Archiwum

Archiwum dla Kwiecień, 2010

Dla kobiet – zdrowo i z głową

Kwiecień 26th, 2010

Dziś bardzo poważnie, choć nie biznesowo. I szczególnie do kobiet – niezależnie czy masz 18, 20 czy zdecydowanie więcej lat.

Jesteśmy odpowiedzialne za szereg obszarów naszego życia – za nasz rozwój, za nasze finanse, w tym naszą przyszłość finansową, za nasz rozwój intelektualny, zawodowy, za dzieci – jeśli je posiadamy etc. Jest jeszcze jeden obszar, za który jesteśmy w pełni odpowiedzialne – za nasze zdrowie. W codziennym zabieganiu, w wielości zadań, zapominamy o zdrowiu. Przypomina nam o nim czasem katar, czasem ząb. Wtedy doraźnie się ratujemy. Ale to nie oznacza, że odpowiedzialnie dbamy o swoje zdrowie.

Seria pytań sprawdzających (“rachunek sumienia”):

- kiedy ostatnio robiłaś cytologię?
- kiedy ostatnio badałaś piersi sama i kiedy badał Ci je Twój ginekolog?
- kiedy byłaś ostatnio na USG trans-waginalnym?
- kiedy ostatnio robiłaś przegląd stomatologiczny?
- kiedy ostatnio badałaś mocz i krew?
- kiedy badałaś poziom cukru we krwi?

A teraz:

- kiedy ostatnio byłaś u kosmetyczki?
- kiedy ostatnio byłaś u fryzjerki?
- kiedy ostatnio byłaś na przeglądzie samochodu?
- kiedy ostatnio kopiłaś sobie nowy ciuch?

Nie jestem lekarzem. Jestem kobietą, która – jak pewnie każda z nas – chce w dobrym zdrowiu i kondycji dożyć sędziwego wieku, skupiając się na wielu aktywnościach, przyjemnościach, pasjach. Nie mam czasu na co dzień myśleć o swoim zdrowiu i biegać po lekarzach.

Mówienie otwarcie o profilaktyce i zdrowiu kobiety, o koniecznych badaniach – wciąż w naszym kraju bywa wstydliwe, a czasem tabu. Dlatego o tym piszę. W pracy tego raczej nie usłyszysz od szefa ani szefowej, rzadko która koleżanka z pracy podpowie. A ja mam przekonanie, że to, co dla zdrowia zrobisz w ciągu lat – tego nie nadrobisz w dojrzałym wieku czy nagle, gdy zdrowie zacznie szwankować.

Już dziś zaplanujmy nasz zdrowotny kalendarz. Odpowiedzialna kobieta robi „przegląd gwarancyjny” nie tylko samochodu, żeby jeździć nim bezpiecznie, ale przede wszystkim robi przegląd swojego zdrowia i dba o profilaktykę. Bez względu na to, czy ma lat 20 czy 40.

Co według mnie należy do kanonu? (skonsultuj z lekarzem, jeśli masz wątpliwości – ja lekarzem nie jestem, ja tylko z lekarzami rozmawiam i badam się u nich).

- Raz do roku obowiązkowe badanie cytologiczne. 15 minut, 50 zł.
- Raz do roku USG piersi. Jak masz mniej niż 25 lat – możesz sobie pozwolić na to co dwa lata, ale i to lepiej skonsultować z lekarzem. Na wizycie u ginekologa standardowe badanie piersi (upomnij się, jeśli lekarz sam o tym nie powie – to część standardowego badania). 20-30 minut, 100zł -150 zł.
- Wizyta kontrolna u ginekologa – jeśli wszystko jest ok. – raz raz w roku kontrolnie– 30 minut, 120zł -150 zł
- Jeśli  stosujesz antykoncepcje farmakologiczną– nie pozwól, nie zgadzaj się, by jakikolwiek lekarz zapisywał Ci tabletki bez badania ginekologicznego. Zapisujesz się na wizytę – żądaj badania a nie tylko recepty. To konieczne, potraktuj to jako pakiet – nie ma jednego bez drugiego.
- Badania ogólne raz w roku – mocz, morfologia, a  warto też zapytać lekarza o hormony tarczycy, badanie poziomu cukru, o  inne badania stosowne do wieku.  ca 200 zł z wizytą u internisty – na ogół do wykonania bezpłatnie.
- Przegląd stomatologiczny – raz w roku; pół godziny, na ogół w dobrych gabinetach gratis, opcjonalnie ca. 50 zł, plus  ewentualnie czyszczenie kamienia.

Wszystko to możesz robić w ramach ubezpieczenia – jeśli je posiadasz i masz wystarczająco duzo determinacji i czasu, by wytrwać – zapisy, kolejki, odległe terminy…

Roczny koszt przeglądu – około 600 – 700 zł. Czyli średnio 50 – 60 zł miesięcznie. Jeśli odłożysz do pudełeczka z napisem „Moje zdrowie w kolejnych latach” – spokojnie dasz radę.  Bez fryzury można żyć. Bez samochodu też. Bez zdrowia – to już trudno.

Jeśli siedzisz za biurkiem – rób co dwie godziny przerwę na przechadzkę po firmie – chociaż 3-5 minut – przy pracy siedzącej jesteśmy narażone na żylaki. Ruch pozwala ich uniknąć.

Jeden jogurt czy kefir dziennie lub szklanka mleka – pozwala ochronić przez osteoporozą w wieku dojrzałym. Nie da się tego zrobić na zapas albo nadrobić – tkanka kostna wymaga regularnej dbałości. Odwapnienia kości w dojrzałym wieku to poważny problem bardzo wielu kobiet! Możesz tego uniknąć, a przynajmniej złagodzić skutki choroby.

Wiem, że wiesz to wszystko, ale czy dbasz o to i regularnie się badasz?

Ja kilka lat temu określiłam sobie jeden stały dzień, zaznaczyłam w kalendarzu, wpisałam w telefon jako alarm i przypomnienie, wpisałam w kalendarz w komputerze, powiedziałam przyjaciółce, żeby mnie przypilnowała.  Związałam badania z jednym konkretnym dniem i teraz już  pamiętam. Dzień X = Mój Czas Na Zdrowie.

Możesz wybrać każdy dzień – imieniny, urodziny, urodziny dziecka, pierwszy dzień wiosny, święto pracy (czyli dzień po, bo w samo święto poradnie nieczynne), Dzień Niepodległości, Dzień Zwycięstwa  – każdy, nawet datę Rewolucji Październikowej. Byle pamiętać. Im bardziej charakterystyczny dzień – tym łatwiej pamiętać. Ale lepiej wybrać taki dzień, o którym przypominają także media, np. 8 marca – Dzień Kobiet, Dzień Matki…  Wtedy „przez nieuwagę” i „przez zabieganie” z raz do roku nie zrobi się raz na trzy lata…

Możesz umówić się na określony stały dzień ze swoją najlepszą przyjaciółką. Będzie Wam raźniej, a i ją zmobilizujesz. Będziecie sobie przypominać. Każda metoda jest dobra, jeśli jest skuteczna. Stały termin sprzyja pamiętaniu.

Czy możemy się umówić – kobiety, które tu w „Inspiratorium” bywamy – że te podstawowe badania ważne dla każdej z nas już od teraz będziemy wykonywały regularnie? I będziemy na nie odkładały pieniądze co miesiąc do specjalnego pudełeczka? To pudełeczko to też forma zobowiązania się i przypominania :-) I nie będzie wymówki, że “w tym miesiącu nie mam kasy”.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , ,

Rekrutacja czy badanie rynku?

Kwiecień 23rd, 2010

W pierwszym poście opublikowanym na tym blogu pisałam o procesie rekrutacji. Kilka dni temu ktoś ze znajomych przesłał mi link do strony internetowej jednej z firm, która prowadzi proces rekrutacji na kilkanaście różnorodnych stanowisk – od praktykantów, księgowych po dyrektora IT. Temat rekrutacji zatem wraca. :-)   Treść tego maila skłoniła mnie do wejścia na stronę i przejrzenia informacji.

Znalazłam listę stanowisk, opis wymagań, a także obowiązkową ankietę – tzw.  „formularz aplikacyjny”. Analiza danych z tego formularza – jak przedstawia to potencjalny pracodawca – ma pomóc wyłonić grupę osób, która przejdzie do kolejnego etapu procesu rekrutacji. Zatem ankieta ważna, bo według mnie powinna umożliwić wyłapanie osób o najwyższych kompetencjach.  Formularz jest identyczny dla wszystkich stanowisk, np. dla praktykanta  w dziale IT, jak i dla Dyrektora IT. To mnie zdziwiło.

Formularz aplikacyjny poprzedzony jest następującą informacją (boldowanie moje):

Prosimy wypełnić formularz aplikacyjny, który trafi do naszego działu rekrutacji. Szczególną uwagę przykładamy do treści zawartych w polach oznaczonych logo naszej firmy.

Co zostało oznaczone logotypem firmy jako szczególnie ważne? Pod hasłem Ważne informacje (jakby następne były nieważne) czytam:

Osiągnięcia pozanaukowe (dyplomy, puchary, wyróżnienia, kursy)
Wymień swoje 3 wady i zalety.
Co powinno nas skłonić do zatrudnienia Ciebie?

Ciekawe jest, że nie ma oznaczonego logo firmy miejsca na wskazanie osiągnięć ZAWODOWYCH. Rozumiem, że pracodawca chce mieć w zespole nietuzinkowych ludzi z rożnymi zainteresowaniami i pasjami, ale żeby to było kluczowe w procesie rekrutacji?

Co do wad i zalet – jaki obszar wad i zalet tych państwa interesuje? Dopytać nie ma jak, bo to formularz. Pole obowiązkowe, więc i pominąć nie można. Takie pytania – jeśli już – są zadawane zwykle w rozmowie, a nie w formularzu. Jeśli wpiszę tutaj, że mam wadę zgryzu, wzroku i np. lekką wadę wymowy lub wadę postawy, to mogę zostać odrzucona, jako osoba bezczelna lub niepoważna. Nie wiem, co tak naprawdę interesuje tu pracodawcę.  Jak zatem odpowiedzieć w ankiecie na tak postawione pytanie o wady i zalety, skoro to, co w jednych sytuacjach jest wadą, w innych jest zaletą. Mam napisać wypracowanie? Ja mogę, ale czy osoba starająca się na stanowisko dyrektora IT będzie pisała rozprawkę? Dwa ostatnie powyżej podane pytania są zwykle elementem rozmowy, a nie ankiety.

Wśród pytań dotyczących wykształcenia oznaczone logotypem firmy (szczególnie ważne) jest tylko jedno: Osiągnięcia szczególne (wyróżnienia, stypendia, stopnie naukowe).

Natomiast oznaczone gwiazdką, jako pola obowiązkowe są następujące pytania:

Wykształcenie – do wyboru: pomaturalne, niepełne wyższe, wyższe
Uczelnia / uczelnie
Kierunek / specjalizacja / tryb studiów
Średnia ocen z dwóch ostatnich semestrów
(boldowanie moje)

To ostatnie mnie „zwaliło z nóg”! Czy wyobrażacie sobie człowieka, który ma doświadczenie i kompetencje predestynujące go do zajmowania stanowiska dyrektora IT, który pamięta średnią z dwóch ostatnich semestrów? Ja nie. Dla mnie, jeśli ktoś to pamięta po kilku latach pracy, oznacza, że ów człowiek został w szkolnej ławce i nadal trzyma się niegdysiejszych osiągnięć z ławy szkolnej.  Mam za sobą lata pracy, kompetencje do pełnienia funkcji kierowniczych, określone sukcesy, osiągnięcia zawodowe, dawno przestałam żyć studiami i tym, co miałam w indeksie, a tu takie pytanie! Ja nawet nie wiem, gdzie mam indeks! Jak wpiszę „ nie pamiętam i nie mam jak sprawdzić” – znowu narażę się na odrzucenie…

Dla kogo jest ten formularz? Czemu on ma służyć? Może jakiś specjalista od HR czyta ten post i mi to wyjaśni? Jak na tej podstawie wyłonić najlepszych kandydatów na stanowisko  Dyrektora IT? Bo że na stanowisko praktykanta można – to rozumiem.

Pola oznaczone logotypem firmy są w formularzu szczególnie ważne. Tak napisano. Nie jest oznaczone logotypem żadne pole dotyczące doświadczenia zawodowego! Wnioskuję, że doświadczenie jest mniej ważne dla rekrutera, od  3 wad i 3 zalet, od  pozanaukowych osiągnięć, od dyplomów, pucharów, wyróżnień, kursów…

W formularzu dla praktykanta jako obowiązkowe pola (oznaczone gwiazdką) są rubryki dotyczące doświadczenia zawodowego. Tak, bo formularz jest identyczny dla wszystkich stanowisk. Czyli praktykant powinien mieć za sobą już doświadczenie zawodowe? Dziwne, że osoba mająca już doświadczenie zawodowe stara się o możliwość odbycia praktyki, która standardowo jest dopiero startem w życie zawodowe i ma dawać możliwość zdobycia pierwszych doświadczeń zawodowych… Już to w moim odczuciu świadczy o nieprzemyślanej formule rekrutacji.

Także pytania z kategorii „dane osobowe” są tu według mnie nieprzemyślane i nie służą wyłonieniu właściwego kandydata, a jedynie zebraniu danych. Po co do rekrutacji np. na owo stanowisko np. dyrektora IT wiedzieć, gdzie ja się urodziłam? A jest to pole obowiązkowe (!): Data i miejsce urodzenia. Czy może mi to ktoś wyjaśnić? Na spotkaniu rekrutacyjnym miałabym szansę zapytać: po co Państwu ta informacja? Formularza nie zapytam. Ominąć nie mogę.

Będę lepszym dyrektorem, jeśli urodziłam się w Warszawie? A może lepszym, jeśli urodziłam się w Grójcu lub w Ciechocinku? Łapię się za głowę. Kto to wymyślił?  HR-owiec? Ciekawe, gdzie on się urodził i jakie miał osiągnięcia pozanaukowe, jakie kursy i przede wszystkim jakie doświadczenia zawodowe…

Ankietę kończą pytania o warunki zatrudnienia, w tym:

Preferowany wymiar czasu pracy – do wyboru: pełny etat, 4/5 etatu, 3/5 etatu, 3/4 etatu i 1/2 etatu.

Hm… Wyobrażacie sobie Dyrektora IT na pół etatu lub 3/5 etatu?

Jeśli jest to naprawdę proces rekrutacji, to według mnie ta firma powinna przede wszystkim zatrudnić zupełnie nowe osoby do działu HR, żeby rekrutacją zajmowali się ludzie świadomi tego co robią i po co to robią. Ten formularz rekrutacyjny według mnie pozostaje w sprzeczności z tym, co firma napisała na swojej stronie: O pracę w [XXX ] ubiegają się osoby z najwyższymi kwalifikacjami. Po prostu nie wierzę, że osoby kompetentne, mające rzeczywiście dużą wartość rynkową będą wchodziły w taki proces rekrutacji.

Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że jest to kolejne badanie rynku, zbieranie danych, a nie proces rekrutacji. Jeśli badanie rynku – to firma ta buduje bardzo niedobry wizerunek własny, bo stosuje działanie nieuczciwe wobec potencjalnych kandydatów. Cóż, zakładając jednak dobre intencje tego potencjalnego pracodawcy – pozostaje mi wierzyć, że jest to “tylko” brak kompetencji działu HR.

A jakie są Wasze wrażenia i refleksje?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , ,

Podziękowanie „przywraca do życia” dobre rzeczy

Kwiecień 21st, 2010

Pół godziny temu skończyłam rozmowę telefoniczną z osobą, z którą nie miałam kontaktu przez wiele miesięcy. To była bardzo dobra, życzliwa, ciepła rozmowa o wielu różnych aspektach życia, o tym, co w naszych planach, przemyśleniach, marzeniach, etc.

Kiedy rozmowa zbliżała się ku końcowi, zatrzymałam moją rozmówczynię jeszcze na chwilę, by przypomnieć jej w skrócie odległe dość zdarzenia i powiedziałam, jak bardzo i prawdziwie jej dziękuję za tamten czas, za jej odwagę, życzliwe wsparcie, dobro itd. Powiedziałam szczerze, że nie pamiętam, czy miałam okazję wcześniej podziękować , że mam wrażenie, iż odkładałam to na czas osobistego spotkania, jednak to zbyt długo czeka i mam poczucie, że teraz czas to powiedzieć, nawet przez telefon – byle nie odkładać na później.

Moja rozmówczyni  nie ukrywała wzruszenia i radości z tego, co usłyszała, choć – jak powiedziała – czuła to i wiedziała, ale wielką wartość ma dla niej to, że to powiedziałam, że podziękowałam. Że wartość ma to, w jaki sposób to powiedziałam / co powiedziałam, że mogła to usłyszeć.

Podziękowanie (wdzięczność) ma wielką wartość i nie przedawnia się.
Dobro też się nie dezaktualizuje.
To wspaniałe uczucie dla mnie móc dziękować , bo podziękowanie wiąże się z doświadczanym dobrem.
Podziękowanie „dodaje skrzydeł” obu stronom.
Każda okazja jest dobra, by podziękować – nie warto czekać na te szczególne.

Dlaczego o tym piszę? Być może w Twoim otoczeniu dalszym lub bliższym jest ktoś, komu nie miałeś okazji  podziękować, nie pomyślałeś, żeby podziękować, nie umiałeś kiedyś podziękować etc – warto to zrobić teraz. Warto to zrobić w każdym momencie – nawet odległym od zdarzenia.  To  “przywraca do życia” dobre rzeczy, nadaje im nową dodatkową wartość,  buduje głębszą jakość relacji. Coś się dopełnia.

Może to brzmi nieco magicznie, ale cóż, niech tak brzmi….

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , ,

W zgodzie ze sobą

Kwiecień 16th, 2010

Czas poświąteczny okazał się dla mnie bardzo aktywny, wymagający, pełen różnych emocji,  także tych związanych z tragiczną katastrofą samolotu z 96 osobami na pokładzie, w tym Prezydentem RP i Jego Małżonką. Był to także czas wytężonej pracy, refleksji, wartościowych spotkań i  rozmów, a i różnych lektur, kilku “odkryć”. ;-)

Znalazłam m.in. wywiad z Marią Kaczyńską, którego fragment zdecydowałam dziś zamieścić w poście – bez zbytniego “przegadywania”. Pomyślałam, że to dobry tekst,  niezależnie od czasu, poglądów politycznych, wyznania, stanu cywilnego, wieku – aktualny, inspirujący, skłaniający do refleksji i pozytywnych zmian. Chociaż tekst odnosi się do kobiet, śmiało można go odnieść do każdego człowieka – niezależnie od płci:

[…] Daleka jestem od wygłaszania stwierdzeń: współczesna kobieta powinna być taka i taka. Nie, niech każda robi tak, jak czuje, że dla niej najlepiej. Niech się spełnia. Niech dopasowuje życie do siebie, a nie do trendów.[…]
(Maria Kaczyńska – fragment wywiadu z 29.02.2008 13:04/Cooltura, Sylwia Chudak, przytoczony za Onet.pl)

Dla mnie te powyżej zacytowane zdania p. Kaczyńskiej mają wielką siłę i wartość. Czytam je po raz kolejny i za każdym razem skłaniają mnie do nowych przemyśleń. Stosownie do dnia, do okoliczności, do działań, jakie podejmuję.
Dopowiem od siebie: Ważne, by przy tym nie krzywdzić innych, nie ograniczać innym ich prawa do rozwoju i spełnienia.
Moje życie jest moim życiem. Twoje życie jest Twoje. Mamy prawo przeżywać je tak, jak uważamy, że będzie najlepiej. Nawet gdyby inni uważali inaczej. Także my, a nie inni, jesteśmy za nie odpowiedzialni. To wymaga odwagi. Jestem przekonana, że warto ją w sobie odnajdywać każdego dnia. :-) .

Jeśli zechcecie – podzielcie się swoimi przemyśleniami i refleksjami.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , ,

Gdy słyszysz miłe rzeczy na swój temat…

Kwiecień 11th, 2010

Zauważam, że ludzie reagują na dobre słowa na swój temat, komplementy według 3 głównych wzorców. Pewnie są ich modyfikacje, ale skupmy się na tych trzech według mnie podstawowych. Żeby nie przegadywać – posłużę się przykładami.

Reakcja pierwsza – zaprzeczenie, umniejszenie:

A – Masz piękną sukienkę.
B – Żartujesz, mam ją już 4 lata. Poza tym powinna być nieco krótsza. Byłoby lepiej.
A – Ale ładnie  wyglądasz.
B – No co Ty, daj spokój.

Możliwa reakcja komplementujacego: Dobra, daję spokój. Peszy mnie taka sytuacja. Nie lubię, jak ktoś się domaga, żeby go w nieskończoność komplementować. Właściwie to rzeczywiście ta sukienka mogłaby być ciut krótsza.

A – To była wspaniała prezentacja.
B – Dziękuję, ale nie jestem zadowolony, początek mógł być lepszy.
A – Naprawdę była świetna. Dawno nie słyszałam nikogo tak przekonującego, tak dobrze argumentującego, przemawiającego do wyobraźni.
B – Naprawdę? A ta wpadka z odpowiedzią na pytanie z sali?
A – No tak, widzę, że nie jesteś zadowolony, ale niesłusznie. To było dobre wystąpienie.

Możliwa reakcja komplementujacego: Wycofuję się.  Nie chce przekonywać, że naprawdę zrobiło to na mnie takie wrażenie. Dlaczego on neguje moje odczucia i wrażenia? Może rzeczywiście nie był aż tak dobry, jak mi się zdawało? Dziwny człowiek.

Reakcja druga – przegadanie, zamęczenie rozmówcy:

A – Masz piękną sukienkę.
B – Ach, wiesz, ona ma już 4 lata, nawet się lekko wytarła na łokciach, ale lubię ją. Pamiętam, jak kupowałam ją z moją koleżanką. Wtedy jeszcze był taki sklep obok domów towarowych. pamiętasz? Była jeszcze identyczna, ale w odcieniach czerwieni. Wybrałam tę, bo uznałam, że ten będzie bardziej uniwersalny i że będzie mi dłużej służyła. Poza tym ta druga miała trochę inaczej skrojony dekolt, a mnie jest lepiej w takich. Już to sprawdziłam. I zobacz, tyle lat, a ona nadal się dobrze spisuje. Jak byś kiedyś chciała wybrać się na zakupy, to znam kilka takich miejsc, w których…
A – Dobrze. Przepraszam Cię na chwilę, jeszcze podejdę do kilku osób, bo zaraz muszę wyjść.
B – Ok, do zobaczenia.

Możliwa reakcja komplementujacego: Po co ja to mówiłam… Ona jest niezrównoważona. Co mnie obchodzi historia jej sukienki. Niektórym ludziom nie powinno się mówić dobrych rzeczy, bo się im coś w głowie robi… po co ona mi to opowiadała… Tak, jeszcze razem na zakupy – chyba bym zwariowała od tego gadania.

Jeśli ktoś mówi Ci dobre, miłe rzeczy – podziękuj. Nie zaprzeczaj! Nie mów wtedy o błędach i niedociągnięciach. Wiem, tak wychowano wielu z nas, żeby być skromnym, nie wywyższać się, etc. Skromność to jedno, a głupota to drugie. Ta pozorna skromność może być poczytana jako dopominanie się o dalsze komplementowanie. Czasem wręcz bije z niej niskie poczucie własnej wartości. Nie chciej także nagle wylać na rozmówcę całej swojej wiedzy, jakbyś chciał opowiedzieć historię życia, albo udowodnić, że jesteś super ekspertem – na wypadek, gdyby dobra prezentacja nie wystarczyła. Pomijając wszystko inne – to niegrzeczne i odpychające, gdy nie liczysz się z tym, co interesuje rozmówcę.

Umiejętne przyjmowanie komplementów nie jest szczególnie trudną sztuką. Czasem jednak trzeba poćwiczyć, żeby wyzbyć się starych nawyków. :-)

Ważne, żeby zauważyć, jaki mamy model/wzorzec reagowania. Wtedy można go zmienić. Zawsze podziękuj za słowa uznania – patrząc rozmówcy prosto w oczy. Nie odpowiadaj fałszywym komplementem. Fałsz jest łatwo wyczuwalny i ktoś może Cię “sprawdzić”. Czasem nawet na rozmowie rekrutacyjnej można usłyszeć pozytywną informację. Nasza reakcja wiele powie rekruterowi.

Reakcja trzecia – zgoda, podziękowanie, budowanie relacji:

A – To była wspaniała prezentacja.
B – Dziękuję. Miło słyszeć taką opinię. Ten temat zajmuje mnie od dawna. Jeśli będzie Pan zainteresowany dodatkowymi informacjami – zapraszam do kontaktu (wizytówka). Napije się Pan kawy? Właśnie wybierałem się do bufetu?
A – Dziękuję, jeszcze tu zostanę, by porozmawiać z kilkoma osobami.
B – Zatem do zobaczenia.

Możliwa reakcja komplementujacego: Fajny gość. Miło się z nim rozmawia, wie, co mówi, jest otwarty, zna swoją wartość, kompetentny. I widać, że ma pasję.  Przydałby mi się taki ktoś w zespole.

A – Masz piękną sukienkę.
B – Dziękuję. Miło mi to słyszeć. Jak Ci się  podoba to miejsce?
A – Już tu kiedyś byłem, ale dziś odkryłem kolejne smaki tego miejsca.
B – Ja jestem tu pierwszy raz. Na co powinnam zwrócić szczególną uwagę?

Możliwa reakcja komplementujacego: Ciekawa osoba, zapowiada się interesująca znajomość.  Przyciąga uwagę, nie jest nachalna, spokojna, dojrzała…

A – Imponujące cv jak na tak młodą osobę.
B – Dziękuję, Czy jest coś, co szczególnie Pana zainteresowało i o czym chciałby Pan ode mnie usłyszeć więcej? / Nie mówię: “Czy jest coś, co szczególnie Pana zainteresowało i o czym mogę więcej powiedzieć”, bo wiadomo, że mogę mówić dużo o sobie. Ważne jest, by mówić o tym, co interesuje rozmówcę :-)

Możliwa reakcja komplementujacego: Interesująca osoba. Śmiała, ma poczucie własnej wartości, otwarta, łatwo wchodzi w kontakt…

Są reakcje na komplementy, które powodują, że komplementująca osoba żałuje już po chwili tego, co powiedziała. Zadba, by podobna sytuacja się nie powtórzyła, bo nikt nie lubi stawiać się w trudnych czy niezręcznych sytuacjach. Umiejętne przyjmowanie komplementów i pozytywnych informacji może być początkiem ciekawych znajomości i pozwoli budować dobre kontakty i relacje. Może być dobrym początkiem ciekawej znajomości, sposobem na nawiązanie rozmowy, albo na … przejęcie przywództwa w rozmowie. W zależności od kontekstu.

A jak Ty reagujesz na komplementy i słowa uznania? Te odnoszące się do Ciebie – jako pracownika i te odnoszące się do Ciebie w pozapracowych kontekstach? Przypomnij sobie, kiedy ostatnio ktoś powiedział Ci komplement. Jak zareagowałeś? Kiedy Ty ostatnio powiedziałeś komuś komplement? Jak zareagował? Jaki wzorzec reagowania jest Ci najbliższy? Może warto coś poprawić?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , ,

Reklama z dziurką

Kwiecień 7th, 2010

Wróciłam do domu późnym wieczorem.  Klatka schodowa jest zamykana i trzeba wpisać kod lub użyć klucza, żeby wejść. Mimo to co jakiś czas zastaję w skrzynce na listy lub na wycieraczce ulotkę reklamową. Czasem jest wsuwana w drzwi, czasem wieszana na klamce. O takich praktykach już wielokrotnie mówiono w TV i podawano w prasie, że są szkodliwe, bo informują potencjalnych złodziei o tym, kiedy wracamy do domu. Można nas “obserwować” przy wykorzystaniu ulotek wieszanych na klamce. Mówi się o tym, by w czasie naszych urlopów sąsiedzi zbierali takie ulotki i wyrzucali, by opróżniali nasze skrzynki na listy. Logiczne.

Wczoraj znowu na klamce wisiała ulotka. Gdyby to była np. reklama pasty do butów, to nie zrobiłoby to na mnie specjalnego wrażenia. Była to jednak ulotka – uwaga – pewnego towarzystwa ubezpieczeń, które specjalizuje się w – podwójna uwaga – ubezpieczeniach mieszkań i ubezpieczeniach majątkowych!!!

Tak więc firma, które chce pozyskać klienta ubezpieczeniowego, która chce zarabiać na ubezpieczeniu mojego mieszkania – swoim działaniem reklamowym naraża mnie na potencjalną szkodę.  Firma, która chce pozyskać moje zaufanie (bo ono jest podstawą decyzji ubezpieczeniowych w zakresie wyboru ubezpieczyciela)  – działa w pewnym sensie na moją szkodę i “wkracza na moje terytorium”.

Rozumiałabym jeszcze, gdyby wymyślił to agent ubezpieczeniowy i sobie wydrukował ulotki. Może nie realizuje planu sprzedaży i jest zdesperowany, może miał dobre intencje, ale nie wyszło. Ale nie! To były ulotki masowo produkowane dla wszystkich agentów tej firmy (wiem to, nie polegam tu na domysłach – sprawdziłam). Dział marketingu wyprodukował je świadomie tak, by służyły do wieszania na klamce. Mają nawet wykrojoną specjalną dziurkę ułatwiającą wieszanie na klamce.

W taki to sposób misja i komunikacja marketingowa firmy rozjechały się zupełnie. Jeśli mówisz o bezpieczeństwie i zaufaniu, a działasz bez poszanowania tych wartości – tracisz wiarygodność. Tracisz wiarygodność – tracisz klientów. Tracisz klientów – tracisz potencjalny zysk. Dlaczego? Bo ktoś w marketingu nie pomyślał. Bo ktoś w marketingu nie zadał sobie kilku podstawowych pytań. Bo ktoś w marketingu w ogóle nie wziął pod uwagę klienta. Skupił się na swoim głównym celu – zwiększeniu sprzedaży lub – co gorsza – na samym wyprodukowaniu “jakiejś” ulotki reklamowej.

Jak łatwo się domyślić – nie skorzystam z oferty tej firmy ubezpieczeniowej i dzielę się swoimi uwagami ze znajomymi, podając im pełne dane tej firmy. Na ulotce nie było żadnej klauzuli poufności. Na mojej klamce też nie.  :-)   :-)

Jaka z tego lekcja? Jeśli podejmujesz działania mające sprzyjać realizacji celów biznesowych swojej firmy, to sprawdź, czy forma, którą wybierasz jest zgodna z interesem Twoich potencjalnych klientów, czy jest przyjazna Klientom. W przeciwnym wypadku nie tylko wydasz pieniądze i nie zrealizujesz celów, ale uświadamiając potrzebę (np. posiadania ubezpieczenia mieszkania) – takim działaniem podeślesz klienta konkurencji. I jeszcze ktoś napisze niepochlebnie na blogu, tak jak ja teraz.  :-)

Jeszcze dodatkowa uwaga na marginesie: Ta lekcja w moim odczuciu dotyczy także działań ze sfery pozabiznesowej. Jeśli podejmujesz działania mające sprzyjać Twojemu rozwojowi, realizacji Twoich osobistych celów, a na Twojej drodze są obok Ciebie (przy Tobie) inni ludzie – znajomi, przyjaciele – sprawdź, czy Twoje działania nie naruszają ich dobra, czy ich nie “używasz”, czy nie przekraczasz ustalonych granic . “Używanie ludzi” to coś zupełnie innego niż korzystanie z ich pomocy. Zwracanie się o pomoc i korzystanie z pomocy jest ok. “Używanie ludzi” – nie. Warto o tym pamiętać i zwracać na to uwagę.

Jaka jest Wasza opinia na ten temat? Znacie podobne przykłady i sytuacje?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

O wartościach i decyzjach… zadanie na wolną chwilę

Kwiecień 3rd, 2010

Inspiracja do napisania tego postu płynie z dwóch źródeł: to  komentarz zamieszczony na tym blogu przez katwer (boldowanie moje):

„W wielu momentach naszego życia rezygnujemy z ważnych wartości w imię chwilowego zysku

i uwaga, że każdy sam powinien sobie odpowiedzieć, czy warto.

Zatem ważne pytanie brzmi:  Czy wyznawane przez nas wartości są na sprzedaż i – jeśli odpowiedź brzmi „tak” – za jaką cenę. Przy tym nie chodzi mi o to, czy zdarzyło się nam czasem sprzeniewierzyć się swoim wartościom (wszak nie jesteśmy doskonali), ale czy świadomie je sprzedajemy, rezygnujemy z nich. Jaką wartość dla Ciebie mają Twoje wartości :-)

Bodźcem drugim / inspiracją do napisania tego postu było też zaproszenie, jakie dostałam ze trzy tygodnie temu i chciałam o tym napisać odrębny post.

Łączę więc dwa w jednym. :-) A że czas około-świąteczny sprzyja różnym refleksjom i do tego dysponujemy większą ilością wolnego czasu – uznałam, że zaryzykuję nietypową (jak na ten blog) formułę tego postu.

Zapraszam Was do aktywnego udziału w studium przypadku. Opiszę sytuację, jaka mi się przydarzyła i przedstawię poniżej kilka możliwych rozwiązań.

ZADANIE DLA WAS:

Zastanówcie się i napiszcie , jakie według Was  konsekwencje (pozytywne lub negatywne) lub jakie ryzyko niesie każde z tych rozwiązań. UWAGA: nie piszcie (!), jak Wy postąpilibyście w takiej sytuacji, bo nie jest moją rolą ani celem tego miejsca ocenianie działania innych ludzi.

OPIS PRZYPADKU:

Zaproszenie brzmiało (okrojone tu z danych pozwalających na identyfikację nadawcy; boldowanie moje):

[…]chciałem Panią zaprosić, oczywiście bezpłatnie, na szkolenie [tu dane], które odbędzie się [data] w Warszawie. Więcej informacji o szkoleniu  znajdzie Pani tutaj: [link]
W zamian prosiłbym o jedno – żeby po szkoleniu napisała Pani kilka zdań o nim i swoich wrażeniach z niego na swoim blogu. Czy jest Pani zainteresowana takim rozwiązaniem?

W pierwszym odruchu weszłam na podaną stronę i przeczytałam, na co jest to zaproszenie. Potem pomyślałam: Fajne szkolenie i do tego certyfikowane. Hmm, nie wiem, kiedy znowu ten gość będzie w Polsce… Słyszałam o tym ciekawe rzeczy… To przydatne i rozwojowe, mogłabym przy tym  poznać ciekawych ludzi i nawiązać nowe  wartościowe kontakty.. Nieźle, po 6 tygodniach  pisania blogu ktoś zaprasza mnie na szkolenie warte prawie 2 tys zł. Hmm… tylko czy za darmo – jak deklaruje? Nie! Zapłatą jest napisanie o tym szkoleniu! Dalej pomyślałam, że w takim razie post na moim blogu, jako – nazwijmy to “artykuł sponsorowany” – wart jest prawie 2 tys  już po tak krótkim okresie działania blogu.

Cały czas miałam w głowie, że ktoś pisze do mnie, że zaprasza mnie na całkowicie bezpłatne dla mnie szkolenie, podczas gdy nie jest to prawdą, bo zapłata ma być napisanie tekstu. Czyli jest to tak naprawdę wymiana usług, a nie prezent. (!).  Uśmiechnęłam się pod nosem – co z podatkiem VAT? Wszak umowy barterowe…  W głowie świeciła mi się pomarańczowa lampka. Co zyskujesz, co tracisz, czy wchodząc w to nie rezygnujesz ze swoich zasad?  Podjęłam decyzję szybko. Nie było co zwlekać….

MOŻLIWE DECYZJE (według mnie):

1 – zgodzić się i po szkoleniu napisać o nim zgodnie z podjętym zobowiązaniem (napisać zgodnie ze swoimi odczuciami – dobrze lub krytycznie),

2 – zgodzić się i napisać o tym, w jaki sposób trafiłam na to szkolenie wyrażając jednocześnie swoją opinie na temat takich form” kupowania” artykułów,

3 – zgodzić się, wziąć udział w szkoleniu, zrealizować własne cele i nie napisać,

4 – odmówić skorzystania z  „całkowicie bezpłatnego” udziału i nie wziąć udziału w wydarzeniu,

5 – odmówić skorzystania z „bezpłatnego udziału” w szkoleniu i wykupić sobie normalne pełnopłatne uczestnictwo.

Napiszcie, jakie według Was  konsekwencje (pozytywne lub negatywne) lub jakie ryzyko niesie każde z tych rozwiązań. UWAGA: nie piszcie, jak Wy postąpilibyście w takiej sytuacji. Jeśli ktoś będzie miał ochotę odnieść się tylko do jednego z możliwych rozwiązań i wskazać konsekwencje tylko danego rozwiązania – także zapraszam. :-) Pomyślałam, że w taki sposób możemy się od siebie wzajemnie uczyć.

Ja już podjęłam decyzję, więc Wasze informacje na nią nie wpłyną – to dla jasności.  Niedługo dopiszę do tego postu uzupełnienie -  „rozwiązanie”,  jak ja widzę konsekwencje podjęcia każdej z tych możliwych decyzji. Napiszę też, jak ja postąpiłam. Przy tym: nie twierdzę, że moja decyzja jest najlepsza na świecie, ale że moja decyzja jest najlepsza dla mnie. :-)

Zapraszam do “zabawy” i pozdrawiam,

Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,

Wszystkiego, co najlepsze na świąteczne dni

Kwiecień 1st, 2010

Wszystkim Czytelnikom i Sympatykom tego blogu życzę zdrowych, pełnych ciepła i życzliwości Świąt. Czasu najlepszego i przeżytego tak, jak tego pragniecie. Wiele radości, chwil refleksji i czasu na odpoczynek, spotkań z ludźmi, z którymi chcecie się spotkać. Niech to będzie dla Was wszystkich dobry, wiosenny i świąteczny czas.

Ewa

Uncategorized