Archiwum

Posty oznaczone ‘język’

Vivere militare est (?)

Czerwiec 4th, 2011

Wczoraj sprawdzałam różne terminy w kalendarzu i znalazłam info, że  17 czerwca to Światowy Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszą. Zaczęłam zatem sprawdzać, jakie jeszcze walki podkreślamy czy honorujemy  specjalnymi dniami. Znalazłam  m.in. Dzień Walki z Analfabetyzmem, Dzień Walki z Otyłością, Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem,  Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem. Zaczęłam z ciekawości  „googlować’  i do tego doszły : dzień walki z depresją, dzień walki z AIDS, walki z anoreksją,  walki z bezrobociem, walki z dyskryminacją, dzień walki z głodem,  z homofobią ,  z hałasem, z narkomanią, dzień walki z ubóstwem, dzień walki ze stresem.

Idąc dalej w swoich poszukiwaniach znalazłam: walka o pokój, walka o władzę, walka o stanowisko, walka o prawa obywatelskie, o przyjaźń, o związek,  o ukochaną, o kulturę, o nasze szczęście, walka o zdrowe i piękne włosy, walka firmy o sukces rynkowy, walka o lepsze wyniki, walka o relacje, walka z trudnościami, walka ze słabościami …. To rzecz jasna nie wszystkie walki…

Rozbawiła mnie „walka ze stresem” bo uświadomiłam sobie, że stres jest nierozłączny jeśli chodzi o walkę!  Z kolei walka z otyłością,  to nic innego, jak działania na rzecz zdrowego stylu życia i odżywiania.  „Walka o kulturę” – kultura jako efekt walki? Trofeum wojenne?  Pomyślałam, że walka staje się swoista kulturą naszych czasów.  Zamiast „walki o zdrowe i piękne włosy” proponuję dbałość o włosy i zdrowie.  Zamiast Dnia Walki z Hałasem proponuję Dzień Ciszy.  Zamiast walki z chorobami, proponuję skupienie się na ich leczeniu, profilaktykę, działania prozdrowotne, wzmacnianie ludzi chorych, dodawanie im dobrej energii, wiary, siły, motywowanie do zmiany szkodliwego stylu życia etc. Nie walczmy o lepsze samopoczucie, o lepsze relacje – dbajmy raczej o nasze dobre samopoczucie, budujmy dobre relacje. Słowo „walka” wyklucza istnienie dobrej relacji! Wyklucza związek, a przecież powszechne jest powiedzenie, że o związek warto walczyć. Słowo „walka” jest po przeciwnej stronie do „budowania”, „tworzenia”, „rozwoju”, “pomagania”.

Jak można walczyć o pokój? Przecież sam ten zwrot wyklucza możliwości pokojowych rozwiązań, bo skoro sam walczysz, to dajesz walkę a nie pokój, niszczysz pokój – nie ma tu miejsca na pokój!  Matka Teresa z Kalkuty podobno regularnie odmawiała udziału i wiązania się z jakimikolwiek akcjami pod szyldem „walki o pokój” i ubolewała, że ludzie walczą o pokój, zamiast  działać na rzecz pokoju, bo wtedy mogłaby się dopiero do tego przyłączyć.

Jak chcesz wałczyć z analfabetyzmem? Zabijesz brak? Analfabetyzm to brak – brak umiejętności czytania i pisania. Walka z  głodem,  to kolejny przykład walki z brakiem (jedzenia).  Absurd? Tak. Bo zwrot niesie niewłaściwe przesłanie. Zamiast dnia walki z analfabetyzmem powinien być czas nauki czytania. Zamiast walki z głodem powinno być dostarczanie jedzenia, karmienie. Walka z brakiem skupia na braku, a nie na działaniach których celem jest dostatek. To jak wałczyć z brakiem pieniędzy zamiast zarabiać pieniądze! Skup się na zarabianiu, a nie na braku.

Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak znalezione w sieci: „Walcz z samym sobą” i „Życie to wielka walka z trudnościami”.

Walczyć z sobą samym? Przecież nie jestem swoim wrogiem. Mam agresywnie działać przeciwko sobie? Żeby się zniszczyć, pokonać? Może jednak nie walcz ze sobą. Rozwijaj się, dokształcaj, dbaj o harmonię, czyń dobro, twórz, buduj, wzmacniaj…

Walka to agresja, to przemoc, to napięcie, brak harmonii!  lepiej skup się na działaniu nieagresywnym – wspieraniu, uczeniu propagowaniu, dostarczaniu, uświadamianiu, etc. Skup się na efekcie pozytywnym, na dobrym celu.

Zobacz, jak inna jest energia w zwrotach: działanie na rzecz.., troska o… , starania o.. , dbałość o.. , rozwój czegoś.., wsparcie dla .. . budowanie czegoś… A te właśnie zwroty mogłyby w każdym z tych przypadków zostać wpisane w miejsce słowa „walka”.

Jeśli przyjąć, że nasze życie jest na miarę naszych najgłębszych przekonań i oczekiwań (często nieuświadomionych), które realizujemy, a język jest jedynie wyrazem tychże, to… popatrz, jak mówisz i popatrz, jak żyjesz…  Jeśli Twoje życie to walka, to zawsze znajdzie się jakiś wróg,  znajdziesz go, żeby walczyć. Jak go nie będzie, to go stworzysz, bo sensem Twojego życia będzie walka.
Zamiast skupiać się na wrogach – proponuję skupiać się na przyjaciołach i na tym, co dobre, na budowaniu.

Spodobało mi się to, co znalazłam na stronie Wałbrzyskiego Klubu Aikido:  ”Myśl o tym, aby nieść pokój ludziom na całej ziemi, a nie o tym, by nabrać siły i gromić zastępy wrogów.” W innym miejscu w sieci znalazłam to : „ Nie walcz z wiatrem, rozłóż ręce i spróbuj dzięki niemu szybować”.

Jestem przekonana, że życie jest lżejsze, łatwiejsze, piękniejsze i wartościowsze, gdy nie walczymy, a podejmujemy działania pokojowe. W każdej sferze. Warto zdjąć rękawice.

Pozdrawiam, Ewa

PS.

Tytuł tego  postu to sentencja Seneki Młodszego – Życie jest walką.
Mnie bardziej odpowiada życie, które jest pokojem, harmonią i wzrostem.

Uncategorized , , , , , , , , ,

Puste nakrycie na wigilijnym stole

Grudzień 23rd, 2010

Puste nakrycie na wigilijnym stole ma w polskiej tradycji podwójną symbolikę:

1.       Wyraz pamięci o zmarłych (nowsze – jako wyraz pamięci o żyjących ale w tym dniu z nami nieobecnych),

2.       Wyraz gotowości przyjęcia wędrowców, niespodziewanych gości i zaproszenia ich do wspólnej wieczerzy wigilijnej.

W wielu domach to nakrycie jest ustawiane na stole i mam przekonanie, ze ustawiane ze świadomością tej podwójnej symboliki. Ja nie ustawiam tego pustego nakrycia. Dlaczego? Nie chcę pustej symboliki. Ani przy wigilijnym stole, ani w żadnym innym momencie życia. Zważam na tradycje, ale nie hołduję jej bezrefleksyjnie.

O zmarłych pamiętam, choć szczęśliwie ważni dla mnie ludzie żyją. Nie zawsze mogą lub nie zawsze chcą być obecni w tym dniu ciałem ze mną przy jednym stole (mają np. inne własne plany), ale mam ich w sercu, myślach, pamięci i wyrażam to poprzez kontakt choćby telefoniczny, codzienną dbałość o relacje i o ich potrzeby – rzecz jasna – na miarę moich możliwości. Jestem w tym prawdziwa, nie na pokaz. Nie mam zatem potrzeby wystawiania pustego nakrycia w tym kontekście i nie robię tego dla samego utrzymania tradycji. Nie czuję potrzeby manifestowania tej pamięci w taki sposób.

Jeśli chodzi o drugi punkt – już dawno uświadomiłam sobie, że wystawianie pustego nakrycia jako symbolu takiej mojej gotowości byłoby z gruntu fałszywe. Bo o ile przyjęłabym do stołu znajomych i przyjaciół niespodziewanie stających w drzwiach mojego domu (choć nie lubię takich niespodzianek), o tyle jestem też przekonana, że nie przyjęłabym obcych, nieznajomych, zabłąkanych wędrowców, nie przyjęłabym bezdomnego, etc. Nie wartościuję, czy to dobrze czy źle, bo nie o to teraz chodzi. Nie chcę też zagłębiać sie w uzasadnianie tego.

Znałam (teraz nie mam kontaktu, zatem nie wiem jaki jest stan aktualny) tylko jednego człowieka, który – gdy przychodził do niego żebrak, bezdomny – zapraszał go do domu, umożliwiał wykapanie się, prał jego odzież, dawał czysty ręcznik, przybory toaletowe, wyjmował swoje ubranie i dawał czyste, zapraszał do stołu. Zatem to możliwe. Dla mnie jednak nie – z różnych względów nie do zrobienia.  Nie chcę zatem stwarzać za pomocą symbolu nieprawdziwego obrazu, nie chcę  deklaracji bez pokrycia. Jestem oczywiście gotowa podać jedzenie, nawet wystawić nakryty stolik na klatkę schodową, podzielić się każdym jedzeniem, oddać ubrania (jednak nie każde i nie wszystkie), ale nie zaproszę zaniedbanego, nieznajomego bezdomnego  do wspólnego stołu. Ta symbolika pustego nakrycia byłaby zatem w moim przypadku deklaracją bez pokrycia – fałszem. To jak zobowiązanie, o którym wiem już na starcie, że go nie dopełnię. Po co zatem się obligować? Dla podtrzymania tradycji? Nie.

Jestem zwolenniczką hołdowania  tradycji, ale w sposób pogłębiony własną refleksją, z zachowaniem spójności pomiędzy znakiem (widoczna oznaką – jak ten pusty talerz), a tym, co ów znak, oznaka symbolizuje (tu – owa gotowość ) tak naprawdę w moim życiu. Lub takiej, która nie jest obligacją do określonego działania.

Według mnie symbole, których używamy powinny być spójne z naszym życiem -  z naszą postawą, działaniem. To dotyczy nie tylko aktualnych świąt, a wielu innych symboli. Może warto przy okazji świąt zastanowić się nad różnymi symbolami w naszym życiu. Nad ich znaczeniem dla nas, ich rolą w naszym życiu, wagą dla nas i dla innych z naszego otoczenia, a także odpowiedzialnością  z tytułu używania symboliki – nic nie wart jest symbol czy znak, za którym stoi… pustka lub fałsz.

Odróżniam symbole od dekoracji. :-) Dla mnie symbol to określona deklaracji lub oznaka określonego stanu. To szczególny język, komunikat, jaki przekazuję otoczeniu. I chcąc być wiarygodną i spójną – powinnam być gotowa tę deklarację wypełnić, jeśli zajdzie potrzeba.  Jeśli nie jestem – nie manifestuję tego zewnętrznymi oznakami, żeby nie być jak wydmuszka. By być w prawdzie – przed sobą i innymi, by po prostu nie kłamać.  A przynajmniej bardzo się staram, żeby tak było. :-)

A jak jest z Waszymi deklaracjami-symbolami?

Pozdrawiam,

Ewa

Uncategorized , , , , , , ,

Stop wojennej retoryce

Sierpień 19th, 2010

Pokonać, zwyciężyć, walczyć, zawalczyć, wywalczyć, zadziałać, podejść (domyślnie : przeciwnika), zmiażdżyć (przeciwnika), przywalić, dokopać, nie dać się, ustąpić pola, oddać pole, przegrać bitwę a wygrać wojnę, strategia, manewry, wygrana-przegrana, przegrana-wygrana, wygrana-wygrana, polec, wytrwać, odeprzeć atak, partyzantka, uzbroić się w .. (cierpliwość, argumenty etc), agresywnie, przeczekać,  zawrzeć pokój – te zwroty nie pochodzą z opisów bitew, manewrów bojówek ani z walk grup osiedlowych, a z biura, z rozmów znajomych, z  wygłaszanych czy pisanych tekstów dotyczących negocjacji, spotkań z klientami, rozmów o pracy zespołu, z mediów, które opisują tym językiem nie tylko relacje z walk…

Negocjacje to dla wielu okazja i przestrzeń do toczenia bitwy, odreagowywania, pokazywania władzy i sily. Co ciekawe – tak do tego wiele osób nawykło, że dotyczy to nie tylko sytuacji biznesowych, ale i relacji bardzo rodzinnych i – nazwijmy – partnerskich. I choć bardzo wiele osób negocjujących (w różnych sytuacjach i różne rzeczy – niekoniecznie potężne kontrakty) wie, że dobrze gdy jest “win-win” (nie zawsze zastanawiając się, co to w praktyce oznacza), to nadal w toku przygotowań i rozmów po spotkaniach ta retoryka wojenna jest obecna. Ta niemal  akceptowana powszechnie retoryka, to retoryka bitwy a nie porozumienia. To retoryka agresji i obrony, a nie ustalania wzajemnych potrzeb, korzyści i rozwiązań. Jak więc zachować spokój i postawę dialogu i porozumienia, jeśli język jest pełen przemocy i nie wspiera procesu porozumienia, a nakręca agresję?

Ta retoryka jest wszechobecna, zaczyna się rozlewać na wiele obszarów – od świata polityki, poprzez media, po szkoły, ośrodki zdrowia, a nawet szpitale, gdzie np. zamiast diagnozować i leczyć, walczy się o życie, przetrwanie, pieniądze. Jeśli nie wojenna retoryka – to magiczne słowo kompromis… Słowo, które oznacza, że każda ze stron z czegoś rezygnuje, żeby obie były zadowolone. Słyszycie to? Ja rezygnuję, żeby druga strona była zadowolona, druga strona rezygnuje, żebym ja była zadowolona. Rezygnacja, strata, oddanie czegoś – to ma przynieść satysfakcje obu stronom?

A może po prostu spotkajmy się i wspólnie poszukajmy rozwiązań, które są korzystne dla obu stron i zgodne z potrzebami. Nikt nie będzie musiał walczyć, nikt nie musi przegrać, nie ma kompromisu, który sprawia, że tak naprawdę żadna ze stron nie jest w pełni zadowolona…

Retoryka wojenna, czy tego chcemy czy nie, powoduje napięcie i agresję. Możemy w najbliższym otoczeniu to zmieniać – zaczynając od siebie. Kompromisy przyzwyczajają z kolei do tego, żeby akceptować sytuacje niesatysfakcjonujące i powodujące niedosyt.

Posłuchajcie siebie samych, swojego otoczenia, tego, czym na co dzień się „karmicie” – ile jest w tym wojny, a ile spokoju, harmonii, chęci zrozumienia, etc. Może warto zacząć od siebie i przestać „się zbroić” ?

W zbroi nie jest dobrze ani wygodnie iść przez życie. I w zbroi trudno się pochylić nad sprawa, człowiekiem, potrzebą. I w zbroi trudno wyciągnąć ku górze szyję i popatrzeć na niebo, gwiazdy i marzyć.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

Język, który wspiera..

Maj 11th, 2010

Niedawno w czasie prezentacji usłyszałam zwrot: „Chciałabym dziś powiedzieć Państwu o…”. Natychmiast pomyślałam: „Chciałabyś czy powiesz o tym?”.

Zaczęłam uważnie słuchać, jakich czasowników używamy w odniesieniu do rzeczy, na których nam zależy, do decyzji, do działań, jakie planujemy, chcemy podjąć etc.

Najczęściej to niestety „miękkie”  i niezobowiązujące zwroty typu:

- Chciałabym nauczyć się tego…
- Chciałbym robić to i to….
- Chciałabym mieć lepszą pracę,
- Chciałbym więcej zarabiać…
- Chciałbym powiedzieć…

To niby takie grzeczniejsze, łagodniejsze… A tak naprawdę to „chcenie” jest w takich zwrotach bardzo małe i obwarowane wieloma cichymi „nie mogę”.

Zwrot typu „chciałbym” ma zupełnie inną moc, niż zwroty typu: „chcę”, „decyduję”, „zrobię to”.

Za słowem „chciałbym” idzie marzenie, a nie decyzja, słabość, a nie pewność. Trudno więc, by taki zwrot dodawał nam sił i mobilizował. Więcej nawet – za zwrotem „chciałbym to i to” niemal automatycznie staje „ale” i prowokuje postawienie szeregu ograniczeń i niemożności wykonawczych.

Za zwrotem „Decyduję,  że…” niemal automatycznie staje działanie – określenie, w jaki sposób będę realizowała swój cel, zadanie.

Jak zatem powinna się zaczynać prezentacja wspomniana na początku? Jak mówić, żeby się wspierać w działaniach i dodawać sobie energii?

Zamiast „Chciałabym dziś powiedzieć Państwu o …” powiedz: „Powiem dziś Państwu…”,  a jeszcze lepiej – „Dziś dowiedzą się Państwo o …”

Zamiast „Chciałabym czytać jedna książkę tygodniowo” powiedz” Decyduję, że przeczytam jedną książkę w tygodniu i zaczynam dziś”.

Zamiast „Chciałabym mieć lepszą pracę” powiedz: „Zdecydowałam zmienić pracę. Moja nowa praca będzie taka a taka. …” I zacznij działać.

Zamiast  „Chciałabym nauczyć się tego…” powiedz: „Chcę umieć to i to, a zatem decyduję uczyć się tego od dziś.” I zacznij działać.

Skup się na celach, zadaniach, a nie na niemożnościach i przeszkodach.  Sposób mówienia może przybliżać do jednego lub drugiego. :-) Nie osłabiaj się poprzez sposób mówienia, a dodawaj sobie mocy i wspieraj w decyzjach.

Jak Wy to widzicie?

Pozdrawiam po przerwie, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

O “spędzaniu” czasu

Marzec 13th, 2010

Słowo “spędzać” (“spędzić”) kojarzy mi się z pozbywaniem się czegoś, przepędzaniem, gonieniem, wypędzaniem, wyganianiem, a nie z doświadczaniem, przeżywaniem, ubogacaniem się, rozwojem… “Spędzić czas”, to jak “Spędzić psa z kanapy”. Był tu i go nie ma:-).

Jak spędzasz wolny czas?  Ile czasu spędzasz nad książkami? Spędziłem weekend z rodziną. – na co dzień używamy takich zwrotów i są one językowo poprawne. Ja ich nie lubię. Kiedyś (dawno, dawno temu) mawiało się “spędzić płód”, co oznaczało aborcję (a dokładniej – doprowadzenie do poronienia) .

Nie pozbywaj się czasu, tylko go przeżywaj. Nie spędzaj go, tylko wykorzystuj w dobry dla Ciebie sposób. Czasem się mówi: “robiłem to dla zabicia czasu”… Nie zabijaj go, ale ciesz się nim.

Jak zatem radzić sobie na poziomie języka? Poniżej kilka podpowiedzi:

- Spędziłam wieczór przed TV. -> To akurat bardzo adekwatna odpowiedź, bo w większości przypadków siedzenie przed TV pozbawia nas czasu, a korzyści z tego mizerne . :-)

- Spędziliśmy nad tym projektem wiele czasu. -> według mnie lepiej powiedzieć np. : Ten projekt wymagał od nas wiele pracy i czasu lub Ten projekt był czasochłonny.
- Spędziłem czas w bibliotece. ->Ta odpowiedź  przekonuje mnie tylko wówczas, jeśli bezproduktywnie siedziałeś między regałami :-) ; jeśli czytałeś lub uczyłeś się – powiedz o tym:  Byłam w bibliotece i uczyłam się ….  lub Byłem w bibliotece i czytałem ciekawe książki (tu przy okazji otwierasz możliwość rozmowy o tym, co czytasz, czym się interesujesz).
- Siedziałem w domu. -> Czyli nic nie robiłeś tylko siedziałeś? Wiem, że w skrócie chcesz przekazać, że nigdzie nie wychodziłeś. Ale to nie jest budujący komunikat. Jeśli nie przesiedziałeś bezczynnie popołudnia, to lepiej powiedz: byłem w domu albo zajmowałem się sprawami domowymi. To otwiera możliwość rozmowy o tym, co robiłeś będąc w domu.

Taka zmiana sposobu komunikowania o tym, jak przeżywasz swój czas i czego doświadczasz (a nie “spędzasz” czas) pozwoli Ci zobaczyć, czym się karmisz, jak wykorzystujesz czas, a dodatkowo pozwoli wyeksponować to, co robisz. Otwiera możliwość głębszej rozmowy, chociażby o zainteresowaniach.

Prawie każdy możne powiedzieć Spędziłem X godzin w pracy. Powiedzenie spędziłem w pracy cały dzień nie przekonuje mnie o tym, że to był konstruktywnie wykorzystany czas. Ja nie spędzam czasu w pracy, ja w pracy… pracuję, robię ciekawe i pożyteczne rzeczy, czasem mniej ciekawe ale potrzebne. Lepiej powiedzieć: Wczoraj miałem bardzo intensywny dzień, pracowałem do późnego wieczora, ale dzięki temu skończyłem ważny projekt.

Zamiast Spędziłem święta u Rodziców lepiej gdy mówisz Przeżywałem te święta wspólnie z Rodzicami / u Rodziców.

Zamiast Spędziłem wieczór z rodziną lepiej powiedzieć Wieczór przeżywałem w towarzystwie rodziny.

Słyszycie różnicę? Zauważacie ją?

Używanie języka w sposób świadomy może nas pozytywnie wyróżniać. Nie mówię, by w ogóle nie używać słowa “spędzać”. Zachęcam, by używać świadomie, a jeśli można – zamiennie, eksponując naszą aktywność, rozwój, pasje, zainteresowania. To może w wielu sytuacjach zmienić sposób postrzegania nas przez innych, a także zmienić nasz sposób myślenia o nas samych.

To, jak zadajemy pytania  wiele o nas mówi. Od tego, jak zadamy pytanie, zależy odpowiedź, jaką usłyszymy. Zamiast pytać znajomego, jak spędzi wakacje, zapytaj, co planuje robić w czasie wakacji lub jakie ma plany na wakacje. Zamiast pytać dziewczynę, jak chce spędzić wieczór, zapytaj, jak chce przeżyć ten wieczór lub czy ma plany na ten wieczór.

Jestem ciekawa Waszych opinii.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , ,

Raz się uda, a raz nie… O języku polskim cz. 2

Luty 14th, 2010

Pamiętam ze studiów, jak z sali egzaminacyjnej wychodzili szczęśliwi ludzie i podekscytowani szeptali do oczekujących przed salą:  ”Zdałam! Nie umiałam wszystkiego, ale się udało! Tobie też się uda!”, „Udało się, zdałam, dostałam łatwe pytania!”, „Zdałem, udało się! Trafiłem w pytania. A byłem przekonany, że nie zdam…”. Nie mogę natomiast przypomnieć sobie, by ktoś wyszedł i powiedział: „Byłem bardzo dobrze przygotowany i udało mi się zdać!”.

Czy zwróciliście uwagę, w jakich kontekstach i jak często mówicie lub słyszycie „Udało się”, „Udało mi się”? Ja słyszę to bardzo często, mówię znacznie rzadziej. Dlaczego? „Udało się” stosuję na ogół w sytuacjach, gdy nie miałam wpływu na efekt, gdy był on dziełem przypadku, szczęścia, a nie wynikiem moich konkretnych działań, przemyślanych, świadomych decyzji, konkretnych umiejętności. Zwrot „udało mi się” osłabia moją rolę, mój wpływ na efekt. Daje on też otoczeniu informację, że kolejny raz w podobnej sytuacji może się nie udać.

W zdaniu „Udało mi się poprowadzić bardzo dobrą prezentację.” przekazuję dwie informacje:

- Informacja 1 – prezentacja była bardzo dobrze poprowadzona.

- Informacja 2 – kolejny raz może się to nie powtórzyć, bo było to przypadkowe.

W zdaniu: „Poprowadziłam bardzo dobrą prezentację dzięki dobremu przygotowaniu,  moim umiejętnościom i doświadczeniu.” także przekazuję kilka informacji:

- Informacja 1 – prezentacja była bardzo dobrze poprowadzona (identycznie jak w poprzednim przypadku).

- Informacja 2 – potrafię to powtórzyć, bo jestem kompetentna, bo się przygotowuję, bo mam doświadczenie, bo mam umiejętności i jestem tego świadoma.

Wyobraźcie sobie teraz, że staracie się o dobrą pracę i na rozmowie kwalifikacyjnej na pytanie o sukcesy odpowiadacie:

- „Udało mi się osiągnąć najlepszy w regionie wynik sprzedaży…”

- „Udało mi się tak pokierować zespołem projektowym, że odniósł on sukces….”

A teraz odpowiadacie inaczej (proponuję wypowiedzieć na głos i usłyszeć te zdania):

- „Osiągnęłam najlepszy w regionie wynik sprzedaży dzięki mojemu zaangażowaniu, dobrej komunikacji i doświadczeniu…”

- „Zespół, którym kierowałam, odniósł sukces dzięki mojemu doświadczeniu i umiejętnościom kierowania złożonymi projektami…”

Widzicie różnicę? Komu chętniej pracodawca da odpowiedzialne zadanie? Kogo chętniej zatrudni? Uwaga: efekty oraz przyczyny należy podawać prawdziwe. :-)

Nie umniejszajcie swojej roli, swojej zasługi, swoich kompetencji przy użyciu pozornie niewinnego czasownika. Umacniajcie swój wizerunek. Język jest tu bardzo pomocnym narzędziem.

Zwrot „udało się” wskazuje na  efekt i jednocześnie na … przypadkowość. To tak, jakby mówić: Dziś mi się udało, ale to kwestia przypadku, zrządzenia losu, szczęście… Nie wiem, czy uda mi się następnym razem, więc … nie możesz mi ufać w tej kwestii :-)

Co o tym sądzicie? Jakie są Wasze spostrzeżenia?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , ,

Jakby sukces jakby specjalisty… O języku polskim cz. 1

Luty 5th, 2010

Wspominałam w jednym z postów, że przygotowuję tekst o języku polskim. Doszłam jednak do wniosku, że lepiej będzie, jeśli opublikuję kilka krótszych postów. Dziś część pierwsza. :-) Kolejne są w przygotowaniu.

Kilka dni temu oglądałam program telewizyjny, w którym wypowiadali się znani i mniej znani ludzie. Oto co wynotowałam w ciągu niespełna 15 minut:

- „Sława jakby nie zmieniła go.”
- „Jest to jakby przekraczanie barier (…)”
- „Jestem aktorką i jakby ciało jest też narzędziem (…)”
- „Jestem człowiekiem młodym, przed którym życie jakby się otwiera (…)”
- „Jakby wydaje mi się (…)”
- „(…) jakby leczenie zależało tylko ode mnie.”

Niedawno usłyszałam zwrot „jakby prezentacja”.  Powiedziała to osoba chcąca spotkać się z uznaniem słuchaczy i zaprezentować się jako ekspert. Pomyślałam natychmiast: ” To może darujmy sobie tę „jakby prezentację” i spotkajmy się, kiedy gotowa będzie prawdziwa, porządna prezentacja…” Po kilku kolejnych „jakby” nie mogłam się skupić na treści wystąpienia. Z zaciekawieniem i ze skrywanym rozbawieniem czekałam na kolejne „jakby”. O prelegencie trudno mi było myśleć jako o ekspercie.

„Jakby” osłabia sens, znaczenie słowa, do którego się odnosi. „Jakby sukces”, to coś, co przypomina sukces, ale nim nie jest. „Jakby otwarcie”, to nie to samo co otwarcie.  „Jakby życie” to nie życie. „Jakby ekspert” to nie ekspert.

„Jakby”, a robi różnicę. :-)

Specjaliści wskazują na metatekstowe funkcje owego „jakby”. Użycie tego słowa ułatwia wycofanie się z wypowiedzi, jest w pewnym sensie asekuracją:

- Powiedział Pan, że to przekraczanie barier, a ja się z tym nie zgadzam.
- Nie, ja powiedziałem „jakby przekraczanie granic”. Chodziło mi tak naprawdę nie o przekraczanie granic, ale …

Mam jednak przekonanie, że w większości przypadków używamy tego słowa całkowicie bezrefleksyjnie i nieświadomie, nawykowo. Używamy go, kiedy nie wiemy, co chcemy powiedzieć, kiedy brakuje nam słów  etc.  To rodzaj „wypełniacza”.

Przyjrzyjmy się, jak mogą brzmieć cytowane wyzej fragmenty wypowiedzi, gdy pozbawimy je owego „jakby” lub w jego miejsce wstawimy inne słowo:

- „Sława wcale go nie zmieniła.” [skorzystałam z okazji i przestawiłam też zaimek]
- „Jest to wyraźne przekraczanie barier (…)”
- „Jestem aktorką i moje ciało jest też narzędziem (…)”
- „Jestem człowiekiem młodym, przed którym życie dopiero się otwiera (…)”
- „Wydaje mi się (…)”
- „(…) Leczenie zależało tylko ode mnie.”

Czy nie brzmi to lepiej? Czy wypowiedź nie jest bardziej spójna, konkretna, zdecydowana? Wyeliminowanie tego słowa (wyeliminowanie złego nawyku językowego) polepszy nasz wizerunek. Jeśli jesteśmy specjalistami w określonej dziedzinie, to mówmy jak specjalista, a nie jak „jakby” specjalista.

Słuchajcie się nawzajem, sprawdzajcie, czy sami nie używacie słowa „jakby” w niewłaściwy sposób. Świadome i celowe używanie języka polskiego jest szczególnie ważne w czasie wystąpień publicznych, wywiadów, a także np. w czasie rozmów rekrutacyjnych. Proponuję zacząć polowanie na „jakby”. To może być dobrą zabawą.

Co o tym myślicie? Czy takie informacje są dla Was przydatne?

Czy Wasze obserwacje są podobne do moich?

Jakby pozdrawiam ;-)

Ewa

_______________________________________________________

Okiem PRowca

Zwracamy uwagę swoim wyglądem, zachowaniem oraz tym, co mówimy i w jaki sposób mówimy. Język, jakiego używamy, wiele o nas mówi. Za nas mówi:-) Ubiór znacznie łatwiej zmienić niż sposób wypowiadania się. Ważne zatem, by jak najszybciej eliminować wszelkie złe nawyki językowe. One osłabiają przekaz i tym samym osłabiają nasz wizerunek.
Jeśli zadbamy o poprawną i ładną polszczyznę, to będziemy się pozytywnie wyróżniać.
Język jest wizytówką. Ważnym elementem budowania wizerunku specjalisty, eksperta, człowieka wykształconego.

Uncategorized , , , , ,