” lub „zapożyczone”.
  • Zbuduj wizję w swojej głowie, obrazy, emocje – poczuj to.
  • Spisz swoje powody do działania – korzyści własne i/lub te, które chcesz „dać światu”.
  • Zapisz przeszkody, które wydaje Ci się, że mogą Cie spotkać. Określ, co Cię tak naprawdę zatrzymuje. Które przeszkody / „wstrzymywacze” są najsilniejsze – wewnętrzne (typu strach przez przegraną, mała wiara w powodzenie przedsięwzięcia) i zewnętrzne (brak dostatecznej wiedzy w określonej dziedzinie, małe środki finansowe, ograniczenia czasowe).

Kiedy zaczynałam tworzyć ten blog miałam w sobie dużo obaw. Miałam też wizję, cel. Im częściej myślałam o celu, tym obawy malały. W końcu chęci “wygrały” i dziś czerpię z tego wielka radość. Wspominałam o tym pisząc po pierwszym miesiącu działania blogu.

  • Określ zadania, które Cie czekają, także te, które wiążą się z codziennym „wewnętrznym wzmacnianiem siebie”
  • Ustal cenę. Tak, cenę, jaką jesteś w stanie zapłacić za realizację marzenia. Być może to czas, który będziesz siedział sam przy komputerze a nie wśród przyjaciół, być może ilość kilometrów, które będzie Ci dane przejechać. Być może bardzo duża dyscyplina finansowa przez najbliższe miesiące, a może rezygnacja z innego działania na rzecz tego właśnie marzenia?
  • Zacznij działać. Wiele problemów znika, gdy zaczynasz działać. Im więcej działasz, tym więcej masz w sobie entuzjazmu, bo jesteś coraz bliżej tego, na czym Ci zależy. Tak przynajmniej jest w moim przypadku.
  • Skupiaj się nad tym „co chcesz zrobić”. Rób “cokolwiek”, ale w kierunku celu. Rób, a nie czekaj i nie myśl, jak to zrobić najlepiej. Zacznij działać.

Gdy usłyszałam kiedyś taką podpowiedź, to byłam autentycznie zła. Bo co to za rada “zacznij to robić”, skoro nie wiedziałam jak mam robić, od czego zacząć. Złościłam się, bo nie było to zgodne z moim przyzwyczajeniem. Wcześniej zawsze zaczynałam działać dopiero gdy miałam wszystko przemyślane i kiedy miałam szczegółowy plan. Mimo to zaryzykowałam (z dużymi oporami) tę nową, inną strategię.

Odpowiedź na pytanie „jak” przychodzi sama (krystalizuje się) w trakcie działania lub znajduje się ktoś, kto potrafi podpowiedzieć, zainspirować. Skupienie się na celu pozwala wyłapywać z otoczenia okazje. Działanie sprawia, że posuwam się w kierunku celu, nawet jeśli są to bardzo małe kroki. Działając widzę różne możliwości (wyostrzone zmysły?), których bez mocno ugruntowanej wizji i celu bym nie dostrzegła . To się dzieje chyba na poziomie podświadomym. Nie umiem tego wyjaśnić. Ale tego doświadczam.

  • Przypominaj sobie to, co spisałeś w powodach swojego działania. Umacniaj i odtwarzaj wizję (obrazy, emocje), żeby nie stracić z oczu kierunku i celu. Mnie to pozwala utrzymać kierunek.:-)
  • Monitoruj “wstrzymywacze” – sprawdzaj, co w danym momencie Cie wstrzymuje przed kolejnym krokiem, co rozprasza, co zjada Twój czas bezproduktywnie (uwaga: odpoczynek nie jest bezporoduktywnym traceniem czasu). Często nie są to rzeczy materialne czy bytowe. Często to naprawdę coś, co mamy (budujemy) w naszej głowie – z obaw, z potrzeby obrony dotychczasowych zwyczajów, z niechęci wyjścia poza strefę komfortu. Wyjście ze strefy komfortu w coś, co nieznajome, jest nieodłącznym elementem wielu przedsięwzięć – zrealizowanych marzeń. :-)

Pozdrawiam
i życzę wielu marzeń, które będziecie z radością realizowali.

Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,

O “spędzaniu” czasu

Marzec 13th, 2010

Słowo “spędzać” (“spędzić”) kojarzy mi się z pozbywaniem się czegoś, przepędzaniem, gonieniem, wypędzaniem, wyganianiem, a nie z doświadczaniem, przeżywaniem, ubogacaniem się, rozwojem… “Spędzić czas”, to jak “Spędzić psa z kanapy”. Był tu i go nie ma:-).

Jak spędzasz wolny czas?  Ile czasu spędzasz nad książkami? Spędziłem weekend z rodziną. – na co dzień używamy takich zwrotów i są one językowo poprawne. Ja ich nie lubię. Kiedyś (dawno, dawno temu) mawiało się “spędzić płód”, co oznaczało aborcję (a dokładniej – doprowadzenie do poronienia) .

Nie pozbywaj się czasu, tylko go przeżywaj. Nie spędzaj go, tylko wykorzystuj w dobry dla Ciebie sposób. Czasem się mówi: “robiłem to dla zabicia czasu”… Nie zabijaj go, ale ciesz się nim.

Jak zatem radzić sobie na poziomie języka? Poniżej kilka podpowiedzi:

- Spędziłam wieczór przed TV. -> To akurat bardzo adekwatna odpowiedź, bo w większości przypadków siedzenie przed TV pozbawia nas czasu, a korzyści z tego mizerne . :-)

- Spędziliśmy nad tym projektem wiele czasu. -> według mnie lepiej powiedzieć np. : Ten projekt wymagał od nas wiele pracy i czasu lub Ten projekt był czasochłonny.
- Spędziłem czas w bibliotece. ->Ta odpowiedź  przekonuje mnie tylko wówczas, jeśli bezproduktywnie siedziałeś między regałami :-) ; jeśli czytałeś lub uczyłeś się – powiedz o tym:  Byłam w bibliotece i uczyłam się ….  lub Byłem w bibliotece i czytałem ciekawe książki (tu przy okazji otwierasz możliwość rozmowy o tym, co czytasz, czym się interesujesz).
- Siedziałem w domu. -> Czyli nic nie robiłeś tylko siedziałeś? Wiem, że w skrócie chcesz przekazać, że nigdzie nie wychodziłeś. Ale to nie jest budujący komunikat. Jeśli nie przesiedziałeś bezczynnie popołudnia, to lepiej powiedz: byłem w domu albo zajmowałem się sprawami domowymi. To otwiera możliwość rozmowy o tym, co robiłeś będąc w domu.

Taka zmiana sposobu komunikowania o tym, jak przeżywasz swój czas i czego doświadczasz (a nie “spędzasz” czas) pozwoli Ci zobaczyć, czym się karmisz, jak wykorzystujesz czas, a dodatkowo pozwoli wyeksponować to, co robisz. Otwiera możliwość głębszej rozmowy, chociażby o zainteresowaniach.

Prawie każdy możne powiedzieć Spędziłem X godzin w pracy. Powiedzenie spędziłem w pracy cały dzień nie przekonuje mnie o tym, że to był konstruktywnie wykorzystany czas. Ja nie spędzam czasu w pracy, ja w pracy… pracuję, robię ciekawe i pożyteczne rzeczy, czasem mniej ciekawe ale potrzebne. Lepiej powiedzieć: Wczoraj miałem bardzo intensywny dzień, pracowałem do późnego wieczora, ale dzięki temu skończyłem ważny projekt.

Zamiast Spędziłem święta u Rodziców lepiej gdy mówisz Przeżywałem te święta wspólnie z Rodzicami / u Rodziców.

Zamiast Spędziłem wieczór z rodziną lepiej powiedzieć Wieczór przeżywałem w towarzystwie rodziny.

Słyszycie różnicę? Zauważacie ją?

Używanie języka w sposób świadomy może nas pozytywnie wyróżniać. Nie mówię, by w ogóle nie używać słowa “spędzać”. Zachęcam, by używać świadomie, a jeśli można – zamiennie, eksponując naszą aktywność, rozwój, pasje, zainteresowania. To może w wielu sytuacjach zmienić sposób postrzegania nas przez innych, a także zmienić nasz sposób myślenia o nas samych.

To, jak zadajemy pytania  wiele o nas mówi. Od tego, jak zadamy pytanie, zależy odpowiedź, jaką usłyszymy. Zamiast pytać znajomego, jak spędzi wakacje, zapytaj, co planuje robić w czasie wakacji lub jakie ma plany na wakacje. Zamiast pytać dziewczynę, jak chce spędzić wieczór, zapytaj, jak chce przeżyć ten wieczór lub czy ma plany na ten wieczór.

Jestem ciekawa Waszych opinii.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , ,

Czy jesteś swoim przyjacielem?

Marzec 6th, 2010

Możemy uczyć się od naszych przyjaciół życzliwego i wspierającego stosunku do siebie. Czy to oznacza, że mamy od siebie przestać wymagać, że mamy się tylko “klepać po ramieniu” i mówić miłe rzeczy?  Nie. Chodzi o to, by nie sabotować własnych działań, nie podstawiać sobie nogi, nie gasić w sobie zapału, nie osłabiać chęci do rozwoju, nie oszukiwać siebie samych.

Przyjaciel, to według mnie osoba, która:

  1. Jest mi życzliwa.
  2. Wspiera mnie w moich dążeniach.
  3. Pomaga mi, jeśli może i jeśli ja tego potrzebuję, i jeśli o to poproszę.
  4. Szanuje moją niezależność i indywidualizm.
  5. Nie ocenia mnie, nie krytykuje, nie ośmiesza, nie umniejsza mojej wartości.
  6. Nie daje mi gotowych recept na moje życie, zostawia mi wolność wyborów.
  7. Daje mi uczciwe informacje zwrotne, jeśli o to proszę, jest wobec mnie uczciwy.
  8. Potrafi znaleźć dla mnie czas, interesuje się mną.
  9. Ma do mnie zaufanie i ja obdarzam go zaufaniem.
  10. Czuję się w jego towarzystwie dobrze i bezpiecznie, cieszy mnie jego towarzystwo.

Oczywiście każdy może do tego dodać szereg innych rzeczy według własnej definicji Przyjaciela, ja skupię się na tych, bo wydają mi się kluczowe i uniwersalne..

Zatem  przyjrzyj się sobie i zobacz, czy naprawdę jesteś swoim przyjacielem, a nad czym dobrze popracować, żeby być swoim prawdziwym przyjacielem. Oto podręczna  „ściąga”:

  • Czy lubisz siebie? Czy mówisz sobie dobre rzeczy? Kiedy ostatnio pochwaliłeś siebie za coś codziennego? Kiedy ostatnio powiedziałeś sobie np.: „jestem w tym dobry”, „świetnie sobie z tym radzę”, „jestem z siebie dumny”?
  • Czy lubisz swoje własne towarzystwo? Ile czasu bywasz świadomie i z wyboru we własnym towarzystwie – bez radia, TV, znajomych etc i rozmawiasz ze sobą (w myślach lub nawet głośno)?
  • Czy dbasz o swoje zdrowie, o swoją kondycję, o swoje otoczenie, o swój wygląd? Czy chwalisz się za to?
  • Jak odpoczywasz? Poleciłabyś to swojej najlepszej przyjaciółce / przyjacielowi?
  • Czy potrafisz wymienić  5 rzeczy, które w sobie lubisz? A 3, z których jesteś dumny?
  • Czy mówisz sobie dobre rzeczy i życzysz sobie “dobrego dnia”, “powodzenia”?
  • Czy masz dla siebie szacunek?
  • Czy masz zaufanie do siebie i swoich wyborów?
  • Kiedy ostatni raz pytałeś siebie, jak się czujesz i co u Ciebie słychać dobrego?
  • Kiedy pytałeś się siebie, jak możesz sobie pomóc?
  • Kiedy pytałeś się siebie o swoje marzenia i o to, jak chcesz je realizować?
  • Czy dodajesz sobie sił i energii, np. mówiąc „dobrze sobie radzisz, jest ok.”, „nie masz powodu się martwić”, „zobacz, w trudniejszych sytuacjach tak sobie dobrze poradziłeś, że teraz to małe miki”, “to nie problem, to tylko sprawa do załatwienia”, „jesteś zdolny, znajdziesz właściwe rozwiązanie” (tak mówią do Ciebie przyjaciele, prawda?)?

Teraz dla odmiany: Kiedy ostatnio powiedziałeś sobie: „nic mi się nie udaje”, że „znowu mi nie wyszło”, ” jestem do d…”, „głupi”, „nieodpowiedzialny”, „zachowałem się jak idiota”, „brak mi profesjonalizmu”, „nie poradzę sobie”, “nic mi nie wychodzi”, “wszystko jest nie tak”…  Jaki dialog  toczysz ze sobą?  Czy ten dialog dodaje Ci sił? Czy swojemu przyjacielowi też tak mówisz, gdy ma gorszy czas, albo trudności? Czy takie słowa mówione do siebie są dla Ciebie wsparciem i dodają Ci sił w Twoich dążeniach? Czy tak rozmawia z Tobą najlepszy przyjaciel? Jesteś swoim przyjacielem, czy tylko “kumplem od piwa” i “koleżanką od plotek i zakupów”?

Przypomniało mi się powiedzenie: “Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Hmm… Czy jesteś swoim przyjacielem na co dzień i w trudnych sytuacjach?

Jesteś swoim przyjacielem? Jak wzmacniasz tę przyjaźń? Możesz zacząć np. od tego, by każdego dnia wieczorem i każdego dnia rano powiedzieć sobie (czyli swojemu przyjacielowi)  jedną dobrą rzecz, pochwalić się za coś, co zrobiłeś danego dnia. Zawsze jest coś takiego. :-)

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , ,

Nie bądź jak tabloid

Marzec 3rd, 2010

Wszyscy znamy tabloidy. Są dostępne w każdym kiosku, w sieci także. Karmią się sensacją, złymi informacjami, żerują na ciekawości ludzkiej, ale przede wszystkim bazują na emocjach – na złych emocjach. Wprowadzają napięcie, poczucie niepewności, zagrożenia, niesprawiedliwości. Jednocześnie często nie przekazują prawdy – dopasowują fragmenty rzeczywistości na potrzeby wywołania skandalu, pobudzenia emocji… Ważne, żeby się działo. Ważne, żeby się sprzedało. Czy po takiej lekturze czujesz się spokojny, myślisz konstruktywnie?

Obok mojego przystanku jest kiosk z gazetami. Przy nim – na specjalnych stojakach eksponowane są codzienne wydania tabloidów. Czekając na autobus z nudów czytałam. Same tytuły przyprawiają o ból głowy. Świat według tabloidów jest niesprawiedliwy, pełen nieuczciwości, niesłusznie bogatych ludzi, co krzywdzą tych biednych. Tabloidy porównują i zmuszają niejako do porównywania się z innymi, budząc złe emocje – zazdrość, poczucie bycia gorszym, krzywdzonym etc.

Jakiś czas temu przestałam zatrzymywać się przy kiosku, omijam tabloidowe publikacje. Zaczęłam natomiast przysłuchiwać się rozmowom w otoczeniu: w autobusie, w pociągu, w pracy, u fryzjera…  Ku mojemu zdziwieniu zauważyłam, że wiele z nich przypomina właśnie tabloidy. Teraz często wtykam słuchawki w uszy i słucham tego, co mi służy.

Przyjrzyj się (posłuchaj) rozmów znajomych, „stań obok siebie” i posłuchaj, jak przebiegają Twoje rozmowy ze znajomymi. Czy przypadkiem nie bazują na plotkach, sensacjach mniejszych i większych, nie „nakręcają” w Tobie lub innych różnych niepokojów, emocji? Sprawdź, o czym toczą się rozmowy w pracy, gdy przerwa na kawę… Przemyśl, czy szeptane w firmie rozmowy to nie są właśnie niepisane tabloidy… Czy je „czytasz”? A może „współredagujesz”?

A ciche, szeptane po kątach informacje  „chodzące po firmie” o tych nowych, co ich mają dopiero przyjąć, o tym, kim są ci już przyjęci, których nawet nie widziałeś? O podwyżkach, co miały być a ich nie ma, o zagrożeniach zwolnieniami… Szeptane kule śnieżne… Zobacz, jak się toczą… Jeśli chcesz wiedzieć – zapytaj swojego szefa. Albo w dziale personalnym. To skuteczne. Bierz informacje ze źródła.

Warto poobserwować, jakimi ludźmi i jakimi informacjami się karmimy i czy przypadkiem – niechętni dostępnym w kioskach tabloidom – nie przyswajamy codziennej dawki szkodliwych emocji od znajomych, od rodziny, od współpracowników. Warto sprawdzić też, na ile uczestniczymy w tworzeniu takiego kontentu, w zbiorowym lub indywidualnym polowaniu na sensację.

Ile czasu i energii pochłaniają takie codzienne szeptania i ile z tego złych emocji… Jak bardzo oddalają od „tu i teraz”, od tego, co naprawdę nas dotyczy i ma rzeczywisty wpływ na nasze życie? Może lepiej iść na kawę z dobrą książką?

W wolnym czasie odpowiedz sobie uczciwie sam przed sobą na kilka pytań:

- Czy w relacjach z innymi ludźmi nie węszysz za sensacją, nie przekazujesz sensacji, nie przenosisz plotek?

- Czy Twoje rozmowy budzą dobre, pozytywne emocje u innych i są dla Ciebie źródłem dobrych emocji?

- Czy rozmawiając o ludziach skupiasz się na ich pozytywnych cechach i wartościach?

- Czy jeśli chodzi o Twoich przyjaciół i znajomych – rozpowszechniasz o nich dobre czy złe wiadomości? Czy  jesteś dla swoich przyjaciół dobrą agencją PR? Czy oni upoważnili Cię do rozpowszechniania informacji o nich?

- Czy aby zabłysnąć i „dobrze się sprzedać” w towarzystwie np. w czasie imprezy, nie przekazujesz tego, co sensacyjne, plotkarskie?

- Czy w Twoim otoczeniu są ludzie – tabloidy, dla których jesteś tylko dostawcą atrakcyjnego kontentu?

Tabloidy to pożeracze czasu i pożeracze dobrej energii. Jakie są Wasze doświadczenia, spostrzeżenia i opinie?

Pozdrawiam Ewa

_______________________________________________________

Okiem PRowca

Szereg lat obserwacji pozwala mi na wysnucie wniosków, że w firmach, gdzie ludzie pracują z pasją i zaangażowaniem i gdzie jest dobra komunikacja pionowa (od zarządu w dół do pracowników), gdzie ludzie czują się doceniani i szanowani, wiedzą o planach firmy, o przyjętej strategii, gdzie zwłaszcza decyzje personalne podejmowane są w oparciu o jasne reguły – tam mniej jest lub wcale nie ma szeptania i tabloidowych emocji.

Tabloidowe tematy wysączają się poza firmę poprzez sfrustrowanych pracowników nie radzących sobie z generowanymi przez otoczenie emocjami. To często po cichu i powoli, niezauważalnie wpływa na pogorszenie reputacji firmy. To także osłabia ludzi, ich entuzjazm, ich chęć działania. Rośnie poczucie niepewności i zagrożenia, a to nie sprzyja efektywnej pracy i twórczym działaniom

Uncategorized , , , , , ,

Muszę, chcę, wybieram… Słowa mogą wiele

Marzec 1st, 2010

Jakiś czas temu zauważyłam, że niektórzy ludzie, zwłaszcza Ci pełni dobrej energii, intensywnie ale i efektywnie działający w swoim życiu, rzadko kiedy czują się zmęczeni. Podobnie stosunkowo rzadko miewają złe nastroje. Zaczęłam słuchać, jak i co mówią. Jakich słów używają.  Zwróciłam też uwagę na to, że modyfikacja sposobu komunikowania się ze sobą i z otoczeniem pozwala na zmianę postawy, samopoczucia, a tym samym niemal automatycznie wpływa to na  zwiększenie świadomości i komfortu tego życia. Najprościej według mnie tych zmian dokonać na poziomie słownictwa. Nie znaczy to oczywiście, że zmiany powinny dokonywać się wyłącznie w tej sferze, ale od czegoś trzeba zacząć. :-)

Zaczęłam zatem „przyglądać się” słowom.  Testy robiłam na sobie. :-) Przestałam prawie w ogóle używać słowa „porażka”. Pisałam już o tym. Rzadko używam słowa “przegrana”. Przyszła kolej na inne słowa. Uważnie słuchałam, co sama do siebie mówię, jakich słów używam. Potem ćwiczyłam nowy sposób wyrażania się. Czasem było tak (sprawdźcie, czy też tak czasem sobie mówicie):

TEKST A  Muszę jutro wstać dużo wcześniej, bo muszę umyć głowę, muszę wyprasować bluzkę (dziś nie mam już siły). Muszę zdążyć na ten pociąg o siódmej, ale wcześniej muszę zdążyć na pocztę.  Jak ja to poskładam. Nic to, jakoś dam radę, muszę dać radę. W pracy muszę przygotować dokumenty dla biura XX, dla dyrektora YY i muszę zdążyć spotkać się z moim zespołem ZZ, bo trzeba przygotować się do spotkania XY. Oj, muszę zaraz po pracy zdążyć do fryzjera, bo przecież nie mogę z taką głową iść wieczorem na kolację z YZ. Czyli muszę dziś iść wcześniej spać, bo inaczej tego nie ogarnę…. Boże, jaka jestem zmęczona tym wszystkim.

Wcale się nie dziwię temu zmęczeniu. Dziś z samego pisania i czytania takiego tekstu czuję się zmęczona i przytłoczona. :-)

Zaczęłam słuchać, czy inni ludzie też tak stale “muszą” wszystko. Wiecie co zauważyłam? Niektórzy nawet „muszą iść siku”. Pomyślałam, że nie jest ze mną tak źle, bo to akurat robię bez żadnego przymusu, a jedynie z potrzeby. To już coś, jestem o krok dalej.

Jak wyeliminować ilość rzeczy, które musimy danego dnia zrobić? Macie pomysły? Przekładanie części zadań na kolejny dzień nie jest rozwiązaniem. Delegowanie obowiązków też nie załatwia sprawy do końca. Ja znalazłam jeden bardzo skuteczny sposób:
Zamieniłam słowo “muszę”, na słowa „chcę” i „wybieram” oraz „decyduję”. W efekcie częściej niż kiedyś robię to, co chcę, co wybieram, co jest moją decyzją, co wynika z mojego planu. I wykonując te same czynności co poprzednio, czuję mniejsze zmęczenie i nie żyję z poczuciem, że tak strasznie dużo rzeczy “muszę” i nie mam siły na robienie tego, co chcę… Dokonałam zmiany na poziomie języka, a efekt przeniósł się na poziom emocji i na samopoczucie. W efekcie dodał mi energii. Wdrażanie tego programu powoli zmienia jakość mojego życia. Przy okazji częściej niż kiedyś poważnie zastanawiam się nad tym, czego naprawdę chcę – w krótkiej i długiej perspektywie czasowej.

Ilość rzeczy koniecznych i ilość rzeczy pilnych, ilość “muszę” potrafi przytłoczyć nawet silnego mężczyznę, a co tu mówić o drobnej kobiecie. Jak dobrze sobie uświadomić, że jedyne, co musimy tak naprawdę, to umrzeć. Niektórzy dodają do tego płacenie podatków. :-) Reszta to coś, co wybieramy, chcemy, o czym sami decydujemy. Nawet z tym “muszę iść siku” jest tak, ze to wybieramy, bo przecież możemy nie iść i poddać się potrzebie fizjologicznej, tylko będziemy potrzebowali zmienić ubranie na suche. :-)

Oczywiście jestem człowiekiem, który dopiero zmienia złe nawyki na dobre, a ta zmiana to proces, więc wpadam jeszcze w pułapki „muszenia”, niemniej pracuję nad tym.  W moim przypadku „muszę” najwierniej przylgnęło do wszelkich określeń dotyczących porannego wstawania, ale i nad tym popracuję. Wszak nie muszę rano wstawać. Naprawdę. Ty też nie musisz rano wstawać. I w nocy do dziecka też nie musisz wstawać. Tylko nasz wybór implikuje określone konsekwencje i jako odpowiedzialni ludzie wraz z wyborem działania wybieramy jego konsekwencje. A to też wybór, a nie „muszenie”. Wybieram to, bo to służy mnie samej lub służy innym (moja korzyść ), a ja tego chcę. Ale jeśli podejmę taką decyzję, to mogę nie wstawać.  I nie przychodzić na czas do pracy. I mogę do niej w ogóle nie chodzić, tylko to będzie miało wiadome rezultaty. Jeśli zgadzam się na takie rezultaty (a mogę się zgodzić – mój wybór) – to wybieram niewstawanie. Ewentualne konsekwencje mojego wyboru, że wstanę są zgodne z moimi planami, które chcę realizować. Zatem wybieram wstawanie. Wybieram, bo mam z tego korzyść.

Teraz zobaczcie jak monolog wewnętrzny oznaczony jako TEKST A zmienia się, w zależności od doboru czasowników i wskazania korzyści :

TEKST B  Jutro chcę wstać dużo wcześniej, żeby umyć głowę, bo lubię mieć świeże włosy i czuję się z tym dobrze. Chcę też wyprasować bluzkę, żeby ładnie wyglądać . Tak to sobie zorganizuję, żeby pojechać tym pociągiem o siódmej, wtedy będę miała więcej niż zwykle czasu i będę mogła napić się spokojnie kawy zanim podejmę ważne działania. Więc skoro chcę jeszcze przed tym pójść na pocztę, to nastawię budzik na godzinę piątą. Tak, dobrze to sobie zaplanowałam.  W pracy po tej kawie chcę zacząć od przygotowania dokumentów dla biura XX, dla dyrektora YY, wtedy będę miała załatwione najważniejsze sprawy. Potem chcę się spotkać się z moim zespołem ZZ, żebyśmy się dobrze przygotowali do spotkania XY. Zwiększymy prawdopodobieństwo dobrych i skutecznych negocjacji i będzie to fajne spotkanie. Po pracy wskoczę do mojej fryzjerki obciąć włosy, dzięki czemu będę miała z nimi mniej pracy, a do tego będę świeżo i atrakcyjnie wyglądać na wieczornej kolacji z YZ. Lubię takie wieczorne spotkania, sprawiają mi wiele radości. No dobrze, to już sobie wszystko zaplanowałam, więc wcześniej pójdę dziś spać, żeby zrealizować ten plan. To będzie dobry dzień.

Zobaczcie, nie zmienia się ilość czynności. Zmienia się ich waga. Są lżejsze i nie przytłaczają. Wszystkie czynności zaplanowane do wykonania zostały w tych samych miejscach tak w przypadku A, jak i B  i w tym samym czasie. Moje zasoby się nie zmieniły – poza zmianą wewnętrznych zasobów energetycznych. Przy takim planowaniu i mówieniu o podejmowanych czy planowanych działaniach, nie czuję zmęczenia na samą myśl o swoich planach. Widzę też potencjalne korzyści i to mi sprzyja. Czuję przypływ energii.

Przeczytajcie tekst A i tekst B jeden po drugim, najlepiej głośno, zobaczcie, jak się z tym czujecie. Widzicie różnicę? Jak Wam się to podoba? Przyda się?

Może zechcecie poćwiczyć w podobny sposób w odniesieniu do Waszych aktywności? Co o tym sądzicie?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , ,