Archiwum

Posty oznaczone ‘możliwości’

Zmiana czyli nowe i lepsze

Maj 29th, 2011

Zaryzykuję twierdzenie, że w życiu każdego z nas przychodzą momenty zmian uznawanych przez nas za bardzo ważne czy poważne. Niektóre z nich są wynikiem naszych świadomie podejmowanych decyzji, inne – wynikiem braku tych decyzji lub decyzji niewłaściwych, jeszcze inne dokonują się wbrew naszej woli. Bez względu na to, to co będzie dalej zależy w największym stopniu od tego, jak podchodzimy do tej zmiany.

Przyszło mi do głowy, że gdyby nasze życie przyrównać do obrazka ułożonego z puzzli, to zmiana powoduje, że z obrazka wypada kilka elementów układanki (zwykle gdy wypada jeden element – wypada kilka z nim bezpośrednio związanych). Znajomy obrazek przestaje być znajomy, czasem traci na urodzie, czasem staje się bardziej tajemniczy, czasem pustka przestrasza… Różnie. każdy pewnie reaguje inaczej i nie każda zmiana budzi jednakowe reakcje.

Oczywiście można długo przyglądać się niekompletnemu obrazkowi i rozpamiętywać, że takie to było ładne, albo że “takie to mogło być ładne” i ,” taka szkoda”. Można też szukać identycznych elementów, do wpasowania w powstałą pustą przestrzeń i skupiać energię na takim poszukiwaniu. A można inaczej – np. wyjąc jeszcze kilka elementów, żeby móc stworzyć nową przestrzeń – i przypatrzeć się, czym ciekawym dla nas tę przestrzeń można teraz wypełnić. Uruchomić przy tym całą swoją kreatywność, pobudzić wyobraźnię, uruchomić marzenia etc. I na kanwie tego, co stabilne, stałe (zamiast cerowania dziur), tworzyć nowy ciekawy obraz swojej własnej rzeczywistości. Skorzystać z tej swobody, z wolności,  jaka powstała w wyniku zmiany lub jaką sobie sam stworzyłeś  inicjując zmianę.  Cerowanie to działanie według dotychczasowego schematu, doprowadzanie do stanu sprzed zmiany. A przecież zmiana to szansa spotkania się z czymś  zupełnie nowym, ciekawym, pasującym do nas w tej chwili.

Zatem nawet poważną zmianę można traktować jako okazję zrobienia czegoś zupełnie innego, szansę, możliwość, prezent…  albo jako konieczność, rodzaj „skazania”, źródło cierpienia, stratę etc. Co jest bardziej konstruktywne? Co bardziej nam służy?

Jak podchodzicie do zmian w życiu? Co dla Was wynika z takiego a nie innego Waszego podejścia?
Czy macie odwagę dokonywania ważnych zmian w Waszym życiu?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,

Ludzie czy liczby?

Maj 8th, 2011

Długi czas minął od opublikowania ostatniego postu, jako że jestem mocno zaangażowana w poważną transformację w swoim życiu i oddaję temu zadaniu zarówno wolny po pracy czas, jak i większość swoich myśli. Tak więc dziś krótko. :-)

Kiedy w Google wpiszemy hasło „firma to przede wszystkim ludzie”, wyszukiwarka wyrzuca sporo wyników. Wiele firm, zarówno wielkich jak i kilkuosobowych podziela pogląd, że firma to przede wszystkim ludzie, że o wartości firmy stanowią zatrudnieni w nich ludzie, że ludzie zaangażowani i kompetentni stanowią wartość, majątek firmy, etc. Często czytam zdanie “największą wartością naszej firmy są ludzie”. Nawet program „Rozwój kapitału ludzkiego” i liczne realizowane projekty wskazują na wartość inwestowania w ludzi, na wartość ludzi dla rozwoju firm.

Mimo to, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, ostatnio z ust kogoś z poziomu zarządu jednej z dużych firm usłyszałam, że firma to przede wszystkim liczby. Osłupiałam, po czym – gdy już mogłam złapać oddech – powiedziałam, że ja reprezentuję “szkołę” zupełnie odmienną, mianowicie tę, według której firma to przed wszystkim ludzie, a liczby są wtórne, jako efekt pracy ludzi.

Nie jest dla mnie niczym obcym i dziwnym, że wyniki finansowe są niezwykle istotne, ich nieustanne podnoszenia a choćby i utrzymanie na stabilnym poziomie umożliwia firmom dalsze działanie i bycie na rynku, rozwój etc. Nie jest też dla mnie tajemnicą, ze zarządy firm są rozliczne ze swojej pracy na podstawie wyników finansowych. Niemniej „liczby” czyli wyniki finansowe są efektem działania ludzi, a nie odwrotnie. Im lepsi ludzie, bardziej zmotywowani, szanowani, pobudzani, uznawani, kompetentni  etc, tym lepsze wyniki (przynajmniej w znanych mi przypadkach). Bez ludzi cyfry / liczby są jedynie w kalkulatorze, a w firmie trudno o wyniki bez ludzi.

Konsekwencje takiego „liczbowego” podejścia wydają mi się „opłakane” w długoterminowym podejściu. Oznaczać to bowiem może niewypowiedziany wprost ale przejawiający się w decyzjach i działaniach  brak szacunku dla ludzi jako kluczowego „elementu” firmy, co może się przekładać na brak troski o ich rozwój, brak działań motywujących, nieumiejętność wykorzystywania kompetencji ludzi, brak pobudzania w ludziach pasji etc. W efekcie można się spodziewać stopniowego odpływu wartościowej kadry, zespół “wyrobników” jako efekt takiego podejścia, stłumienie zaangażowania ludzi itd. W efekcie – gorsze wyniki, gorsza reputacja, trudniejsze zarządzanie. To oczywiście mój pogląd.

Ciekawa jestem Waszych refleksji, opinii i doświadczeń wokół tych dwóch odmiennych postaw zarządczych (tak chyba to mogę określić, bo za poglądami idą zwykle określone działania lub ich zaniechanie).

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,

Czy kopiesz basen łopatką?

Kwiecień 11th, 2011

Dziś trochę o podejściu do realizacji celów.

Czy basen  można wykopać dziecięcą  łopatką? Zdecydowanie tak (“kopanie basenu” to np. realizacja projektu, osiąganie wyniku w biznesie, otwieranie własnej firmy etc). Wymaga to wiele czasu, sił i samozaparcia. Co zrobić, żeby wykopać go szybciej? 1 – Szybciej machać łopatką, nieprzerwanie dzień i noc. Albo 2 – wziąć drugą taką samą łopatkę i kopać „na dwie ręce”:-). Można też 3 – zebrać więcej łopatek (i więcej osób, bo przecież masz tylko dwie ręce). Koszt łopatki niewielki. Efekt szybszy i w grupie raźniej. ;-)

A co się stanie,  jeśli sąsiad wykopie szybciej i już zacznie zarabiać za każde wejście na basen :-) , a Ty nadal będziesz kopał, kopał i kopał? Nie tylko wydajesz, nie zarabiasz, ale przede wszystkim tracisz potencjalny rynek. Twój basen może zostać bez klientów. Cały wysiłek i inwestycja pójdzie na marne. Tylko muskuły wyrobione i poczucie zmarnowanej szansy. Tego nie chcesz, prawda? Wiem, zawsze korzystałeś z łopatki, od dziecka. Nauczyłeś się, że kopie się łopatką. Jak możesz to zrobić inaczej? Jakie są inne możliwości?

Jak można inaczej? Zostawić łopatkę do innych celów i poszukać skuteczniejszych rozwiązań. Przykładowo osobę z łopatką przesunąć do robienia babek z piasku jako dekoracji otoczenia i tła do zdjęć, a do wykopania basenu wynająć koparkę i operatora koparki. Żeby to zrobić, trzeba odejść od myślenia, że inwestuje się tylko w to, co już odniosło / odnosi sukces. I pamiętać, że „z próżnego i Salomon nie naleje”. Trzeba dodatkowo zaufać operatorowi koparki, że wie, co robi. Trzeba rozważnie zainwestować.  Przede wszystkim jednak, żeby zobaczyć inne możliwości, trzeba na chwilę odłożyć łopatkę i zadać sobie kilka pytań, i poszukać na nie odpowiedzi. :-)

O czym piszę? O postawie spotykanej zarówno w biznesie, jak i rozwoju własnym. O  decyzjach lub ich braku i o konsekwencjach tego.  Tak na poziomie zarządzania firmą, jak i na poziomie zarządzania sobą. Uwaga, do prac archeologicznych, wymagających wielkiej precyzji wykorzystuj jednak łopatkę i pędzelek, a nie koparkę! Tutaj najważniejszy nie jest ani czas, ani wielkość wykopanego dołu, ale to, by skarby ocalały przed zniszczeniem.

Podobnie ma się sprawa z własnym rozwojem i działaniami w różnych obszarach życia. Czy kopiesz basen łopatką? Czy dobrałeś dobrze narzędzia i taktykę do założonego celu? Czy bierzesz pod uwagę, ze oprócz znanej Ci łopatki mogą istnieć inne narzędzia i sposoby realizacji Twojego celu? Czy liczysz czas, bierzesz pod uwagę dostępne zasoby, możliwości, dostępne środki? Czy je wykorzystujesz w pełni? Czy korzystasz z doświadczeń innych? Czy szukasz innych rozwiązań?

Czy zadajesz sobie pytania typu:
- Co jest dla mnie ważne?
- Jak inaczej mogę to jeszcze zrobić?
- Co jeszcze mogę zrobić, żeby szybciej osiągnąć cel?
- Co mogę zrobić inaczej niż do tej pory?
- Czy wszyscy robią tak samo?
- Co może się zdarzyć, jeśli wybiorę inne rozwiązanie?
- Czym ryzykuję?
- Jaką inną strategię mogę obrać niż znana mi “strategia  łopatki”?

Te pytania doprowadzą Cię dalej, niż pytania  typu “Dlaczego mi nie idzie?”, “Dlaczego mi tak ciężko?”, “Dlaczego popełniłem błąd?”. Te pytania “przenoszą Cię” w przeszłość i energię skupiasz na szukaniu błędów. Te wcześniejsze (wypunktowane) otwierają przyszłość, pomagają znaleźć możliwe rozwiązania, a nie przyczyny niepowodzeń. :-) To one pozwolą szybciej znaleźć rozwiązanie i osiągnąć cel.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , ,

Igrzyska, igrzyska…

Grudzień 20th, 2010

Dziś, spokojnie mieszając w garnku z kapustą, oglądałam “Wiadomości” w telewizorze :-)   Usłyszałam dwie następujące informacje – jedna po drugiej w kolejności, w jakiej przytaczam:

1.       Dziecko ciężko poparzone leży we wrocławskim szpitalu, matka nie odwiedza, ograniczone prawa rodzicielskie etc. Rany oparzeniowe dziecka szybciej i lepiej by się goiły, gdyby dziecko mogło mieć specjalne „ubranko” uciskowe. Niestety – jak informuje na antenie  lekarz prowadzący – NFZ nie refunduje takich „ubranek”, szpital też nie kupuje. zwykle kupują je rodzice. jak się łatwo domyślić – ten ostatni przypadek tutaj nie zaistnieje. Matka nie kupi. Efekt – dziecko będzie dłużej chore, co nas będzie więcej kosztowało i efekt takiego leczenia będzie gorszy etc, etc.

2.       Widowisko otwarcia Stadionu Narodowego w Warszawie będzie kosztowało10 mln zł . Trwać będzie ok. 2 godzin.

Co łączy te dwa zdarzenia? Pieniądze i słowo “odpowiedzialność”

Ile ubranek uciskowych można zamówić za 10 mln. ? Ilu chorym na np. mukowiscydozę i inne kosztowne a rzadkie choroby można pomóc?  Miesiąc leczenia chorego na mukowiscydozę to 4 tys zł. Ile badań przesiewowych można zrobić? Nie zaspokoimy tym wszystkich potrzeb, ale… Ważne, jakie są priorytety.

W poznańskim szpitalu skończyły się pieniądze na unikalny i ważny program badawczy, w efekcie którego chorzy na nowotwór skóry – czerniaka złośliwego mają przedłużone życie o wiele lat. Zaniechanie szczepienia spowoduje u nich prawdopodobnie silny atak choroby i śmierć. Ludzie są przerażeni, ale pieniądze się skończyły. Nie ma!  NFZ nie może pokrywać kosztów niezarejestrowanego leku. Heh, tak się zaprzepaszcza nie tylko pracę wielu ludzi, dotychczas wydane środki idą w błoto, a badacze – jeśli ważne jest dla nich doprowadzenie badań do końca – wyjadą z kraju. My będziemy potem płakać, ze Polski nie stać na zakup takiego leku i leczenie naszych chorych. Chorzy będą leżeć w szpitalach i będą “uzasadnionym kosztem” … Aż do śmierci.

Wiem, wiem, to inne budżety, inne regiony kraju, inne resorty, urzędy, inni ludzie, inne zakresy kompetencji etc, etc. Czy to wystarczające uzasadnienie czy usprawiedliwienie?

Tam, gdzie wydaje się pieniądze tzw. “państwowe” nie można zapominać, że to pieniądze Twoje, moje – z naszych kieszeni, przez nas wypracowane, bo z naszych podatków. Być może widowisko otwarcia będzie sfinansowane z innych środków, jednak trudno mi wewnętrznie zgodzić się z takim ich wydawaniem. Co do pieniędzy z budżetu państwa – nikt nigdy nie próbował się przed nami rozliczyć, wykazać, że dobrze gospodaruje powierzanym majątkiem i pieniędzmi – odpowiedzialnie i mądrze, czy głupio, bezrefleksyjnie, bez odpowiedzialności i niestety bez konsekwencji.

Igrzyska, igrzyska, widowiska…

Na co dzień o tym nie myślę, nie chcę, nie mam czasu – różnie. Gdy jednak słyszę takie dwie informacje w ciągu dwóch minut, to mnie to bulwersuje, gorszy, zniesmacza. I wtedy zastanawiam się, jakie jest prawdopodobieństwo, że dożyję czasów, gdy życie i zdrowie człowieka będzie ważniejsze od igrzysk i fajerwerków…. Co mogę zrobić? Nie wiem.

Ktoś powie, że wielkie otwarcie stadionu jest ważne. Ok. Czemu zatem nie może to być mega koncert charytatywny na rzecz np. zebrania środków na badania szczepionki na raka skóry (zysk z biletów), a pieniądze – te 10 mln. zamiast do agencji na zrobienie imprezy mogą trafić na leczenie chorych, doposażenie szpitala, etc.  To byłby fajerwerk, ale innej klasy…

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , ,

Róże Victorii

Październik 15th, 2010

W sierpniu w poście o ograniczających przekonaniach zacytowałam Victorię Schnabel. Teraz ciąg dalszy Jej wypowiedzi:

Nasze wcześniejsze niepowodzenia, winy, wstyd mogą stać się kompostem, który pomoże naszym różom wspaniale rozkwitnąć (Victoria Schnabel).

Bardzo podoba mi się i przemawia do mnie to zdanie o kompoście. Hmm, w tym tygodniu przygotowywałam na zimę pelargonie. Nadal pięknie kwitną, ale czas było porobić szczepki na nowy sezon. Lubię kwiaty w swoim otoczeniu. Lubię, gdy kwitną. I lubię, gdy moje życie kwitnie.

Do kompostownika na działce moich rodziców trafiają niepotrzebne organiczne odpadki, chwasty, uwiędłe i zepsute owoce, by po jakimś czasie wrócić na grządki w postaci nawozu – naturalnego i bardzo wartościowego. Ten naturalny nawóz wzmacnia młode rośliny i przyczynia się do powstania dobrych, dorodnych i wartościowych owoców.

Idąc myślą za Victorią, do kompostownika od pewnego już czasu wrzucam swoje  niepowodzenia, złe lub głupie wybory czy decyzje, rzeczy, z których dumna nie jestem, ale i poczucie winy czy wstydu (któż z nas nie doświadczał… ). Mogłabym oczywiście się nimi zasłaniać i usprawiedliwiać niczego nie zmieniając w sobie i swoim sposobie życia czy działania, tkwić w tym własnym zachwaszczonym ogródku. Ale mogę też powiedzieć sobie: to nie było dobre, nie jestem z siebie dumna, ale wybaczam sobie, zostawiam za sobą. Zamiast tygodniami analizować, przywracać do życia w myślach te zdarzenia – lepiej skupić się na tym, co teraz mogę zrobić w swoim życiu. Będąc bogatsza o nowe doświadczenia –  idę dalej. Nie zamykam się na to co było, nie zatrzaskuję za tym drzwi i nie udaję, że tego nigdy nie było. Nie odcinam się od swojego życia, ale nie zamierzam żyć przyglądając się niezmiennie temu co było. Bo z takiego przyglądania się i tkwienia w przeszłości owoców nie będzie. Mówię sobie: “Teraz wiem więcej o sobie i o życiu, jestem bogatsza o wiele doświadczeń i mogę żyć i działać lepiej.” Kompost pomaga  “rozkwitać różom”. Moim różom.

Podstawą do zmiany jest stawanie w prawdzie przed samym sobą. łagodnie i z życzliwością, choć bez znieczulenia.

Każdy czas jest dobry na taką zmianę – od patrzenia w przeszłość z poczuciem niezadowolenia, do patrzenia w przyszłość i działania „pro”. Nie ma nieodpowiedniego wieku dla takiej zmiany. Nie ma ograniczenia czasowego, że zmiana musi się dokonać w określonym czasie, a jak nie, to “przegrane”. Wszystko to, czego doświadczaliśmy do tej pory może nas wspierać, może być naszym kapitałem (nawet jeśli nie zawsze widzimy to właśnie w ten sposób). Co więcej – negatywne doświadczenia mogą nas inspirować, pomagać w znalezieniu nowych ciekawych dróg.

To, o czym piszę dotyczy zarówno sfery prywatnej jak i zawodowej. Jeśli w pracy potykamy się o projekty, ludzi, relacje etc, to możemy się skupiać na niepowodzeniach i trawiąc je – energia idzie w przeszłość a nie w przyszłość. Jeśli rzucam to na kompost – będą z tego korzyści. Doświadczałam kiedyś w pracy niesprawiedliwego traktowania, zachowań mobbyingowych, doświadczałam braku szacunku i docenienia. Dziś tamte doświadczenia owocują. Pamiętam o nich w codziennej pracy ze swoim zespołem. Lubię swój zespół i szanuję za ich pracę, postawę, odwagę, czasem bezkompromisowość, za  zaangażowanie, otwartość – sporo powodów do codziennego lubienia. Moje doświadczenia nauczyły mnie, jak mogę dawać to, czego nie doświadczałam sama. Oczywiście nie jestem aniołem :-) , bywam też trudnym szefem. Ale nawet w takich momentach przychodzi do mnie refleksja – wrzucam na kompost te nowe doświadczenia – doświadczanie siebie w nowych kontekstach i bogatsza działam dalej. Nie warto skupiać się na tym, co nadaje się już tylko na kompost. Warto jednak to wykorzystać, żeby róże mogły zakwitnąć. Na pustyni kwiaty nie rosną. Zatem nasze doświadczenia, także te „kompostowe” tworzą żyzną glebę dla naszego rozwoju. Nie warto się od nich odcinać.

Masz swój kompostownik? Czas wygrabić to, co nadaje się na kompost. :-) Zbierz wszystko co nadaje się na ten kompost właśnie teraz jesienią. Nie ma sensu nosić tego ze sobą przez całą zimę. Wiosną zakwitną Twoje róże – róże Victorii. Róże zwycięstw nad własnymi słabościami, niemocą, złymi doświadczeniami, potyczkami z życiem i ze sobą.

Pozdrawiam,

Ewa

ps. Chwasty mają to do siebie, że próbują utrzymać się przy życiu (w naszym życiu). Wyłażą zatem czasem z kompostownika i wpełzają znów na grządkę. Ale jeśli już wiemy, że to tylko chwast i że jego miejsce jest w kompostowniku – możemy to opanować. :-)

Uncategorized , , , , , , , , ,

Ograniczające myśli i przekonania

Sierpień 14th, 2010

W czerwcu dostałam informację o tegorocznych warsztatach z Victorią Schnabel. Warsztaty pod tytułem „Kompost i róże”. Z uwagą przeczytałam ich opis. W mailu było m.in. poniżej cytowane  zdanie (przetłumaczone przez organizatora na język polski):

Odrzucając myślowe ograniczenia odkrywamy, kim jeszcze możemy być, nie zamykając jednocześnie drzwi przed tym, kim do tej pory byliśmy. (Victoria Schnabel).

Ten cytowany fragment skłonił mnie do szeregu przemyśleń, którymi chcę się podzielić (zaznaczam, że są to wyłącznie moje własne przemyślenia, a nie autorki cytowanego tekstu; nie próbuję nawet zgadywać, jak Victoria rozwijałaby ten wątek).

W moim odczuciu ograniczenia myślowe to często przekonania, jakie nosimy w sobie, powtarzamy bezrefleksyjnie, a które wpływają na nasze decyzje, wybory, sposób życia. Wiele z nich “dostajemy w pakiecie” w toku wychowania od najbliższych nam osób. One też często “dziedziczą je” po swoich bliskich. Nie jesteśmy jednak na nie skazani. Gdy już zdajemy sobie z nich sprawę, gdy potrafimy nazwać, wówczas możemy na poziomie świadomym przyjąć je ponownie lub odrzucić.
W sobie w ciągu lat odkryłam wiele takich ograniczających mnie przekonań i co jakiś czas trafiam na nowe. Zauważałam je od pewnego czasu i nadal zauważam także u innych.

Przykłady? Proszę:
-  człowiek musi / powinien pokonywać własne słabości;
-  aby podróżować w ciekawe miejsca trzeba mieć dużo pieniędzy;
-  jeśli do określonego wieku (każdy może tu wpisać odpowiedni wiek) nie ma się szczególnych osiągnięć, to znaczy, że już i tak nic się nie osiągnie i trzeba się pogodzić z tym, że życie już takie po prostu jest;
- po czymś dobrym musi nastąpić coś złego;
- studia formalne są konieczne do osiągnięcia życiowego sukcesu (o tym pisałam w jednym z pierwszych postów);
- praca na etacie to bezpieczeństwo finansowe;
- pieniądze są podstawą dobrego życia.

Pewnie możecie  tę listę długo rozwijać, u każdego będzie nieco inna, choć – jak przypuszczam – znajdą się i wspólne ograniczające przekonania wynikające z kultury danego kraju czy religii. Ja też mogłabym stworzyć księgę, ale nie jest moim celem tworzenie leksykonu. Warto przyjrzeć się temu, jakie przekonania o życiu i o sobie nosimy – my sami a nie inni – i co w ślad za tym się dzieje lub nie dzieje w naszym życiu.

Są też  bardziej “osobiste” ograniczenia myślowe, które sami sobie tworzymy, niejako godząc się z sytuacją czy stanem, w jakim jesteśmy (byliśmy). Powszechnym ograniczeniem myślowym jest to wyrażające się w słowach “Nie nadaję się do tego”, “Nie dam sobie rady”, “Nie mogę”… Szczególnie bez podejmowania prób takiego działania.  To jak “Nie lubię zupy szczawiowej” na podstawie wyglądu tej zupy, a bez skosztowania.

Taka zgoda wewnętrzna na ograniczające myśli  uniemożliwia czy bardzo ogranicza nasze faktyczne możliwości rozwoju i sami skazujemy się na “tkwienie w bezruchu”, a nawet na regres. Budujemy je (te ograniczenia) m.in. w oparciu o własne doświadczenia i doświadczenia znajomych nam osób, i niesłusznie przydajemy im zbyt dużą moc, często przy tym dokonując uogólnień (np. “nie umiem występować publicznie” czy “jestem złym kochankiem”) w oparciu o jedno negatywne doświadczenie (odpowiednio: w trakcie jednej z prezentacji nie umiałeś odpowiedzieć na pytanie z sali / w relacji intymnej zdarzyło ci się nie być w dobrej kondycji) . Takim uogólnianiem sami sobie odbieramy siłę i ograniczamy się. To rodzaj czapki, która spada na oczy i nie pozwala zobaczyć więcej, niż to, co mamy pod nogami, przy samych stopach. próbował ktoś kiedyś zobaczyć niebo mając czapkę zsuniętą na oczy?  :-) To nas hamuje przed podejmowaniem kolejnych prób, ogranicza odwagę myślenia i działania, a tym samym odbiera wiele pozytywnych doświadczeń.

Jeśli określone przekonania determinowały nas w jakimkolwiek obszarze, to stwierdzamy ten fakt i … mamy po prostu więcej wiedzy na swój temat i prawdziwszy, bardziej obiektywny czy szerszy obraz siebie i świata. Możemy zostać tylko przy tym odkryciu, a możemy pójść za ta zmiana traktując ją jako ciekawy i wyzwalający początek wielkiej przygody.

Jeśli odkryjemy, jakimi przekonaniami jesteśmy nasiąknięci, możemy stopniowo i łagodnie sprawdzać je, poszukiwać siebie na nowo, zadawać pytania, budować inne przekonania, zmieniać się, odrzucać to, co do tej pory było niejako częścią nas. Zmieniając się jednocześnie i otwierając przed sobą nowe możliwości. Jeśli odrzucamy dotychczasowe przekonania i ograniczenia myślowe, to nie znaczy, że wszystko do tego momentu było w naszym życiu złe i niepotrzebne. Z łagodnością dla siebie i swoich dotychczasowych wyborów i decyzji, możemy zmieniać siebie i rozwijać się w zupełnie nowych obszarach i z nieznaną dotychczas dynamiką.

Warto przeznaczyć czas i usiąść sam na sam ze sobą i zapisać przekonania, w które wyposażono nas w toku wychowania, które sami sobie narzuciliśmy, przyjrzeć się, czy one miały wpływ na nasze dotychczasowe decyzje i wybory (które miały, które największy wpływ). Ważne według mnie jest to, by robić to bez równoczesnego oceniania siebie.

A potem zobaczyć, czy one są naprawdę dalej dla nas aktualne, czy nadal są „nasze”. Wykreślić te, które nie są aktualne i zastąpić je albo aktualnymi, albo … niczym – przestrzeń do wypełnienia może kiedyś w życiu, a może nie. Jo to dla mnie oznacza? Czy tak jest naprawdę? Czy tak właśnie myślę?

Posłużę się pierwszym wyżej przytoczonym przykładem:

„Człowiek musi / powinien pokonywać własne słabości” => To mnie oznacza, że muszę / musisz (!) lub przynajmniej powinnam/ powinieneś pracować nad wszystkimi swoimi słabościami, żeby je wyeliminować. => Energia, myślenie, skupienie uwagi i działanie są skoncentrowane zatem wokół słabości :-(  => Pozostaje w związku z tym mało czasu, energii i zapału do rozwijania innych obszarów, które stanowią mocną stronę.

Teraz pytam: Po co mam pokonywać wszystkie słabości (tu warto je nazwać konkretnie, żeby myśleć o konkretach a nie o ogólnikach)? Czy z tymi konkretnymi (nazwane) słabościami  mogę żyć szczęśliwie i realizować siebie w różnych obszarach (nazwać je też warto)? Może warto czasem zgodzić się na niektóre słabości i przyjąć, że tak czy inaczej nie będziemy doskonali, bo to nie tylko nierealne, ale i niepotrzebne.

Zatem mogę teraz powiedzieć: „Nieprawdziwe jest przekonanie, że człowiek musi/ powinien pokonywać własne słabości i ja to przekonanie odrzucam”. Co to dla mnie oznacza? Że mogę przestać się zajmować swoimi słabościami, przynajmniej niektórymi spośród nazwanych. Jaka ulga! Tak, tak, mogę przestać się na nich koncentrować. :-) To pozwala uwolnić energię i zasoby, jakie nosimy w sobie. To oznacza, że możesz (tak samo Ty jak i ja)  np. zacząć szukać swoich mocnych stron i na ich rozwoju budować swoje dalsze „ja”. Ile pomysłów przychodzi do głowy, na temat tego, co mogę robić, jak się rozwijać, jak doładowywać baterie, etc. W efekcie słabości, które były na pierwszym planie schodzą na dalszy plan, bo swoje silne strony nie tylko zauważasz, ale i rozwijasz. I – co może wydać się dziwne – w trakcie pracy nad umacnianiem mocnych stron i w toku takiego rozwoju nie wiedząc kiedy pokonujemy niektóre z tych słabości. :-)

Zmiana przekonań jest czymś do czego mamy prawo, jest czymś naturalnym. Tutaj piszę o ograniczających przekonaniach. Nie wszystkie przekonania są takimi ograniczającymi nas. Odrzucenie ograniczających nas przekonań pozwala nam rozwijać się w kierunkach, które sami przed sobą zamknęliśmy. A to, co do momentu zmiany przeżyliśmy może stać się źródłem jeszcze większej siły. :-)

Życzę przyjemnej pracy przy odkrywaniu i odrzucaniu ograniczających Was przekonań i poszukiwaniu siebie – niezależnie od wieku, stanu i pozycji zawodowej.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,

O wartościach i decyzjach… zadanie na wolną chwilę

Kwiecień 3rd, 2010

Inspiracja do napisania tego postu płynie z dwóch źródeł: to  komentarz zamieszczony na tym blogu przez katwer (boldowanie moje):

„W wielu momentach naszego życia rezygnujemy z ważnych wartości w imię chwilowego zysku

i uwaga, że każdy sam powinien sobie odpowiedzieć, czy warto.

Zatem ważne pytanie brzmi:  Czy wyznawane przez nas wartości są na sprzedaż i – jeśli odpowiedź brzmi „tak” – za jaką cenę. Przy tym nie chodzi mi o to, czy zdarzyło się nam czasem sprzeniewierzyć się swoim wartościom (wszak nie jesteśmy doskonali), ale czy świadomie je sprzedajemy, rezygnujemy z nich. Jaką wartość dla Ciebie mają Twoje wartości :-)

Bodźcem drugim / inspiracją do napisania tego postu było też zaproszenie, jakie dostałam ze trzy tygodnie temu i chciałam o tym napisać odrębny post.

Łączę więc dwa w jednym. :-) A że czas około-świąteczny sprzyja różnym refleksjom i do tego dysponujemy większą ilością wolnego czasu – uznałam, że zaryzykuję nietypową (jak na ten blog) formułę tego postu.

Zapraszam Was do aktywnego udziału w studium przypadku. Opiszę sytuację, jaka mi się przydarzyła i przedstawię poniżej kilka możliwych rozwiązań.

ZADANIE DLA WAS:

Zastanówcie się i napiszcie , jakie według Was  konsekwencje (pozytywne lub negatywne) lub jakie ryzyko niesie każde z tych rozwiązań. UWAGA: nie piszcie (!), jak Wy postąpilibyście w takiej sytuacji, bo nie jest moją rolą ani celem tego miejsca ocenianie działania innych ludzi.

OPIS PRZYPADKU:

Zaproszenie brzmiało (okrojone tu z danych pozwalających na identyfikację nadawcy; boldowanie moje):

[…]chciałem Panią zaprosić, oczywiście bezpłatnie, na szkolenie [tu dane], które odbędzie się [data] w Warszawie. Więcej informacji o szkoleniu  znajdzie Pani tutaj: [link]
W zamian prosiłbym o jedno – żeby po szkoleniu napisała Pani kilka zdań o nim i swoich wrażeniach z niego na swoim blogu. Czy jest Pani zainteresowana takim rozwiązaniem?

W pierwszym odruchu weszłam na podaną stronę i przeczytałam, na co jest to zaproszenie. Potem pomyślałam: Fajne szkolenie i do tego certyfikowane. Hmm, nie wiem, kiedy znowu ten gość będzie w Polsce… Słyszałam o tym ciekawe rzeczy… To przydatne i rozwojowe, mogłabym przy tym  poznać ciekawych ludzi i nawiązać nowe  wartościowe kontakty.. Nieźle, po 6 tygodniach  pisania blogu ktoś zaprasza mnie na szkolenie warte prawie 2 tys zł. Hmm… tylko czy za darmo – jak deklaruje? Nie! Zapłatą jest napisanie o tym szkoleniu! Dalej pomyślałam, że w takim razie post na moim blogu, jako – nazwijmy to “artykuł sponsorowany” – wart jest prawie 2 tys  już po tak krótkim okresie działania blogu.

Cały czas miałam w głowie, że ktoś pisze do mnie, że zaprasza mnie na całkowicie bezpłatne dla mnie szkolenie, podczas gdy nie jest to prawdą, bo zapłata ma być napisanie tekstu. Czyli jest to tak naprawdę wymiana usług, a nie prezent. (!).  Uśmiechnęłam się pod nosem – co z podatkiem VAT? Wszak umowy barterowe…  W głowie świeciła mi się pomarańczowa lampka. Co zyskujesz, co tracisz, czy wchodząc w to nie rezygnujesz ze swoich zasad?  Podjęłam decyzję szybko. Nie było co zwlekać….

MOŻLIWE DECYZJE (według mnie):

1 – zgodzić się i po szkoleniu napisać o nim zgodnie z podjętym zobowiązaniem (napisać zgodnie ze swoimi odczuciami – dobrze lub krytycznie),

2 – zgodzić się i napisać o tym, w jaki sposób trafiłam na to szkolenie wyrażając jednocześnie swoją opinie na temat takich form” kupowania” artykułów,

3 – zgodzić się, wziąć udział w szkoleniu, zrealizować własne cele i nie napisać,

4 – odmówić skorzystania z  „całkowicie bezpłatnego” udziału i nie wziąć udziału w wydarzeniu,

5 – odmówić skorzystania z „bezpłatnego udziału” w szkoleniu i wykupić sobie normalne pełnopłatne uczestnictwo.

Napiszcie, jakie według Was  konsekwencje (pozytywne lub negatywne) lub jakie ryzyko niesie każde z tych rozwiązań. UWAGA: nie piszcie, jak Wy postąpilibyście w takiej sytuacji. Jeśli ktoś będzie miał ochotę odnieść się tylko do jednego z możliwych rozwiązań i wskazać konsekwencje tylko danego rozwiązania – także zapraszam. :-) Pomyślałam, że w taki sposób możemy się od siebie wzajemnie uczyć.

Ja już podjęłam decyzję, więc Wasze informacje na nią nie wpłyną – to dla jasności.  Niedługo dopiszę do tego postu uzupełnienie -  „rozwiązanie”,  jak ja widzę konsekwencje podjęcia każdej z tych możliwych decyzji. Napiszę też, jak ja postąpiłam. Przy tym: nie twierdzę, że moja decyzja jest najlepsza na świecie, ale że moja decyzja jest najlepsza dla mnie. :-)

Zapraszam do “zabawy” i pozdrawiam,

Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,

Nowa praca – negocjowalne warunki zatrudnienia

Marzec 24th, 2010

Chwila “odpoczynku” od tematu wypowiedzenia :-) czyli coś, co dotyczy startu w nowej pracy, a dokładnie – rozmów o warunkach zatrudnienia.

Tak się przyjęło, że przy podejmowaniu nowej pracy negocjujemy przede wszystkim (w wielu wypadkach wyłącznie) kwestie związane z wynagrodzeniem. W moim odczuciu to błąd. Jest jeszcze kilka aspektów, o których warto rozmawiać z pracodawcą. Zatem negocjacje mogą dotyczyć:

1. wynagrodzenia w okresie próbnym i po okresie próbnym (warto to zapisać już w pierwszej umowie, że po okresie próbnym wynagrodzenie wzrośnie o kwotę x) – tak unika się nieporozumień. Zarząd firmy może się zmienić i jeśli nie ma zapisu – ustalenia ustne trudno jest udowodnić i tym samym egzekwować.

2. długości trwania okresu próbnego (nie ma nigdzie zapisu dotyczącego jego długości – może to być miesiąc, mogą być np. 3 miesiące). Można negocjować pominiecie okresu próbnego i zatrudnienie od razu np. na umowę na czas nieokreślony.

3. czy po okresie próbnym będzie umowa na czas nieokreślony czy określony, a jeśli określony, to jak długi. Warto zastanowić się, co jest dla nas korzystne – czy umowa czasowa po okresie próbnym na dłuższy czas (np. rok) czy krótszy (np. pół roku). Wbrew pozorom  jest to istotne, ponieważ przepisy prawa mówią o tym, że po 3 umowach na czas określony pracodawca ma obowiązek zawrzeć umowę na czas nieokreślony. Czyli im krótsze umowy czasowe, tym szybciej umowa na czas nieokreślony. Nie ma jednak gwarancji, że pracodawca będzie chciał podpisać kolejną umowę. Każdy sam powinien oszacować ryzyko.

4. wprowadzenia do umowy zapisu o corocznych stałych wzrostach wynagrodzenia o poziom inflacji (urealnianie wynagrodzenia).

5. zakresu obowiązków i odpowiedzialności na danym stanowisku, a także zakresu kompetencji (np. jakie decyzje mogę podejmować samodzielnie).

6. okresu wypowiedzenia; Kodeks Pracy nie określa możliwego okresu wypowiedzenia. Kodeks Pracy określa jedynie minimalny okres wypowiedzenia, ale nie zabrania pracodawcy udzielania dłuższego niż ten minimalny okresu wypowiedzenia. To bardzo ważne, bo do 3 miesięcy pracy ten okres minimalny wynosi 2 tygodnie, do 3 lat pracy w danej firmie – 1 miesiąc. Można od razu wynegocjować, że np. pomijamy okres próbny i zatrudnienie jest na czas nieokreślony z np. 6 miesięcznym okresem wypowiedzenia, 3 miesięcznym… dowolnie.

7. można negocjować zapis o tym, że jeżeli wypowiedzenie nastąpi z winy pracodawcy (likwidacja firmy lub stanowiska pracy), to wypłacona zostanie dodatkowa odprawa w wysokości np. równowartości 3 miesięcznego wynagrodzenia, 6 miesięcznego wynagrodzenia…

8. można przy niektórych typach pracy negocjować częściową pracę zdalną (telepraca) czyli np. trzy dni pracuje w firmie a pozostałe dwa – w domu; to szczególnie dobre rozwiązanie dla kobiet po urlopie macierzyńskim albo dla osób dojeżdżających z daleka do miejsca pracy.

9. narzędzia pracy, w tym  – telefon komórkowy – limit kwotowy (można negocjować określona wysokość), laptop, samochód służbowy lub zwrot kosztów dojazdów do pracy, nawet możliwość wynajęcia dla pracownika i pokrycia kosztów mieszkania lub pokoju służbowego (może to być koszt doliczany jako wynagrodzenie – opodatkowanie jak dochodu), albo koszt w pełni po stronie pracodawcy).

10. pokrycie przez pracodawcę kosztów abonamentu zdrowotnego czy pokrycie kosztów ubezpieczenia na życie (grupowe ubezpieczenie)

11. pokrycie przez pracodawcę całości lub części kosztów określonych szkoleń (można je wymienić w umowie) lub studiów, szkoleń językowych (także to, czy szkolenia będą traktowane jako czas pracy czy poza czasem pracy).

12. zasad dotyczących karencji – jeśli przez określony czas po ustaniu zatrudnienia nie mogę podjąć pracy w konkurencji, to ta konkurencja powinna być dokładnie określona w umowie, a dodatkowo ten czas karencji powinien być uwzględniony w odprawie pracowniczej – jako równowartość wynagrodzenia za te miesiące.

Wiem, że nie zawsze jest możliwe uzyskanie wszystkich bonusów, że zależy ono od naszej wartości rynkowej i możliwości pracodawcy, od specyfiki firmy i branży, jednak warto wiedzieć, że nie tylko comiesięczne wynagrodzenie podlega negocjacjom i ze czasem wynegocjowanie innych rzeczy jest wartościowsze niż nawet kilkaset złotych miesięcznie.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

Powody do działania i “wstrzymywacze”

Marzec 16th, 2010

Przypuszczam, że przynajmniej niektórzy Czytelnicy tego blogu snują marzenia, robią plany, nawet podejmują decyzje odnośnie do dalszych działań. Czy doświadczaliście sytuacji rozpoczynania nowego projektu (realizacji planu) z impetem, z “ogniem”, zapałem w sobie?  A potem coś się zmieniało, wygasało, słabła wewnętrzna motywacja, brakowało sił, brakowało pozytywnych emocji, wiary…  Brzmi znajomo? Ja przypominam sobie przynajmniej kilka takich „decyzji”, które zgasły, zanim się tak naprawdę zdarzyły.

Co się stało, że wygasł „wewnętrzny płomień”, że straciłeś zapał, odpuściłeś, mimo, że miałeś marzenie, wizję, jasno określone cele, określone zadania, wiarę, zapał? Lang Lang, którego kiedyś przywoływałam w jednym z wcześniejszych postów powiedział: To TY jesteś KLUCZEM do swojej kariery. Tylko Ty!

Przyczyny takiego „wygaszenia” tkwią (tak ja na to patrzę) w trzech kluczowych obszarach (nie muszą zaistnieć wszystkie trzy – wystarczy, że zaistnieje jeden z poniższych przypadków):

A – Cel / wizja nie była tak do końca, naprawdę Twoja (choć być może tak Ci się wydawało) i przestałeś się z nią identyfikować; w poście o pianiście Lang Langu pisałam o tym, że błędem jest kopiowanie drogi innych i nie szukanie własnej. I w efekcie przestałeś czuć się częścią tego, co robisz.

B – Straciłeś cel z oczu, gdy zacząłeś się skupiać na doraźnych działaniach, zapomniałeś, o co tak naprawdę Ci chodziło, dokąd chciałeś dojść, czemu to miało służyć, co to miało zmienić w Twoim życiu i/lub w życiu innych.

D – Uwierzyłeś w to, co mówią inni – że się nie da, że to tylko dla wybitnych, że „lepszy wróbel w garści niż skowronek na dachu”, że nie starczy Ci zapału, że inni już próbowali i im nie wyszło, że rynek jest trudny i za mały, że ty znowu coś wymyślasz zamiast –  jak inni - zająć się “normalną” pracą, że masz już zbyt wiele lat na takie eksperymenty, że własny biznes wymaga wielkich nakładów finansowych, że szkoda życia na takie eksperymenty, że …. – w efekcie straciłeś swoją wewnętrzną harmonię, silę i determinację. Uwierzyłeś, że się nie uda. Zwątpiłeś, straciłeś entuzjazm.

To, co napisałam nie dotyczy tylko zakładania własnej firmy. Dotyczy nauki języków, uczenia się nowych rzeczy, rozwijania zainteresowań, realizacji marzeń, nauki pływania, a nawet – budowania bliskich relacji z ludźmi – praktycznie wszystkiego.

Z marzeniami jest różnie. Dla jednych marzenia są po to, by je przekładać na wizję, cele i zadania do realizacji. Dla innych – marzenia są tylko po to, by… marzyć. I nigdy nie przekładają się na cele i na działania, a stanowią jedynie chwilową odskocznię od „szarej rzeczywistości”. A Ty do której grupy należysz?

„Ci drudzy” często są autorami rad typu: „Zejdź na ziemię”, „Wydoroślej”, „Zostaw te mrzonki i zajmij się czymś pożytecznym”.  Skupiają się na wewnętrznym uzasadnieniu i udowodnieniu sobie, że marzenia są tylko do marzeń i że nie da się ich realizować.

Jeśli masz marzenia i chcesz je realizować, to możesz skorzystać z poniższych rad (nie jest to uniwersalna recepta; mnie pomaga utrzymać kurs, choć także miewam zwątpienia i trudności z „jak”, choć wiem „co”, a do tego jestem niecierpliwa).

  • Sprawdź, czy Twoje marzenia są Twoje, a nie „zaszczepione” lub „zapożyczone”.
  • Zbuduj wizję w swojej głowie, obrazy, emocje – poczuj to.
  • Spisz swoje powody do działania – korzyści własne i/lub te, które chcesz „dać światu”.
  • Zapisz przeszkody, które wydaje Ci się, że mogą Cie spotkać. Określ, co Cię tak naprawdę zatrzymuje. Które przeszkody / „wstrzymywacze” są najsilniejsze – wewnętrzne (typu strach przez przegraną, mała wiara w powodzenie przedsięwzięcia) i zewnętrzne (brak dostatecznej wiedzy w określonej dziedzinie, małe środki finansowe, ograniczenia czasowe).

Kiedy zaczynałam tworzyć ten blog miałam w sobie dużo obaw. Miałam też wizję, cel. Im częściej myślałam o celu, tym obawy malały. W końcu chęci “wygrały” i dziś czerpię z tego wielka radość. Wspominałam o tym pisząc po pierwszym miesiącu działania blogu.

  • Określ zadania, które Cie czekają, także te, które wiążą się z codziennym „wewnętrznym wzmacnianiem siebie”
  • Ustal cenę. Tak, cenę, jaką jesteś w stanie zapłacić za realizację marzenia. Być może to czas, który będziesz siedział sam przy komputerze a nie wśród przyjaciół, być może ilość kilometrów, które będzie Ci dane przejechać. Być może bardzo duża dyscyplina finansowa przez najbliższe miesiące, a może rezygnacja z innego działania na rzecz tego właśnie marzenia?
  • Zacznij działać. Wiele problemów znika, gdy zaczynasz działać. Im więcej działasz, tym więcej masz w sobie entuzjazmu, bo jesteś coraz bliżej tego, na czym Ci zależy. Tak przynajmniej jest w moim przypadku.
  • Skupiaj się nad tym „co chcesz zrobić”. Rób “cokolwiek”, ale w kierunku celu. Rób, a nie czekaj i nie myśl, jak to zrobić najlepiej. Zacznij działać.

Gdy usłyszałam kiedyś taką podpowiedź, to byłam autentycznie zła. Bo co to za rada “zacznij to robić”, skoro nie wiedziałam jak mam robić, od czego zacząć. Złościłam się, bo nie było to zgodne z moim przyzwyczajeniem. Wcześniej zawsze zaczynałam działać dopiero gdy miałam wszystko przemyślane i kiedy miałam szczegółowy plan. Mimo to zaryzykowałam (z dużymi oporami) tę nową, inną strategię.

Odpowiedź na pytanie „jak” przychodzi sama (krystalizuje się) w trakcie działania lub znajduje się ktoś, kto potrafi podpowiedzieć, zainspirować. Skupienie się na celu pozwala wyłapywać z otoczenia okazje. Działanie sprawia, że posuwam się w kierunku celu, nawet jeśli są to bardzo małe kroki. Działając widzę różne możliwości (wyostrzone zmysły?), których bez mocno ugruntowanej wizji i celu bym nie dostrzegła . To się dzieje chyba na poziomie podświadomym. Nie umiem tego wyjaśnić. Ale tego doświadczam.

  • Przypominaj sobie to, co spisałeś w powodach swojego działania. Umacniaj i odtwarzaj wizję (obrazy, emocje), żeby nie stracić z oczu kierunku i celu. Mnie to pozwala utrzymać kierunek.:-)
  • Monitoruj “wstrzymywacze” – sprawdzaj, co w danym momencie Cie wstrzymuje przed kolejnym krokiem, co rozprasza, co zjada Twój czas bezproduktywnie (uwaga: odpoczynek nie jest bezporoduktywnym traceniem czasu). Często nie są to rzeczy materialne czy bytowe. Często to naprawdę coś, co mamy (budujemy) w naszej głowie – z obaw, z potrzeby obrony dotychczasowych zwyczajów, z niechęci wyjścia poza strefę komfortu. Wyjście ze strefy komfortu w coś, co nieznajome, jest nieodłącznym elementem wielu przedsięwzięć – zrealizowanych marzeń. :-)

Pozdrawiam
i życzę wielu marzeń, które będziecie z radością realizowali.

Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,

Ta przygoda zaczęła się równo miesiąc temu…

Luty 26th, 2010

Witam Was serdecznie.

Dokładnie miesiąc temu, bo 26 stycznia 2010  późnym wieczorem, opublikowałam tutaj pierwsze dwa posty. Dzień później pojawił się pierwszy komentarz. Od tamtej chwili  każdego dnia z ciekawością dziecka tu wchodzę, czytam Wasze komentarze, uwagi, przeglądam statystyki. Zastanawiam się w wolnych chwilach nad kolejnymi wpisami. Życie mnie inspiruje do pisania kolejnych postów. W  “poczekalni” jest już mała kolejka.

Jednocześnie przyglądam się, jakie tematy budzą Waszą szczególną ciekawość czy zainteresowanie. Odbieram maile od Was – Czytelników. ”Inspiratorium” się rozwija. Ten wpis jest dziesiąty. Postom towarzyszy 86 komentarzy. Liczba wizyt od momentu startu bloga to 2377. I stale rośnie. :-)

Zanim opublikowałam posty na tym blogu, napisałam 2 gościnne na blogu alexba.eu zachęcona przez jego Autora. W  lutym rok temu -  “Kupowanie nieruchomości” , a w tym roku – “O dziękowaniu” . Ilość i jakość komentarzy była dla mnie sporym zaskoczeniem. Z radością patrzyłam, że mogę w ten sposób dzielić się z innymi swoim doświadczeniem i wynikającą z tego wiedzą.

Przy tej okazji – Alex, jeśli tu czasem zaglądasz – dziękuję za taką możliwość i inspirację.
Dziękuję także Ludwikowi, bez którego pomocy “Inspiratorium” nie wyglądałoby tak, jak teraz i nie działałoby sprawnie.

Ten pierwszy gościnny post był moim blogowym debiutem, pierwszą w życiu  przygodą z – nazwijmy – blogosferą!  Wtedy nawet cieniem przez głowę mi nie przeszło, że będę komunikować się z Czytelnikami właśnie tu, w “Inspiratorium” – moim miejscu w wirtualnej przestrzeni. Obawy i wątpliwości były mniejsze od chęci. :-)

Dzisiejszy dzień skłonił mnie nie tylko do tej “podroży sentymentalnej”, ale i do następującej ważnej refleksji:

Poprzez ludzi i ich podpowiedzi czy propozycje (nawet te z pozoru niewielkiej wagi), poprzez rożne z pozoru przypadkowe zdarzenia -  życie podsuwa nam rozwiązania, podpowiada kierunek, pokazuje możliwości i sposobności. Także inspiruje, pobudza, zachęca. Wyłącznie (!) od nas zależy, co z tym zrobimy. Od nas zależy, czy wyjdziemy ze swojej strefy komfortu, podejmiemy działanie i będziemy realizować nowe projekty / zadania / zmierzać ku nowym celom. Od nas zależy, czy podejmiemy wysiłek i ryzyko, odważymy się wyróżnić.  Nikt nie zrobi tego ani za nas, ani w naszym imieniu. Dlaczego? Bo nie można żyć “w czyimś imieniu” ani “za kogoś”. To wyłącznie  my sami możemy podjąć wyzwanie, “złapać haczyk”, a w efekcie “chciałabym” zamienić na “chcę” i potem na “robię”. Jak powiedział Lang Lang:  musisz ponieść odpowiedzialność.

Gdybym rok temu nie zareagowała otwartością i gotowością napisania gościnnego postu, to jest wielce prawdopodobne, że nie spotykalibyśmy się tutaj. Nie byłoby tego “tutaj”. To doświadczenie jest dla mnie ważną lekcją do zapamiętania. Ważną – dlatego dzielę się nią z Wami.

Rok temu nie miałam pojęcia, że czeka mnie taka wspaniała przygoda. :-) To Wy, Czytelnicy, potwierdzacie mi każdego dnia, że warto było uruchomić ten blog. Poprzez aktywne współtworzenie “Inspiratorium” (Wasze komentarze), pobudzacie mnie do dalszej aktywności.

Dziękuję. Pozdrawiam. Zapraszam.

Ewa

Uncategorized , , , ,