Powody do działania i “wstrzymywacze”
Przypuszczam, że przynajmniej niektórzy Czytelnicy tego blogu snują marzenia, robią plany, nawet podejmują decyzje odnośnie do dalszych działań. Czy doświadczaliście sytuacji rozpoczynania nowego projektu (realizacji planu) z impetem, z “ogniem”, zapałem w sobie? A potem coś się zmieniało, wygasało, słabła wewnętrzna motywacja, brakowało sił, brakowało pozytywnych emocji, wiary… Brzmi znajomo? Ja przypominam sobie przynajmniej kilka takich „decyzji”, które zgasły, zanim się tak naprawdę zdarzyły.
Co się stało, że wygasł „wewnętrzny płomień”, że straciłeś zapał, odpuściłeś, mimo, że miałeś marzenie, wizję, jasno określone cele, określone zadania, wiarę, zapał? Lang Lang, którego kiedyś przywoływałam w jednym z wcześniejszych postów powiedział: To TY jesteś KLUCZEM do swojej kariery. Tylko Ty!
Przyczyny takiego „wygaszenia” tkwią (tak ja na to patrzę) w trzech kluczowych obszarach (nie muszą zaistnieć wszystkie trzy – wystarczy, że zaistnieje jeden z poniższych przypadków):
A – Cel / wizja nie była tak do końca, naprawdę Twoja (choć być może tak Ci się wydawało) i przestałeś się z nią identyfikować; w poście o pianiście Lang Langu pisałam o tym, że błędem jest kopiowanie drogi innych i nie szukanie własnej. I w efekcie przestałeś czuć się częścią tego, co robisz.
B – Straciłeś cel z oczu, gdy zacząłeś się skupiać na doraźnych działaniach, zapomniałeś, o co tak naprawdę Ci chodziło, dokąd chciałeś dojść, czemu to miało służyć, co to miało zmienić w Twoim życiu i/lub w życiu innych.
D – Uwierzyłeś w to, co mówią inni – że się nie da, że to tylko dla wybitnych, że „lepszy wróbel w garści niż skowronek na dachu”, że nie starczy Ci zapału, że inni już próbowali i im nie wyszło, że rynek jest trudny i za mały, że ty znowu coś wymyślasz zamiast – jak inni - zająć się “normalną” pracą, że masz już zbyt wiele lat na takie eksperymenty, że własny biznes wymaga wielkich nakładów finansowych, że szkoda życia na takie eksperymenty, że …. – w efekcie straciłeś swoją wewnętrzną harmonię, silę i determinację. Uwierzyłeś, że się nie uda. Zwątpiłeś, straciłeś entuzjazm.
To, co napisałam nie dotyczy tylko zakładania własnej firmy. Dotyczy nauki języków, uczenia się nowych rzeczy, rozwijania zainteresowań, realizacji marzeń, nauki pływania, a nawet – budowania bliskich relacji z ludźmi – praktycznie wszystkiego.
Z marzeniami jest różnie. Dla jednych marzenia są po to, by je przekładać na wizję, cele i zadania do realizacji. Dla innych – marzenia są tylko po to, by… marzyć. I nigdy nie przekładają się na cele i na działania, a stanowią jedynie chwilową odskocznię od „szarej rzeczywistości”. A Ty do której grupy należysz?
„Ci drudzy” często są autorami rad typu: „Zejdź na ziemię”, „Wydoroślej”, „Zostaw te mrzonki i zajmij się czymś pożytecznym”. Skupiają się na wewnętrznym uzasadnieniu i udowodnieniu sobie, że marzenia są tylko do marzeń i że nie da się ich realizować.
Jeśli masz marzenia i chcesz je realizować, to możesz skorzystać z poniższych rad (nie jest to uniwersalna recepta; mnie pomaga utrzymać kurs, choć także miewam zwątpienia i trudności z „jak”, choć wiem „co”, a do tego jestem niecierpliwa).
- Sprawdź, czy Twoje marzenia są Twoje, a nie „zaszczepione” lub „zapożyczone”.

- Zbuduj wizję w swojej głowie, obrazy, emocje – poczuj to.
- Spisz swoje powody do działania – korzyści własne i/lub te, które chcesz „dać światu”.
- Zapisz przeszkody, które wydaje Ci się, że mogą Cie spotkać. Określ, co Cię tak naprawdę zatrzymuje. Które przeszkody / „wstrzymywacze” są najsilniejsze – wewnętrzne (typu strach przez przegraną, mała wiara w powodzenie przedsięwzięcia) i zewnętrzne (brak dostatecznej wiedzy w określonej dziedzinie, małe środki finansowe, ograniczenia czasowe).
Kiedy zaczynałam tworzyć ten blog miałam w sobie dużo obaw. Miałam też wizję, cel. Im częściej myślałam o celu, tym obawy malały. W końcu chęci “wygrały” i dziś czerpię z tego wielka radość. Wspominałam o tym pisząc po pierwszym miesiącu działania blogu.
- Określ zadania, które Cie czekają, także te, które wiążą się z codziennym „wewnętrznym wzmacnianiem siebie”
- Ustal cenę. Tak, cenę, jaką jesteś w stanie zapłacić za realizację marzenia. Być może to czas, który będziesz siedział sam przy komputerze a nie wśród przyjaciół, być może ilość kilometrów, które będzie Ci dane przejechać. Być może bardzo duża dyscyplina finansowa przez najbliższe miesiące, a może rezygnacja z innego działania na rzecz tego właśnie marzenia?
- Zacznij działać. Wiele problemów znika, gdy zaczynasz działać. Im więcej działasz, tym więcej masz w sobie entuzjazmu, bo jesteś coraz bliżej tego, na czym Ci zależy. Tak przynajmniej jest w moim przypadku.
- Skupiaj się nad tym „co chcesz zrobić”. Rób “cokolwiek”, ale w kierunku celu. Rób, a nie czekaj i nie myśl, jak to zrobić najlepiej. Zacznij działać.
Gdy usłyszałam kiedyś taką podpowiedź, to byłam autentycznie zła. Bo co to za rada “zacznij to robić”, skoro nie wiedziałam jak mam robić, od czego zacząć. Złościłam się, bo nie było to zgodne z moim przyzwyczajeniem. Wcześniej zawsze zaczynałam działać dopiero gdy miałam wszystko przemyślane i kiedy miałam szczegółowy plan. Mimo to zaryzykowałam (z dużymi oporami) tę nową, inną strategię.
Odpowiedź na pytanie „jak” przychodzi sama (krystalizuje się) w trakcie działania lub znajduje się ktoś, kto potrafi podpowiedzieć, zainspirować. Skupienie się na celu pozwala wyłapywać z otoczenia okazje. Działanie sprawia, że posuwam się w kierunku celu, nawet jeśli są to bardzo małe kroki. Działając widzę różne możliwości (wyostrzone zmysły?), których bez mocno ugruntowanej wizji i celu bym nie dostrzegła . To się dzieje chyba na poziomie podświadomym. Nie umiem tego wyjaśnić. Ale tego doświadczam.
- Przypominaj sobie to, co spisałeś w powodach swojego działania. Umacniaj i odtwarzaj wizję (obrazy, emocje), żeby nie stracić z oczu kierunku i celu. Mnie to pozwala utrzymać kierunek.:-)
- Monitoruj “wstrzymywacze” – sprawdzaj, co w danym momencie Cie wstrzymuje przed kolejnym krokiem, co rozprasza, co zjada Twój czas bezproduktywnie (uwaga: odpoczynek nie jest bezporoduktywnym traceniem czasu). Często nie są to rzeczy materialne czy bytowe. Często to naprawdę coś, co mamy (budujemy) w naszej głowie – z obaw, z potrzeby obrony dotychczasowych zwyczajów, z niechęci wyjścia poza strefę komfortu. Wyjście ze strefy komfortu w coś, co nieznajome, jest nieodłącznym elementem wielu przedsięwzięć – zrealizowanych marzeń.
Pozdrawiam
i życzę wielu marzeń, które będziecie z radością realizowali.
Ewa

Witam,
publikując dziś ten post nie włączyłam możliwości zamieszczania przez Was komentarzy. Teraz poprawiłam ten błąd i już wszystko działa jak powinno.
Pozdrawiam, Ewa
‘Sprawdź, czy Twoje marzenia są Twoje, a nie „zaszczepione” lub „zapożyczone”.’
To ja mam proste pytanie: jak?
Pozdrawiam,
Łukasz O
Łukasz O,
Pytanie rzeczywiście jest proste, odpowiedź już nie tak prosta.
Hmm… nie ma uniwersalnego „testera” – przynajmniej ja go nie znam. Słowo „sprawdzić” powinnam była napisać w cudzysłowie, bo tu nie da się sprawdzać jak w równaniu matematycznym.
Powiem zatem, jak ja to robię:
zastanawiam się, skąd ten pomysł, skąd inspiracja, jak się rozwijał w mojej głowie, gdzie były początki, a przede wszystkim „przyglądam się” swoim emocjom i towarzyszącym temu myślom.
Robię jeszcze coś: przyjmuję założenie, że wszystko jest możliwe, że nie mam żadnych ograniczeń, że mam miliony na koncie etc i wtedy zadaję sobie pytanie: czy w takiej sytuacji też chcesz się tym zajmować? Jeśli tak – pytam siebie dalej: dlaczego… Jeśli nie – pytam dlaczego i co jest w tym tak ważnego dla mnie, ze chce to robić. I czy mogę to osiągnąć inaczej.
Mam takie przekonanie (wynika to z moich osobistych doświadczeń, z doświadczeń, jakimi dzielą się czasem ze mną znajomi, ale też o tym czytałam, choć nie umiem w tej chwili podać źródła), że jeśli już zadamy sobie takie pytanie raz, drugi, piąty, to nasz umysł sam podda nam w pewnym momencie właściwą odpowiedź. Ważne, żeby zadawać sobie pytanie.
Pozdrawiam, Ewa
Z tą emocjonalną wizją święta prawda.
A im dłuższy w czasie projekt tym większa potrzeba pielęgnacji tej wizji.
Niejedna firma padła, bo założyciele zapomnieli czemu tak naprawdę ją do życia powołali.
Te powody mogą być spisane na serwetce barowej. Ale serwetkę trzeba trzymać w kasie pancernej.
Przyjemnie przeczytać, że niektóre zasady są uniwersalne ale odkryć je musimy samodzielnie
Dużo dobrych informacji i spostrzeżeń. Co najważniejsze “przepracowanych”.
W natłoku blogów powielających ogólnie-dobre-dla-wszystkich informacje, pochodzące z ogólnie-bliżej-niewiadomego-źródła.
A jaki był przypadek C i co było powodem ocenzurowania go
Pozdrawiam
Robert
JimB40,
w czytaniu.
Witaj, dziękuję z Twoją opinie o tym blogu.
I za uważniej
Nie było przypadku C, aż sprawdziłam w pierwotnej wersji… od B przeszłam prosto do D. Teraz pomyślałam, ze może jest w tym “coś” i raz jeszcze przemyśle, czy nie powinno być jakiegoś punktu C. Jeśli nie – poprawię.
Pozdrawiam,
Ewa
Rewelacyjne
Zacząłem zadawać sobie te pytania i póki co nie jestem pewny odpowiedzi… Ale będę zadawał sobie je dalej. Dziękuje za wskazówki
Pozdrawiam,
Łukasz O