Archiwum

Posty oznaczone ‘energia’

Róże Victorii

Październik 15th, 2010

W sierpniu w poście o ograniczających przekonaniach zacytowałam Victorię Schnabel. Teraz ciąg dalszy Jej wypowiedzi:

Nasze wcześniejsze niepowodzenia, winy, wstyd mogą stać się kompostem, który pomoże naszym różom wspaniale rozkwitnąć (Victoria Schnabel).

Bardzo podoba mi się i przemawia do mnie to zdanie o kompoście. Hmm, w tym tygodniu przygotowywałam na zimę pelargonie. Nadal pięknie kwitną, ale czas było porobić szczepki na nowy sezon. Lubię kwiaty w swoim otoczeniu. Lubię, gdy kwitną. I lubię, gdy moje życie kwitnie.

Do kompostownika na działce moich rodziców trafiają niepotrzebne organiczne odpadki, chwasty, uwiędłe i zepsute owoce, by po jakimś czasie wrócić na grządki w postaci nawozu – naturalnego i bardzo wartościowego. Ten naturalny nawóz wzmacnia młode rośliny i przyczynia się do powstania dobrych, dorodnych i wartościowych owoców.

Idąc myślą za Victorią, do kompostownika od pewnego już czasu wrzucam swoje  niepowodzenia, złe lub głupie wybory czy decyzje, rzeczy, z których dumna nie jestem, ale i poczucie winy czy wstydu (któż z nas nie doświadczał… ). Mogłabym oczywiście się nimi zasłaniać i usprawiedliwiać niczego nie zmieniając w sobie i swoim sposobie życia czy działania, tkwić w tym własnym zachwaszczonym ogródku. Ale mogę też powiedzieć sobie: to nie było dobre, nie jestem z siebie dumna, ale wybaczam sobie, zostawiam za sobą. Zamiast tygodniami analizować, przywracać do życia w myślach te zdarzenia – lepiej skupić się na tym, co teraz mogę zrobić w swoim życiu. Będąc bogatsza o nowe doświadczenia –  idę dalej. Nie zamykam się na to co było, nie zatrzaskuję za tym drzwi i nie udaję, że tego nigdy nie było. Nie odcinam się od swojego życia, ale nie zamierzam żyć przyglądając się niezmiennie temu co było. Bo z takiego przyglądania się i tkwienia w przeszłości owoców nie będzie. Mówię sobie: “Teraz wiem więcej o sobie i o życiu, jestem bogatsza o wiele doświadczeń i mogę żyć i działać lepiej.” Kompost pomaga  “rozkwitać różom”. Moim różom.

Podstawą do zmiany jest stawanie w prawdzie przed samym sobą. łagodnie i z życzliwością, choć bez znieczulenia.

Każdy czas jest dobry na taką zmianę – od patrzenia w przeszłość z poczuciem niezadowolenia, do patrzenia w przyszłość i działania „pro”. Nie ma nieodpowiedniego wieku dla takiej zmiany. Nie ma ograniczenia czasowego, że zmiana musi się dokonać w określonym czasie, a jak nie, to “przegrane”. Wszystko to, czego doświadczaliśmy do tej pory może nas wspierać, może być naszym kapitałem (nawet jeśli nie zawsze widzimy to właśnie w ten sposób). Co więcej – negatywne doświadczenia mogą nas inspirować, pomagać w znalezieniu nowych ciekawych dróg.

To, o czym piszę dotyczy zarówno sfery prywatnej jak i zawodowej. Jeśli w pracy potykamy się o projekty, ludzi, relacje etc, to możemy się skupiać na niepowodzeniach i trawiąc je – energia idzie w przeszłość a nie w przyszłość. Jeśli rzucam to na kompost – będą z tego korzyści. Doświadczałam kiedyś w pracy niesprawiedliwego traktowania, zachowań mobbyingowych, doświadczałam braku szacunku i docenienia. Dziś tamte doświadczenia owocują. Pamiętam o nich w codziennej pracy ze swoim zespołem. Lubię swój zespół i szanuję za ich pracę, postawę, odwagę, czasem bezkompromisowość, za  zaangażowanie, otwartość – sporo powodów do codziennego lubienia. Moje doświadczenia nauczyły mnie, jak mogę dawać to, czego nie doświadczałam sama. Oczywiście nie jestem aniołem :-) , bywam też trudnym szefem. Ale nawet w takich momentach przychodzi do mnie refleksja – wrzucam na kompost te nowe doświadczenia – doświadczanie siebie w nowych kontekstach i bogatsza działam dalej. Nie warto skupiać się na tym, co nadaje się już tylko na kompost. Warto jednak to wykorzystać, żeby róże mogły zakwitnąć. Na pustyni kwiaty nie rosną. Zatem nasze doświadczenia, także te „kompostowe” tworzą żyzną glebę dla naszego rozwoju. Nie warto się od nich odcinać.

Masz swój kompostownik? Czas wygrabić to, co nadaje się na kompost. :-) Zbierz wszystko co nadaje się na ten kompost właśnie teraz jesienią. Nie ma sensu nosić tego ze sobą przez całą zimę. Wiosną zakwitną Twoje róże – róże Victorii. Róże zwycięstw nad własnymi słabościami, niemocą, złymi doświadczeniami, potyczkami z życiem i ze sobą.

Pozdrawiam,

Ewa

ps. Chwasty mają to do siebie, że próbują utrzymać się przy życiu (w naszym życiu). Wyłażą zatem czasem z kompostownika i wpełzają znów na grządkę. Ale jeśli już wiemy, że to tylko chwast i że jego miejsce jest w kompostowniku – możemy to opanować. :-)

Uncategorized , , , , , , , , ,

Kochasz życie? Twoje życie to Twój czas

Wrzesień 22nd, 2010

Kochasz życie? Nie trwoń zatem swego czasu, ponieważ ono jest z niego utkane. “

(Benjamin Franklin)

To jedno zdanie sprawiło, że wzięłam dużą kartkę papieru i zaczęłam poważnie zapisywać, co robię w czasie danym mi na życie. Każdego dnia to  kilkanaście świadomych godzin. To godziny mojego życia, które nigdy nie wrócą, które się nigdy nie powtórzą. Nie da się niczego skorygować, wyciąć, przepisać. Tu nie zadziała ani “backspace”, ani “delete”.  Jest tylko “enter”. :-) Potem było kilka kolejnych kartek. :-)

Jak ten czas przeżywam? Jakich dostarczam sobie emocji, doznań? Czy to mnie wzmacnia i rozwija, czy osłabia i zniechęca? Z kim ten czas przeżywam, czy to dobre towarzystwo (w pracy i poza pracą), czy mi to służy – jeśli tak, to w jakim zakresie i czemu służy. Jeśli nie służy – to co mogę zrobić, żeby było inaczej. Czy to co robię ma pozytywny wpływ na moje samopoczucie i na moją  teraźniejszość oraz przyszłość. Na co brakuje mi wiecznie czasu i dlaczego od dawna “bronię się” czy “nie robię wysiłku” w kierunku podjęcia pewnych aktywności, choć wiem, że są ważne? Co odkładam na później? Czy to odkładanie mi służy? Jaka jest tkanina, którą tkam z poszczególnych chwil swojego życia? Co z niej chcę uszyć?  Czy proporcje pomiędzy pracą, czasem na odpoczynek fizyczny, czasem “ładowania baterii”, czasem na relacje z ludźmi, czy czasem na działania mogące pozytywnie wpływać na moje dalsze życie (rozwój zawodowy) są właściwe (dla mnie dobre)? Ile czasu mam dla siebie – przecież jestem dla siebie ważna – i jak ten czas wykorzystuję? Dużo ważnych pytań.

Kolejne (długie) spotkanie ze sobą mam za sobą. I kolejne działania na swoją rzecz mam przed sobą. :-) Czy to był dobrze wykorzystany czas? Zobaczę po efektach. ;-)

A Ty? Kochasz życie?

Trwonisz czas, z którego jest ono utkane? Coś warto poprawić w tej tkaninie? Co chcesz z niej uszyć?

A może jesteś bardzo dobrze zorganizowany, chodzisz w ramkach planu dnia? A czy w tym planie jesteś Ty czy tylko Twoje obowiązki?

Tu pojawia się kilka znanych przecież wszystkim Wam pytań, do których według mnie warto co jakiś czas wracać:

  • Jak gospodarujesz swoim czasem? jesteś z tego zadowolony? Robisz to świadomie?
  • Ile czasu przeznaczasz tylko dla siebie, na spotkanie sam na sam ze sobą?
  • Ile czasu przeznaczasz na swoją kondycję, dobre samopoczucie fizyczne?
  • Jaki procent czasu przeznaczasz na własny rozwój?
  • Gdybyś miał do syta czasu, na co byś go chciał jeszcze przeznaczyć?
  • Na co brakuje Ci czasu?
  • Jaki procent czasu przecieka Ci przez palce bez kontroli i bez potrzeby, nie służąc ani odpoczynkowi, ani relacjom, ani rozwojowi, ani pracy? Czy ten przeciekający przez palce czas sprawia, że masz więcej energii? Czy mniej?

Na czas przeszły nie mamy już wpływu. Szkoda więc teraźniejszości na przeszłość. :-)

Mamy wpływ na to, co wybieramy w każdej chwili czasu teraźniejszego. :-)

Pozdrawiam, Ewa


Uncategorized , , , , , , ,

Stop wojennej retoryce

Sierpień 19th, 2010

Pokonać, zwyciężyć, walczyć, zawalczyć, wywalczyć, zadziałać, podejść (domyślnie : przeciwnika), zmiażdżyć (przeciwnika), przywalić, dokopać, nie dać się, ustąpić pola, oddać pole, przegrać bitwę a wygrać wojnę, strategia, manewry, wygrana-przegrana, przegrana-wygrana, wygrana-wygrana, polec, wytrwać, odeprzeć atak, partyzantka, uzbroić się w .. (cierpliwość, argumenty etc), agresywnie, przeczekać,  zawrzeć pokój – te zwroty nie pochodzą z opisów bitew, manewrów bojówek ani z walk grup osiedlowych, a z biura, z rozmów znajomych, z  wygłaszanych czy pisanych tekstów dotyczących negocjacji, spotkań z klientami, rozmów o pracy zespołu, z mediów, które opisują tym językiem nie tylko relacje z walk…

Negocjacje to dla wielu okazja i przestrzeń do toczenia bitwy, odreagowywania, pokazywania władzy i sily. Co ciekawe – tak do tego wiele osób nawykło, że dotyczy to nie tylko sytuacji biznesowych, ale i relacji bardzo rodzinnych i – nazwijmy – partnerskich. I choć bardzo wiele osób negocjujących (w różnych sytuacjach i różne rzeczy – niekoniecznie potężne kontrakty) wie, że dobrze gdy jest “win-win” (nie zawsze zastanawiając się, co to w praktyce oznacza), to nadal w toku przygotowań i rozmów po spotkaniach ta retoryka wojenna jest obecna. Ta niemal  akceptowana powszechnie retoryka, to retoryka bitwy a nie porozumienia. To retoryka agresji i obrony, a nie ustalania wzajemnych potrzeb, korzyści i rozwiązań. Jak więc zachować spokój i postawę dialogu i porozumienia, jeśli język jest pełen przemocy i nie wspiera procesu porozumienia, a nakręca agresję?

Ta retoryka jest wszechobecna, zaczyna się rozlewać na wiele obszarów – od świata polityki, poprzez media, po szkoły, ośrodki zdrowia, a nawet szpitale, gdzie np. zamiast diagnozować i leczyć, walczy się o życie, przetrwanie, pieniądze. Jeśli nie wojenna retoryka – to magiczne słowo kompromis… Słowo, które oznacza, że każda ze stron z czegoś rezygnuje, żeby obie były zadowolone. Słyszycie to? Ja rezygnuję, żeby druga strona była zadowolona, druga strona rezygnuje, żebym ja była zadowolona. Rezygnacja, strata, oddanie czegoś – to ma przynieść satysfakcje obu stronom?

A może po prostu spotkajmy się i wspólnie poszukajmy rozwiązań, które są korzystne dla obu stron i zgodne z potrzebami. Nikt nie będzie musiał walczyć, nikt nie musi przegrać, nie ma kompromisu, który sprawia, że tak naprawdę żadna ze stron nie jest w pełni zadowolona…

Retoryka wojenna, czy tego chcemy czy nie, powoduje napięcie i agresję. Możemy w najbliższym otoczeniu to zmieniać – zaczynając od siebie. Kompromisy przyzwyczajają z kolei do tego, żeby akceptować sytuacje niesatysfakcjonujące i powodujące niedosyt.

Posłuchajcie siebie samych, swojego otoczenia, tego, czym na co dzień się „karmicie” – ile jest w tym wojny, a ile spokoju, harmonii, chęci zrozumienia, etc. Może warto zacząć od siebie i przestać „się zbroić” ?

W zbroi nie jest dobrze ani wygodnie iść przez życie. I w zbroi trudno się pochylić nad sprawa, człowiekiem, potrzebą. I w zbroi trudno wyciągnąć ku górze szyję i popatrzeć na niebo, gwiazdy i marzyć.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

Pan Luzak i Pani Perfekcja

Sierpień 12th, 2010

Tak w pracy, jak i w relacjach ze znajomymi spoza pracy, czasem pojawia się temat perfekcjonizmu, precyzji, dokładności etc.  Zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, gdy perfekcjonista spotyka się z kompletnym luzakiem, gdy osoba precyzyjna spotyka się z typem kreatora, dla którego ważny jest klimat, zarys, a nie detal, gdy pedant spotyka bałaganiarza, etc. Zobaczyłam to w wyobraźni w wersji mocno karykaturalnej i to przyprawiło mnie o dobry humor. :-)

W toku jednej z podobnych jak wspomniane rozmów przypomniały mi się dwa foldery… Oba z elementami graficznymi, zdjęciami i tekstami mającymi reklamować określoną firmę i informować o podstawowych usługach. Oba mające pełnić  jednocześnie funkcje okładki (teczki) na dokumenty. Każdy powstawał w innym czasie, w innym zespole, w innej firmie. Oba powstały, ale proces i efekt były zdecydowanie różne i według mnie pouczające.

Pierwszy folder  (Pani Perfekcja) powstawał przez szereg miesięcy (tak, tak, miesięcy) i wszyscy byli tym zadaniem umęczeni i udręczeni. Tylko osoba mająca zaakceptować całość do produkcji za każdym razem zmieniała jakiś detal. Na pewnym etapie zmian ich znaczenie było mniej niż kosmetyczne, niemal na poziomie wyboru pomiędzy słowem „lub”  a słowem „albo”. Wiele korekt powodowało powrót do wersji sprzed kilku tygodni.  W końcu folder poszedł do produkcji mimo wszystko, bo granice ostateczną wyznaczyło pewne wydarzenie marketingowe, kiedy to absolutnie coś takiego musiało być gotowe. Gdyby nie to – pewnie trzeba by dokonać jeszcze kilkudziesięciu nieistotnych zmian, a potem realia firmy zdążyłyby się zmienić i wszystko trzeba by było zacząć od nowa… Ten niezwykle długi proces akceptacji był w moim odczuciu wynikiem zbędnego i wręcz szkodliwego perfekcjonizmu . To zadanie zdeterminowało pracę wielu osób na długi czas, zabrało wiele energii i spowodowało, że zespół sprzedażowy musiał sobie radzić bez niego zdecydowanie zbyt długo. Pani Perfekcja umęczyła wszystkich, łącznie z folderem. :-)

Drugi folder (Pan Luzak) powstał bardzo sprawnie, w kilka dni na projekt, teksty, bardzo szybka akceptacja, szybka produkcja. Dobry efekt wizualny, dobry czas realizacji, teksty dobre, komunikaty właściwe, wrażenie  całości OK. Jednak gdy ktoś chciał ten folder wykorzystać jako okładkę do dokumentów, okazało się, że kartka dokumenty A-4 wystaje po dwa milimetry od góry i z boku. Pan Luzak zapomniał o Pani Precyzji i Pani Kontroli.

Kilka refleksji:

- Precyzja w wykonywaniu określonych zadań jest bardzo potrzebna, w niektórych działaniach czy nawet zawodach – konieczna.

-  Kontrola jakości (a czasem i kontrola celu czy kursu) na różnych etapach wykonywania prac jest potrzebna i pozwala unikać wpadek na etapie finalnym, pozwala oszczędzać czas i środki.

Perfekcjonizm jest szkodliwy zarówno w sferze zawodowej, jak i w tzw. życiu pozazawodowym. Perfekcjonizm męczy nie tylko otoczenie i samego perfekcjonistę. perfekcjonizm stoi często w sprzeczności z efektywnością i produktywnością.

Żartuję czasem, że zanim Pani Perfekcja skończy makijaż (wersja , z której będzie zadowolona), to Pani Wyluzowana zdąży już wrócić z imprezy, po czasie świetnej zabawy i dobrych relacji. :-) A jeśli nawet spotkają się na tej samej imprezie, to po 3 godzinach  oba makijaże będą wyglądały tak samo nieświeżo. Tylko perfekcjonistka odebrała sobie sporo przyjemności stresując się makijażem, a nieperfekcjonistka zdążyła w tym czasie zrobić jeszcze kilka innych rzeczy ku zadowoleniu własnemu lub/i innych

Ważne, by podejmując rożne działania zadać sobie pytanie, co jest najważniejsze, co jest istotą, co priorytetem. Kilka cech/przymiotów wypisać i nadać im kolejność, hierarchię. Może najważniejszy jest czas, może teksty, może ogólne wrażenie…

- Lepiej „tylko” dobrze przygotować folder i mieć czas na inne działania i kreacje, niż cyzelować projekt, podczas gdy zespół czeka na podstawowe narzędzie pracy (jeśli folder jest takim).

- Lepiej napisać trzy „tylko” dobre noty informacyjne,  niż w tym czasie jedną dopracowywać  w detalach – gdy priorytetem jest dostarczenie informacji.

- Lepiej przeprowadzić kilka szkoleń i nanosić korekty na podstawie zdobywanych w toku działania doświadczeń, niż poprawiać koncepcję i nadal siedzieć tylko nad komputerową wersją.

Jeśli masz tendencje do perfekcjonizmu – warto czasem przetestować, co się zdarzy, gdy np. oddasz tekst nie do końca dopracowany, zdjęcie nie idealne, podasz głodnemu przyjacielowi  nie do końca idealna zupę lub kanapkę z krzywo pokrojonego chleba, położysz niewyprasowane prześcieradło. Pewnie nic się nie stanie poza tym, ze druga strona podziękuje i będzie zadowolona, ze noc na niewyprasowanym prześcieradle będzie tak samo udana jak na tym wyprasowanym.  A jeśli ktoś uzna, ze cos trzeba poprawić, to zawsze możesz to jeszcze zrobić, jeśli to naprawdę będzie istotne.. I nic Ci się złego nie stanie. :-) Jeśli jesteś Luzak – zanim oddasz do produkcji np. folder lub wyślesz wymagający precyzji dokument – poproś kogoś z zespołu kto jest dokładny i uważniejszy, aby sprawdził, czy czegoś nie przeoczyłeś.Praca w zespole ma tę zaletę, ze ludzie uzupełniają się osobowościowo, uzupełniają się pod względem wiedzy i doświadczenia. Warto z tego korzystać.

O ile wartościowsze i ciekawsze  jest mieć czas na wzajemne delektowanie się sobą  w relacjach z partnerem czy partnerką w średnio wysprzątanym mieszkaniu, od  np. czekania na spotkanie w idealnie wysprzątanym mieszkaniu z dokładnie wyprasowanymi ściereczkami do naczyń… bo nie można wcześniej, zanim będzie wysprzątane, bo wstyd, bo nieładnie, bo głupio i co on/ ona pomyśli…

Perfekcjonizm może być oznaką niepewności,  braku wiary w siebie, braku zaufania do własnej wiedzy i umiejętności, braku poczucia własnej wartości, obawą przed krytyką. Może – nie musi rzecz jasna.

Powtórzę jednak – dokładność i precyzja, punktualność są pozytywne. Czasem jednak wystarczy tylko zarys, szkic – warto o tym pamiętać. Perfekcjonizm według mnie zawsze jest  szkodliwy i męczący dla wszystkich.

Pozdrawiam serdecznie. Doceniam Waszą cierpliwość w czekaniu na post.:-)

Ewa

Uncategorized , , , , , ,

„Martwię się przez Ciebie…”

Maj 25th, 2010

Tytuł tego postu to cytat – właśnie w taki sposób mawia matka do dorosłej córki – jednej z moich znajomych. Są też inne powszechnie używane zwroty, np. „Mam przez Ciebie tyle zmartwień”, “przez Ciebie nie sypiam po nocach, bo się martwię”…

Ja zauważam dwa dość powszechnie występujące stany (sytuacje):

  1. My się martwimy (i zamartwiamy) z jakiegoś powodu,
  2. Inni martwią się o nas (lub co gorsza – przez nas, z naszego powodu).

Martwienie się jest u nas dość często spotykane. Wydaje mi się, że martwienie się to bardzo wygodna postawa wobec życia. Wygodna. :-) Tak, tak. To sposób na życie dający konkretne „korzyści”.

Co dokładnie mam na myśli?

Otóż martwienie się  jest biernym zastępnikiem działania, jest usprawiedliwieniem „nicnierobienia”.  Jest  zwolnieniem się z odpowiedzialności za własne życie. Ucieczką od tej odpowiedzialności i przerzuceniem jej na innych lub na tzw. okoliczności zewnętrzne. Wygodnie. Niesłusznie niekiedy wiąże się je z miłością, odpowiedzialnością, troską, pomocą. Martwienie się nie pomaga! To nie ma nic wspólnego z empatią!

Martwienie się dodatkowo pozwala na manipulowanie otoczeniem poprzez wywoływanie w innych poczucia winy – jak w tytułowym zwrocie – „Martwię się przez Ciebie”. To nic innego jak powiedzenie drugiej osobie: Jesteś odpowiedzialna(y) za to, że jest mi źle, za to, że nie odczuwam radości, etc …

Większość rzeczy, o które się martwimy nigdy nie następuje lub następuje w mniejszym nasileniu, niż w naszych “zamartwionych” wyobrażeniach. Martwienie się jest w takich przypadkach osłabianiem siebie, wydawaniem własnej energii na próżno. Ale jak się martwisz to masz pozory działania.

Jak często się martwisz? O co się martwisz?

  • Martwisz się o zdrowie? Nie martw się tylko zacznij o nie dbać. Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się, ze stracisz pracę? Nie martw się, tylko np.  podnoś swoje kwalifikacje, zabezpiecz sobie „wyjście awaryjne”,  rozmawiaj z przełożonym o Twoim rozwoju, poproś o ocenę Twojej pracy i sugestie, co powinieneś poprawić, żeby ta ocena była lepsza… Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się, ze nie dostaniesz pracy? Zamiast się martwić wykonaj pracę – np. sprawdź, jakie kompetencje są wymagane, określ, czego się powinieneś nauczyć, żeby podnieść swoją atrakcyjność na rynku pracy, etc. Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się o kogoś? Sprawdź, czy możesz pomóc lub czy ktoś może pomóc. I zrób to. Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się, bo brakuje Ci pieniędzy? A czy z martwienia się będziesz ich mieć więcej? Właśnie… Więc zastanów, jak możesz je zarobić, gdzie. Nie martw się, tylko podejmij działanie!

Z faktu martwienia się nie przybywa ani pieniędzy, ani energii do działania, ani zdrowia, ani przyjaciół…  Martwienie się dodatkowo osłabia poczucie własnej wartości. Martwienie się odbiera energię. Martwienie się łatwo może stać się przyzwyczajeniem, sposobem reagowania na trudności. Przestań się zatem martwić, a zacznij zadawać sobie pytanie: “Co mogę zrobić, żeby zmienić daną sytuację”. Stwórz plan i działaj. Szukaj rozwiązań. Rozmawiaj na ten temat. Szukaj sposobów na działanie rzeczywiste, na konstruktywne rozwiązania, a nie na działanie pozorne. Bierność i usprawiedliwienia – to właśnie niesie ze sobą martwienie się. Problemami zajmuj się wtedy, kiedy one już będą rzeczywiste. Nie zajmuj się nimi, gdy są tylko w Twojej głowie, w Twoich wyobrażeniach.

Jeśli natomiast ktoś mówi Ci, że martwi się przez Ciebie, to uciekaj daleko (!), a przynajmniej bardzo uważaj. To oznacza, że ten ktoś próbuje Tobą manipulować, przerzucać na Ciebie odpowiedzialność za swoje samopoczucie, wbijać Cię w poczucie winy i samemu ustawiać się jako skrzywdzony przez Ciebie.  To manipulacyjne i toksyczne.

Życzę, żebyście nie mieli zmartwień, tylko sprawy do załatwienia i nowe pomysły na rozwiązanie różnych spraw i nawet problemów.

To Twoja decyzja, czy będziesz się martwić, czy działać. Tylko Twoja!

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

Język, który wspiera..

Maj 11th, 2010

Niedawno w czasie prezentacji usłyszałam zwrot: „Chciałabym dziś powiedzieć Państwu o…”. Natychmiast pomyślałam: „Chciałabyś czy powiesz o tym?”.

Zaczęłam uważnie słuchać, jakich czasowników używamy w odniesieniu do rzeczy, na których nam zależy, do decyzji, do działań, jakie planujemy, chcemy podjąć etc.

Najczęściej to niestety „miękkie”  i niezobowiązujące zwroty typu:

- Chciałabym nauczyć się tego…
- Chciałbym robić to i to….
- Chciałabym mieć lepszą pracę,
- Chciałbym więcej zarabiać…
- Chciałbym powiedzieć…

To niby takie grzeczniejsze, łagodniejsze… A tak naprawdę to „chcenie” jest w takich zwrotach bardzo małe i obwarowane wieloma cichymi „nie mogę”.

Zwrot typu „chciałbym” ma zupełnie inną moc, niż zwroty typu: „chcę”, „decyduję”, „zrobię to”.

Za słowem „chciałbym” idzie marzenie, a nie decyzja, słabość, a nie pewność. Trudno więc, by taki zwrot dodawał nam sił i mobilizował. Więcej nawet – za zwrotem „chciałbym to i to” niemal automatycznie staje „ale” i prowokuje postawienie szeregu ograniczeń i niemożności wykonawczych.

Za zwrotem „Decyduję,  że…” niemal automatycznie staje działanie – określenie, w jaki sposób będę realizowała swój cel, zadanie.

Jak zatem powinna się zaczynać prezentacja wspomniana na początku? Jak mówić, żeby się wspierać w działaniach i dodawać sobie energii?

Zamiast „Chciałabym dziś powiedzieć Państwu o …” powiedz: „Powiem dziś Państwu…”,  a jeszcze lepiej – „Dziś dowiedzą się Państwo o …”

Zamiast „Chciałabym czytać jedna książkę tygodniowo” powiedz” Decyduję, że przeczytam jedną książkę w tygodniu i zaczynam dziś”.

Zamiast „Chciałabym mieć lepszą pracę” powiedz: „Zdecydowałam zmienić pracę. Moja nowa praca będzie taka a taka. …” I zacznij działać.

Zamiast  „Chciałabym nauczyć się tego…” powiedz: „Chcę umieć to i to, a zatem decyduję uczyć się tego od dziś.” I zacznij działać.

Skup się na celach, zadaniach, a nie na niemożnościach i przeszkodach.  Sposób mówienia może przybliżać do jednego lub drugiego. :-) Nie osłabiaj się poprzez sposób mówienia, a dodawaj sobie mocy i wspieraj w decyzjach.

Jak Wy to widzicie?

Pozdrawiam po przerwie, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

Dla kobiet – zdrowo i z głową

Kwiecień 26th, 2010

Dziś bardzo poważnie, choć nie biznesowo. I szczególnie do kobiet – niezależnie czy masz 18, 20 czy zdecydowanie więcej lat.

Jesteśmy odpowiedzialne za szereg obszarów naszego życia – za nasz rozwój, za nasze finanse, w tym naszą przyszłość finansową, za nasz rozwój intelektualny, zawodowy, za dzieci – jeśli je posiadamy etc. Jest jeszcze jeden obszar, za który jesteśmy w pełni odpowiedzialne – za nasze zdrowie. W codziennym zabieganiu, w wielości zadań, zapominamy o zdrowiu. Przypomina nam o nim czasem katar, czasem ząb. Wtedy doraźnie się ratujemy. Ale to nie oznacza, że odpowiedzialnie dbamy o swoje zdrowie.

Seria pytań sprawdzających (“rachunek sumienia”):

- kiedy ostatnio robiłaś cytologię?
- kiedy ostatnio badałaś piersi sama i kiedy badał Ci je Twój ginekolog?
- kiedy byłaś ostatnio na USG trans-waginalnym?
- kiedy ostatnio robiłaś przegląd stomatologiczny?
- kiedy ostatnio badałaś mocz i krew?
- kiedy badałaś poziom cukru we krwi?

A teraz:

- kiedy ostatnio byłaś u kosmetyczki?
- kiedy ostatnio byłaś u fryzjerki?
- kiedy ostatnio byłaś na przeglądzie samochodu?
- kiedy ostatnio kopiłaś sobie nowy ciuch?

Nie jestem lekarzem. Jestem kobietą, która – jak pewnie każda z nas – chce w dobrym zdrowiu i kondycji dożyć sędziwego wieku, skupiając się na wielu aktywnościach, przyjemnościach, pasjach. Nie mam czasu na co dzień myśleć o swoim zdrowiu i biegać po lekarzach.

Mówienie otwarcie o profilaktyce i zdrowiu kobiety, o koniecznych badaniach – wciąż w naszym kraju bywa wstydliwe, a czasem tabu. Dlatego o tym piszę. W pracy tego raczej nie usłyszysz od szefa ani szefowej, rzadko która koleżanka z pracy podpowie. A ja mam przekonanie, że to, co dla zdrowia zrobisz w ciągu lat – tego nie nadrobisz w dojrzałym wieku czy nagle, gdy zdrowie zacznie szwankować.

Już dziś zaplanujmy nasz zdrowotny kalendarz. Odpowiedzialna kobieta robi „przegląd gwarancyjny” nie tylko samochodu, żeby jeździć nim bezpiecznie, ale przede wszystkim robi przegląd swojego zdrowia i dba o profilaktykę. Bez względu na to, czy ma lat 20 czy 40.

Co według mnie należy do kanonu? (skonsultuj z lekarzem, jeśli masz wątpliwości – ja lekarzem nie jestem, ja tylko z lekarzami rozmawiam i badam się u nich).

- Raz do roku obowiązkowe badanie cytologiczne. 15 minut, 50 zł.
- Raz do roku USG piersi. Jak masz mniej niż 25 lat – możesz sobie pozwolić na to co dwa lata, ale i to lepiej skonsultować z lekarzem. Na wizycie u ginekologa standardowe badanie piersi (upomnij się, jeśli lekarz sam o tym nie powie – to część standardowego badania). 20-30 minut, 100zł -150 zł.
- Wizyta kontrolna u ginekologa – jeśli wszystko jest ok. – raz raz w roku kontrolnie– 30 minut, 120zł -150 zł
- Jeśli  stosujesz antykoncepcje farmakologiczną– nie pozwól, nie zgadzaj się, by jakikolwiek lekarz zapisywał Ci tabletki bez badania ginekologicznego. Zapisujesz się na wizytę – żądaj badania a nie tylko recepty. To konieczne, potraktuj to jako pakiet – nie ma jednego bez drugiego.
- Badania ogólne raz w roku – mocz, morfologia, a  warto też zapytać lekarza o hormony tarczycy, badanie poziomu cukru, o  inne badania stosowne do wieku.  ca 200 zł z wizytą u internisty – na ogół do wykonania bezpłatnie.
- Przegląd stomatologiczny – raz w roku; pół godziny, na ogół w dobrych gabinetach gratis, opcjonalnie ca. 50 zł, plus  ewentualnie czyszczenie kamienia.

Wszystko to możesz robić w ramach ubezpieczenia – jeśli je posiadasz i masz wystarczająco duzo determinacji i czasu, by wytrwać – zapisy, kolejki, odległe terminy…

Roczny koszt przeglądu – około 600 – 700 zł. Czyli średnio 50 – 60 zł miesięcznie. Jeśli odłożysz do pudełeczka z napisem „Moje zdrowie w kolejnych latach” – spokojnie dasz radę.  Bez fryzury można żyć. Bez samochodu też. Bez zdrowia – to już trudno.

Jeśli siedzisz za biurkiem – rób co dwie godziny przerwę na przechadzkę po firmie – chociaż 3-5 minut – przy pracy siedzącej jesteśmy narażone na żylaki. Ruch pozwala ich uniknąć.

Jeden jogurt czy kefir dziennie lub szklanka mleka – pozwala ochronić przez osteoporozą w wieku dojrzałym. Nie da się tego zrobić na zapas albo nadrobić – tkanka kostna wymaga regularnej dbałości. Odwapnienia kości w dojrzałym wieku to poważny problem bardzo wielu kobiet! Możesz tego uniknąć, a przynajmniej złagodzić skutki choroby.

Wiem, że wiesz to wszystko, ale czy dbasz o to i regularnie się badasz?

Ja kilka lat temu określiłam sobie jeden stały dzień, zaznaczyłam w kalendarzu, wpisałam w telefon jako alarm i przypomnienie, wpisałam w kalendarz w komputerze, powiedziałam przyjaciółce, żeby mnie przypilnowała.  Związałam badania z jednym konkretnym dniem i teraz już  pamiętam. Dzień X = Mój Czas Na Zdrowie.

Możesz wybrać każdy dzień – imieniny, urodziny, urodziny dziecka, pierwszy dzień wiosny, święto pracy (czyli dzień po, bo w samo święto poradnie nieczynne), Dzień Niepodległości, Dzień Zwycięstwa  – każdy, nawet datę Rewolucji Październikowej. Byle pamiętać. Im bardziej charakterystyczny dzień – tym łatwiej pamiętać. Ale lepiej wybrać taki dzień, o którym przypominają także media, np. 8 marca – Dzień Kobiet, Dzień Matki…  Wtedy „przez nieuwagę” i „przez zabieganie” z raz do roku nie zrobi się raz na trzy lata…

Możesz umówić się na określony stały dzień ze swoją najlepszą przyjaciółką. Będzie Wam raźniej, a i ją zmobilizujesz. Będziecie sobie przypominać. Każda metoda jest dobra, jeśli jest skuteczna. Stały termin sprzyja pamiętaniu.

Czy możemy się umówić – kobiety, które tu w „Inspiratorium” bywamy – że te podstawowe badania ważne dla każdej z nas już od teraz będziemy wykonywały regularnie? I będziemy na nie odkładały pieniądze co miesiąc do specjalnego pudełeczka? To pudełeczko to też forma zobowiązania się i przypominania :-) I nie będzie wymówki, że “w tym miesiącu nie mam kasy”.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , ,

Podziękowanie „przywraca do życia” dobre rzeczy

Kwiecień 21st, 2010

Pół godziny temu skończyłam rozmowę telefoniczną z osobą, z którą nie miałam kontaktu przez wiele miesięcy. To była bardzo dobra, życzliwa, ciepła rozmowa o wielu różnych aspektach życia, o tym, co w naszych planach, przemyśleniach, marzeniach, etc.

Kiedy rozmowa zbliżała się ku końcowi, zatrzymałam moją rozmówczynię jeszcze na chwilę, by przypomnieć jej w skrócie odległe dość zdarzenia i powiedziałam, jak bardzo i prawdziwie jej dziękuję za tamten czas, za jej odwagę, życzliwe wsparcie, dobro itd. Powiedziałam szczerze, że nie pamiętam, czy miałam okazję wcześniej podziękować , że mam wrażenie, iż odkładałam to na czas osobistego spotkania, jednak to zbyt długo czeka i mam poczucie, że teraz czas to powiedzieć, nawet przez telefon – byle nie odkładać na później.

Moja rozmówczyni  nie ukrywała wzruszenia i radości z tego, co usłyszała, choć – jak powiedziała – czuła to i wiedziała, ale wielką wartość ma dla niej to, że to powiedziałam, że podziękowałam. Że wartość ma to, w jaki sposób to powiedziałam / co powiedziałam, że mogła to usłyszeć.

Podziękowanie (wdzięczność) ma wielką wartość i nie przedawnia się.
Dobro też się nie dezaktualizuje.
To wspaniałe uczucie dla mnie móc dziękować , bo podziękowanie wiąże się z doświadczanym dobrem.
Podziękowanie „dodaje skrzydeł” obu stronom.
Każda okazja jest dobra, by podziękować – nie warto czekać na te szczególne.

Dlaczego o tym piszę? Być może w Twoim otoczeniu dalszym lub bliższym jest ktoś, komu nie miałeś okazji  podziękować, nie pomyślałeś, żeby podziękować, nie umiałeś kiedyś podziękować etc – warto to zrobić teraz. Warto to zrobić w każdym momencie – nawet odległym od zdarzenia.  To  “przywraca do życia” dobre rzeczy, nadaje im nową dodatkową wartość,  buduje głębszą jakość relacji. Coś się dopełnia.

Może to brzmi nieco magicznie, ale cóż, niech tak brzmi….

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , ,

To co dajesz – wraca do Ciebie

Marzec 30th, 2010

Sobota rano, urząd pocztowy na jednym z warszawskich osiedli. Jedno okienko czynne, kolejka spora. Kolejki pilnuje „automat” – należy wydrukować numerek w zależności od tego, co chce się załatwić. Numerek się wyświetla i informuje, do którego okienka należy podejść. Proste. Tak – dla młodego, sprawnego – żaden problem.

Na pocztę weszła drobna Starsza Pani o laseczce. Na poczcie było sporo osób młodych i w średnim wieku, dla których zasady korzystania z usług pocztowych są proste i jasne. Jednak z poczty – jak i z innych podobnych miejsc – korzystają wszyscy, także starsi ludzie, zakłopotani, gdy nie wiedzą, jak sobie poradzić – jak Starsza Pani. Kiedy ona była młoda – stawała w kolejce do okienka. Bez maszyn i numerków. Widać było, że i ta Starsza Pani nie wie, jak się odnaleźć na tej współczesnej poczcie.

- Czy mogę w czymś pani pomóc – zapytałam podchodząc do Starszej Pani.
- Nie wiem w czym – usłyszałam.
- Jeśli mi pani powie, co chce pani załatwić, to będzie mi łatwiej pomóc.
- Chciałam kupić znaczki.

Właśnie wyświetlił się mój numerek, powiedziałam:
- Proszę ze mną podejść do okienka, nie ma potrzeby, żeby czekała pani w kolejce.

Starsza Pani kupiła znaczki i serdecznie mi podziękowała. Nikt nie zareagował, co mnie ucieszyło, bo bywają sytuacje, gdy nawet w odniesieniu do takich starszych osób inni walczą o pierwszeństwo w kolejce.

Pomogłam Starszej Pani. Miałam poczucie, że zrobiłam coś dobrego. Małego, ale dobrego. Wymagało to jedynie uważności i życzliwości. Wyszłam z poczty i poczułam że … Starsza Pani sprezentowała mi coś dobrego. Pozostałam pod wrażeniem jej ciepłego  i subtelnego podziękowania. Nie planowałam tej wizyty na poczcie – ktoś poprosił mnie o przysługę. Inaczej nie spotkałoby mnie to pozytywne doznanie. I mój dzień przez to nabrał innej dynamiki, innych barw.

Skojarzyłam tę sytuację z powiedzeniem, które wielokrotnie słyszałam, że “to co dajesz, to do Ciebie wraca”.  I pewnie coś w tym jest. Jak to działa – nie wiem, ale działa.

Jest wiele okazji w codziennym zabieganym życiu, aby w prosty sposób dawać ludziom dobro, okazywać szacunek. To nic nie kosztuje – poza chwilą uważnej życzliwości.  Warto. Pod każdym względem. Dla innych i dla siebie.  To może być przytrzymanie drzwi do windy, ustąpienie miejsca w tramwaju (coraz rzadsze zjawisko w wykonaniu młodych ludzi, a szkoda), pomoc w takiej sytuacji, jaką opisałam, pomoc w wyjściu z przejścia podziemnego, które jest kiepsko oznakowane…. jest wiele możliwości.

To, w jaki sposób odnosimy się do słabszych czy starszych ludzi, według mnie świadczy o naszej kulturze, wrażliwości, szacunku, jaki mamy dla ludzi i dla siebie. Sprawianie dobra, nawet w malutkich dawkach, dodaje kolorów naszemu życiu. To nas rozwija. Przy okazji mamy szansę pozytywnie się wyróżniać.

Warto zastanowić się, czy  zwracamy uwagę na potrzeby innych? Jak traktujemy słabszych i starszych? Czy odnosimy się do nich z szacunkiem? Kiedy ostatnio bezinteresownie pomogliśmy innej, nieznanej osobie? Czy dajemy ludziom powód do uśmiechu? Czy potrafimy czerpać radość z radości innych? Czy dajemy, rozsiewamy dobro?

Zachęcam. Pozdrawiam

Ewa

Uncategorized , , , , ,

Nie bądź jak tabloid

Marzec 3rd, 2010

Wszyscy znamy tabloidy. Są dostępne w każdym kiosku, w sieci także. Karmią się sensacją, złymi informacjami, żerują na ciekawości ludzkiej, ale przede wszystkim bazują na emocjach – na złych emocjach. Wprowadzają napięcie, poczucie niepewności, zagrożenia, niesprawiedliwości. Jednocześnie często nie przekazują prawdy – dopasowują fragmenty rzeczywistości na potrzeby wywołania skandalu, pobudzenia emocji… Ważne, żeby się działo. Ważne, żeby się sprzedało. Czy po takiej lekturze czujesz się spokojny, myślisz konstruktywnie?

Obok mojego przystanku jest kiosk z gazetami. Przy nim – na specjalnych stojakach eksponowane są codzienne wydania tabloidów. Czekając na autobus z nudów czytałam. Same tytuły przyprawiają o ból głowy. Świat według tabloidów jest niesprawiedliwy, pełen nieuczciwości, niesłusznie bogatych ludzi, co krzywdzą tych biednych. Tabloidy porównują i zmuszają niejako do porównywania się z innymi, budząc złe emocje – zazdrość, poczucie bycia gorszym, krzywdzonym etc.

Jakiś czas temu przestałam zatrzymywać się przy kiosku, omijam tabloidowe publikacje. Zaczęłam natomiast przysłuchiwać się rozmowom w otoczeniu: w autobusie, w pociągu, w pracy, u fryzjera…  Ku mojemu zdziwieniu zauważyłam, że wiele z nich przypomina właśnie tabloidy. Teraz często wtykam słuchawki w uszy i słucham tego, co mi służy.

Przyjrzyj się (posłuchaj) rozmów znajomych, „stań obok siebie” i posłuchaj, jak przebiegają Twoje rozmowy ze znajomymi. Czy przypadkiem nie bazują na plotkach, sensacjach mniejszych i większych, nie „nakręcają” w Tobie lub innych różnych niepokojów, emocji? Sprawdź, o czym toczą się rozmowy w pracy, gdy przerwa na kawę… Przemyśl, czy szeptane w firmie rozmowy to nie są właśnie niepisane tabloidy… Czy je „czytasz”? A może „współredagujesz”?

A ciche, szeptane po kątach informacje  „chodzące po firmie” o tych nowych, co ich mają dopiero przyjąć, o tym, kim są ci już przyjęci, których nawet nie widziałeś? O podwyżkach, co miały być a ich nie ma, o zagrożeniach zwolnieniami… Szeptane kule śnieżne… Zobacz, jak się toczą… Jeśli chcesz wiedzieć – zapytaj swojego szefa. Albo w dziale personalnym. To skuteczne. Bierz informacje ze źródła.

Warto poobserwować, jakimi ludźmi i jakimi informacjami się karmimy i czy przypadkiem – niechętni dostępnym w kioskach tabloidom – nie przyswajamy codziennej dawki szkodliwych emocji od znajomych, od rodziny, od współpracowników. Warto sprawdzić też, na ile uczestniczymy w tworzeniu takiego kontentu, w zbiorowym lub indywidualnym polowaniu na sensację.

Ile czasu i energii pochłaniają takie codzienne szeptania i ile z tego złych emocji… Jak bardzo oddalają od „tu i teraz”, od tego, co naprawdę nas dotyczy i ma rzeczywisty wpływ na nasze życie? Może lepiej iść na kawę z dobrą książką?

W wolnym czasie odpowiedz sobie uczciwie sam przed sobą na kilka pytań:

- Czy w relacjach z innymi ludźmi nie węszysz za sensacją, nie przekazujesz sensacji, nie przenosisz plotek?

- Czy Twoje rozmowy budzą dobre, pozytywne emocje u innych i są dla Ciebie źródłem dobrych emocji?

- Czy rozmawiając o ludziach skupiasz się na ich pozytywnych cechach i wartościach?

- Czy jeśli chodzi o Twoich przyjaciół i znajomych – rozpowszechniasz o nich dobre czy złe wiadomości? Czy  jesteś dla swoich przyjaciół dobrą agencją PR? Czy oni upoważnili Cię do rozpowszechniania informacji o nich?

- Czy aby zabłysnąć i „dobrze się sprzedać” w towarzystwie np. w czasie imprezy, nie przekazujesz tego, co sensacyjne, plotkarskie?

- Czy w Twoim otoczeniu są ludzie – tabloidy, dla których jesteś tylko dostawcą atrakcyjnego kontentu?

Tabloidy to pożeracze czasu i pożeracze dobrej energii. Jakie są Wasze doświadczenia, spostrzeżenia i opinie?

Pozdrawiam Ewa

_______________________________________________________

Okiem PRowca

Szereg lat obserwacji pozwala mi na wysnucie wniosków, że w firmach, gdzie ludzie pracują z pasją i zaangażowaniem i gdzie jest dobra komunikacja pionowa (od zarządu w dół do pracowników), gdzie ludzie czują się doceniani i szanowani, wiedzą o planach firmy, o przyjętej strategii, gdzie zwłaszcza decyzje personalne podejmowane są w oparciu o jasne reguły – tam mniej jest lub wcale nie ma szeptania i tabloidowych emocji.

Tabloidowe tematy wysączają się poza firmę poprzez sfrustrowanych pracowników nie radzących sobie z generowanymi przez otoczenie emocjami. To często po cichu i powoli, niezauważalnie wpływa na pogorszenie reputacji firmy. To także osłabia ludzi, ich entuzjazm, ich chęć działania. Rośnie poczucie niepewności i zagrożenia, a to nie sprzyja efektywnej pracy i twórczym działaniom

Uncategorized , , , , , ,