Home > Uncategorized > Życie bez „papierka”…

Życie bez „papierka”…

Styczeń 26th, 2010

Żyjemy w  kraju, w którym praktycznie każdy ma dziś “papierek” [„papierek” w znaczeniu dyplom potwierdzający ukończenie studiów]. To cytat z wypowiedzi jednego  Czytelników Blogu Alexa.

Temat wydał mi się na tyle ważny i poważny, by nie zamykać go krótkim komentarzem. Warto przyjrzeć się, czy tak jest naprawdę i odnieść się do podobnych przekonań i stereotypów. Podkreślę tutaj, że posiadanie dyplomu nie jest jednoznaczne z posiadaniem wykształcenia. Można mieć wspaniałe wykształcenie i nie mieć “papierka”, można mieć “papierek” i .. nie mieć przyzwoitego nawet wykształcenia. Wykształcenie, umiejętności i wiedza są ważne. Można je zdobywać w toku nieformalnej edukacji.

Czy naprawdę żyjemy w kraju, w którym każdy ma ”papierek” lub każdy studiuje? Poszukałam „na szybko” informacji dotyczących tematu (w niektórych przypadkach udało mi się dotrzeć do najświeższych danych) :

Według danych za 2006 rok, wyższe wykształcenie potwierdzone dyplomem, bez względu na jakość wyższej uczelni i poziom kształcenia, miało 5,5 mln Polaków, co stanowiło 16,5% społeczeństwa powyżej 13 roku życia. Dane te uwzględniają wykształcenie wyższe uzyskane  także przed 80 rokiem, zgodne z ówczesnymi programami kształcenia, jak i uzyskiwane obecnie. Dotyczą dyplomów państwowych i prywatnych uczelni, filii uczelni, seminariów duchownych, wyższych uczelni wojskowych, policyjnych, dyplomów uzyskiwanych w trybie zaocznym, wieczorowym, jak i dziennym. Uwzględniają też np. studia ukończone w Moskwie w latach 60 tych czy 70 tych na kierunkach politycznych czy związanych z wojskowością. To tak dla pełniejszego obrazu. Uwzględniają w tym osoby aktywne zawodowo, bezrobotnych z dyplomem, jak też np. emerytów posiadających dyplom. Po prostu wszystkich „z papierkiem”. Z kolei badania CBOS za 2009 rok wskazują, że 16 % wszystkich badanych uważa, że wyższe wykształcenie oznacza większy szacunek i uznanie wśród innych, co potwierdza z kolei jedynie 21% respondentów z wyższym wykształceniem. Warto mieć tę świadomość i weryfikować swoje wyobrażenia, żeby nie powielać informacji o tym, że “większość” osób w kraju studiuje i “większość” ma jakiś dyplom i że dyplom oznacza uznanie, a brak dyplomu oznacza, że się jest „nikim” i że się „nie ma szans”. Jeśli do tego co napisałam dodać fakt, że w 2009 roku odnotowano rosnący wskaźnik bezrobocia wśród absolwentów uczelni wyższych, to wątpliwym jest dla mnie przyjmowanie posiadania dyplomu jako kryterium sukcesu czy uznania oraz możliwości rozwoju. Pozostaje sobie zadać pytanie, co w takim razie o tych ostatnich decyduje, co ma na to wpływ, ale to temat na zupełnie inny post.

Środowisko, w którym ja się obracam utwierdza mnie w przekonaniu, że wielu ludzi nie posiadając dyplomu odnosi sukcesy, cieszy się szacunkiem, staje się doradcami czy nawet ekspertami w różnych dziedzinach, a dla rozsądnych pracodawców (to rosnąca liczba!) ważne jest, co umiesz, jakie masz doświadczenie, a nie to, czy legitymujesz się takim a nie innym “papierkiem”. Trzeba jednak minimum odwagi, żeby przeciwstawić się „zasysającemu” otoczeniu, które zatruwa nas wyssanymi z palca opiniami. Trzeba mieć minimum determinacji, żeby to otoczenie zamienić na inne.

Kolejne stwierdzenie to: W oczach niektórych ludzi, ukończenie studiów decyduje o tym, czy ktoś jest “kimś” .  Całe szczęście, że tylko w niektórych oczach, niektórych ludzi (co potwierdzają dane). To oznacza, że jest jeszcze bardzo duża liczba osób, dla których takie stwierdzenie wydaje się niemal „z kosmosu” lub bardziej – z minionej epoki.

Oczywiście są firmy, w których podstawowym kryterium doboru kandydatów do pracy wciąż jest “papier”, ale tak samo są firmy, w których podstawowym kryterium awansu są znajomości i układy, albo i takie, w których niepisanym kryterium zatrudnienia jest orientacja polityczna i poparcie polityczne. Na szczęście taki standard nie obowiązuje wszędzie. A to z kolei oznacza, że jeśli nawet nie masz “papierka”, to nie jesteś wykluczony i możesz znaleźć swoją własną drogę, bardzo ciekawą, niekiedy znacznie ciekawszą od tej znanej i przetartej przez tzw. większość.

Polska to kraj, w którym […]nie pójście na studia to wielki “obciach” przez znajomymi, rodziną, pracodawcą… oraz że w naszym społeczeństwie dominuje pogląd, że osoba bez ukończonych studiów jest automatycznie na przegranej pozycji, tak towarzyskiej (“ludzie Cię nie będą szanować”), jak na polu zawodowym (“kto zatrudni osobę bez studiów?”). Na takie stwierdzenia pozostaje mi tylko powiedzieć:  sugeruję szybką zamianę środowiska na mniej szkodliwe. Nieprawdziwość takich opinii jest dla mnie oczywista, co pokażą przytoczone dalej historie kilku osób.

Kolejna kwestia: Z jakimi innymi wyzwaniami, niż ludzie po studiach muszą się borykać ci bez ukończonych studiów formalnych? Tego nie wiem. Pewnie każdy ma inne wyzwania, według mnie nie zależy to od posiadania dyplomu. Zwracam jednak tu uwagę na użycie słowa „borykać”. Sugeruje ono, że osoby bez dyplomu stale napotykają – w odróżnieniu od tych z dyplomami – na jakieś mega trudności do ciągłego pokonywania. Na temat używania języka polskiego przygotowuję odrębny post, bo język to narzędzie, którym możemy sobie zarówno pomagać, jak i bardzo szkodzić.

Czytelnik Blogu Alexa przytacza też konkrety przykład rozmowy i odnosi się do niej.
Przykładowa rozmowa:
Osoba A: Na jakie studia idziesz/Jakie studia ukończyłeś?
Osoba B: Nie idę na żadne studia/Nie ukończyłem żadnych studiów.
W głowie osoby A w tym momencie często powstaje obraz osoby B, która jawi się jej jako ktoś gorszy, lub w lepszym przypadku osoba A stara się na siłę przekonać osobę B, że studia to w dzisiejszych czasach podstawa i bez ich ukończenia niewiele w życiu osiągnie.

Skąd wiedza, co się dzieje w głowie osoby A? Przecież to jedynie wyobrażenie o tym, co może pomyśleć osoba A. Takie wyobrażenia budujemy na podstawie naszego obrazu świata (naszego, a nie osoby pytającej!), obrazu, w którym człowiek bez studiów jest mniej wartościowy, ma gorsze szanse, jest na przegranej pozycji towarzyskiej. Jedna możliwość – tak myśli osoba A, a druga możliwość – tak odbiera to osoba B, choć osoba A w ogóle tak nie myśli.  Warto samemu sobie zadać kilka pytań: Co ja myślę o ludziach, którzy nie skończyli studiów? Czy ich szanuję? Czy sam przypadkiem nie myślę, że są „nikim”? Czy ja uważam, że „papierek” ustawia mnie / ustawiłby mnie w innej, lepszej lidze? Skąd u mnie takie przekonania? Czy są moje, czy zaszczepione? Jaki jest mój “obraz świata”? W środowisku, w którym ja się obracam takie pytania nie mają miejsca. Bywają pytania „co robisz, czym się zajmujesz”, ale one nie mają nic wspólnego z pytaniem o wykształcenie, a tym bardziej o dyplom. Czasem w przypadkowych rozmowach okazuje się, że ktoś nie ukończył studiów formalnych i nie ma papierka. Szanuję wiedzę, mądrość, osiągnięcia tych ludzi, a nie “papier”!

Pojawiły się też ważne pytania o:

- szanse osoby bez dyplomu na ciekawe, wartościowe kontakty towarzyskie,
- szanse na satysfakcjonującą, ciekawą pracę i realizację zawodowych marzeń
- czy ludzie bez dyplomu są szanowani (cenieni) poza pracą przez społeczeństwo,
- jak te osoby wytrzymują konkurencję z osobami mającymi ukończone studia?
- branże w jakich  pracują te osoby i o konkretne zawody, jakie mogą w dzisiejszych czasach wykonywać ludzie bez dyplomu ukończenia studiów.

Czytelnik przywołuje też obecne w jego środowisku przekonanie, że pracodawca, mając do wyboru osobę, która ukończyła studia chętniej wybierze osobę z ukończonymi studiami, co według mojej wiedzy i obserwacji w wielu przypadkach jest całkowitą nieprawdą.

Zamiast przekonywać i przeciwstawiać jednym poglądom inne - przytoczę kilka historii. One pokazują, że papier nie jest warunkiem koniecznym ani uznania, ani spełnienia zawodowego, ani szacunku, ani dostępu do ciekawych ludzi. Wnioski zostawiam Czytelnikom.

Historia 1.:

Szukałam grafika do zrobienia projektów pewnej kampanii. Co zrobiłam? Wypuściłam informację, że szukam kogoś, kto zrobi mi dobre projekty. Zgłosiły się małe i duże agencje reklamowe, a także indywidualni ludzie. Jak według Was dokonywałam wyboru? Otóż poprosiłam o zrealizowane projekty, żebym mogła je obejrzeć. Wyselekcjonowałam według tego kilku potencjalnych wykonawców (były to indywidualne osoby i agencje). Rozmawiałam o terminach realizacji i o kosztach. Poprosiłam o referencje od klientów. W ogóle nie padło pytanie o studia, bo mnie to nie interesowało. To człowiek a nie jego papierek będzie dla mnie pracował.

Historia 2.:

Młodego dwudziestoparoletniego człowieka, który „robił” szkolę policealną o “żadnej” renomie, zaprosiłam do Warszawy. Miał możliwość odbycia praktyki w bardzo dobrej agencji PR (to go interesowało). Ów młody człowiek po kilku tygodniach płatnej (!) praktyki dostał propozycję pracy na etacie w tej firmie – jednej z najlepszych w swojej branży. Dostał ciekawe stanowisko, dobre jak na pierwszą pracę wynagrodzenie. Uczył się od najlepszych. Odpuścił sobie w związku z tym szkoły i w pełni zaangażował sie w pracę, bo sprawiało mu to przyjemność. Niespełna pół roku później awansował. Dwa lata później zaczął realizować zlecenia już na własny rachunek. Sama zlecałam mu prace, kiedy nie miałam czasu sama się zająć realizacją projektu. Wiedziałam, że będzie to dobrze zrobione. Teraz ów młody człowiek szykuje się na wyjazd z kraju, bo znalazł ciekawe możliwości dalszego rozwoju.

Historia 3.:

Tym razem z pokolenia obecnych czterdziestolatków plus, historia sprzed kilkunastu lat. Młoda dziewczyna w niezbyt wielkim mieście po ukończeniu szkoły plastycznej nie poszła na studia, a zdecydowała realizować swoje marzenia i zajęła się… projektowaniem odzieży i jej produkcją. Jej pracownia w krótkim czasie rozrosła się do kilkunastu szwaczek. Jej sukienki lądowały w najlepszych butikach w owym mieście, a potem trafiły do innych miast. To u niej w pracowni przy kawie spotykało się najciekawszych ludzi. To nie była zwyczajna pracownia krawiecka, To było studio mody. Chodziło się do Małgosi, a nie do krawcowej. Była blisko środowiska artystycznego i blisko środowiska biznesowego. To o niej pisywały gazety, to ona była szanowana i ceniona jako projektantka i kobieta sukcesu. Do dziś jej dom bywa pełen nietuzinkowych ludzi. Nikt nawet nie zastanawiał się nad tym, jakie ona może mieć wykształcenie.

Historia 4.:

Miałam znajomego (kontakt się urwał), który nie ukończył studiów, miał niecałe 19 lat, gdy od pewnego już czasu pracował dla firmy, w której ja też byłam zatrudniona. Przychodził i prowadził szkolenia dotyczące komputerów (mniejsza o zakres). Klienci uwielbiali z nim zajęcia. Prowadził je z pasją, dobrą energią, a udział w jego zajęciach przekładał się na konkretne korzyści klientów. Jak trafił do tej firmy? Ów młody pasjonat, z długimi do pasa włosami, w spodniach bojówkach i zwykłej koszulce bawełnianej, przyszedł do firmy i powiedział, że to i to jest jego pasją, że chce robić to i to, i ma taki pomysł, żeby to robić z tą firmą. Poprosił, żeby ta firma dała mu szansę pokazania swoich umiejętności. Pokazał, został. Był bardzo ceniony, co przekładało się także na jego zarobki. Z czasem podkupiła go inna firma. Nikt nie pytał nawet, czy ma maturę.

Jeśli chcesz żyć jak większość, to droga jest taka jak większości. Ale czy naprawdę ta większość żyje w sposób, który Ci odpowiada? A jeśli nie, to dlaczego usilnie się do nich porównywać, starać się o ich uznanie jak o kromkę chleba?

Poniżej dla dopełnienia mojej wypowiedzi zamieszczam fragment styczniowego ogłoszenia o pracę (2010 rok), jakie przypadkiem znalazłam w Internecie.:

„Serwis internetowy adresowany do mężczyzn poszukuje zaangażowanego i dyspozycyjnego Redaktora.
Mile widziane osoby z Krakowa

Redaktor serwisu dla mężczyzn

[…]
Doświadczenie i wykształcenie to sprawy drugorzędne. Przede wszystkim szukamy kogoś z pasją i motywacją. Jeśli uważasz, że potrafisz pisać i jesteś w stanie zainteresować czytelników – prześlij do nas swoją aplikację wraz z kilkoma tekstami. Liczymy na konkretne odpowiedzi od kandydatów, którzy są gotowi podjąć z nami współpracę od zaraz.”

Jeśli znacie podobne historie – proszę dopiszcie. To może być bardzo inspirujące i przydatne dla wielu osób.

Pozdrawiam, Ewa

Ewa Wytrążek Uncategorized , , , , , , , ,

  1. Greg
    Styczeń 27th, 2010 at 09:09 | #1

    Witaj Ewo,

    Interesujący post.

    W pierwszej kolejności trzeba pogratulować Ci Twojego środowiska – będąc w takim środowisku na pewno łatwiej mieć takie poglądy jakie przedstawiłaś w tekscie. Nie mniej jednak zauważ, że nie wszystkie środowiska są takie jak Twoje i pewnie dopuszczasz istnienie takich, gdzie brak wyższego wykształcenia nie jest tak “neutralnie” postrzegany.

    Dla pełniejszego obrazu powinnaś podać, że Ty ukończyłaś studia wyższe i to nie jedne, bo na stronie “o mnie” widzę kilka fakultetów, studia MBA i doktoranckie. Były ku temu jakieś powody, prawda? Może wyjawisz nam jakie?

    Co do statystyk, jakie przytaczasz, to nie są one dla mnie zbyt miarodajne, dlatego, że obejmują OGROM społeczeństwa, a więc zarówno naszych dziadków (którzy częssto nie mieli możliwości! zdobyć takiego wykształcenia), jak i dzieci w wieku 13-18 lat (gdzie mysle że w tym przedziale odsetek z wyższym wykształceniem jest pewnie 0, bo niewiele osób będąc nastolatkami ma za sobą 5 lat studiowania) oraz osoby, któe nie mogą z różnych względów podjąć studiów (np bieda). Poza tym są z 2006 rozku, przez te 4 lata mogło przybyć absolwentów.

    Czasy się zmieniły i myślę, że tego typu porównywanie nie jest zbyt miarodajne. O wiele lepszymi danymi dla mnie są dane, któe wskazują, że mamy teraz prawie 2 miliony studentów, co stanowi 40% grupy wiekowej 19-24 !!
    Zmienia to trochę obraz rzeczy prawda? Szczególnie, że pewnie większość tych osób obraca się w swoim środowisku a nie z 13 latkami czy starcami, więc dla nich ten odsetek jest pewnie jeszcze większy.

    Poza tym, Twój przykład z ogłoszeniem o pracę nie jest chyba aż tak przypadkowy – wydaje mi si, że musiałaś go trochęposzukać. Wszedłem teraz na stronę pracuj.pl i przejrzałem pierwszą stronę dla województwa mazowieckiego – na 20 ogłoszeń tych gdzie wymaganae lub preferowane wyższe było 14, a tylko 6 bez takich wymagań ( były to prace głównie jako handlowiec lub doradca klienta)

    To tak na szybko co mi przyszło do głowy, celem niejako uzupełnienia.

    Zgadzam sięz wieloma opiniami, jakie przedstawiłaś w tekscie. W szczególności z tym, że nie warto studiować dla samego “papierka”, bo liczą się umiejętności. Ale tutaj jest “pies pogrzebany” – musisz mieć naprawdę p o n a d p r z e c i ę t n e umiejętności, żeby zostać zauważonym i zatrudnionym na dobrym stanowisku. Inaczej twoje podanie o pracę ląduje w koszu, bo na “dzień dobry” nie spełnia postawionego progu.

    Ja sam się zastanawiam czy dokończyć studia, bo mam ukończonego inżyniera i niemal skończone studia magisterskie (zrezygnowałęm tyz przed obronąpracy) i coraz bardziej skłaniam się ku temu, zeby jednak wrócić na studia. Niestety włąśnie dla “papierka” i nie tyle dla postrzeganai przez znajomych ale dla otworzenia sobie drzwi do tych “nierozsądnych” firm, które najpierw patrzą na wykształcenie a potem na umiejętności (bo proces rekrutacji nie świadczy o tym jak będzie mi siępracowało w danej firmie).

    Rozpisałem się trochę :)

    Pzodrawiam serdecznie,
    Greg

  2. Styczeń 27th, 2010 at 13:08 | #2

    @Greg

    Greg, bardzo dziękuję za Twój obszerny komentarz. Jest to pierwszy komentarz na tym blogu.
    Pozwól, że korzystając z niewielkiej chwili czasu odniosę się teraz tylko do kilku fragmentów Twojej wypowiedzi, wieczorem lub jutro uzupełnię tę wypowiedź.

    Napisałeś:
    “trzeba pogratulować Ci Twojego środowiska – będąc w takim środowisku na pewno łatwiej mieć takie poglądy jakie przedstawiłaś”. Rzeczywiscie, nie mam powodu narzekać na środowisko. Ważne jest jednak to, że ja nie zawsze obracałam się w takim środowisku. Ja takie środowisko wybrałam, dbałam i dbam o to, by w moim otoczeniu byli ludzie otwarci, ciekawi świata, chcący się rozwijać itd. Środowisko to nie jest coś, co dostajemy w paczce i na co nie mamy wpływu.

    Co rozumiesz pod sformułowaniem “pewnie większość tych osób obraca się w swoim środowisku a nie z 13 latkami czy starcami, więc dla nich ten odsetek jest pewnie jeszcze większy. ” W moim odczuciu odsetek się nie zmienia (ani zwiększa, ani zmniejsza) w zależnosci od tego, z jakimi ludźmi przebywam:). Proszę, rozwiń to, bo jest to dla mnie niezrozumiale. A przy okazji – kogo nazywasz “starcami”?

    Czy rzeczywiscie w ciągu 4 lat “czasy” tak bardzo sie zmieniły?

    Naisałeś też, że trzeba mieć “naprawdę p o n a d p r z e c i ę t n e umiejętności, żeby zostać zauważonym”. Ja pokazałam na konkretnych przykładach, że niekoniecznie. Dlaczego aż “ponadprzecietne”? A może problem polega na tym, że mając dobre umiejętności czekamy na to, że nas zauważą, zamiast działać w kierunku pokazania się? Co o tym sądzisz?

    Co do Twojego stwierdzenia:
    “Twój przykład z ogłoszeniem o pracę nie jest chyba aż tak przypadkowy – wydaje mi si, że musiałaś go trochęposzukać.” Zdziwisz się może… To ogłoszenie przyszło na moją skrzynkę mailową. Było w newsletterze, jaki zaprenumerowałam. Co więcej – przyszło w dniu, w którym kończyłam post i zapisałam go jako draft. W tym samym dniu znalazłam też drugie podobne ogłoszenie. Może więc to kwestia tego, gdzie i jak szukamy, na co jesteśmy otwarci etc. I zawsze jeszcze istnieje wariant drugi: sam pokaż się firmie, a nie czekaj na ogłoszenie – jak zrobił bohater jednej z prezentowanych w poście historii.

    Ciąg dalszy wieczorem lub jutro.

    Pozdrawiam, Ewa

    ps. Doktoratu nie mam:) studia doktoranckie przerwałam, bo były dla mnie stratą czasu i energii, wolałam inne działania.

  3. Greg
    Styczeń 27th, 2010 at 13:45 | #3

    Ewo,
    piszesz
    “Co rozumiesz pod sformułowaniem “pewnie większość tych osób obraca się w swoim środowisku a nie z 13 latkami czy starcami, więc dla nich ten odsetek jest pewnie jeszcze większy. ” W moim odczuciu odsetek się nie zmienia (ani zwiększa ani zmniejsza) w zależnosci od tego, z jakimi ludżmi przebywam:). Proszę, rozwiń to, bo jest to dla mnie niezrozumiale.”

    Oczywiście że odsetek osób z wyższym wykształceniem się nie zmienia w ogóle narodu :) To co chciałem powiedzieć, to to, że jeżeli dane środowisko jest w miarę jednorodne, to odsetek ten w e w n ą t r z tego środowiska będzie inny. Np. jeżeli jestem studentem, to zazwyczaj jestem w środowisku studenckim, więc odetek studentów wśród moich znajomych jest wiekszy niż wśród całego narodu. Albo jeśeli jestem w szkole średniej, to zdecydowanie więcej osób wybiera się na studia niż te 16%. Jeżeli mieszkasz w mieście, to zapewne więcej jest osób z wyższym wykształceniem niz na wsi (tutaj strzelam, bo nie znam dokładnych statystyk). Rozumiesz już co mam na myśli?

    “A przy okazji – kogo nazywasz “starcami”? ”
    Dobre pytanie :) W sumie to nie wiedziałem jakiego sformułowania użyć – chodziło mi o to, że zazwyczaj nasze środowiska są jednorodne różnież pod względem wieku. Oczywiscie nie chcę generalizować, bo każdy ma inne doświadczenia w tym temacie, jednak z moich obserwacji tak właśnie jest (w szkole, na studiach, w firmach, w grupach hobbystycznych) – 30 latek ma pewnie więcej znajomych w wieku około 30 lat niż np 13 latków czy 80 latków.

    Generalnie to co chciałem przekazać przez w/w stwierdzenia, to fakt, że decydując nt naszego stosunku do studiowania trudno nam się odnosić do statystyk obejmujących osoby, które kompletnie nie są w naszej sytuacji. I tak np 13 i 80 latek nie musi np. szukać pracy.

    dalej
    “czy rzeczywiscie w ciągu 4 lat “czasy” tak bardzo sie zmieniły? ”
    Nie miałęm na myśli 4 lat, tylko dłuższy okres. Jak sama piszesz te statystyki “uwzględniają wykształcenie wyższe uzyskane także przed 80 rokiem”. Tai okres czasu miałm na myśli. W latach 70, 80 i 90 dostęp do studiów był bardzo ograniczony i czasy były na prawdę inne, chyba nie zaprzeczysz? :) Teraz są czasy takie, że w szkole średniej jest bardzo bardzo mało osób które nie decydują się na dalszą edukację.

    “Dlaczego aż “ponadprzecietne”? A może problem polega na tm, ze mając dobre umiejetnosci czekamy na to, ze nas zauważą, zamiast działać w kierunku pokazania się? Co o tym sądzisz?”
    Zgadzam się z Tobą. Trzeba działać w kierunku pokazania się. Ale żeby się pokazać, coś musisz hmmm – pokazać. I Twoje przykłady to pokazują – wszystkie te osoby miały być może nie ponadprzeciętne, ale na pewno duże umiejętnosci. Owszem “papiarek” nic by im nie dał, ale aplikując na mniej wykwalifikowane stanowisko dużo osób bez “papierka” nie ma nawet mozłiwosći pokazania swoich umiejętnosći, bo przepadajac w pierwszym “sicie” odsiewającym.

    Generealnie – nie dyskredytuję twojego postu. Tak jak napisałem – zgadzam się z większością stwierdzeń. Po prostu chciałem dodać trochę od siebie, aby obraz był pełniejszy :)

    I zapominamy jeszce o dwóch kwestiach:
    - na studiach zdobywa się wiedzę (często i praktykę), nawet jeżeli studiuje się tylko dla “papierka” (oczywiscie nie w takim stopniu jak się studiuje z przekonaniem)
    - zdobywa się także pewną “ogładę”, obycie, poznaje kulturę, uczy się pisać obszerniejsze teksty itp, co jest pewną wartoscią nawet jak ze studiów wyniesie się tylko “papierek”

    Przyszło mi do głowy inne pytanie do Ciebie: czy myślisz, że osiągnełabyś to wszystko co osiągnęłaś i byłabyś na stanowisku na jakim jesteś, gdybyś nie miała studiów? Czy kiedykolwiek szukałaś pracy bez studiów?

    Pozdrawiam,
    Greg

  4. Styczeń 27th, 2010 at 14:10 | #4

    Greg, napisałeś:
    “- na studiach zdobywa się wiedzę (często i praktykę), nawet jeżeli studiuje się tylko dla “papierka” (oczywiscie nie w takim stopniu jak się studiuje z przekonaniem)
    - zdobywa się także pewną “ogładę”, obycie, poznaje kulturę, uczy się pisać obszerniejsze teksty itp, co jest pewną wartoscią nawet jak ze studiów wyniesie się tylko “papierek””

    Niestety tylko na niektórych studiach zdobywa się wiedzę, na wielu – tylko “papierek”. Wiedzę można zdobywać także poza uczelniami, w toku studiów własnych. Uzyskanie “papierka” nie zwalnia z dalszych studiów własnych, jeśli chcemy się rozwijać. Co do praktyki zdobywanej w czasie studiów – tutaj marnie oceniam nasz system edukacji.:) Jest wiele sposobów zdobywania praktyki i umiejętności poza uczelnią, bez studiów formalnych.
    Co do “ogłady”, obycia, poznawania kultury i uczenia się, jak pisać teksty – jakoś tak się dzieje, że jest masa ludzi “z papierkiem”, którzy nie potrafią pisać obszernych tekstów i nie potrafią poprawnie się wypowiadać, konstruować własnych myśli – po prostu kiepsko posługują się językiem polskim.:)

    Generalnie – jak to ująłeś – nie odbieram Twoich komentarzy jako próby dyskredytacji, a cieszę się, że wyrażasz swoją opinię i dzielisz się spostrzeżeniami. Między innymi po to jest ten blog.

    Pozdrawiam, Ewa

  5. Styczeń 30th, 2010 at 20:34 | #5

    Witam Cię Ewo. Witam czytelników tego bloga. To mój pierwszy komentarz tutaj. Trafiłem całkowicie przypadkowo… z bloga Alexa Barszczewskiego. Co prawda nie jestem jeszcze “w temacie”, bo nie czytałem zbyt wielu Twoich postów i nie poznałem czytelników. Mimo to, pozwólcie, że wtrącę swoje dwa zdania na temat “niezbędnego papierka”. Studia ukończyłem kilka lat temu. Studiowałem na dwóch kierunkach równocześnie. Obroniłem się bez problemu. Do dzisiaj jednak nie wybrałem dyplomu z uczelni. Nie miałem jakoś okazji… no i nie czułem takiej konieczności. Nie przeszkodziło mi to w zdobyciu pracy – w Polsce i za granicą (zgodnej z moimi zainteresowaniami i kierunkami studiów) – oraz po kilku latach objęcia stanowiska kierownika polskiego oddziału firmy.

    Ktoś mógłby zapytać po co więc te 5 lat na uczelni? Szczerze, chyba tylko dlatego, że tak wpaja się nam w Polsce, że to jest droga, którą każdy chcący “coś” osiągnąć musi przejść.

    Aha, no i nie jestem wyjątkiem. Niech ktoś nie powie, że to, że mi się tak udało nie znaczy, że komuś innemu się też uda. Właśnie, że się uda. Na szczęście czasy się zmieniają i większy nacisk kładzie się na umiejętności… albo nawet na predyspozycje do ich wyuczenia. Dzisiaj poszukując pracowników zwracam niewielką uwagę na to co jest w CV, a już najmniejszą na to czy ktoś ma skończone studia czy nie. Ważniejsze są dla mnie wpisy pokazujące ukończone jakieś szkolenia czy udziały w konferencjach – bo pokazuje, że taka osoba sama “z siebie” jest żądna wiedzy.

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie

  6. Styczeń 30th, 2010 at 21:47 | #6

    Krzysztof Ostrowski,

    Witam Cię na blogu:) i dziękuję za cenny komentarz.

    Napisałeś: “Dzisiaj poszukując pracowników zwracam niewielką uwagę na to co jest w CV, a już najmniejszą na to czy ktoś ma skończone studia czy nie.” Jestem przekonana, że takich osób – szefów będzie szybko przybywało i coraz cenniejsze (i ważniejsze od “papierka”) będzie to, co ktoś umie, jakie ma predyspozycje, jakie doświadczenia, wiedzę…

    Napisałeś też “Ktoś mógłby zapytać po co więc te 5 lat na uczelni? Szczerze, chyba tylko dlatego, że tak wpaja się nam w Polsce, że to jest droga, którą każdy chcący “coś” osiągnąć musi przejść.”

    Dziękuję za szczerość. To przekonanie, o którym piszesz, wpajane nam od lat skutkuje niestety z jednej strony wielością rożnych uczelni o często miernym poziomie kształcenia, a z drugiej strony – absolwentami, którym wydaje się często, że “papierek” to podstawa, lub – co gorsza – że “papierek” wystarczy.:)

  7. Styczeń 30th, 2010 at 23:59 | #7

    Greg,
    wracam do odpowiedzi na Twój komentarz (obiecałam ciąg dalszy).

    Napisałeś: „Dla pełniejszego obrazu powinnaś podać, że Ty ukończyłaś studia wyższe i to nie jedne, bo na stronie “o mnie” widzę kilka fakultetów, studia MBA i doktoranckie. Były ku temu jakieś powody, prawda? Może wyjawisz nam jakie?”
    Zakładka „o mnie” jest dostępna dla wszystkich, więc podawanie wykształcenia w poście nie ma według mnie sensu. Co zmieni wyjawienie moich motywów studiowania formalnego i co nowego wniesie do tematu?

    W kolejnym komentarzu wracasz do mojego wykształcenia pisząc: „czy myślisz, że osiągnęłabyś to wszystko co osiągnęłaś i byłabyś na stanowisku na jakim jesteś, gdybyś nie miała studiów? Czy kiedykolwiek szukałaś pracy bez studiów?”

    Zacznijmy od rozumienia Twojego określenia „bez studiów”:
    - bez wykształcenia – ja cały czas podkreślam, że wykształcenie jest bardzo ważne(!), stąd rozumiem, że nie o ten przypadek Ci chodzi,
    - bez „papierka” – czyli sytuacja, gdy studiuję sama, kształcę się we własnym zakresie, zdobywam wiedzę, ale robię to w sposób nie dający mi „papierka” – tak czynię teraz – wiele lat po ukończeniu studiów formalnych nadal studiuję we własnym zakresie, co sprawia, że się nie uwsteczniam, a nawet rozwijam i poszerzam możliwości…

    Nie wiem, co bym robiła i co bym osiągnęła. Zastanawianie się „co by było, gdyby…” jest moim zdaniem stratą czasu i energii;)

    Co do szukania pracy „bez studiów” rozumiem, że mówisz o pracy „bez dyplomu” a nie bez wiedzy i umiejętności! Pracowałam “bez papierka” i bez ukończenia formalnych studiów. Nie szukałam pracy, bo praca sama mnie znalazła – z uwagi na umiejętności, które miałam, a które były unikalne. Nikt nie pytał mnie o dyplom, choć było to wiele lat temu. Byłam wtedy na pierwszym roku studiów. Praca nie miała z nimi nic wspólnego. Byłam szanowana, dobrze zarabiałam, niewiele pracowałam i było to ciekawe doświadczenie. Do dziś spotykam ludzi, którzy pamiętają mnie z tamtego czasu i przypominają o tym kawałku mojego życia.

    Skupiłeś się na mojej historii. Ja proponuję skierować uwagę na historie ludzi, którzy odnieśli sukces nie mając “papierka” – celowo przytaczam te historie w poście… Myślę, że to oni są tu ciekawszym i inspirującym przykładem oraz potwierdzeniem tego, o czym napisałam.

    Pozdrawiam,
    Ewa

  8. Agnieszka Ryczko
    Luty 8th, 2010 at 22:14 | #8

    Witaj Ewo!

    Piszesz: “Jeśli chcesz żyć jak większość, to droga jest taka jak większości. Ale czy naprawdę ta większość żyje w sposób, który Ci odpowiada? A jeśli nie, to dlaczego usilnie się do nich porównywać, starać się o ich uznanie jak o kromkę chleba?”
    Cieszę się, że zwróciłaś uwagę na te kwestie. Otóż, z moich dwudziestoparoletnich obserwacji wynika, że 90% ludzi myśli jak masa. Nie wierzą, że można coś zdobyć innymi drogami, innymi staraniami, prostszą, w efektywniejszą drogą. U Polaków w głównej mierze pozostaje mentalność: papierek plus ciężka praca. Bardzo mnie drażnią te poglądy. Kiedyś gdy opowiadałam w bliskim gronie znajomych o swoich planach, zawsze otrzymywałam sceptyczne odpowiedzi czy uśmiechy. Od tamtego czasu przestałam. W efekcie być może nie mam jeszcze pracy, z której będę czerpać satysfakcję, bo szukam nadal, ale założę się, że jestem bardziej od nich wszystkich szczęśliwa, bo nie uległam współczesnym, starodawnym trendom życia. Wiem, że co raz więcej jest nowego, świeżego spojrzenia, jednak w moim otoczeniu mało jeszcze “widzę” nowości :)

    Historii o osobie bez wykształcenia nie opowiem, jednak znam inny przypadek. Mam znajomą, która ukończyła studia w zupełnie innym kierunku, niż biznes, który zaczyna “rozkręcać”. Zapowiada się na sukces.

    Pozdrawiam

  9. Luty 8th, 2010 at 22:30 | #9

    Agnieszko,
    dziękuję, że piszesz o swoich obserwacjach i doświadczeniach. Piszesz też, że nadal szukasz. Hmm… Ja robię rzeczy, które lubię, które sprawiają mi radość i … nadal szukam.
    To poszukiwanie jest według mnie w pewnym sensie wpisane w rozwój. Jak Ty to widzisz?

    Do Twojego ostatniego akapitu dodam, że jest wielu ludzi, którzy nie pracują w wyuczonym zawodzie i już dawno zapomnieli, co było na studiach.

    Ewa

  10. Greg
    Luty 8th, 2010 at 23:20 | #10

    Witaj Ewo,

    piszesz
    “Co zmieni wyjawienie moich motywów studiowania formalnego i co nowego wniesie do tematu?”
    Do tematu może nie wiele wniesie, da jedynie pełniejszy obraz, z jakiej pozycji (przynajmniej obecnie) wypowiada się autor.

    Wracając do postu i poprzednich komentarzy:
    Pisałem, że trzeba mieć ponadprzeciętne umiejętności – a Ty, że pokazałaś “na konkretnych przykładach, że niekoniecznie. Dlaczego aż “ponadprzeciętne”? ” Wydaje mi się, że Twoje przykłady pokazują jednak ponadprzeciętne umiejętności:
    - historia 1: wybrałaś grafika na podstawie jego umiejętności, myślę że wyróżniały się wśród innych
    - historia 2: osoba po kilku tygodniach praktyki dostała pracę w “firmie – jednej z najlepszych w swojej branży” – nie była więc chyba przeciętna w tym co robiła?
    - historia 3: “Jej sukienki lądowały w najlepszych butikach (…). To nie była zwyczajna pracownia krawiecka” – sama więc stwierdzasz że nie “zwyczajna” :)

    Stąd też było moje pytanie o Twoje doświadczenia. Owszem powiedziałaś, że znalazłaś pracę bez wykształcenia (ale jednak na studiach a to pewna równica wg. mnie) dlatego, że miałaś “umiejętności, (…) które były unikalne” – unikalne, czyli jednak nie przeciętne :)

    Wracając do głównego tematu. Jak wspomniałem sam nie mam pełnego wykształcenia wyższego, więc zachowuję się teraz trochę jako advocatus diaboli tym bardziej, że dyskutujemy bardzo ogólnie a nie o konkretnych przypadkach. Na konkretnych pojedynczych przypadkach łatwo jest udowodnić, że studia nie są tak wartościowe jak się ogólnie wydaje – ostatnio czytałem artykuł o najmłodszym, dziewięcioletnim inżynierze w Microsoft, ale to są unikalne na skalę światową przypadki.

    O ile zgadzam się z główną tezą artykułu, to głównie chodziło mi o dane statystyczne jakie przedstawiłaś. Uzupełniłem je trochę ale nie skomentowałaś ich w ogóle :(
    Moim zdaniem o wiele ważniejszy jest TREND w studiowaniu, niż całość populacji z wyższym wykształceniem (bo dopiero niedawno rozwinął się u nas rynek szkolnictwa wyższego). Jako advocatus diaboli chcę podać je teraz konkretniej, prosiłbym Cię o komentarz.

    Wszystkie dane wziąłem z raportu Ernst&Young “Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce” http://resources.rybinski.eu/resources/sendFile:9b419368-fdfd-11de-9f34-001b24eff4d8:1

    1) w roku akademickim 08/09 współczynnik skolaryzacji netto wyniósł 40,6%; czyli 40,6% osób w nominalnym wieku studenckim (19-24 lata) studiuje.
    - jest to jeden z najwyższych wskaźników wśród krajów OECD

    W artykule piszesz “Czy naprawdę żyjemy w kraju, w którym każdy ma ”papierek” lub każdy studiuje?”
    Nie każdy ma papierek, ale na pewno grupa osób osób studiujących jest bardzo duża – a z Twojego artykułu można odnieść wrażenie, że odnosisz się tylko do grupy 16% osób już posiadających to wykształcenie. Tym czasem

    2) udział osób z wyższym wykształceniem w grupie 25-64 w 2007 to 19% (średnia OECD to 27%, więc mamy trochę do “nadgonienia”)

    Dodając więc liczbę osób już posiadających wykształcenie (19%) do osób obecnie studiujących (40,6%) wydaje mi się, że mamy zupełnie inny obraz niż zaprezentowany w artykule (być może nawet słowo “większość” mogłoby mieć tutaj zastosowanie ;) )

    3) wg statystyk poziom wykształcenia ma istotny wpływ na szanse na rynku pracy i tak (2009r):
    — stopa bezrobocia dla osób z wyższym wykształceniem to tylko 3,6% !
    — zatrudnionych osób z wyższym wykształceniem było aż 78%, (z “magistrem” aż 82-86% !)
    — w pozostałych grupach pracowało łącznie tylko 45% osób!!!
    — faktem jest jednak, że odsetek osób z wyższym wykształceniem w sektorze prywatnym to zaledwie 20% (w publicznym 45%) ale pamiętajmy, że te statystyki obejmują wszystkie zawody i rodzaje prac (np, mechanicy, pracownicy przy taśmie, jak i np. menedżerowie)
    — okres poszukiwania pracy dla osób z wyższym jest nieco krótszy (o 2 m-ce) niż bez

    Napisałaś, że “w 2009 roku odnotowano rosnący wskaźnik bezrobocia wśród absolwentów uczelni wyższych”. Pewnie jest to prawda, ale jeżeli urósł on do 3,6%, to nie jest to chyba zatrważający wzrost?

    4) posiadanie wyższego wykształcenia ma istotny wpływ na wysokość zarobków (bieżąca wartość netto, private NPV, czyli uogólniając premia płacowa – “na ile się wycenia danego pracownika”) jest relatywnie wysoka – 5. miejsce wśród 21 krajów OECD (147 tys. USD) (2004r)

    Ten temat – wysokości i porównania zarobków obu grup, został przez Ciebie pominięty (albo nie zauważyłem) a myślę że jest on bardzo istotny. Nie mam innych danych niż powyższe, które potwierdzają wpływ wykształcenia na zarobki.

    Ok, tyle statystyk. W ogóle polecam przejrzenie tego raportu, są tam ciekawe dane.

    Tak jak mówiłem, bawię się trochę w advocatus diaboli, bo wybrałem z raportu te dane, które w jakiś sposób “obraniają” tezę o studiowaniu, a poza tym generalnie zgadzam się z Tobą w wielu kwestiach. Na pewno się zgadzam z tym, że sam papierek niż nie znaczy i że wiedza i umiejętności liczą się bardziej.

    Ale myślę, że warto podyskutować i powyższy głos jest w jakiś sposób wartościowy…

    Pozdrawiam,
    Greg

  11. Greg
    Luty 8th, 2010 at 23:35 | #11

    Agnieszko,

    Zgadzam się z Tobą, że większość osób myśli jak masa. Nie napawa to optymistycznie, ale myślę, że jest to w pewien sposób “bezpieczne”, ale to chyba temat na inny post.

    Piszesz że masz “swoje plany”, nie pytam o nie, ale mam jednak do Ciebie pytanie (jeśli możesz odpowiedzieć oczywiście), które jest ważne w tym temacie – czy studiujesz?

    Spodziewam się że odpowiedź będzie “tak” :)

    Ale zaczekam, bo będę miał do Was wówczas dodatkowe pytanie.

    Pozdrawiam,
    Greg

  12. Luty 9th, 2010 at 00:56 | #12

    Greg,

    Skoro dopytujesz o powody moich studiów formalnych … Hmm… W czasach, gdy zdawałam maturę i rozpoczynałam studia nie było dostępu do Internetu, granice były zamknięte, trudno było o dostęp do badań, do ciekawych książek etc, więc dostęp do informacji i źródeł był znacznie ograniczony, co niemal uniemożliwiało studia własne poza uczelnią. Od początku to podkreślam, że oczywiste dla mnie było i jest, że wykształcenie jest ważne. Post dotyczy „papierka” czyli potwierdzenia papierem ukończenia studiów (co w wielu przypadkach nie jest jednoznaczne z uzyskaniem wiedzy i wykształcenia).

    Teraz powody: poszukiwanie wiedzy i sposobu zdobycia wykształcenia, ciekawość świata i ludzi plus bezrefleksyjne przyjęcie modelu obowiązującego w moim środowisku. Dla mnie proces edukacji był oczywisty: podstawówka, liceum, studia. A potem praca.

    Zdecydowanie ważniejsza dla tej dyskusji jest według mnie odpowiedź, czy gdybym teraz (no, odejmując mi “kilka” lat) miała podejmować decyzję o studiowaniu, to czy podjęłabym taką samą. Ale o to nie spytałeś. :) Mimo to powiem: Nie. Zdecydowanie nie. Nie twierdzę, że nie studiowałabym w ogóle. Diabeł tkwi w szczegółach:

    Wtedy (ponad 25 lat temu) zastanawiałam się, co studiować. Studia same w sobie były celem. Podobnie wybierała duża część moich rówieśników (nie wszyscy rzecz jasna). Ważne było, żeby przyjemnie i ciekawie przeżyć kilka lat. Potem wszystko i tak stawało się szare – zarobki na poziomie 8-10 dolarów miesięcznie (dziś trudno mi w to uwierzyć), brak paszportu i możliwości wyjazdów, szara codzienność nawet bez papieru toaletowego. Jednak równolegle z moim studiowaniem zmieniała się rzeczywistość wokół, także ustrój, a z nim możliwości. Zmieniały się zawody, możliwości pracy, etc. To motywowało do dalszych poszukiwań i do dalszego rozwoju, choć możliwości w kraju nie było zbyt wiele.

    Dziś nie zastanawiałabym się nad tym, co studiować, żeby było ciekawie, ale co chcę w życiu robić, czym chcę się zajmować. Do tego dopasowywałabym pozostałe działania. Być może w ogóle nie podjęłabym studiów i w tym czasie realizowała marzenia zarabiając na tych marzeniach pieniądze.Uczyłabym się sama.

    Porównywanie czasów moich wyborów i ówczesnych możliwości do obecnego rynku i obecnych możliwości, to niemal porównywanie tygrysa w zoo i tygrysa na wolności…

    Co do statystyk – nie komentuję ich, każdy interpretuje je sam. jeśli chcesz się nimi wspierać – moje argumenty i tak nie zmienią Twojego nastawienia. Ja nie chcę zmieniać Twoich poglądów. Masz do nich prawo. Ja chce pokazać, że można inaczej, skutecznie, ciekawie.

    Ze statystykami nie dyskutuję. Przywołany przez Ciebie raport przeczytałam uważnie już wcześniej. Nie skupiam się na danych dotyczących ilości studentów choćby z tego powodu, że studiują oni na czasem na bardzo kiepskich uczelniach i wychodzą po nich niedouczeni , a jedynie z papierkiem. Życie zweryfikuje szybko wartość takich studiów. Po drugie pozostaje otwartym pytanie, ilu z tych obecnych studentów skończy studia. Stad wolę dane dotyczące absolwentów.

    Dalej: jeśli nawet łatwiej znaleźć dziś pracę mając ukończone studia, to nie jest przesądzone, że tak będzie za 4-5 lat. W moim odczuciu wtedy będzie się patrzyło już coraz częściej na jakość posiadanego wykształcenia, rzeczywistą wiedzę, ewentualnie jakość uczelni, a nie na sam fakt posiadania papierka. Są uczelnie, gdzie papierek można kupić: płacić czesne i chodzić na zajęcia, a wiedza jest na ostatnim miejscu. Ci ludzie też są w statystykach ujęci jako studiujący…

    Piszesz: „Moim zdaniem o wiele ważniejszy jest TREND w studiowaniu, niż całość populacji z wyższym wykształceniem”. Czy pójście za tym trendem sprawi, że będziesz wartościowszy? Szczęśliwszy? Spełniony?

    Tyle na dziś. Jest już dość późno, by dalej pisać. Do „ponadprzeciętności” odniosę się następnym razem, bo wymaga to napisania więcej niż dwa zdania. :-)

    Przypominam cały czas ważną rzecz: Wykształcenie (wiedza, umiejętności) są bardzo ważne! Papier – zdecydowanie mniej albo wcale – chyba że jest dokumentem upoważniającym do wykonywania określonego zawodu lub jedyną przepustką do niego. Wtedy także powinien łączyć się z rzetelną wiedzą.

    Pozdrawiam, Ewa

  13. Greg
    Luty 9th, 2010 at 08:53 | #13

    Witaj Ewo,

    Dziękuję za obszerną i dość otwartą odpowiedź. Sporo mi wyjaśniła, i stwierdzenie, że pewnie nie wybrałabyś tej samej drogi, sprawia że obraz wydaje mi się teraz spójniejszy.

    Co do przekonywania mnie – zauważ, że nigdzie w komentarzu nie napisałem, że się z Tobą nie zgadzam, prawda? :)

    Jedyne co napisałem, to uzupełnienie statystyk w artykule, pokazując drugą stronę medalu, bo z Twojego artykułu wynikał dość jednoznaczny obraz (mało jest osób z wyższym wykształceniem, rosnący wskaźnik bezrobocia w tej grupie, łatwość znalezienia pracy bez papierka, wyższe wykształcenie nie oznacza większego szacunku i uznania). Z tym polemizowałem a nie z głównym przesłaniem Twojego postu! Mam nadzieję że to zauważasz?? Jeśli nie, to wskaż mi prosze gdzie się nie zgodziłem z głównymi tezami postu? :)

    Piszesz także “Co do statystyk – nie komentuję ich, każdy interpretuje je sam.” W porządku, dlatego podałem więcej danych, żeby każdy mógł je sam zinterpretować. Ja również nie dokonałem dogłębnej interpretacji tutaj.

    Wam nadzieję, że teraz wyjaśniłem wszystkie wątpliwości.

    Jeszcze mały komentarz:
    Co do Twojego sotatniego zdania – w 100% się z nim zgadzam :)
    Papierek nigdy nie równa się prawdziwemu wykształceniu. Niestety wiele osób bezrefleksyjnie idzie na studia, bo niestety ten trend wywiera na nich (na nas?) ogromną presję. Utarło się, że teraz “każdy” po szkole śreniej musi celować w studia. I to nie ważne jakie i gdzie, byle mieć papierek.
    Sprawia to, że posiadanie wyższego wykształcenia się mocno zdewaluowało, i masz rację pisząc, że wiele osób po studiach nie umie pisać najprostszych tekstów, brakuje im wiedzy czy jakiejkolwiek ogłady a większość zaliczeń czy egzaminów jest po prostu kupowanych. Swiadczy to o poziomie tych studiów i kształcenia. Masz rację, że rynek wkrótce zweryfikuje ich umiejętności i wiedzę. Już to robi. Miejmy tylko nadzieję, że wpłynie to również na jakość kształcenia.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Greg

  14. Greg
    Luty 9th, 2010 at 09:06 | #14

    PS.
    Jeszcze jedno uzupełnienie mi przyszło do głowy

    Ja też pewnie bym wybrał inną drogę gdybym miał wybierać drugi raz. Nie mówię, że całkowicie porzuciłbym studia, ale na pewno skupiłbym się o wiele więcej na zdobywaniu praktyki i realnej wiedzy. Pewnie też wybrałbym inną szkołę, najprawdopodobniej za granicą (głównie w celu “poznania świata”).

    Niestety wiele decyzji rzutujących na nasze życie podejmujemy w młodym wieku, kiedy jesteśmy młodzi, “głupi” i niewiele rozumiemy :)
    Stąd ważne są takie posty jak Twój. Może parę osób “przebudzi się” i zauważy inne możliwosci życia.

  15. Luty 9th, 2010 at 18:37 | #15

    Ewa:
    Mnie smuci jeszcze inna sprawa związana ze studiami (a także gimnazjum i liceum) – polskie szkolnictwo zabija w człowieku chęć samodzielnego uczenia się, poznawania. Gdyby studia tylko marnowały czas, to pół biedy. Lecz one, poprzez ładowanie niepotrzebnej wiedzy i staromodny system weryfikacji tej wiedzy, zniechęcają do samodzielnego uczenia się z tego co nas ciekawi.

    W zeszłym roku moi koledzy ze studiów (z kierunków informatyka oraz zarządzanie) otrzymali piękne papierki inżynierskie i licencjackie (w zależności od kierunku). I choć ja przerwałem oba kierunki w połowie, to do dziś mam wrażenie, że w tym samym czasie sam więcej nauczyłem się z tych dziedzin (wnioskuję po rozmowach z nimi)… i wciąż samodzielnie się uczę, gdy oni poszli do pracy albo jej wciąż szukają zastanawiając się co robić.
    To smutne z tego względu, że ich wiedza już dziś nie wystarcza na zajęcie fajnej pozycji zawodowej, a co tu mówić o za 20-30 lat.

    W dzisiejszych czasach samodzielna edukacja, moim zdaniem, jest tak samo ważna jak codzienne śniadanie :)

    Uśmiechy!
    Orest

  16. Monika Góralska
    Luty 9th, 2010 at 18:50 | #16

    Witaj Ewo,

    Ciekawy post, ważny do przemyślenia przez pracodawców.

    Historia nr kolejny :-)
    Pewien 25 letni chłopak rzucił studia i zaczął pracę jako magazynier w firmie motoryzacyjnej. Samochody były zawsze jego pasją. Teraz jest w tej firmie dyrektorem zarządzającym i ma kilka telefonów miesięcznie z propozycjami pracy. Nikt nie pyta go o wykształcenie stoi za nim 15 letnie doświadczenie na 1 linii frontu.

    Zgadzam się z Tobą Ewo, że ocenianie ludzi po papierku nijak się ma do ich rzeczywistych umiejętności.

    Moja córka jest teraz na studiach ( przez siebie wymarzonych ) i jestem zaskoczona jak wiele zmieniło się od czasów moich studiów. Uważam, że w tej chwili studia są o wiele bardziej praktyczne i uczące umiejętności niż 20 lat temu. Może nie jest jeszcze idealnie jednak postęp jest widoczny.

    Dużo podróżuje min po całej Polsce. Rozmawiam z różnymi ludźmi i spotykam prawdziwe perełki. Nigdy nie pytałam ich o wykształcenie ale czasem wychodzi w rozmowie.

    Historia nr …..
    Na południu Polski jest synagoga, która opiekuje się pewien Pan ( wykształcenie niepełne średnie ) zbiera do Niej eksponaty z najbliższych i najdalszych okolic, współpracuje z Uniwersytetem Jagiellońskim, jest tłumnie odwiedzany przez studentów a to z racji tego, ze zebrał tak fascynujące eksponaty. To prawdziwa perełka. W Polsce jest takich mnóstwo.

    Pozdrawiam
    Monika

  17. Luty 9th, 2010 at 23:47 | #17

    Moniko,
    witaj na blogu :-)

    Dziękuję za Twój głos w dyskusji i za dzielenie się swoimi obserwacjami a także za przytoczone przykłady. Są cennym uzupełnieniem postu.

    Dopowiem przy okazji, że coraz częściej spotykam ogłoszenia o pracę, w których nie ma zapisu “ukończone studia…” a jest oczekiwanie określonych umiejętności. :-)

    Pozdrawiam, Ewa

  18. Tomek Sz
    Sierpień 17th, 2010 at 07:20 | #18

    Witam wszystkich ;)

    Trafiłem na ten temat, dzięki temu, że Ewa przytoczyła go w jednym z najświeższych postach. Jako że, jestem świeżym czytelnikiem Twojego bloga (wpadłem tu dzięki Alexowi), nie miałem jeszcze okazji bliżej poznać Twoich wcześniejszych postów.
    Tak sobie teraz czytałem komentarze no i ja mam trochę inne zdanie.
    Ja poszedłem na studia wcale nie dlatego, bo “inni też idą”, niestety jestem w takim wieku (rocznik ‘89), który niestety był ostatnim, który “łapał” się do wojska. A, że nie specjalnie mi się uśmiechało tam być, musiałem wybrać: studia, służba zastępcza..Fakt faktem, dodatkowym czynnikiem, w podjęciu decyzji o studiowaniu, był fakt, że pochodzę z około 100tys miasta i chciałem iść w świat. Mój wybór padł na Wrocław, studia Turystyka i Rekreacja (o wyborze utwierdził mnie jeszcze wybór Polski na gospodarza Euro 2012).
    Teraz jestem na trzecim roku i uważam ten czas, spędzony na uczelni za stracony. Niestety wybrałem sobie studia zaoczne (chciałem się usamodzielnić), na prywatnej uczelni. W związku z tym, za “naukę” muszę płacić, muszę je dokończyć “dla papierka” (za który płacę, i nielegalnie kosztowałby mnie mniej :) ). Oprócz tego “jakby to było gdyby rodzice dowiedzieli się, że ich syn rzucił studia” (?!). Tak wiem, jestem dorosły i powinni uszanować moją każdą decyzję, jestem tego świadomy, ale jednak muszę się przemęczyć i je dokończyć.
    Na studiach tych niczego się nie nauczyłem i na pewno nie nauczę – podobnie jak w liceum, gimnazjum. O podstawówce nie wspominam, ze względu na fakt, że tam opanowałem umiejętności, które uważam za wystarczające, dla ludzi którzy chcą osiągnąć sukces: czytanie, pisanie, liczenie..Nie proponuję tu wcale, że szkoły ponadpodstawowe powinno się zlikwidować, tylko powinno się zreformować…nie wiem jak to zrobić..wiem tylko tyle, że straciłem dużo czasu tam siedząc i ucząc się bzdur, których nigdy więcej nie wykorzystam (potrzebne były tylko do zaliczenia danego przedmiotu). Powinno się w ludziach rozpalać zainteresowania…niestety ja w wieku 18 lat myśląc o studiach nie wiedziałem, co chcę robić w przyszłości..(przecież nie da się tego przewidzieć).

    A co do tego, czy “papier” pomaga w znalezieniu pracy, to hmm…to wszystko zależy od różnych czynników.
    Zgadzam się z Ewą, jeśli chcesz znaleźć pracę..sam wyjdź do potencjalnych pracodawców i pokaż im jaki jesteś..(w końcu pójdziesz do firmy, w której chcesz pracować:))
    Jeśli szukasz pracy z ogłoszenia, znalezienie ciekawej, zaspokajającej Twoje potrzeby – pracy – jest bardzo mało prawdopodobne…(wysyłasz aplikację tam, gdzie aktualnie szukają i nie ma to zazwyczaj dużego pokrycia z Twoimi wymaganiami/zainteresowaniami).

    pozdrawiam,
    Tomek

    PS.
    Za wszelkie błędy przepraszam:), jestem w pracy i trochę się spieszyłem :)

  19. wolny rynek
    Listopad 29th, 2011 at 20:13 | #19

    Gdyby państwo nie brało cudzych pieniędzy na państwowe przymusowe uczenie trwające 9 lat lub skróciło ten okres do 6 lat to prawdopodobnie, wzrósł by poziom edukacji w szkołach prywatnych, zmalała liczba nieużytecznych, niezadowolonych “studentów państwowych” którzy szkolą swój fach za pieniądze podatników

  20. Listopad 29th, 2011 at 21:52 | #20

    Witaj na blogu. I jak się zwracać do Ciebie Czytelniku o nicku “wolny rynek”??? Pomyśl może o zmianie nicku bardziej osobowy?

    Odnośnie Twojego komentarza,to
    - piszesz “prawdopodobnie wzrósł by poziom edukacji (…)”. Byłabym ostrożna, bo – nie wiem na czym opierasz swoją opinię- niemniej rezultaty o których piszesz są tylko prawdopodobne, tak samo jak prawdopodobne jest, że niewiele pod względem poziomu wykształcenia by się zmieniło lub nic; poziomu kształcenia

    - widzę niedouczonych ludzi i żenujący poziom kształcenia zarówno w niektórych państwowych uczelniach, jak i niestety wielu prywatnych szkołach wyższych, które wyrosły w pewnym momencie jak grzyby po deszczu i produkują magistrów zamiast wypuszczać wykształconych ludzi;

    - na naszych uczelniach studenci przede wszystkim zdobywają wiedzę (czasem nieaktualną i nieprzydatną), a nie “szkolą fach” – to jest kwestia programów nauczania i doboru kadry, niekoniecznie tego, czy uczelnia jest państwowa czy nie.

    Poza wszystkim ten post nie dotyczy kwestii finansowania szkolnictwa w ogóle w tym szkolnictwa wyższego :-) .

    Pozdrawiam, Ewa

  1. Sierpień 14th, 2010 at 21:20 | #1