Serialowe macierzyństwo
Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad tym, dlaczego kobiety decydują się na macierzyństwo, skąd i jaką wiedzę młode dziewczyny i młode kobiety mają na ten temat zanim podejmą decyzję powołania nowego życia. I jak ten obraz (wyobrażenia i wiedza) jest potem konfrontowany z rzeczywistością oraz jakie to ma skutki dla matki, dla rodziców, dla dziecka.
Dla wielu przyszłych mam macierzyństwo kojarzy się z cudownym czasem, absolutną miłością dziecka i do dziecka, ze słodkim maleństwem, także z odpowiedzialnością. Bywają u koleżanek – już młodych mam z wizytą. Widzą spacerujące mamy z wózkami. Słuchają wypowiedzi w programach telewizyjnych. Czasem ulegają też presji otoczenia. Oglądają seriale, w których wiele dzieci już przyszło na świat. Widzą reklamy z pięknymi bobasami w roli głównej i uśmiechniętymi szczęśliwymi rodzicami w tle. Marzą o idealnym domu, idealnej rodzinie, spełnieniu.
Serialowe (i reklamowe) dzieci – niemowlaki a rzeczywistość
Jeśli w serialu rodzi się dziecko, to jako noworodek pokazywane jest widzom niemowlę w wieku 2 - 3 miesiące. Ani w polskich, ani zagranicznych serialach nie widziałam grającego noworodka ani nawet kilkunastodniowego dziecka. Jest to zrozumiałe, że kilkudniowe maleństwo nie może brać udziału w nagraniach z uwagi na jego delikatność. Mamy mające własne dziecko doskonale wiedzą, jaka to ogromna różnica w rozwoju i wyglądzie niemowlęcia. Młode dziewczyny i młode kobiety nie mające doświadczenia w kwestii macierzyństwa rzadko kiedy w ogóle zwracają uwagę na ten fakt. Jest malutkie dziecko, niemowlak, wszystko się zgadza. Zapamiętują obraz: rumiane, zdrowe, z fałdkami jak trzeba, czyściutkie, uśmiechnięte, w ładnych czystych ubrankach, niemal można wyczuć, że pięknie pachnie mlekiem, oliwką i pudrem. Jeśli nawet w filmie choruje, ma kolki, trzeba je przewinąć – jest to obraz z daleka, często tylko sygnalizowany – bez szczegółów.
Na takie dziecko młoda kobieta potem czeka. Na takie „słodkie maleństwo.” Czeka z pięknymi ubrankami, gotowa karmić, przewijać, gotowa zmieniać pieluszki i kochać, kochać, kochać. Bezwarunkowo i bezgranicznie.
Jaka jest często rzeczywistość poza serialem (przyjmuje założenie: dziecko zdrowe, urodzone w terminie, 10 punktów na 10)?
Noworodek w rzeczywistości jest dużo mniejszy, bardziej „kruchy”, delikatniejszy, szczuplejszy, w większości bez tych ślicznych jeszcze fałdek na rączkach i nóżkach, za to z zaczerwienioną skórą, bezpośrednio po porodzie pokrytą śluzem, ma często ślady na twarzy (zaczerwienienia) od przejścia przez kanał rodny, jest pomarszczone, z zapuchniętymi oczami, skóra ma szczególny wygląd, wszak w życiu płodowym dziecko jest w środowisku wodnym, co ma znaczenie. Nawet najpiękniejsze niemowlęta i najbardziej kochane w momencie przyjścia na świat są… brzydkie i nie przypominają w niczym tych oglądanych w serialach niemowlaków, które „chce się zjeść”.
Cały świat jest dla niego nowy i obcy, a nawet wrogi. Do tej pory siedział u matki pod sercem, chroniony przed urazami i dotykiem przez wody płodowe, chroniony przez powłoki brzuszne przed dźwiękami zbyt głośnym i przed ostrym światłem. Przychodzi na świat w pomieszczeniu, gdzie są światła, masa dźwięków, obcych ludzi… Samo przejście przez kanał rodny jest niezwykłym wyczynem dla drobnego i delikatnego życia. A teraz go mierzą, ważą, grzebią w nosie gruszką oczyszczając drogi oddechowe ze śluzu i krwi. Dotykają, zawijają, sprawiają wiele nieprzyjemnych nowych doznań. Aż położy się je na brzuchu matki i na chwilę odetchnie, bo usłyszy bicie serca – znajome bicie serca matki, przy którym czuł się bezpiecznie przez szereg miesięcy.
Dziecko ma prawo się bać nowego świata. Musi oswoić nieznany świat. Nawet karmienie jest dla niego nowością. Ma instynkt ssania, ale to jednak zmiana sposobu odżywiania. Jelita się muszą nauczyć wszystkiego, system wydalniczy także. Wielu nowych rzeczy musi się szybko nauczyć. Nigdy dotąd nie leżał w ostrym drażniącym delikatne ciało moczu, a teraz ma pieluchę, którą zmienia się co jakiś czas… Nikt go wcześniej nie przekładał, nie dotykał, nie układał w niewygodnych bardziej lub mniej pozycjach, nie krępował ubraniem, które pewnie i ładne, ale jakie ma to znaczenie dla niemowlaka?
Jeśli rodzice to wiedzą, rozumieją – starają się swoim spokojem, ciszą, łagodnością zapewnić jak najlepsze warunki do przystosowania się. Dziecko bardzo odbiera (przejmuje) nastrój rodzica. A i tak czasem malec się “drze” ile sił, budzi, boi, męczy, bywa zły i rozdrażniony, pręży się i płacze, bo nie ma innego sposobu komunikacji. Jego możliwości komunikowania są minimalne.
Jak ten obraz ma się do serialowych uroczych „noworodków” – bobasków do przebierania, spacerów i kochania? Warto to wiedzieć, żeby nie czuć dyskomfortu, żeby być gotowym dać dziecku to, czego naprawdę potrzebuje: bliskości, spokoju, poczucia bezpieczeństwa, stabilności, czułości.
Serialowe (i reklamowe) mamy a rzeczywistość
Serialowe mamy nie chodzą w szlafroku, nie są śmiertelnie zmęczone, nie klęczą koło łóżeczka, bo szwy po porodzie dotkliwie ciągną i wszystko boli, że czasem nie da się siedzieć przez kilka a nawet kilkanaście dni. Mamy serialowe są pięknie ubrane, mają piękną cerę, makijaż, wypielęgnowane paznokcie, zadbane włosy. A Ty nie masz siły ich ułożyć, czasem nawet umyć, bo marzysz o chwili dla siebie, o tym, żeby była cisza, żeby pospać choć kilka godzin bez wstawania.
Mamy serialowe mają płaski brzuch i nie pokazują rozstępów. A Twoja skóra na brzuchu naciągnięta w okresie ciąży nagle nie znikła i trzeba czasu i umiejętności odpowiedniego dbania, by ciało wróciło do poprzedniej, a przynajmniej zbliżonej formy. Serialowe mamy mają na wszystko czas, pieniądze i zwykle jeszcze mają pomoc – ciocie, babcie, nianie etc. A niestety wiele kobiet w naszym kraju w okresie tak trudnym, jak pierwsze kilka miesięcy po porodzie, jest samych. Od rana do wieczora same, czasem same także w nocy. Wszak są ludzie, którzy pracują w systemie zmianowym. I to poczucie wielkiej odpowiedzialności za nowe życie, które jest wymagające, krzyczące, w kupie, z kolką, płaczące, niekeidy z biegunką, niekiedy nie chce ssać… I to dojmujące poczucie zmęczenia, często bezradności, gdy malec płacze, a Ty nie wiesz, co jeszcze możesz zrobić, żeby się uspokoiło… Serialowe mamy nawet budzą się rano z nieskazitelnym makijażem…
Wszyscy wokolo mówią, że karmienie piersią jest wazne dla wzajemnej więzi, dla zdrowia dziecka, że to cudowna sprawa, że to niemal metafizyczne przeżycie. A młoda mama niekiedy ma nabrzmiałe piersi, bolesne od ssania sutki i walcząc ze zmęczeniem usiłuje przystawić skutecznie dziecko do piersi, by ssało, a ono krzyczy. Im się bardziej denerwuje i stara, tym jest gorzej. W serialach tego nie ma. W realnym życiu tak bywa. Tak, jak dziecko oswaja nowy nieznany świat, tak i matka niekiedy z trudem i poświęceniem odnajduje się w nowej rzeczywistości.
Serialowe mamy nie mają problemu z tym, jak z wózkiem przedostać się przez przejście podziemne, bo ktoś nie pomyślał, że oprócz schodów powinna być winda. Serialowe mamy nie chodzą po zakupy z wózkiem (zakupy w serialach robią się same lub robią je mężowie), nie stoją w kolejkach w przychodni, nie mają dylematu, czy starczy pieniędzy na zalecane szczepienia. Serialowe mamy wkładają wózek do samochodu, a dziecko przypinają w foteliku. Nie stoją na przystanku i nie wnoszą wózka do zatłoczonego tramwaju. I nie widać, ile waży ten fotelik z dzieckiem, gdy się chce tak niemowlaka wnieść na trzecie piętro w bloku bez windy, niosąc zakupy w drugiej ręce.
Jeśli miałaś wyobrażenie, że będziesz właśnie taką piękną, wypoczętą delektującą się macierzyństwem mamą, zadowoloną, szczęśliwą, zachwyconą, wzorcową, z wspaniałym dzieckiem, to tym bardziej czujesz dyskomfort. Czujesz się czasem brzydka, nieatrakcyjna dla swojego partnera, niekiedy w ogóle nie masz ochoty na bliskość, bo nie akceptujesz swojego zmienionego ciała lub akceptujesz je z trudem. Masz chwilami ochotę uciec, rzucić to wszystko i nie możesz. I wiesz, że Twoje maleństwo jest od Ciebie zależne we wszystkim i że chcesz dla niego jak najlepiej. Tylko czasem nie wiesz jak. Marzysz o tym, by się wyspać. Niewyspana, zmęczona, zdenerwowana, sfrustrowana często zaczynasz porównywać się z innymi, z serialowymi matkami także. A to rodzi poczucie, że jesteś złą matką i że sobie nie radzisz, że jesteś gorsza. Bo inne są - te matki serialowe albo te z odwiedzin u znajomych czy rodziny na chwilę, na dobrze przygotowaną chwilę – zadowolone i dobrze zorganizowane.
Taki jest początek wielu relacji rodzinnych (choć z pewnością nie wszystkich), gdy pojawia się dziecko i gdy brak naprawdę dużego wsparcia ze strony bliskich, gdy brak babci, niani, dziadka, cioci, a mąż wychodzi na cały dzień do pracy. Jeśli jesteś na to przygotowana, jeśli wiesz, jak może ten czas wyglądać – masz dużo większe szanse, by sobie poradzić z własną słabością. Masz też szanse na zorganizowanie sobie pomocy i przede wszystkim nie obwiniasz się, nie oceniasz. Masz szansę na zorganizowanie sobie wsparcia. Ja bywałam wielokrotnie takim wsparciem i wiem z informacji zwrotnych, jak to dużo daje.
A jak przy tym jeszcze być atrakcyjną dla partnera kobietą (atrakcyjną w swoim odczuciu) i czułą oddaną kochanką?
Serialowe (i reklamowe) rodziny a rzeczywistość
Serialowe rodziny są na ogól wielopokoleniowe – nawet jeśli nie mieszkają razem, to dziadkowie wspierają. Jeśli nie ma dziadków – jest niania, pani do sprzątania, etc. Mężowie są zawsze przy kobiecie, przygotowani na tę poważną zmianę w życiu i rozumieją często znacznie więcej, niż w realnym życiu. Mężowie wspierają żony, wracają z pracy i przejmują domowe obowiązki, by odciążyć żonę. Okazują jej bliskość. Serialowi mężowie wracają do zadbanych czystych i wysprzątanych mieszkań, w których obiad sam się zrobił. W łazience nie wiszą rzędy śpiochów, a w przedpokoju nie stoi worek z brudnymi pieluchami do zniesienia do śmietnika. Naczynia myje zmywarka lub babcia, pranie robi się, wiesza i suszy się samo w niewidzialny sposób. Wieczorem jest czas na bliskość, ciepło, intymność. Nie ma fury prasowania. W realnym życiu jest inaczej. Gdy dziecko wreszcie zaśnie, kobieta po całym dniu intensywnej opieki nad dzieckiem nadrabia zalęgłości w praniu, prasowaniu, układaniu rzeczy, myciu naczyń, etc. Mężczyzna jej czasem pomaga wykapać dziecko, czasem wesprze w zakupach, a czasem siedzi wieczorem przy komputerze, bo musi przygotować na następny dzień dokumenty do pracy, albo wyjechał w delegację, albo ma bankiet firmowy. A bywa, ze wychodzi z kolegami na mecz, bo nie jest w stanie zaakceptować obecnego stanu rzeczy. Bo nie był przygotowany na taką zmianę, bo się nie spodziewał, że aż tak wszystko się zmieni.
Tak, wiem, są też chwile piękne. macierzyństwo bywa piękne. Czas wspólnych czułości, spacerów, kołysania dziecka, przytulania, kiedy czułość ogarnia wszystkich. One mają z pewnością wielką wartość.
Serialowe życie to złuda, to pułapka.
Czas mówić o tym głośno, żeby rodzice w trudach rodzicielstwa nie popadali w poczucie winy i poczucie niskiej wartości, żeby nie myśleli o sobie lub o dziecku źle, gdy ich życie odbiega od serialowego wzorca. To nie jest dobry start w rodzicielstwo, które przecież nie trwa kilka miesięcy, ale jest na zawsze, a przynajmniej przez kilkanaście lat determinuje życie kilku osób, a każdy dzień i miesiąc przynoszą nowe przeżycia i stawiają rodziców wobec nowych nigdy wcześniej nie poznanych sytuacji.
Dla potrzeb tego postu przyjęłam założenie pełnej rodziny, zdrowego dziecka, jednego dziecka, pominięte niemal zupełnie zostały kwestie bytowe i materialne. To tylko „liźnięcie” tematu, ale mam nadzieję, zachęci Was do dowiadywania się, jaka jest prawda o macierzyństwie, żeby nie bazować na pozorach i obrazach z seriali oraz wypowiedziach tzw. celebrytów ograniczających się do „wspaniale” „cudownie”, „tego się nie da opisać”… Ja słyszałam prawdziwie o wczesnym macierzyństwie kiedyś jedynie z ust Patrycji Markowskiej i Agnieszki Chylińskiej. Czasem ktoś uszczknie prawdy. Często prywatnie słyszę: “marzyłam, żeby się wyspać”, “myślałam, że zwariuję”, “‘chciałam uciec”, „marzyłam, by porozmawiać z kimś normalnie – nie o dziecku, kolkach i pieluchach”, „nie pamiętam kiedy byłam w kinie i kiedy przeczytałam jakąś książkę nie o dziecku”…
Każdy chce swoje macierzyństwo pokazać jako pozytywne i piękne doznanie czy stan. Tego poniekąd oczekuje otoczenie. Nie wypada inaczej, bo to by mogło źle świadczyć o kobiecie – matce. Trzeba wielu spotkań, zaufania, szczerych rozmów w klimacie akceptacji, żeby sięgnąć głęboko pod powierzchnię kocyka w misie, wózka dobrej firmy, grzechotek, pozytywek i śpioszków w supermodnym kolorze. Według mnie warto znać prawdziwy obraz macierzyństwa/ rodzicielstwa. Żeby się przygotować na rzeczywistość. Żeby świadomie podejmować decyzje.
Ja przedstawiłam początek drogi wielu mam i ojców. Zrobiłam to na podstawie szczerych i otwartych rozmów z przyjaciółkami – mamami. Niektóre mają już dorosłe dzieci, niektóre kilkuletnie, niektóre kilkumiesięczne. I na podstawie swoich przeżytych u nich w rodzinie czasem godzin, czasem dni i nocy, także tych przerywanych dziecięcym płaczem. A też na podstawie uważnej obserwacji otoczenia. Sama nie jestem matką. Świadomie podjęłam taką decyzję z powodów, które nie są tu szczególnie istotne. Nie chcę jednak w żadnym wypadku zniechęcać do macierzyństwa! Chcę, tylko powiedzieć: “Zrób wysiłek i poznaj prawdę o macierzyństwie. Wtedy będziesz mogła świadomie decydować. A jeśli podejmiesz decyzję, że chcesz mieć dziecko, to będziesz się mogła naprawdę przygotować i będzie trochę łatwiej. Będziesz mogła przygotować sobie „grupę wsparcia”. I być może będziesz miała dzięki temu mniej frustracji, lepsze samopoczucie i wyższą samoocenę”. A to wydaje mi się niezwykle ważne. To wpływać będzie na Twoje relacje z dzieckiem i relacje z partnerem już od pierwszych dni, i to owocować będzie w kolejnych latach.
Czas mówić o jasnych i ciemnych stronach bycia matką, by kobiety podejmowały decyzje o macierzyństwie świadomie. Świadome macierzyństwo (rodzicielstwo) nie dotyczy tylko kwestii poczęcia. Świadome decyzje można jednak podejmować dopiero wiedząc, co tak naprawdę się może wydarzyć, co się zmienia.
Moja mama mawiała, że dziecko wychowuje się na 20 lat przed jego urodzeniem. Dotyczyło to pokolenia, kiedy pierwsze dziecko kobieta rodziła w wieku ok. 19 – 25 lat. Czyli – zgodnie z tym – do macierzyństwa przygotowujemy się całe świadome życie. Trudno to nadrobić przeczytaniem jednej czy dwóch książek czy tygodniowym szkoleniem dla przyszłych mam. Dla mnie to też informacja, że możesz przekazać dziecku to, co masz w sobie – wartości, którymi żyjesz, wiedzę, którą posiadasz, wzorce, według których postępujesz, poczucie własnej wartości jakie masz, obraz świata, jaki nosisz w sobie. Warto więc także przyjrzeć się sobie – czy jesteś na tyle dojrzała, by powoływać nowe życie, które będzie w pełni od Ciebie zależne.
Serialowe obrazy przekłamują rzeczywistość i tym samym często wyrządzają wiele szkód.
Pozdrawiam, Ewa

Nie do końca rozumiem jaki jest cel tego postu. Odnoszę wrażenie, że jest on napisany dla ludzi jakby nie z tego świata, bez przyjaciół i znajomych.
Dla mnie te wszystkie rzeczy są tak oczywiste, że nie wierze, że ktoś może ich nie wiedzieć.
przeczytała chyba wszystkie polskie fora dla młodych matek. Miałem okazję przeglądnąć niektóre tematy i piszą tam dosłownie o wszystkim, nie szczędząc nawet zdjęć poporodowych. Poza tym rozmawiała z przyjaciółkami, znajomymi, młodymi mamami. Jak na mój gust, przed urodzeniem się małego, doskonale wiedziała co ją czeka. Z drugiej strony cały czas mogła liczyć na wsparcie rodziny.
Moja siostra przed urodzeniem dziecka(od początku ślicznego
Ewo naprawdę istnieją ludzie, którzy to co widzą za szklanym ekranem odbierają to jako prawdziwy obraz świata?
Niestety tak właśnie jest. Co więcej jest takich ludzi zadziwiająco dużo. Aż strach pomyśleć, jak wielki odsetek ludzi używa swoich mózgów jedynie do podtrzymywania funkcji życiowych organizmu.
Łukasz,
niestety nie jest to dla wszystkich młodych i bardzo młodych kobiet oczywiste, nawet jeśli w Twoim otoczeniu jest inaczej
Zwróć też proszę uwagę na taka rzecz: ja napisałam”zanim podejmą decyzję powołania nowego życia” czyli poczęcia, Ty – “przed urodzeniem dziecka”. Oczywiście poczęcie jest zawsze przed urodzeniem, ja chciałabym jednak, żeby kobiety i bardzo młode kobiety z rożnych środowisk miały tę świadomość na etapie podejmowania decyzji, czy dziecko teraz, czy potem, czy w ogóle, czy są do tego wystarczająco dojrzałe etc, a nie na etapie, gdy dziecko w drodze.
Wojciech P. P. Zieliński,
Niestety wiele młodych (i nie tylko młodych) osób ulega magii telewizji…
Gdyby problem dotyczył tylko tych, którzy używają mózgów “jedynie do podtrzymywania funkcji życiowych organizmu”, to byłabym spokojniejsza, niestety to dotyczy ludzi wykształconych, wydawałoby się otwartych na swiat, etc.
Rozmawiałam przy okazji pisania tego postu z kilkoma mamami i opowiedziały, jakie “bajki” opowiada się o cudownościach macierzyństwa w tzw. szkołach rodzenia, pomijając zupełnie kwestie, o których ja tu piszę, pomijając, że macierzyństwo to ciężkie zadanie, próba sił fizycznych i psychicznych etc. Niestety.
Cieszę się, ze w tym temacie wypowiadają się tu mężczyźni, że macierzyństwo nie jest wyłącznie sprawą kobiety
Pozdrawiam, Ewa
Od kilku lat nie mam telewizora. Nie wiem więc, jaki obraz macierzyństwa przekazują dzisiejsze media (telewizja). Mam natomiast troje dzieci. Nigdy nie byłam osobą, która zachwyca się bobasami. Moje dzieci nauczyły mnie jednak doceniać dzieciństwo. Jeśli chodzi o moje macierzyństwo, to tak naprawdę było ono (i jest nadal) wspaniałym, radosnym i ubogacającym przeżyciem dopiero przy trzecim dziecku. Może również dlatego, że popełniam mniej błędów.
Jakiś czas temu głośno było o eksperymencie przeprowadzanym w szkołach, który miał zniechęcić młodzież do wczesnego rozpoczynania współżycia i miał to być sposób na zmniejszenie liczby ciąż u nieletnich. Nastolatki dostawały do opieki 24 g. na dobę lalki, które płakały, trzeba było wstawać w nocy do nich itp. Mnie osobiście ten eksperyment zbulwersował. Rozumiem intencję, ale nie mogę zgodzić się na pokazywanie macierzyństwa/ojcostwa tak jednowymiarowo – jako pasmo trudów, cierpień i nieustannego zmęczenia. Za to zero radości.
To jest, Ewo, odwrotność sytuacji, o której napisałaś (tylko uroki macierzyństwa i słodki, śliczny bobas). Ani jedno, ani drugie nie pokazuje pełnego obrazu i niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Według mnie, rodzicielstwo to bardzo złożona sprawa, wielowymiarowa.
Piszesz: “Zrób wysiłek i poznaj prawdę o macierzyństwie”. Dobra myśl. Problem w tym, że każda kobieta to macierzyństwo przeżywa inaczej. Niektóre są np. typem kwoki, inne stosują tzw. “zimny wychów”. Nasze macierzyństwo może różnić się od znanych przykładów. Ja np. kilkanaście lat temu absolutnie nie chciałam mieć dzieci i współczułam koleżankom, które urodziły. To się zmieniło. Poznałam prawdę o macierzyństwie w wyniku własnego doświadczenia. Różnicę robią rzeczy, o których się nie mówi (np. wspaniale jest karmić piersią, bo to najlepsze dla dziecka, tylko dlaczego to jest takie bolesne na początku? I jak długo trzeba nosić ubranie dwuczęściowe, żeby łatwiej było karmić? Czy rzeczywiście smoczek psuje zgryz? etc., etc.)
Zebrało mi się na wspominki… Chyba nie ma takiego czasu, kiedy możemy z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że już jesteśmy przygotowani na taką zmianę. Dojrzewamy też w trakcie…
Pozdrawiam. Aneta
Łukasz O,
wydaje mi się, że nie tyle chodzi o “prawdziwy obraz świata”. Problem w tym, że to, co widzą powoduje,że mają takie oczekiwania. Podoba im się taki obraz, też by tak chcieli, mają nadzieję, że u nich też tak będzie itp.
Aneta,
dziękuję za Twój otwarty i dopełniający komentarz.
Bardzo celnie według mnie w komentarzu do Łukasza zauważasz, że “to, co widzą powoduje,że mają takie oczekiwania”. I to nie dotyczy tylko tv, ale i czasopism, reklam etc. I nie dotyczy tylko macierzyństwa, a i np. związków, seksu etc.
Aneto, pełni wszystkich doznań nie jestem w stanie przekazać i nawet nie próbuję. Zdecydowanie jestem przekonana, że nikt nie jest w stanie, bo ta “pełnia” dla każdego oznacza coś innego.
Chodzi o to, by mieć świadomość, że to, co się widzi w mediach i w innych formach masowego przekazu nie jest wzorcem i cała prawdą o rodzicielstwie, dlatego nie powinno być punktem odniesienia ani w momencie podejmowana decyzji o macierzyństwie, ani w momencie, gdy maleństwo jest już na świecie. Jak napisałam – im więcej wiemy tym bardziej świadome decyzje podejmujemy.
Nie neguję wspaniałych doznań, radości, szczęścia, i wielu, wielu innych zarówno emocji, jak i przeżyć. Stąd napisane przeze mnie “są też chwile piękne. macierzyństwo bywa piękne. Czas wspólnych czułości, spacerów, kołysania dziecka, przytulania, kiedy czułość ogarnia wszystkich. One mają z pewnością wielką wartość.” Nie rozpisuję się o nich, bo o tym dużo, a ja książki nie chcę tu tworzyć.
Zwracam uwagę, sygnalizuję istnienie “drugiej strony medalu”.
O ile o tych pozytywach wiele się mówi i obrazy kształtowane są właśnie na bazie pozytywnych przeżyć, to o nazwijmy to trudach macierzyństwa, ogólnie mówi się mało konkretów. Zwykle zbywając to słowami: “to duża odpowiedzialność”, “wszystko się zmienia”,”macierzyństwo wymaga wyrzeczeń”. Ja sugeruje, by wchodzić głębiej, sprawdzać, co się kryje pod tymi słowami.
Od niektórych matek wiem, że gdyby miały wiedzę większą niż ta o pozytywach, to np. nie chciałyby być doskonałymi matkami (według wzorca nazwijmy dla uproszczenia serialowego), a jedynie kochającymi matkami i wyrozumiałymi dla siebie kobietami. Jedna osoba mi powiedziała, że wybrałaby inną kolejność dla swoich “działań”, choć jest generalnie szczęśliwą matką.
Mnie chodzi o pokazanie, a właściwie uświadomienie istnienia właśnie tej różnicy, o której Ty piszesz: “Różnicę robią rzeczy, o których się nie mówi (np. wspaniale jest karmić piersią, bo to najlepsze dla dziecka, tylko dlaczego to jest takie bolesne na początku? I jak długo trzeba nosić ubranie dwuczęściowe, żeby łatwiej było karmić?”.
Pozdrawiam, Ewa
U mnie było odwrotnie.
Zupełnie nic nie wiedziałam o dzieciach, nigdy nie miałam z nimi do czynienia, byłam totalnie zielona w temacie. A zatem, kiedy byłam w ciąży, przeczytałam wszystkie fora dla młodych mam. I przeraziłam się nie na żarty! Obraz macierzyństwa, jaki się wyłonił to ból, zmęczenie, nieprzespane noce, wiecznie ryczące dziecko, brak czasu na cokolwiek, opadanie z sił. Wszystko to, o czym piszesz powyżej, Ewo.
A cóż się okazało w moim przypadku?
Okazało się, że to wszystko nieprawda. Wcale aż tak bardzo nie bolało, wcale nie jest tak trudno, wcale nie jest się tak bardzo zmęczonym, nie wszystko w życiu trzeba totalnie zmienić… Było i jest znacznie łatwiej być mamą niż na początku przewidywałam. Być może w takim postrzeganiu znaczenie ma fakt, że jestem “twarda”, mam wysoki próg odczuwania bólu i zmęczenia, rzadko narzekam i nie staram się być perfekcyjna.
Przygotowana byłam na jakiś armagedon, tymczasem sprawy potoczyły się całkiem lekko. Czy jestem szczęściarą, czy to kwestia odpowiedniego spojrzenia na życie? Nie wiem, grunt, że to działa. Pozdrawiam.
Agato,
Twój komentarz nie wiedzieć czemu wylądował w spamie, czego nie zauważyłam.
Pozdrawiam i dziękuję za jeszcze nowe spojrzenie na temat i dzielenie się Twoim doświadczeniem.
Ewa
Jeszcze dodam, że na bardzo wiele problemów i niedogodności związanych z opieką na małym dzieckiem, jest bardzo proste rozwiązanie: CHUSTA DO NOSZENIA DZIECI. Ten kilkumetrowy, odpowiednio zamotany pas miękkiego materiału to recepta na bariery architektoniczne (wózek nie potrzebny, wszędzie można wejść), na brak czasu (z dzieckiem w chuście i dom można posprzątać, obiad ugotować, paznokcie pomalować…), na życie towarzyskie (mój mały siedząc w chuście zaliczył dwa wesela). “Zachustowane” dziecko uczestniczy w życiu mamy, obserwuje, szybciej się uczy, czuje się bezpiecznie i nie płacze. A mama będąc z dzieckiem, jednocześnie ma czas dla siebie. Wiem, bo sama korzystałam z takiego rozwiązania.
Polecam! Wystarczy wpisać google “chustowanie”, “chustomamy” aby dowiedzieć się czegoś więcej.
Witam,
Zgadzam sie z tezami tego postu. Ale gdy slysze o planowaniu rodziny przez ludzi odpowiedzialnych zawsze mi sie przypomina teoria ewolucjii. Jak to jest ze odpowiedzialni planuja rodzine, maja dzieci pozniej, nie maja ich lub maja mniej (no bo przeciez musza dziecku zapewnic odpowiednie warunki). a osoby mniej odpowiedzialne i myslace niczego nie planuja a po prostu tych dzieci maja. i im wiecej tym lepiej… Jezeli sie zastanowic to w perspektywie kilku pokolen ciekawie sie sklada;)
Antek
W swietny sposob okreslila moja zona – ktora notabene nie chce miec dzieci z wlasnego i nie wymuszonego wyboru.
Cytujac ja: “W pewnym okreslonym wieku, kiedy Natura uwaza ze Kobieta najlepiej nadaje sie do urodzenia dziecka, w organizmie Kobiety sa uwalniane pewne substancje chemiczne ktore powoduja iz urodzenie dziecka staje sie nagle takim swietnym pomyslem, nie ma sie czym martwic i czuja ze poradza sobie z wszelkimi zadaniami zwiazanymi z wychowaniem dziecka. Czesto takie Kobiety czuja sie naznaczone przez Boga do wykonania tego wspanialego zadania. Nastepnie po urodzeniu Natura odstawia ten Narkotyk, w wyniku czego Kobiety zmagaja sie z codziennoscia bez rozowych okularow co z kolei powoduje czeste depresje poporodowe. Kobiety opamietajacie sie to tylko chemia! Nad tym czy chce sie miec dziecko trzeba sie na prawde swiadomie zastanowic!”
Z wlasnych doswiadczen wiem jak wygladal TEN okres w naszym zyciu i zgadzam sie z tym. To jest chemia i to nie ma nic wspolnego z racjonalnym podejmowaniem decyzji.
Rafał,
dziękuję za Twoj (i Twojej żony) komentarz.
Przy okazji moje spostrzeżenia:
Okres oczekiwania na dziecko i wczesne macierzynstwo mają w mediach niezłą stałą kampanie reklamową i PR – piękne zdjęcia, wywiady z kobietami cieżarnymi, eksponowanie ciąży jako czasu atrakcyjnego i pięknego, a potem pokazywanie ślicznych (wybranych w castingach) maluchów – to przyciąga.
Jednak okres rodzicielstwa po tym pierwszym zachwycie maluchem już nie ma takiej wspaniałej “prasy” ani oprawy – z codziennoscią wychowywania dziecka kilkuletniego (i w górę) jest inaczej. Właściwie jest ono poza mediami. Co najwyżej programy w stylu “Niania”, które pokazują, jak naprawiać błędy i one też obnażają wiele z prawdziwego życia matek i w ogóle rodzin.
Co do tej chemii – według mnie ważne, żeby “pies merdał ogonem, a nie ogon psem”. Czyli aby decyzji za nas nie podejmowaly ani chormony, ani żadna inna chemia w organizmie.
Pozdrawiam, Ewa
Ewo,
Mam dwoje dorosłych dzieci i musze Cie zapewnic, ze absolutnie nie jestem gotowa na macierzyństwo
Macierzynstwo jest tak indywidualna sprawa nie tylko matki ale i dziecka ( np. charakter, temperament dziecka ), że nie tylko nie da sie na to przygotować – to jest absolutnie nieprzewidywalna sprawa.
Nie ogladam telewizji od kilku lat, trudno mi sie wię ustosunkowac do seriali, natomiast uważam, ze napisałas ten post bardzo jednostronnie. Szanuje Twoja decyzję. moja była inna. Chciałam mieć dzieci i mam. To wspaniali ludzi, dzieki którym doświadczyłam w życiu niezapomninych doznań, emocji i wspaniałych chwil. dziękuję im za to. A że czasem byłam niwyspana, zmęczona i wszystkiego miałam dosyć – to chyba naturalna kolej zycia bez względu czy ma się dzieic czy nie.
Pozdrawiam serdcznie
Monika
Moniko,
zgadzam się, że każdy przypadek rodzicielstwa ma unikalne cechy zależne od rodziców i dziecka. Z tym nie dyskutuję, bo to oczywiste.
Na czym polega jednostronność postu, jeśli piszę, że “Serialowe obrazy przekłamują rzeczywistość i tym samym często wyrządzają wiele szkód” oraz wskazuję różnice miedzy serialowym (i reklamowym) macierzyństwem a codziennością młodych matek czy rodzin? I do tego piszę też, że nie neguję istnienia pięknych chwil i wspaniałych doznań?
Wiesz, z tym “serialowym macierzyństwem” to podobna sytuacja do tej, gdy mlody chlopak buduje sobie wyobrażenia o życiu seksualnym na podstawie filmów pornograficznych. O szkodach z tego powodu wiele programów i prac powstalo, że jest to faktem – nikt nie kwestionuje. I to wcale nie oznacza, że życie seksualne wygląda jak film porno, ani że seks jest zly. To tylko chodzi o to, by pornos nie byl punktem odniesienia ani podstawą do budowania wypobrażenia o “prawdziwym” seksie.
Jak zauważyłaś z pewnoscią – nie mówię “nie decydujcie się na macierzyństwo, bo jest złe, brzydkie, trudne etc”, tylko “podejmujcie decyzje świadomie”, “dowiadujcie się jak najwiecej zanim podejmiecie decyzje”.
Zwróc też uwagę, że odnoszę się do obrazów znanych z różnych kolorowych pism czy tv, reklam, etc. Skoro nie oglądasz TV – rozumiem, że mozesz nie mieć punktu odniesienia.
Pozdrawiam, Ewa
Ewo,
Dokladnie to tak wyglada w mediach. A w tym wypadku kazdy musi sobie odpowiedziec na pytanie: Czy podolam? Dotyczy to obu stron.
Co jest tragiczne w takiej sytuacji, to ze dysonans poznawczy jakiego doswiadczaja rodzice dziecka, czesto rzutuje na ich zachowanie wzgledem dziecka co z kolei ma bezposredni wplyw na to jak dziecko zostanie wychowane, jakie przejmie wzorce, itp…
Pozdrawiam,
Rafal
Wiesz Ewo, po prostu trudno mi sobie wyobrazić, ze można w dzisiejszych czasach budować rzeczywistość na podstawie ” szklanego okienka” bez rozglądania się na około i czerpania wiedzy od innych ludzi, z książek, czasopism, internetu.
Kiedyś w jakiś szkołach była akcja płaczącej lalki dla nastolatek aby zdawały sobie sprawę jakie cienie ma macierzyństwo i ojcostwo. Ale to za mało, takiej lalki sie nie kocha tak jak dziecko, nie ma więzi. Na tej podstawie można sobie wyrobić fałszywy pogląd – samych negatywnych stron macierzyństwa. Opiekowanie się martwą istotą – lalką, która głownie ma wymagania i nie dostarcza pozytywnych przeżyć – jest fałszem. Podobnie z porodem. Boli ale urodzenie maleństwa powoduję, że błyskawicznie się o tym zapomina. Urodzenie plastikowej lalki pewnie nie budziło by takich odczuć.
Mimo pewnych niedogodności podczas chowania dzieci mamy przecież z nimi więź emocjonalną, która powoduje, że blasków jest więcej iż cieni
Pozdrawiam serdecznie
Monika
Moniko,
mnie też trudno było sobie wyobrazić, że punktem odniesienia, czy nawet podstawą do budowania wyobrażeń mogą być mass-media, do pewnego momentu, gdy zorientowałam się, że tak niestety bywa, że młode kobiety porównują się do “wzorców” z kolorowych gazet, reklam czy filmów.
To widać nie tylko w przypadku macierzyństwa, to widać jesli chodzi o kwestie urody, atrakcyjnosci, stylu życia etc.
Pozdrawiam, Ewa
Moniko,
Oczywiscie masz racje, ale wez po uwage iz wszyscy nie jestesmy tacy sami i kazdy reaguje nieco inaczej w pewnych sytuacjach. Tak wlasnie w jednej kobiecie sie odzywa instynkt maciezynski w innej… brak. W takim wypadku pozostaje frustracja ktora, niestety, przeklada sie na dziecko i jego wychowanie.
Pozdrawiam,
Rafal
Ewo
Może dla ogranivczonej liczby osób, która telewizor ma za swojego domownika tak jest jak piszesz. Przstałam oglądac telewizję jakieś 5 lat temu, chociaz nigdy nie należałam do intensywnych oglądaczy to itak zyskałam duzo wolnego czasu i święty spokój. Wiadomości mam z internetu lub radia. To naprawdę daje dużą swobodę myslenia.
Rafał
Taka kobieta poważnie powinna się zastanowić nad tym czy chce mieć dzieci. tylko, ze to może byc trudne bo instynkt może nie pojawic się po urodzeni dziecka i co wtedy?
pozdrawiam serdecznie
Monika
Daję sobie rękę uciąć, że żaden z Twoich czytelników nie kieruje się wyobrażeniami rodem z seriali. W takim razie do kogo kierujesz ten elaborat? A co tam, daję i głowę, że seriali też nie śledzisz, żeby czerpać przyjemność z jej analizy.
Macierzyństwo to najgorsze co może spotkać kobietę. Zastanawiające, że tak wiele kobiet jeszcze się na ten anachronizm decyduje. Rozumiem ten pierwszy raz popełnić błąd, ale kilkukrotnie w rodzinach wielodzietnych? Jeżeli Twoim celem było obrzydzenie macierzyństwa, to gratuluję wpisu.
A może sama chcesz się przekonać, że Twój wybór był słuszny? Z chęcią przeczytam post na temat “Dzieci – dlaczego nie warto”.
Pozdrawiam,
kissdesign,
Witaj,
piszesz: “Daję sobie rękę uciąć(…)” – uważaj, bo to ryzykowna deklaracja.
“A co tam, daję i głowę, że seriali też nie śledzisz, żeby czerpać przyjemność z jej analizy” – oprócz tego, że ryzykujesz głową, to co tak naprawdę chcesz tu powiedzieć i czemu to ma służyć?
Piszesz: “Macierzyństwo to najgorsze co może spotkać kobietę. Zastanawiające, że tak wiele kobiet jeszcze się na ten anachronizm decyduje.” – masz ciekawe podejście do macierzyństwa. Ja go zdecydowanie nie podzielam.
“Z chęcią przeczytam post na temat “Dzieci – dlaczego nie warto”.” – jeśli Twoje podejście do macierzyństwa jest właśnie takie , to możesz sam napisać taki post. Ja nie wypowiadam się na temat tego, czy warto, czy nie warto, bo to w ogóle nie podlega takiemu wartościowaniu, a poza tym decyzje o rodzicielstwie to bardzo osobista sprawa.
Przyjęte przez Ciebie założenie, że ktoś, kto sam świadomie nie zdecydował się na macierzyństwo uważa, że “nie warto” jest z gruntu błędne i nie jest poparte niczym, poza chyba Twoimi własnymi poglądami.
Mam wrażenie, że nie zrozumiałeś postu – może warto, byś przeczytał go jeszcze raz – bez uprzedzeń i z większą uważnością na to, co piszę.
A napisałam m.in. i to:
“(…) macierzyństwo bywa piękne. Czas wspólnych czułości, spacerów, kołysania dziecka, przytulania, kiedy czułość ogarnia wszystkich. One mają z pewnością wielką wartość.”
lub
“Czas mówić o tym głośno, żeby rodzice w trudach rodzicielstwa nie popadali w poczucie winy i poczucie niskiej wartości, żeby nie myśleli o sobie lub o dziecku źle, gdy ich życie odbiega od serialowego wzorca. To nie jest dobry start w rodzicielstwo, które przecież nie trwa kilka miesięcy, ale jest na zawsze, a przynajmniej przez kilkanaście lat determinuje życie kilku osób, a każdy dzień i miesiąc przynoszą nowe przeżycia i stawiają rodziców wobec nowych nigdy wcześniej nie poznanych sytuacji.”
Pozdrawiam, Ewa
Witajcie,
uważam, że bardzo ważne jest Twoje ostatnie zdanie: “Warto więc także przyjrzeć się sobie – czy jesteś na tyle dojrzała, by powoływać nowe życie, które będzie w pełni od Ciebie zależne.”.
Kobiety sugerują się wszystkim tym, co już opisałaś… otoczeniem, “ona ma, ja też chcę”, często traktując decyzję urodzenia nowego życia jak sprawę zakupu dużej lalki.
Warto zdać sobie sprawę ze stanu swojego psychiki, by być wartościowym, w pełni zdrowym, gotowym do wychowywania małego człowieczka. Podobnie partner winien dojrzeć do tej decyzji.
Oby większość nie sugerowała się telewizją, a była dociekliwa na własną rękę i posiadała wiedzę, zanim zdecyduje się na poważny krok w swoim życiu.
Pozdrawiam