Home > Uncategorized > Nie taki mały pikuś…

Nie taki mały pikuś…

Hasło reklamowe jednej z firm ubezpieczeniowych (oglądam reklamy w TV, więc wiem :-) ) brzmi:  „U nas formalności to mały pikuś. Pan Pikuś.” Obraz w spocie reklamowym emitowanym jakiś czas temu był następujący: gospodyni domowa szykuje jedzenie, krząta się po aneksie kuchennym, w tym czasie agent ubezpieczeniowy siedzi przy małym stoliku, na kanapie, a dzieci gospodyni  obsiadają go z różnych stron, wkładają mu chomika do teczki, wiążą sznurówki (pewnie się wywali, gdy wstanie), etc.; agent nie reaguje na te niecodzienne praktyki; gospodyni (robi wrażenie niezainteresowanej tematem ubezpieczenia), zwraca się do agenta (doradcy) ubezpieczeniowego, żeby się zaopiekował dziećmi, bo ona musi na chwilę wyjść, a przecież – jak mówi – „u was formalności to mały pikuś”. Widok maskotki, która zamyka spot tekstem: „Pan Pikuś”

Zwrot „mały pikuś – Pan Pikuś” się przyjął, przeszedł do codziennego języka. To marzenie wielu copywriterów. Potwierdzenie ich bardzo dobrej pracy. Czy jednak ten spot reklamowy można uznać za sukces reklamodawcy? Jak uważacie?

Moje refleksje są następujące:

- Maskotka Pikusia wykorzystana w reklamie wielu osobom się podoba, budzi szczególne zainteresowanie wśród kilkuletnich dzieci. Czy jednak to dzieci podejmują decyzję o wyborze ubezpieczyciela i dzieci odkładają kapitał na emeryturę?

- Przy wyborze ubezpieczyciela ważne są dla mnie np.: rzetelność i wypłacalność firmy, jej wiarygodność, sposób i czas realizacji roszczeń, koszty ubezpieczenia i inne szczegóły umowy, a nie to, czy formalności zajmą kilka minut więcej czy mniej, czy będą łatwe czy trudniejsze. Ważniejsze od kwestii formalnych jest dla mnie np. to, jak przebiega proces  wypłaty roszczeń, jaka jest odpowiedzialność firmy za powierzane jej pieniądze, co będzie z moimi pieniędzmi za 10-20 lat, jakie mam gwarancje etc.

- Wiem, że powszechnie uważa się (podobno są badania rynku to potwierdzające), że wyrazem największego zaufania jest powierzyć komuś własne dzieci pod opiekę. Jak sądzicie – czy w przypadku spraw finansowych, ubezpieczeniowych takie kryterium jest właściwe? Kto z Was oczekuje od maklera giełdowego, że będzie odpowiedzialny za Wasze dzieci? Kto oczekuje od pani z banku, że ona odpowiedzialnie zaopiekuje się Waszymi pociechami? Ja chcę mieć przekonanie graniczące z pewnością, że ta firma odpowiedzialnie będzie zarządzać moimi pieniędzmi! Dziećmi zajmie się opiekunka, babcia, ciocia…

- Mnie (na bazie tej reklamy) jawi się następujący wizerunek doradcy ubezpieczeniowego tej reklamującej się firmy: „sierota”, która pozwoli ze sobą zrobić wszystko, żeby tylko nie stracić okazji sprzedaży. On został w tej reklamie pozbawiony poczucia własnej wartości. Myślę o nim: czyżby był na tyle niekompetentny, że nie potrafi zainteresować tematem, produktem, nie potrafi skupić uwagi klienta na istotnych dla niego sprawach?

Firmy ubezpieczeniowe kontaktują się ze swoimi klientami głównie poprzez doradców – agentów. To oni aktywnie poszukują klientów, spotykają się z nimi, analizują potrzeby, przygotowują ofertę, sprzedają, realizują obsługę po sprzedaży.  Przypomniana reklama w moim odczuciu zamiast dodać powagi i wartości tym kluczowym pracownikom – ośmiesza ten zawód i umniejsza wartość tych ludzi.

Reklama, którą przywołuję być może przyczyniła się do znacznego zwiększenia rozpoznawalności marki, co ważne zwłaszcza przy zmianie nazwy firmy. W tym aspekcie to niewątpliwie bardzo dobra, skuteczna reklama.

Czy przyczynia się ona także do budowania pozytywnego wizerunku firmy? Tu mam poważne wątpliwości. Jak bowiem mam zaufać firmie, która w spocie reklamowym pokazuje, że przyśle do mnie doradcę – opiekunkę? W aspekcie budowania wizerunku swoich kluczowych pracowników (a przez to firmy) to nie była dobra i skuteczna reklama.

Zatem poszukam dobrego doradcy u konkurencji, wszak nie szukam opiekunki do dziecka. :-)

Ja do Pana Pikusia nic nie mam, ale wolę spotkać się z Panem Doradcą.

A jak Wy postrzegacie poruszone tutaj kwestie?

Pozdrawiam,

Ewa

ps. Rażą mnie generalnie reklamy, które deprecjonują określone wartości, ośmieszają ludzi, umniejszają wartość ludzi i odbierają im szacunek. A wszystko po to , by sprzedać jak najwięcej. Inne reklamy tej firmy  mnie bawią -  gdy żart odnosi się do sytuacji i nie umniejsza wartości człowieka. Ani klienta, ani agenta.

_______________________________________________________

Okiem PRowca

To bardzo wyraźny przykład, jak – według mnie – można wydać naprawdę duże pieniądze na reklamę, żeby być bardzo dobrze rozpoznawanym, a jednocześnie za te same własne pieniądze stworzyć niekorzystny wizerunek swoich  kluczowych pracowników-partnerów, odebrać im szacunek, umniejszyć ich kompetencje i …  umocnić konkurencję.
Ten przypadek potwierdza moje przekonanie, że niezwykle ważna jest współpraca komórek PR zajmujących się budowaniem wizerunku firmy (w tym i pracowników oraz partnerów) i komórek zajmujących się reklamą w firmie, konsultowanie nawet najlepszych pomysłów agencji reklamowych. Warto się też zastanowić, na ile nasza reklama i to, co przez nią komunikujemy, może stać się pożywką dla konkurencji. Warto pomyśleć o tym, czy realizując jedne cele firmy, nie osłabiamy firmy w innych ważnych obszarach.

Ewa Wytrążek Uncategorized , , , , , ,

  1. bartek kliszczyk
    Marzec 22nd, 2010 at 10:54 | #1

    Dzień dobry:) Trafiłem, czytam i coś napiszę. Pomysł z pikusiem rzeczywiście wydaje się nietrafiony. Samo stwierdzenie ‘mały pikuś – Pan Pikuś’ Nijak się ma do ciężkiej pracy copywriterskiej ponieważ funkcjonowało już w mowie potocznej od dawna. Jest to więc tylko zapożyczenie;) Trochę też mnie zdziwiło, że kampanię robi agencja PZL, która jest znana raczej z bardziej błyskotliwych pomysłów. Trzeba jednak przyznać, że zazwyczaj mają wyczucie. Tak było z ‘plusem’ i kabaretem ‘Mumio’ wydawało się, że cała kampania bardziej przysłuży się tym drugim;) ludzie mówili o ‘nowym mumio’, a nie o nowej reklamie plusa. Tak czy inaczej ‘plus’ został liderem rynku. Czy stało się to przez reklamy czy przez sprawniejszą sprzedaż tego się nie dowiemy;) Pamięta Pani kampanię margaryny Manuel? Znakomity pomysł ale podobno nie wypalił;) Podsumowując nie ma reguł;) a to czy ta reklama się sprawdziła czy nie wskażą słupki;) jak to mówią ‘different or die’ i może o to tu chodziło, o małą dekonstrukcję postrzegania ubezpieczycieli;) Problemem jest też to, że u nas zamiast budować długofalowe koncepcje wizerunkowe robi się sezonowe kampanie ale to już inna historia:)na koniec dodam, że u pikusia raczej bym się nie ubezpieczył;)

    wszystkiego dobrego
    b.

  2. Marzec 22nd, 2010 at 12:40 | #2

    Bartku,
    witaj na blogu. Mały pikuś – Pan Pikuś przede wszystkim nijak się ma do ciężkiej i specyficznej pracy doradców ubezpieczeniowych, do odpowiedzialności jaką ponoszą (przynajmniej dotyczy to rzetelnych doradców).
    Napisałes: “to czy ta reklama się sprawdziła czy nie wskażą słupki” – z pewnoscią słupki pokazą, czy cele firmy zostały zrealizowane poprzez zwiększenie rozpoznawalnosci marki czy zwiększenie sprzedazy. Nie ma jednak słupków ilustrujących spadek lub wzrost poczucia godnosci pracownika ani słupków mierzących postrzeganie pracowników przez klientów po emisji nietrafionej reklamy.

    O czym tak naprawdę mówię? Że krótkoterminowy wzrost sprzedaży spowodowany reklamą ani nawet długoterminowy nie powinien byc realizowany poprzez reklamy umniejszające wartosc ludzi. A to moim zdaniem tu mialo miejsce.

    Kabaret Mumio to inna jakość reklamy, inna klasa.:)

    Pozdrawiam, Ewa

  3. bartek kliszczyk
    Marzec 22nd, 2010 at 20:17 | #3

    dziękuję za feedback:) z tymi doradcami to chyba jest trochę tak, że jednak nie mają zbyt dobrego wizerunku w narodzie:) w końcu to jednak męcząca sprzedaż bezpośrednia, a często też niestety oszukiwanie ludzi na prowizjach. jakiś czas temu patrzyłem co się dzieje na półce direct i zastawiam się jak to się zmieni za kilka lat.
    Co do godności pracownika z jednej strony muszę się zgodzić, a z drugiej myślę sobie, że trzeba mieć trochę dystansu do tego co się robi;)choć ten pikuś jest strasznie niesmaczny;)
    Co do umniejszania wartości ludzi to mnie zawsze zastanawia wizerunek kobiety w reklamach. to jest dla mnie tragedia. wystarczy popatrzeć na reklamy proszków, odplamiaczy czy np przypraw i dodatków. jak odbierasz to jako kobieta?

    i jeszcze pytanie: Czy według Ciebie reklama ubezpieczeń może być absurdalna czy raczej powinna rzetelnie przekazać ofertę, misję ect.?

    pozdrawiam
    b.

  4. Marzec 22nd, 2010 at 20:59 | #4

    Bartku,
    zwracasz uwagę na wizerunek kobiety piszesz “zastanawia wizerunek kobiety w reklamach. to jest dla mnie tragedia.”. Hmm… Kilkanaście lat temu jeździłam do pracy ulicą Łopuszańską, gdzie była masa billboardów – jeden obok drugiego. Niezłe studia. :-) Większość reklam z kobieta w roli głównej. Wtedy nawet zaczęłam zbierać materiały do cyklu artykułów o wizerunku kobiety w reklamie. To była tragedia. Teraz jest trochę inaczej, mimo wszystko trochę lepiej, ale nie wiele się tak naprawdę zmieniło, poza może czasem inteligentniejszymi formami wizualnymi (bo i większe możliwości nazwijmy technologiczne).
    To co chodzi mi po głowie, to że wizerunek kobiet w reklamie pośrednio buduje także obraz mężczyzny – choć go nie widać tak wyraźnie… To też dobry temat na artykuł.
    Coś z tym pewnie zrobię… :-) Może nawet na tym blogu.

    Co do reklamy ubezpieczeń – ta z purchlem na suficie bardzo mi się podoba, a przecież tez jest z przymrożeniem oka. Nie chodzi o “sztywniactwo”. Chodzi o zachowanie szacunku do ludzi. Absurd, żart – jeśli smaczne są ok.

    Pozdrawiam, Ewa

  5. katwer
    Marzec 22nd, 2010 at 21:20 | #5

    Ewa Wytrążek :
    Że krótkoterminowy wzrost sprzedaży spowodowany reklamą ani nawet długoterminowy nie powinien byc realizowany poprzez reklamy umniejszające wartosc ludzi.

    Bardzo mi się podoba to zdanie i w pełni się zgadzam. Myślę, że w wielu momentach naszego życia rezygnujemy z ważnych wartości w imię chwilowego zysku. Pytanie, na które każdy musi sobie sam odpowiedzieć, to warto.

  6. bartek kliszczyk
    Marzec 22nd, 2010 at 21:22 | #6

    jakbym mógł coś zasugerować to chętnie poczytałbym na blogu o tym czym dla Ciebie jest Pr (rola itd) oraz o tym jak jest u nas rozumiane CI:)i dlaczego tak.

    pozdrawiam
    b.

  7. Marzec 22nd, 2010 at 21:26 | #7

    Katwer,

    co co napisałeś zasługuje na osobny post. To bardzo ważne, mieć świadomość, że tak się może dziać i ważyć, czy to jest naprawdę dla nas dobre i czasem zastanowić się nad długoterminowymi konsekwencjami takich wyborów.

    Pozdrawiam, Ewa

  8. Marzec 22nd, 2010 at 21:30 | #8

    Bartek,

    dziękuje za tę sugestię i poważnie pomyślę o poście na ten temat (oj, robi mi się kolejka postów). :-)

    Pozdrawiam, Ewa

  9. katwer
    Marzec 22nd, 2010 at 21:34 | #9

    To czekamy intensywnie :)
    Mam nadzieję, że odpoczęłaś w weekend i masz dużo siły na wszystkie te posty i każdą inną aktywność :)

    Pozdrawiam i dobrej nocy życzę :)

  10. elvis
    Kwiecień 15th, 2010 at 16:18 | #10

    Zastanawia mnie jakie są Twoje, Ewo, odczucia na temat reklamy ze sloganem “Dobry, wesoły Kostek!”. Osobiście odczuwam to jako następującą sytuację: jadę w przedziale pociągu razem z grupą innych ludzi i nagle wpada menel, który na siłę próbuje nas na coś naciągnąć. Na dodatek jeszcze ten denerwujący ton głosu… Nie podoba mi się ta anty-reklama.

  11. Kwiecień 15th, 2010 at 18:32 | #11

    elvis,
    witaj na blogu.

    Co do reklam w ogóle – rożne reklamy nam się podobają lub nie. Każdy ma prawo odbierać je pozytywnie lub negatywnie. Jedne są wyrafinowane inne nie.
    To, na co ja zwracam uwagę szczególną – to nie na samą kreację, ale na sposób komunikacji i na wizerunek, jaki poprzez reklamę buduje sobie firma oraz – co napisałam w poście – “Rażą mnie generalnie reklamy, które deprecjonują określone wartości, ośmieszają ludzi, umniejszają wartość ludzi i odbierają im szacunek.”

    Pozdrawiam, Ewa

  12. Kwiecień 22nd, 2010 at 01:39 | #12

    bartek kliszczyk,

    wróciłam do Twojego komentarza, w którym piszesz “chętnie poczytałbym na blogu [...] o tym jak jest u nas rozumiane CI:)i dlaczego tak”

    Pomijam PR – napiszę , obiecuję :-) , nie podam tylko terminu, bo nie chcę się zobowiązywać czasowo.

    Zwróciłam uwagę na ostatnie słowa “i dlaczego tak”. Czy dobrze czytam, ze masz wyrobioną już na ten temat opinie, pogląd na temat polskiego rozumienia CI? Jeśli tak – zapraszam do napisania gościnnego postu na ten temat. Co Ty na to?

    CI przypomniało mi też o tzw. Społecznej Odpowiedzialności Biznesu (czy raczej o biznesie odpowiedzialnym społecznie) – czym jest, a czym nie jest i jak działania pro-sprzedażowe mogą “ładnie” podszywać się pod ten nurt…

    Szczerze zapraszam do napisania gościnnego postu.

    Ewa

  1. Kwiecień 3rd, 2010 at 00:55 | #1