Home > Uncategorized > Stop wojennej retoryce

Stop wojennej retoryce

Sierpień 19th, 2010

Pokonać, zwyciężyć, walczyć, zawalczyć, wywalczyć, zadziałać, podejść (domyślnie : przeciwnika), zmiażdżyć (przeciwnika), przywalić, dokopać, nie dać się, ustąpić pola, oddać pole, przegrać bitwę a wygrać wojnę, strategia, manewry, wygrana-przegrana, przegrana-wygrana, wygrana-wygrana, polec, wytrwać, odeprzeć atak, partyzantka, uzbroić się w .. (cierpliwość, argumenty etc), agresywnie, przeczekać,  zawrzeć pokój – te zwroty nie pochodzą z opisów bitew, manewrów bojówek ani z walk grup osiedlowych, a z biura, z rozmów znajomych, z  wygłaszanych czy pisanych tekstów dotyczących negocjacji, spotkań z klientami, rozmów o pracy zespołu, z mediów, które opisują tym językiem nie tylko relacje z walk…

Negocjacje to dla wielu okazja i przestrzeń do toczenia bitwy, odreagowywania, pokazywania władzy i sily. Co ciekawe – tak do tego wiele osób nawykło, że dotyczy to nie tylko sytuacji biznesowych, ale i relacji bardzo rodzinnych i – nazwijmy – partnerskich. I choć bardzo wiele osób negocjujących (w różnych sytuacjach i różne rzeczy – niekoniecznie potężne kontrakty) wie, że dobrze gdy jest “win-win” (nie zawsze zastanawiając się, co to w praktyce oznacza), to nadal w toku przygotowań i rozmów po spotkaniach ta retoryka wojenna jest obecna. Ta niemal  akceptowana powszechnie retoryka, to retoryka bitwy a nie porozumienia. To retoryka agresji i obrony, a nie ustalania wzajemnych potrzeb, korzyści i rozwiązań. Jak więc zachować spokój i postawę dialogu i porozumienia, jeśli język jest pełen przemocy i nie wspiera procesu porozumienia, a nakręca agresję?

Ta retoryka jest wszechobecna, zaczyna się rozlewać na wiele obszarów – od świata polityki, poprzez media, po szkoły, ośrodki zdrowia, a nawet szpitale, gdzie np. zamiast diagnozować i leczyć, walczy się o życie, przetrwanie, pieniądze. Jeśli nie wojenna retoryka – to magiczne słowo kompromis… Słowo, które oznacza, że każda ze stron z czegoś rezygnuje, żeby obie były zadowolone. Słyszycie to? Ja rezygnuję, żeby druga strona była zadowolona, druga strona rezygnuje, żebym ja była zadowolona. Rezygnacja, strata, oddanie czegoś – to ma przynieść satysfakcje obu stronom?

A może po prostu spotkajmy się i wspólnie poszukajmy rozwiązań, które są korzystne dla obu stron i zgodne z potrzebami. Nikt nie będzie musiał walczyć, nikt nie musi przegrać, nie ma kompromisu, który sprawia, że tak naprawdę żadna ze stron nie jest w pełni zadowolona…

Retoryka wojenna, czy tego chcemy czy nie, powoduje napięcie i agresję. Możemy w najbliższym otoczeniu to zmieniać – zaczynając od siebie. Kompromisy przyzwyczajają z kolei do tego, żeby akceptować sytuacje niesatysfakcjonujące i powodujące niedosyt.

Posłuchajcie siebie samych, swojego otoczenia, tego, czym na co dzień się „karmicie” – ile jest w tym wojny, a ile spokoju, harmonii, chęci zrozumienia, etc. Może warto zacząć od siebie i przestać „się zbroić” ?

W zbroi nie jest dobrze ani wygodnie iść przez życie. I w zbroi trudno się pochylić nad sprawa, człowiekiem, potrzebą. I w zbroi trudno wyciągnąć ku górze szyję i popatrzeć na niebo, gwiazdy i marzyć.

Pozdrawiam, Ewa

Ewa Wytrążek Uncategorized , , , , , ,

  1. Piotr Stanek
    Sierpień 19th, 2010 at 13:35 | #1

    “W zbroi nie jest dobrze ani wygodnie iść przez życie. I w zbroi trudno się pochylić nad sprawa, człowiekiem, potrzebą. I w zbroi trudno wyciągnąć ku górze szyję i popatrzeć na niebo, gwiazdy i marzyć.”

    Piękne…

    We live in a dog-eat-dog world.
    Retoryka wojny jest obecna szczególnie w mediach, polityce i przenosi się na nasze codzienne życie. Czasami jak obserwuję ludzi (w podróżach) to odnoszę wrażenie, że uśmiech dla niektórych jest jedną
    z trudniejszych rzeczy.
    Masz rację, że trzeba zacząć od siebie, przestać się “zbroić”.
    Sądzę, że związane jest to również z brakiem optymizmu.

  2. Sierpień 19th, 2010 at 13:44 | #2

    Piotrze,
    cieszę się, że nie jestem odosobniona:-)
    Ta retoryka do mediów też trafiła, media jej nie wykreowały, media ją propagują i podtrzymują – to prawda.

    Teraz przeszło mi przez myśl, że w zbroi ani nie można tak naprawdę przytulić kogoś, ani zostać przytulonym. I dosłownie, i w przenośni. A to też rzutuje na jakość życia.

    Zacznijmy od siebie. Na to mamy wpływ. :-)

  3. Sierpień 20th, 2010 at 10:01 | #3

    Bardzo fajny wpis – dość krótki, ciekawie, ładnie napisany (momentami wręcz literacko) i w dodatku zwracający uwagę na coś istotnego i inspirujący do zmian na lepsze. Dopisuję do mojej osobistej listy wpisów z blogów, które coś znaczą i warte są zapamiętania i wykorzystania w życiu codziennym :)

    Dla mnie najważniejszy był fragment o kompromisach, który wydaje się mieć szczególnie mocne odniesienia do związków. Tyle się mówi o tym, że dobry, trwały związek wymaga od ludzi gotowości do poszukiwania kompromisów. Nikt natomiast nie postuluje poszukiwania satysfakcjonującego obie strony rozwiązania. Czyżby było to nieosiągalne? Zbyt trudne? Należało do obrazu miłości idealnej, podczas gdy kompromisy to miłość praktyczna, “na każdą kieszeń”? ;)

  4. Sierpień 21st, 2010 at 03:25 | #4

    ‘A może po prostu spotkajmy się i wspólnie poszukajmy rozwiązań, które są korzystne dla obu stron i zgodne z potrzebami. Nikt nie będzie musiał walczyć, nikt nie musi przegrać, nie ma kompromisu, który sprawia, że tak naprawdę żadna ze stron nie jest w pełni zadowolona…’

    Przykro mi ale nie sadze aby bylo to mozliwe w systemie kapitalistycznym. Jest to podejscie idealistyczne i ze wszechmiar sluszne, jednak wymagaloby zmiany systemowej. Na tym etapie mozemy sobie porozmawiac teoretycznie o rezygnacji z retoryki wojennej, jednak w praktyce nic z tym sie nie da zrobic, dopoki bedziemy trwac w obecnym ‘ustroju’ kapitalistycznym, jezyk ze ‘Sztuki Wojny’ Sun Tzu pozostanie obowiazujacym

  5. Sierpień 21st, 2010 at 03:35 | #5

    nie chcialbym zostac zle zrozumiany – zgadzam sie z tym, ze tego typu retoryka nie jest wlasciwa i powinno sie to zmienic, jednak nie wierze w to, ze tego typu zmiana moze zostac wymuszona, czy tez ‘wygadana’ i wprowadzona na zasadzie ‘myslmy piozytywnie i powtarzajmy sobie 10 razy dziennie przed lustrem – nie bede uzywal wojennego jezyka’, bo to nic nie da. Zyjemy w rzeczywistosci ‘religii kapitalistycznej’ i jezyk wojenny jest jej odbiciem, a nie jakims abstrakcyjnym i oderwanym bytem, poprzez zmiane ktorego mozna zmienic nastawienie ludzi do rzeczywistosci

  6. Sierpień 21st, 2010 at 09:03 | #6

    JJ,
    witaj, na blogu,

    Czy mamy się do Ciebie zwracać per Psychologio sukcesu?

    W pierwszym komentarzu piszesz: “Przykro mi ale nie sadze aby było to mozliwe w systemie kapitalistycznym.”
    Masz prawo mieć inne zdanie, ale ono nie decyduje o tym, co jest tak naprawdę możliwe, a co nie. :-)
    Co powiesz na to, że ja mam inne doświadczenia? Że w rożnych obszarach życia stosuje coraz częściej zasadę “spotkajmy się i wspólnie poszukajmy rozwiązań, które są korzystne dla obu stron i zgodne z potrzebami” – także w negocjacjach biznesowych i mam pozytywne doświadczenia i jestem skuteczna?

    Oczekiwanie jakichkolwiek zmian systemowych tam, gdzie realne jest dokonywanie zmiany na poziomie własnych działań i zmiany indywidualnej jest w moim odczuciu bardzo wygodną wymówką. :-)

    W kolejnym komentarzu piszesz:
    “nie wierze w to, że tego typu zmiana moze zostac wymuszona” a dalej “‘myslmy piozytywnie i powtarzajmy sobie 10 razy dziennie przed lustrem – nie bede uzywal wojennego jezyka’”.

    W którym miejscu ja proponuję coś takiego? W którym miejscu mówię o wymuszaniu zmiany?

    Co nazywasz “religią kapitalistyczną”? Skąd załozenie, że każdy jest wyznawcą tejże religii (czymkolwiek by była)?

    Pozdrawiam, Ewa

    ps. Dopowiem jeszcze:
    napisałeś:” jednak w praktyce nic z tym sie nie da zrobic, dopoki bedziemy trwac w obecnym ‘ustroju’ kapitalistycznym”. Jestem innego zdania – ja mogę – po prostu mogę zmieniać swój sposób działania, mówienia, po prostu mogę sama używać innego języka i działać inaczej. :-)

  7. Sierpień 22nd, 2010 at 09:50 | #7

    Dzięki Ewo za miłe powitanie:)

    Możecie do mnie pisać ‘drogi Sukcesie Osobisty?’ – koniecznie ze znakiem zapytania:)
    Nawiązując do tego co napisałem….
    Ogólne niezrozumienie, to bardzo częste zjawisko kiedy coś skomentuję ‘na szybko’ – ale niestety z czasem u mnie kiepsko ostatnio.
    Obiecuje wszystko dokładnie wytłumaczyć na swoim blogu, jednak zajmie mi to trochę czasu, bo i temat jest bardzo obszerny.
    Sprawa sprowadza się do rozumienia tzw. dynamicznego modelu społecznego i interakcji jakie zachodzą pomiędzy samym systemem społecznym a jego uczestnikami. 
    ‘Ludzkie zachowanie’(czyli owa teoretyczna win-win) będzie korzystne w każdej sytuacji, i jego przykłady znajdziemy we wszystkich ustrojach społecznych, włącznie z najgłębszymi reżimami komunistycznymi.
    Jednakże – tak jak z gruntu chwalebna i jednak mająca wpływ w relacji dynamicznej – sama zmiana zachowań na poziomie jednostkowym ma bardzo ograniczony wpływ na funkcjonowanie samego systemu, który ze swej istoty wspiera zachowania do nich przeciwne: egoistyczne i nastawione na zysk. To trochę tak jak wybierać wodę łyżeczką z tonącego okrętu, z pewnością będzie tonął wolniej, ale różnica będzie niewielka. W czym tkwi problem? W braku ‘łączności’ pomiędzy ‘ludzkimi’ jednostkami, czyli braku efektywnego ujęcia systemowego i ‘religijnego’ tego typu akcji jednostkowych. Dokonać czegoś na tym polu próbuje ruch Zeitgeist, zbudowany wokół koncepcji Jaque’a Fresco i Josepha Petera, jednak jego zasięg jest wciąż nikły by mieć większy wpływ na kierunek w jakim zmierzamy jako gatunek ludzki. Jednak tutaj posuwamy się znaczenie dalej niż chciałem w tak z gruntu ograniczonej formie jaką jest komentarz, do komentarza komentarza:)

    Jeśli chodzi o ‘język wojenny’, o którym wspominasz, to jego powszechny użytek jest niczym innym, jak odbiciem ducha czasów w jakich żyjemy, i dominującej ‘religii’ (wytłumaczę dlaczego używam słowa ‘religia’ w kontekście kapitalizmu w swoim wpisie we wtorek/środę) tych czasów. Pochodną fundamentalnej filozofii systemów kaplitalistycznych.
    Występowanie tego zjawiska – które objawia się w postaci eksploatacji pracowników w od najniższych do najwyższych szczebli, wzrostem stratyfikacji społecznej i akumulacji kapitału w rekach coraz węższego grona posiadaczy – jest faktem, a nie opinią.
    To trochę tak jakby oczekiwać, iż ’pozytywne’ zachowanie grupy osób, będących członkami aparatu systemu totalitarnego, doprowadzi do fundamentalnej zmiany tegoż sytemu. Ot oz nie stanie się tak – choć na pewno każde tego typu zachowanie będzie wartością pozytywna, która z kolei przy wystąpieniu odpowiedniego bodźca ‘religijno-organizacyjnego’ przyczyni się do rozbicia tegoż systemu i zastąpienia go przez inny.
    Co do samego ustroju kapitalistycznego, czyli tego w którym przyszło nam żyć.
    Większość ludzi uważna – i ma do tego oczywiście święte prawo – iż system kapitalistyczny ze swej istoty dąży do polepszenia się ‘jakości’ jaką obywatel otrzymuje na wyjściu, a problemy jakie pojawiają się po drodze – korupcja, stratyfikacja społeczna, frustracja, przestępczość etc etc – to tylko skutki uboczne będące pochodna niedoskonałego wprowadzania systemu optymalnego dla rozwoju ludzkości
    Inna grupa – należał do niej min. E. Fromm, należy N. Chomsky, P. Joseph i wielu wielu innych …. + ja maluczki:) – twierdzi, ze to sam system obarczony jest błędem fundamentalnym. I sama zależność rozwój kapitalistyczny > konkurencyjność > dobro człowieka, jest z gruntu fałszywa. Liczne eksperymenty, w tym ten, w którym sami jesteśmy szczurami doświadczalnymi, dowodzą, że mają oni rację. Nagle okazuje się – pomimo że pisał o tym Marx wieki temu – że iminentną cechą ustroju kapitalistycznego jest dążenie do monopolizacji wszystkiego, skumuluowanie kaptitału w rękach bardzo wąskiego grona ludzi rządzących. W takim rozumieniu – z punktu widzenia akumulacji kapitału – różnica pomiędzy radzieckim komunizmem a naszym rodzimym kapitalizmem, polega jedynie na tym, kto i w jaki sposób monopolizuje kapitał, a nie na fundamentalnych różniacach wartości. Komunizm radziecki był jedynie wykorzywioną formą kapitalizmu, gdzie obiecano szaremu obywatelowi równą dystrybujcję dóbr, podczas gdy tak naprawdę wszystko zostało zmonopolizowane przez rządzącą klikę.

    Ten ustrój nie sprawdził się w żadnej jego formie – od najbrutalniejszych do najbardziej łagodnych, i twierdzę, że sprawdzić się nie może. Jesteśmy dziećmi ekonomii szkoły chicagowskiej Miltona Friedmana, która właśnie na naszych oczach ponosi sromotną klęskę, choć może nie do końca widać to gołym okiem. Gdybyśmy mieli mierzyć wartość systemu ekonomicznego na podstawie sztucznej skali wartości, jakiej sam dostarcza, i wedle jakiej zawsze sam siebie mierzył, zobaczymy że jest to jeden wielki bankrut.

  8. Sierpień 22nd, 2010 at 13:36 | #8

    JJ,

    może zostańmy przy samym JJ – wszelkie dodatki typu “Psychologia Sukcesu?” czy “Sukces Osobisty?” brzmią jak kiepska reklama.:-)Poza tym mnie łatwiej rozmawiać z człowiekiem niż z “psychologią” albo “sukcesem”. :-)

    W ogóle nie odniosłeś się do środkowej części mojego komentarza, dość istotnej dla naszej dyskusji, przez co powędrowałes w rozważania, jakie nijak sie nie maja do treści mojego postu.

    Chodzi mi o pominiecie tego:
    “W kolejnym komentarzu piszesz:
    “nie wierze w to, że tego typu zmiana moze zostac wymuszona” a dalej “‘myslmy piozytywnie i powtarzajmy sobie 10 razy dziennie przed lustrem – nie bede uzywal wojennego jezyka’”.
    W którym miejscu ja proponuję coś takiego? W którym miejscu mówię o wymuszaniu zmiany? ”

    Toczysz swoje rozważania obok mojego postu (jak wyżej – gdy przywołujesz coś, co nijak się nie ma do treści i przekazu postu) lub dalej – gdy w kolejnym komentarzu piszesz:
    “sama zmiana zachowań na poziomie jednostkowym ma bardzo ograniczony wpływ na funkcjonowanie samego systemu”.

    Czy naprawdę z mojego postu i z lektury tego blogu wywnioskowałes, że ja chcę poprzez oddziaływanie na jednostki zmieniać system?
    Że chcę się tu w ogóle zajmować sprawami ustrojowymi?

    Jeśli nawet z jakiegoś powodu takie było Twoje wrażenie – to było ono błędne. ;-)

    Z tego też powodu nie będę się odnosić do pozostałej treści, bo odbiega od tematu postu. Nie chcę toczyć tu akademickich filozoficzno-socjologicznych dysput, bo przynajmniej mojego czasu na to szkoda.

    Natomiast napisałeś na początku:
    “Ogólne niezrozumienie, to bardzo częste zjawisko kiedy coś skomentuję ‘na szybko’ – ale niestety z czasem u mnie kiepsko ostatnio.” – to dla Ciebie sygnał, że warto popracować nad własną komunikacją. :-)

    Serdeczności, Ewa

  9. Sierpień 22nd, 2010 at 22:41 | #9

    Witaj,

    Ewo,

    Ja Tobie niczego nie zarzucam, napisalem tylko komentarz wg mnie jak najbardziej zwiazany z sytuacja i probowalem ‘wytlumaczyc’ dlaczego tego typu jezyk w ogole panuje. Jak bowiem, mozna wyobrazic sobie rozwiazywanie problemu nie znajac jego przyczyny? Jedyne co chcialem osiagnac to ‘wgryzc’ sie glebiej w temat i sprobowac siegnac do zrodla problemu, a nie ‘klocic’
    Napisalem wiec
    a/ ze ‘jezyk wojenny’ jest pochodna systemu w ktorym zyjemy i tak dlugo sie nie zmieni jak dlugo bedzie panowal
    b/ nie zmieni sie dopoki sam system sie nie zmieni
    naprawdę żadna ze stron nie jest w pełni zadowolona’
    Mozemy sie zmieniac na poziomie jednostkowym i powinnismy to robic – zgadzam sie tutaj z Toba w pelni.
    Wiec nie ma tutaj konfliktu – byc moze uzylem zlego (wojennego?) jezyka i powstalo wrazenie, ze w jakis sposob zarzucam Ci cos. Sam odmawiam retoryki wojennej, jednak niestety wspolczesne spoleczenstwo zbudowane jest na wartosciach przeczacych takiemu stanowisku i tego typu podejsci – czy to w polityce, biznesie, czy w zwiazkach osobistych – jest rzadkie, i rzadkie bedzie poty dopoty, retoryka wojenna bedzie ‘dominujaca religia’.
    Dziekuje ze w ogole odpowiedzialas i opublikowalas moj komentarz. Oczywiscie zapraszam do siebie.

    Wszystkiego Dobrego

    JJ

  10. Sierpień 22nd, 2010 at 23:01 | #10

    JJ,

    dziękuję za to dopowiedzenie.
    Nie, nie miałam poczucia, że cokolwiek mi zarzucasz :-) . Miałam jedynie odczucie, że rozszerzasz to, o czym ja pisałam, na obszar, do którego nie chcę się odnosić.
    Dla mnie ważne jest to, co i Ty potwierdzasz, że “Mozemy sie zmieniac na poziomie jednostkowym i powinnismy to robic”.

    Pozdrawiam, Ewa

  1. Brak jeszcze trackbacków