Archiwum

Posty oznaczone ‘manipulacja’

„Martwię się przez Ciebie…”

Maj 25th, 2010

Tytuł tego postu to cytat – właśnie w taki sposób mawia matka do dorosłej córki – jednej z moich znajomych. Są też inne powszechnie używane zwroty, np. „Mam przez Ciebie tyle zmartwień”, “przez Ciebie nie sypiam po nocach, bo się martwię”…

Ja zauważam dwa dość powszechnie występujące stany (sytuacje):

  1. My się martwimy (i zamartwiamy) z jakiegoś powodu,
  2. Inni martwią się o nas (lub co gorsza – przez nas, z naszego powodu).

Martwienie się jest u nas dość często spotykane. Wydaje mi się, że martwienie się to bardzo wygodna postawa wobec życia. Wygodna. :-) Tak, tak. To sposób na życie dający konkretne „korzyści”.

Co dokładnie mam na myśli?

Otóż martwienie się  jest biernym zastępnikiem działania, jest usprawiedliwieniem „nicnierobienia”.  Jest  zwolnieniem się z odpowiedzialności za własne życie. Ucieczką od tej odpowiedzialności i przerzuceniem jej na innych lub na tzw. okoliczności zewnętrzne. Wygodnie. Niesłusznie niekiedy wiąże się je z miłością, odpowiedzialnością, troską, pomocą. Martwienie się nie pomaga! To nie ma nic wspólnego z empatią!

Martwienie się dodatkowo pozwala na manipulowanie otoczeniem poprzez wywoływanie w innych poczucia winy – jak w tytułowym zwrocie – „Martwię się przez Ciebie”. To nic innego jak powiedzenie drugiej osobie: Jesteś odpowiedzialna(y) za to, że jest mi źle, za to, że nie odczuwam radości, etc …

Większość rzeczy, o które się martwimy nigdy nie następuje lub następuje w mniejszym nasileniu, niż w naszych “zamartwionych” wyobrażeniach. Martwienie się jest w takich przypadkach osłabianiem siebie, wydawaniem własnej energii na próżno. Ale jak się martwisz to masz pozory działania.

Jak często się martwisz? O co się martwisz?

  • Martwisz się o zdrowie? Nie martw się tylko zacznij o nie dbać. Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się, ze stracisz pracę? Nie martw się, tylko np.  podnoś swoje kwalifikacje, zabezpiecz sobie „wyjście awaryjne”,  rozmawiaj z przełożonym o Twoim rozwoju, poproś o ocenę Twojej pracy i sugestie, co powinieneś poprawić, żeby ta ocena była lepsza… Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się, ze nie dostaniesz pracy? Zamiast się martwić wykonaj pracę – np. sprawdź, jakie kompetencje są wymagane, określ, czego się powinieneś nauczyć, żeby podnieść swoją atrakcyjność na rynku pracy, etc. Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się o kogoś? Sprawdź, czy możesz pomóc lub czy ktoś może pomóc. I zrób to. Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się, bo brakuje Ci pieniędzy? A czy z martwienia się będziesz ich mieć więcej? Właśnie… Więc zastanów, jak możesz je zarobić, gdzie. Nie martw się, tylko podejmij działanie!

Z faktu martwienia się nie przybywa ani pieniędzy, ani energii do działania, ani zdrowia, ani przyjaciół…  Martwienie się dodatkowo osłabia poczucie własnej wartości. Martwienie się odbiera energię. Martwienie się łatwo może stać się przyzwyczajeniem, sposobem reagowania na trudności. Przestań się zatem martwić, a zacznij zadawać sobie pytanie: “Co mogę zrobić, żeby zmienić daną sytuację”. Stwórz plan i działaj. Szukaj rozwiązań. Rozmawiaj na ten temat. Szukaj sposobów na działanie rzeczywiste, na konstruktywne rozwiązania, a nie na działanie pozorne. Bierność i usprawiedliwienia – to właśnie niesie ze sobą martwienie się. Problemami zajmuj się wtedy, kiedy one już będą rzeczywiste. Nie zajmuj się nimi, gdy są tylko w Twojej głowie, w Twoich wyobrażeniach.

Jeśli natomiast ktoś mówi Ci, że martwi się przez Ciebie, to uciekaj daleko (!), a przynajmniej bardzo uważaj. To oznacza, że ten ktoś próbuje Tobą manipulować, przerzucać na Ciebie odpowiedzialność za swoje samopoczucie, wbijać Cię w poczucie winy i samemu ustawiać się jako skrzywdzony przez Ciebie.  To manipulacyjne i toksyczne.

Życzę, żebyście nie mieli zmartwień, tylko sprawy do załatwienia i nowe pomysły na rozwiązanie różnych spraw i nawet problemów.

To Twoja decyzja, czy będziesz się martwić, czy działać. Tylko Twoja!

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

O wartościach i decyzjach… zadanie na wolną chwilę

Kwiecień 3rd, 2010

Inspiracja do napisania tego postu płynie z dwóch źródeł: to  komentarz zamieszczony na tym blogu przez katwer (boldowanie moje):

„W wielu momentach naszego życia rezygnujemy z ważnych wartości w imię chwilowego zysku

i uwaga, że każdy sam powinien sobie odpowiedzieć, czy warto.

Zatem ważne pytanie brzmi:  Czy wyznawane przez nas wartości są na sprzedaż i – jeśli odpowiedź brzmi „tak” – za jaką cenę. Przy tym nie chodzi mi o to, czy zdarzyło się nam czasem sprzeniewierzyć się swoim wartościom (wszak nie jesteśmy doskonali), ale czy świadomie je sprzedajemy, rezygnujemy z nich. Jaką wartość dla Ciebie mają Twoje wartości :-)

Bodźcem drugim / inspiracją do napisania tego postu było też zaproszenie, jakie dostałam ze trzy tygodnie temu i chciałam o tym napisać odrębny post.

Łączę więc dwa w jednym. :-) A że czas około-świąteczny sprzyja różnym refleksjom i do tego dysponujemy większą ilością wolnego czasu – uznałam, że zaryzykuję nietypową (jak na ten blog) formułę tego postu.

Zapraszam Was do aktywnego udziału w studium przypadku. Opiszę sytuację, jaka mi się przydarzyła i przedstawię poniżej kilka możliwych rozwiązań.

ZADANIE DLA WAS:

Zastanówcie się i napiszcie , jakie według Was  konsekwencje (pozytywne lub negatywne) lub jakie ryzyko niesie każde z tych rozwiązań. UWAGA: nie piszcie (!), jak Wy postąpilibyście w takiej sytuacji, bo nie jest moją rolą ani celem tego miejsca ocenianie działania innych ludzi.

OPIS PRZYPADKU:

Zaproszenie brzmiało (okrojone tu z danych pozwalających na identyfikację nadawcy; boldowanie moje):

[…]chciałem Panią zaprosić, oczywiście bezpłatnie, na szkolenie [tu dane], które odbędzie się [data] w Warszawie. Więcej informacji o szkoleniu  znajdzie Pani tutaj: [link]
W zamian prosiłbym o jedno – żeby po szkoleniu napisała Pani kilka zdań o nim i swoich wrażeniach z niego na swoim blogu. Czy jest Pani zainteresowana takim rozwiązaniem?

W pierwszym odruchu weszłam na podaną stronę i przeczytałam, na co jest to zaproszenie. Potem pomyślałam: Fajne szkolenie i do tego certyfikowane. Hmm, nie wiem, kiedy znowu ten gość będzie w Polsce… Słyszałam o tym ciekawe rzeczy… To przydatne i rozwojowe, mogłabym przy tym  poznać ciekawych ludzi i nawiązać nowe  wartościowe kontakty.. Nieźle, po 6 tygodniach  pisania blogu ktoś zaprasza mnie na szkolenie warte prawie 2 tys zł. Hmm… tylko czy za darmo – jak deklaruje? Nie! Zapłatą jest napisanie o tym szkoleniu! Dalej pomyślałam, że w takim razie post na moim blogu, jako – nazwijmy to “artykuł sponsorowany” – wart jest prawie 2 tys  już po tak krótkim okresie działania blogu.

Cały czas miałam w głowie, że ktoś pisze do mnie, że zaprasza mnie na całkowicie bezpłatne dla mnie szkolenie, podczas gdy nie jest to prawdą, bo zapłata ma być napisanie tekstu. Czyli jest to tak naprawdę wymiana usług, a nie prezent. (!).  Uśmiechnęłam się pod nosem – co z podatkiem VAT? Wszak umowy barterowe…  W głowie świeciła mi się pomarańczowa lampka. Co zyskujesz, co tracisz, czy wchodząc w to nie rezygnujesz ze swoich zasad?  Podjęłam decyzję szybko. Nie było co zwlekać….

MOŻLIWE DECYZJE (według mnie):

1 – zgodzić się i po szkoleniu napisać o nim zgodnie z podjętym zobowiązaniem (napisać zgodnie ze swoimi odczuciami – dobrze lub krytycznie),

2 – zgodzić się i napisać o tym, w jaki sposób trafiłam na to szkolenie wyrażając jednocześnie swoją opinie na temat takich form” kupowania” artykułów,

3 – zgodzić się, wziąć udział w szkoleniu, zrealizować własne cele i nie napisać,

4 – odmówić skorzystania z  „całkowicie bezpłatnego” udziału i nie wziąć udziału w wydarzeniu,

5 – odmówić skorzystania z „bezpłatnego udziału” w szkoleniu i wykupić sobie normalne pełnopłatne uczestnictwo.

Napiszcie, jakie według Was  konsekwencje (pozytywne lub negatywne) lub jakie ryzyko niesie każde z tych rozwiązań. UWAGA: nie piszcie, jak Wy postąpilibyście w takiej sytuacji. Jeśli ktoś będzie miał ochotę odnieść się tylko do jednego z możliwych rozwiązań i wskazać konsekwencje tylko danego rozwiązania – także zapraszam. :-) Pomyślałam, że w taki sposób możemy się od siebie wzajemnie uczyć.

Ja już podjęłam decyzję, więc Wasze informacje na nią nie wpłyną – to dla jasności.  Niedługo dopiszę do tego postu uzupełnienie -  „rozwiązanie”,  jak ja widzę konsekwencje podjęcia każdej z tych możliwych decyzji. Napiszę też, jak ja postąpiłam. Przy tym: nie twierdzę, że moja decyzja jest najlepsza na świecie, ale że moja decyzja jest najlepsza dla mnie. :-)

Zapraszam do “zabawy” i pozdrawiam,

Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,