Róże Victorii
W sierpniu w poście o ograniczających przekonaniach zacytowałam Victorię Schnabel. Teraz ciąg dalszy Jej wypowiedzi:
Nasze wcześniejsze niepowodzenia, winy, wstyd mogą stać się kompostem, który pomoże naszym różom wspaniale rozkwitnąć (Victoria Schnabel).
Bardzo podoba mi się i przemawia do mnie to zdanie o kompoście. Hmm, w tym tygodniu przygotowywałam na zimę pelargonie. Nadal pięknie kwitną, ale czas było porobić szczepki na nowy sezon. Lubię kwiaty w swoim otoczeniu. Lubię, gdy kwitną. I lubię, gdy moje życie kwitnie.
Do kompostownika na działce moich rodziców trafiają niepotrzebne organiczne odpadki, chwasty, uwiędłe i zepsute owoce, by po jakimś czasie wrócić na grządki w postaci nawozu – naturalnego i bardzo wartościowego. Ten naturalny nawóz wzmacnia młode rośliny i przyczynia się do powstania dobrych, dorodnych i wartościowych owoców.
Idąc myślą za Victorią, do kompostownika od pewnego już czasu wrzucam swoje niepowodzenia, złe lub głupie wybory czy decyzje, rzeczy, z których dumna nie jestem, ale i poczucie winy czy wstydu (któż z nas nie doświadczał… ). Mogłabym oczywiście się nimi zasłaniać i usprawiedliwiać niczego nie zmieniając w sobie i swoim sposobie życia czy działania, tkwić w tym własnym zachwaszczonym ogródku. Ale mogę też powiedzieć sobie: to nie było dobre, nie jestem z siebie dumna, ale wybaczam sobie, zostawiam za sobą. Zamiast tygodniami analizować, przywracać do życia w myślach te zdarzenia – lepiej skupić się na tym, co teraz mogę zrobić w swoim życiu. Będąc bogatsza o nowe doświadczenia – idę dalej. Nie zamykam się na to co było, nie zatrzaskuję za tym drzwi i nie udaję, że tego nigdy nie było. Nie odcinam się od swojego życia, ale nie zamierzam żyć przyglądając się niezmiennie temu co było. Bo z takiego przyglądania się i tkwienia w przeszłości owoców nie będzie. Mówię sobie: “Teraz wiem więcej o sobie i o życiu, jestem bogatsza o wiele doświadczeń i mogę żyć i działać lepiej.” Kompost pomaga “rozkwitać różom”. Moim różom.
Podstawą do zmiany jest stawanie w prawdzie przed samym sobą. łagodnie i z życzliwością, choć bez znieczulenia.
Każdy czas jest dobry na taką zmianę – od patrzenia w przeszłość z poczuciem niezadowolenia, do patrzenia w przyszłość i działania „pro”. Nie ma nieodpowiedniego wieku dla takiej zmiany. Nie ma ograniczenia czasowego, że zmiana musi się dokonać w określonym czasie, a jak nie, to “przegrane”. Wszystko to, czego doświadczaliśmy do tej pory może nas wspierać, może być naszym kapitałem (nawet jeśli nie zawsze widzimy to właśnie w ten sposób). Co więcej – negatywne doświadczenia mogą nas inspirować, pomagać w znalezieniu nowych ciekawych dróg.
To, o czym piszę dotyczy zarówno sfery prywatnej jak i zawodowej. Jeśli w pracy potykamy się o projekty, ludzi, relacje etc, to możemy się skupiać na niepowodzeniach i trawiąc je – energia idzie w przeszłość a nie w przyszłość. Jeśli rzucam to na kompost – będą z tego korzyści. Doświadczałam kiedyś w pracy niesprawiedliwego traktowania, zachowań mobbyingowych, doświadczałam braku szacunku i docenienia. Dziś tamte doświadczenia owocują. Pamiętam o nich w codziennej pracy ze swoim zespołem. Lubię swój zespół i szanuję za ich pracę, postawę, odwagę, czasem bezkompromisowość, za zaangażowanie, otwartość – sporo powodów do codziennego lubienia. Moje doświadczenia nauczyły mnie, jak mogę dawać to, czego nie doświadczałam sama. Oczywiście nie jestem aniołem
, bywam też trudnym szefem. Ale nawet w takich momentach przychodzi do mnie refleksja – wrzucam na kompost te nowe doświadczenia – doświadczanie siebie w nowych kontekstach i bogatsza działam dalej. Nie warto skupiać się na tym, co nadaje się już tylko na kompost. Warto jednak to wykorzystać, żeby róże mogły zakwitnąć. Na pustyni kwiaty nie rosną. Zatem nasze doświadczenia, także te „kompostowe” tworzą żyzną glebę dla naszego rozwoju. Nie warto się od nich odcinać.
Masz swój kompostownik? Czas wygrabić to, co nadaje się na kompost.
Zbierz wszystko co nadaje się na ten kompost właśnie teraz jesienią. Nie ma sensu nosić tego ze sobą przez całą zimę. Wiosną zakwitną Twoje róże – róże Victorii. Róże zwycięstw nad własnymi słabościami, niemocą, złymi doświadczeniami, potyczkami z życiem i ze sobą.
Pozdrawiam,
Ewa
ps. Chwasty mają to do siebie, że próbują utrzymać się przy życiu (w naszym życiu). Wyłażą zatem czasem z kompostownika i wpełzają znów na grządkę. Ale jeśli już wiemy, że to tylko chwast i że jego miejsce jest w kompostowniku – możemy to opanować.

Ewo, piękna metafora. Czytając Twoje słowa pomyślałam, że bardzo często to, co nadaje się na kompost (resztki, śmieci) pielęgnuję, dbam, chucham i dmucham. Zachowuję się, jakby to było najcenniejsze, co mam. Nie widzę i nie doceniam za to rzeczywistych perełek, które są wokół (ludzi, zdarzeń, możliwości), czyli biorę śmieci za skarb i… nie chcę ich oddać. To coś mało racjonalne… Wydaje mi się, że to chyba też kwestia jasnego nazwania, określenia pewnych rzeczy, takiej segregacji: to do śmieci, tamto do użytku (choć jest to pewne uproszczenie:).
Aneto,
metafora jest piękna i bardzo mi przypadła do serca. W połączeniu z niezwykłą postacią Victorii (a miałam możność poznać i być na jej warsztatach) tworzy unikalną całość.
Czasem tak jest, że “odpadki kompostowe” widzimy przede wszystkim i przydajemy im nieadekwatną wartość. Reszta przy nich blednie. Jakbyśmy mieli z samego patrzenia i pielęgnowania “śmieci” wyczarować z nich perły i atłasy. A tak się nie dzieje. Wyrzucając je – stwarzamy przestrzeń dla innych rzeczy. Przestrzeń mentalną, czas, energię. A tamte – wrzucone na kompost – zaowocują pośrednio.
Napisałaś: “Wydaje mi się, że to chyba też kwestia jasnego nazwania” – to jest to, o czym piszę jako o stawaniu w prawdzie przed sobą. Jeśli brałaś do ręki coś, o czym myślałaś, że jest perłą, a okazało się kamieniem, to potrzebna jest odwaga, by przyznać się do pomyłki, by kamień nazwać kamieniem i wyrzucić, a ruszyć w poszukiwaniu pereł. Im szybciej tak zrobimy – tym więcej czasu zostanie na szukanie kolejnych pereł. A za każdym razem wyrzucając kolejny kamień (tak, tak) będziemy mądrzejsi – już wiemy jak nie wygląda perła.
I tak od chwastów i śmieci do róż, od kamieni do pereł.
Pozdrawiam, Ewa
Też uwielbiam kwiaty
szczególnie tulipany.
Oglądanie się za siebie ma sens gdy chcemy uczyc się na błędach, tak aby następnym razem zachować się inaczej.
. Pokazałam paru osobom w moim życiu gdzie jest ich miejsce i czego sobie nie życzę oraz czego oczekuję. Od tamtej pory mam spokój i mogę produktywnie pracowac a nie skupiac się na głupotach kompleksów innych ludzi.
Kompost będzie pomagał rozkwitac moim tulipanom
Mam za soba podobne doświadczenia. Byłam zbyt łagodna. W pewnym momencie doszłam do muru i wstąpił we mnie diabeł
To mój kompost – niby chwast – ale zamieniony w pieknego tulipana
pozdrawiam serdecznie
Monika
Moniko,
może się mylę, ale mam wrażenie, że wielką wartością dla Ciebie może też być też to, że poza pokazaniem / wyznaczeniem innym ludziom granic, pokazałaś sobie (nabyłaś doświadczenie), że potrafisz to zrobić. I możesz na tym doświadczeniu bazować dalej – być może następnym razem granice wyznaczysz szybciej, nie czekając na moment, gdy dojdziesz do muru i “wstąpi w Ciebie diabeł”.
Wtedy też mniejszy będzie koszt emocjonalny. To takie moje luźne refleksje. Dziękuję za otwartość.
He, teraz sobie pomyślałam,że gdyby nie kompost, to kwiaty nie kwitłyby tak pięknie. A zatem – idąc tym tropem – te nasze negatywne doświadczenia, wstyd, niemoc, niepowodzenia, smutki, żale etc. są ważne i być może bardzo potrzebne do tego, by zakwitać. Takie nasze dojrzewanie do bycia lepszym, większym, prawdziwszym, odważniejszym, bardziej świadomym siebie i swoich potrzeb czy ograniczeń i możliwości…
Na kompost mogą trafiać też suche liście i przekwitłe kwiaty…:-) To, co ma już inną energię, to, w czym nie ma już pasji, to, co się skończyło. Po to, by zakwitło nowe.
Życzę kolorowego pola pięknych tulipanów.
Pozdrawiam Cię,
Ewa
Ewo,
Jest dokładnie tak jak piszesz. Nie czekam już do końca, reaguję o wiele wczesniej – a to dzieki tej analizie wstecznej, która pozwoliłam mi wsłuchac sie w siebie i znaleśc moment kiedy mam mówic NIE.
Monika