Archiwum

Posty oznaczone ‘negocjacje’

Stop wojennej retoryce

Sierpień 19th, 2010

Pokonać, zwyciężyć, walczyć, zawalczyć, wywalczyć, zadziałać, podejść (domyślnie : przeciwnika), zmiażdżyć (przeciwnika), przywalić, dokopać, nie dać się, ustąpić pola, oddać pole, przegrać bitwę a wygrać wojnę, strategia, manewry, wygrana-przegrana, przegrana-wygrana, wygrana-wygrana, polec, wytrwać, odeprzeć atak, partyzantka, uzbroić się w .. (cierpliwość, argumenty etc), agresywnie, przeczekać,  zawrzeć pokój – te zwroty nie pochodzą z opisów bitew, manewrów bojówek ani z walk grup osiedlowych, a z biura, z rozmów znajomych, z  wygłaszanych czy pisanych tekstów dotyczących negocjacji, spotkań z klientami, rozmów o pracy zespołu, z mediów, które opisują tym językiem nie tylko relacje z walk…

Negocjacje to dla wielu okazja i przestrzeń do toczenia bitwy, odreagowywania, pokazywania władzy i sily. Co ciekawe – tak do tego wiele osób nawykło, że dotyczy to nie tylko sytuacji biznesowych, ale i relacji bardzo rodzinnych i – nazwijmy – partnerskich. I choć bardzo wiele osób negocjujących (w różnych sytuacjach i różne rzeczy – niekoniecznie potężne kontrakty) wie, że dobrze gdy jest “win-win” (nie zawsze zastanawiając się, co to w praktyce oznacza), to nadal w toku przygotowań i rozmów po spotkaniach ta retoryka wojenna jest obecna. Ta niemal  akceptowana powszechnie retoryka, to retoryka bitwy a nie porozumienia. To retoryka agresji i obrony, a nie ustalania wzajemnych potrzeb, korzyści i rozwiązań. Jak więc zachować spokój i postawę dialogu i porozumienia, jeśli język jest pełen przemocy i nie wspiera procesu porozumienia, a nakręca agresję?

Ta retoryka jest wszechobecna, zaczyna się rozlewać na wiele obszarów – od świata polityki, poprzez media, po szkoły, ośrodki zdrowia, a nawet szpitale, gdzie np. zamiast diagnozować i leczyć, walczy się o życie, przetrwanie, pieniądze. Jeśli nie wojenna retoryka – to magiczne słowo kompromis… Słowo, które oznacza, że każda ze stron z czegoś rezygnuje, żeby obie były zadowolone. Słyszycie to? Ja rezygnuję, żeby druga strona była zadowolona, druga strona rezygnuje, żebym ja była zadowolona. Rezygnacja, strata, oddanie czegoś – to ma przynieść satysfakcje obu stronom?

A może po prostu spotkajmy się i wspólnie poszukajmy rozwiązań, które są korzystne dla obu stron i zgodne z potrzebami. Nikt nie będzie musiał walczyć, nikt nie musi przegrać, nie ma kompromisu, który sprawia, że tak naprawdę żadna ze stron nie jest w pełni zadowolona…

Retoryka wojenna, czy tego chcemy czy nie, powoduje napięcie i agresję. Możemy w najbliższym otoczeniu to zmieniać – zaczynając od siebie. Kompromisy przyzwyczajają z kolei do tego, żeby akceptować sytuacje niesatysfakcjonujące i powodujące niedosyt.

Posłuchajcie siebie samych, swojego otoczenia, tego, czym na co dzień się „karmicie” – ile jest w tym wojny, a ile spokoju, harmonii, chęci zrozumienia, etc. Może warto zacząć od siebie i przestać „się zbroić” ?

W zbroi nie jest dobrze ani wygodnie iść przez życie. I w zbroi trudno się pochylić nad sprawa, człowiekiem, potrzebą. I w zbroi trudno wyciągnąć ku górze szyję i popatrzeć na niebo, gwiazdy i marzyć.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

Rekrutacja – casting czy transakcja handlowa

Czerwiec 14th, 2010

Temat rekrutacji podejmowałam już kilkakrotnie na tym blogu tutaj (kilka postów). Dziś kontynuacja tego tematu, choć ujecie  może niektórych zdziwić. Zastrzegam jednak, że nie jest to uniwersalna recepta, a jedynie podpowiedź, że można inaczej.

Ostatnio w pewnym kilkunastoosobowym gronie miało miejsce ciekawe ćwiczenie: wybrane z grupy osoby miały wystąpić (indywidualnie) przed pozostałymi i przekonać ich do tego, żeby daną osobę (prezentującą się) zatrudnili u siebie.

Zanim przeczytacie dalej, spróbujcie w wyobraźni stanąć w sytuacji takiego ćwiczenia. Macie minutę na swoje wystąpienie. Jest określone, co to za branża (znacie ją dobrze i dobrze wiecie o różnych potrzebach i niedostatkach personalnych w tej branży – możecie w to miejsce wstawić swoja branżę i np. konkurencyjną firmę do tej, w której pracujecie). Jak przebiegać będzie Wasze wystąpienie? Co powiecie w ciągu tej minuty? Co może spowodować takie zainteresowanie odbiorców, żeby zechcieli kontynuować z Wami proces rekrutacji, żebyście przeszli do kolejnego etapu i nawet wygrali w tej grze?
Minuta dla Was. Teraz! (o tym ćwiczeniu też wcześniej nikt nie był uprzedzony, a w realnym życiu taka sytuacja może się zdarzyć zawsze – np. na spotkaniu towarzyskim, na bankiecie, w czasie urlopu etc)

————— tutaj jest minuta dla Was —————

I jak? A co powiedzieliście (powiedzielibyście) w tej sytuacji? Jak wykorzystaliście tę minutę na to, by przejść dalej w tym „procesie rekrutacji”?

Wiele rozmów kwalifikacyjnych sprowadza się do opowieści kandydata o tym, jakie on ma wykształcenie, doświadczenie, jakimi „zasobami” on dysponuje. Uczestnicy tego ćwiczenia (wszyscy) także przyjęli, że muszą powiedzieć o sobie i muszą to zrobić w jak najbardziej atrakcyjny, klarowny sposób.

Tak czy inaczej sprowadziło się to do kilku wystąpień, w czasie których ludzie recytowali lepsze czy gorsze wersje swojego skróconego CV. Jedni wyliczali swoje szkoły i dyplomy, inni mówili o tym, jakie wspaniałe projekty zrealizowali i jakie odnieśli sukcesy. Jeszcze inni – jakie posiadają praktyczne umiejętności, jeszcze inni mówili o tym, że dany zawód jest ich pasją i że chcą się dalej rozwijać. Podsumowując – wszyscy mówili … O SOBIE. A Ty?
Ja nie miałam okazji wystąpić przed tą grupą, niemniej wieczorem w domu poważnie się zastanawiałam, jak wyglądałoby moje wystąpienie.

Zadałam sobie kilka istotnych pytań, zanim wygłosiłam swoje kwestie przed lustrem :-) Oto te pytania, wraz z ramowymi odpowiedziami (ja je rozwijałam jeszcze bardziej):
- Dlaczego firma prowadzi tę rekrutację?
Odpowiedź, że dlatego, iż potrzebuje pracownika nie jest prawdziwa, tzn. nie dotyka istoty. Tak naprawdę firma ma jakiś problem lub zadania, do rozwiązania którego potrzebne jej są określone kompetencje i umiejętności, a ich nie ma. Więc ich szuka. Szuka sposobu na rozwiązanie swojego problemu. Szuka kompetencji a nie świadectw szkolnych. Szuka kompetencji, a nie człowieka. Zatem kolejne pytanie: Jakich kompetencji może potrzebować ta firma? Jakie może mieć problemy do rozwiązania?
- Czy ja jestem nośnikiem tych potrzebnych kompetencji / umiejętności/ cech osobowości? Czy ja mogę rozwiązać ten problem firmy, bo to posiadam? Co to jest szczegółowo?
- Co firma zyska, jeśli mnie zatrudni, co dostanie? Przecież nie mój dyplom ani moje marzenia, ani nawet moje doświadczenie. ;-) Otrzyma rozwiązanie swoich problemów, a pośrednio rozwiązanie problemów swoich klientów. Jeśli zatem przekonam, że właśnie TO firma  kupuje zatrudniając mnie, to firma dokona tej transakcji.
- Jak mogę się wyróżnić spośród wszystkich starających się o te pracę i co mnie tak naprawdę wyróżnia na tym rynku „produktów”?
- O czym szef mający konkretne problemy w firmie chciałby rozmawiać najchętniej i co chciałby usłyszeć? O mnie? A co go obchodzi życiorys kolejnej osoby? A może o tym, że jest rozwiązanie problemów? Każdy lubi rozmawiać o tym, co jego dotyczy. Więc dobrze, jeśli przyjdę i powiem, że mam dla niego rozwiązanie jego problemów (nie nazywając tego problemami), sposób na rozwój firmy, sposób na zwiększenie sprzedaży, etc. Firma działa dla zysku, dla pieniędzy. Czy to, co przynoszę może powiększyć zyski? Pewnie tak. PR czy dobra komunikacja też mogą przekładać się na zysk (lub zmniejszenie straty, co też jest “zyskiem”).

Uświadomienie sobie powyższych rzeczy okazało się dla mnie bardzo pomocne do przygotowania wyjątkowego i zupełnie odbiegającego od wcześniejszych wystąpienia. Ułożyłam je sobie i wygłosiłam (tak, głośno) przed lustrem i potem przed wyobrażonym audytorium. Głośne ćwiczenia są skuteczniejsze niż te dokonywane w myślach. Na początku czułam sie nieswojo, potem miałam z tego niezłą zabawę. W wolnym czasie sobie to nagram i zobaczę “okiem z zewnątrz”.

W moim minutowym wystąpieniu nie było słowa o moim wykształceniu! I nie było ani jednego słowa o moich marzeniach i chęciach rozwoju. Nie było też słowa o tym, że bardzo chcę dla nich pracować. O takie rzeczy potem taki szef dopyta, albo zna je już z cv.

Powiedziałam, co ONI zyskują zatrudniając mnie. Co dostają dla swojej firmy i dla swoich klientów poprzez fakt zatrudnienia mnie. O co wzbogaci się ich firma, o jakie kompetencje, o jakie doświadczenie, o jakie umiejętności. Mówiłam O ICH KORZYŚCIACH. Zamiast zacząć od „Ukończyłam z wyróżnieniem…” , zaczęłam „Zatrudniając mnie uzyskujecie Państwo…”. W ten sposób nawet swój wiek mogłam “sprzedać” jako coś, co dla firmy jest zyskiem, co jest dla niej wzbogacające i ważne. Nie tłumaczyłam, że “mimo wieku metrykalnego jaki mam jestem duchem młoda”. :-) To duży komfort i istotna różnica.
To mi potem przypomniało że na wielu dobrych szkoleniach sprzedażowych powtarza się : „Nie mów o produkcie (jego cechach), mów o korzyściach dla klienta.”. Mów językiem korzyści”. Jeśli przyjąć, że ja jestem produktem, który firma kupuje i płaci za ten produkt każdego miesiąca, to od cech tego produktu (ukończone studia, ukończone szkolenia, znajomość języków) zdecydowanie ważniejsze dla klienta są jego korzyści, jakie będzie miał z zakupu tego “produktu”.
Tak, tak, na rekrutację można spojrzeć jak na casting i autoprezentację, albo jak na… negocjacje handlowe, na proces kupna i sprzedaży. Ja jestem produktem/usługą, a moje wynagrodzenie to cena za ten produkt/usługę, jaką firma płaci. Najlepsi handlowcy wiedza, że produkt sprzedaje się, bo klient kupuje korzyści dla siebie. I trzeba często klientowi uświadomić te korzyści. Liczy się, co możesz zrobić dla TEJ firmy, a nie co zrobiłeś dla innych firm wcześniej (np. dla konkurencji:-)).

Jeśli zastosujemy to w rekrutacji, to z pewnością się wyróżnimy, zostaniemy zapamiętani, a jednocześnie zachęcimy do tego, by nas dopytać o różne rzeczy. I wchodzimy w dialog, co już jest niezwykle ważne, bo w rozmowie możemy przejąć przywództwo i ja poprowadzić z korzyścią dla nas. Żeby jednak móc to zrealizować, trzeba się odciąć od stereotypu, sztampy, a na swoje cv spojrzeć z zupełnie innej strony. Od strony korzyści kupującego! Warto zrobić takie ćwiczenie w domu, by (co nie jest łatwe) nazwać te korzyści, które firma będzie miała. Poszukać właściwych określeń, poszukać odpowiednich słów. A dopiero potem wskazywać na potwierdzenie tych korzyści w samym produkcie (czyli odnieść się do doświadczenia, wcześniejszych sukcesów etc.)

Nie patrz, co TY masz, tylko co z tego jest ważne i potrzebne TEJ FIRMIE i dlaczego. Czy jest coś, co będzie nowością, unikalną umiejętnością, o którą wzbogaci się TA FIRMA, gdy Cie kupi i co to dla niej oznacza.
I ważne, żeby mówić rzeczy na „tak” – że „firma uzyska” (zwracam uwagę na to, co pozytywne) – zamiast „firma nie będzie miała problemu” (podkreślam niestety negatywne). Co lepiej brzmi: „nie będziecie już mieli Państwo problemu z realizacją…” czy „Będziecie Państwo mogli skutecznie realizować…”. Niby to samo, a jednak…

Bywa, że w czasie realnych, prawdziwych spotkań rekrutacyjnych, gdy już opowiecie o sobie, rekrutująca osoba zadaje pytanie : Dlaczego mam Pana / Panią zatrudnić. I tutaj ludzie znowu często mówią o sobie ( „Bo jestem najlepszy”, „Bo wnoszę do firmy wiele swoich umiejętności”, „ Bo potrafię pracować z pasją i zaangażowaniem”, „Zawsze marzyłem o pracy w tej firmie”), zamiast mówić o firmie i rozwiązaniu jej problemów ( „bo zatrudniając mnie firma uzyskuje …”)

Każdy z Was sam podejmuje decyzje, kiedy i jak prowadzić swoje rozmowy, ja pokazuję jedną z możliwości. Nie jest to jednak recepta na każde spotkanie rekrutacyjne. Jednak może zainspiruje Was do głębszego spojrzenia w siebie i analizy swoich kompetencji pod kątem ich unikalności i korzyści dla firmy.

A dla tych, którzy pracują i nie planują zmian – żeby zadać sobie pytanie: Jakie korzyści z zakupu tego “produktu”, jakim jestem, ma moja firma. Jakie problemy firmy tak naprawdę rozwiązuję. Czy jestem unikalną i potrzebną umiejętnością/ kompetencją firmy?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , ,

Najkrótsza lekcja prawa – o umowach

Maj 17th, 2010

Najkrótszą lekcję prawa (w zakresie umów) odebrałam jeszcze w czasie studiów MBA. Brzmiała ona mniej więcej tak:
„Pamiętajcie, że umowę zawiera się (sporządza)  w momencie ślubu, a egzekwuje w momencie rozwodu. Zatem przy tworzeniu (podpisywaniu) umowy trzeba ją tak traktować (czytać i analizować), jakbyście właśnie się rozwodzili.”

Dzięki temu unikniemy sytuacji, gdy “po czasie” łapiemy się za głowę (a czasem i za portfel)  i mówimy “Gdybym wiedział, że tak będzie, to bym to inaczej zapisał w umowie”, “Gdybym to przewidział, to bym tej umowy nigdy nie podpisał”, “Ale się zgapiłem, wsadziłem na minę, przecież ta umowa jest dla mnie niekorzystna, a tak dobrze to wyglądało”, “dlaczego ja tego dokładnie nie przeczytałem?!”. Umowa nie jest tak naprawdę potrzebna w czasie, gdy wszystko dobrze się układa. Umowa jest natomiast konieczna na wypadek, gdyby tak nie było. :-)

Od czasu tej “lekcji” przed podpisaniem każdej umowy:

  1. Bardzo uważnie czytam ją w całości (nawet gdyby była bardzo długa i drobnym drukiem)
  2. Jeśli czegoś nie rozumiem, to dopytuję, co dane sformułowanie oznacza w praktyce, a nawet konsultuję z prawnikiem
  3. Gdy otrzymuję na to odpowiedź – proszę o stosowną zmianę zapisu w umowie, aby jednoznacznie i czytelnie wskazywała właśnie na takie rozumienie i nie zostawiała tzw. „furtek” i niedopowiedzeń (np. “przez co strony rozumieją….”)
  4. Jeśli nie dookreśla ona wszystkich możliwych sytuacji „rozwodowych”, to proszę o uzupełnienie, wcześniej zadając np. pytania typu: „A co będzie gdy…”, „A kto odpowiada za… i w jakim zakresie”
  5. Zadaję sobie pytanie: “Jakie obowiązki dla mnie wynikają z tej umowy i czy to mi pasuje” i „Jakie mam prawa określone w tej umowie i czy one rzeczywiście są zagwarantowane ta umową – czy inne zapisy tego prawa np. nie ograniczają w niekorzystny dla mnie sposób”
  6. Zadaję sobie pytanie „Czy ta umowa jest dla mnie korzystna” i „Jakie zapisy tej umowy są dla mnie niekorzystne” – te niekorzystne negocjuję.

Od tego czasu, gdy tworzę umowę, dbam, by jasno określone były ważne dla współpracy obszary, szczególnie:

  1. Czego ta umowa dotyczy, czyli na co tak naprawdę się umawiamy
  2. Zakres odpowiedzialności stron umowy
  3. Zakres obowiązków (szczegółowo) obu stron umowy
  4. Bardzo dokładne określenie kwestii finansowych – kto, ile, kiedy, na podstawie czego
  5. Określam, co dzieje się, gdy jedna ze stron nie będzie się wywiązywała ze swoich zobowiązań lub będzie wywiązywała się nienależycie. Co wtedy, jakie będą tego konsekwencje, etc.
  6. Nie jest dla mnie ważne, czy używam ściśle prawniczego języka, ale czy wszystkie ważne rzeczy zostały zapisane w sposób jednoznaczny i zrozumiały dla obu stron.

Nie dbam o to, czy umowa będzie krótka czy długa. Ma być precyzyjna i jasna dla obu stron.

Wiadomym jest, że jeśli współpraca dobrze się układa, to wszystko można dogadać. Ale umowa – jak pisałam wyżej – nie jest na takie sytuacje. Umowa jest przede wszystkim po to, by do jej zapisów odwoływać się, gdy współpraca nie układa się dobrze, gdy jedna ze stron nie wywiązuje się z podjętych zobowiązań.

Dbam, by umowa była na pismie, ponieważ umowa ustna jest prawnie ważna umową, ale… trudno tego dowieść. Po co zatem ryzykować. Jeśli zależy mi na dobrej współpracy, to ważne jest, by stworzyć dla niej dobrą umowę. przyjmowanie założenia, że “Jakoś to będzie” albo “Będzie dobrze” lub “Po co tyle pisać, przecież obie strony chcą dobrze”  daje w wielu przypadkach opłakane (dosłownie i w przenośni) skutki.

Ta krótka lekcja prawa bardzo mi pomaga w życiu  – tak w pracy, jak i w wielu sytuacjach pozapracowych, choćby jak przypadki zawierania umów wynajmu, kupna, sprzedaży, zamiany, pracy, współpracy etc.

Skoro mnie pomaga – być może i Wam będzie pomocna.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , ,

Wypowiedzenie – co warto wiedzieć (cz. 2)

Marzec 27th, 2010

Post dotyczący wypowiedzenia (cz. 1) spotkał się z dużym zainteresowaniem Czytelników, stąd uznałam, że warto kontynuować temat i nie odkładać na później. Moje posty nie zastąpią wiedzy wynikającej ze znajomości Kodeksu Pracy, mam jednak nadzieję, że przybliżą przynajmniej niektóre zagadnienia i zmotywują do poznania zarówno określonych prawem pracy obowiązków, jak i praw i zachęcą do lektury Kodeksu Pracy.

Ważne – Kodeks Pracy nie ma odniesienia do osób “samozatrudniajacych się”, czyli prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą i mających kontrakt z firmą (praca jak na etacie, a rozliczanie na podstawie faktur). Warto o tym wiedzieć i pamiętać.

Pisałam w części pierwszej o wypowiedzeniu pracy z przyczyn leżących po stronie pracownika, z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Dziś trochę o tzw. „dyscyplinarce”.  Chodzi o rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia z winy pracownika, z pominięciem okresu wypowiedzenia.

Przeczytajcie bardzo uważnie Kodeks Pracy. Ono dotyczy wyraźnego ciężkiego naruszenia obowiązków. Wtedy nie ma okresu wypowiedzenia.  To działa natychmiastowo.

KP Art. 52. § 1. Pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika w razie:

1) ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych,

2) popełnienia przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem,

3) zawinionej przez pracownika utraty uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku.

§ 2. Rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika nie może nastąpić po upływie 1 miesiąca od uzyskania przez pracodawcę wiadomości o okoliczności uzasadniającej rozwiązanie umowy.

Bardzo ważne jest szczególnie dokładne i precyzyjne określenie przyczyny przez pracodawcę. Na piśmie!  Przyczyna ma być konkretna i prawdziwa. Warto wiedzieć, że:

  • Nawet jednorazowa nietrzeźwość pracownika jest ciężkim naruszeniem obowiązków. Dotyczy to nie tylko alkoholu, ale i innych środków odurzających.
  • Przywłaszczenie mienia pracodawcy jest zawsze ciężkim naruszeniem obowiązków, nawet jeśli nie jest przestępstwem w świetle prawa, a jedynie wykroczeniem (czyli nie jest ważne, jaka jest wartość przywłaszczonego mienia). Próba przywłaszczenia także jest takim naruszeniem.
  • Korzystanie z telefonu służbowego w celu niezgodnym z jego przeznaczeniem (inne niż do celów służbowych, np. udział w  konkursach sms-owych) – jeśli naraża pracodawcę na szkodę -  może być powodem natychmiastowego zwolnienia. Napisałam “jeśli”, bo są sytuacje, w których jest ustalone z pracodawcą, że używanie telefonu służbowego do celów prywatnych będzie rozliczane w określony sposób i odliczane np. od wynagrodzenia, wówczas według mnie raczej nie można mówić o narażeniu pracodawcy na szkodę.
  • Odmowa wykonania polecenia służbowego może stanowić przyczynę zwolnienia dyscyplinarnego, bez potrzeby uprzedniego stosowania kar porządkowych (może, ale nie musi). Pracownik może oczywiście odnieść się na piśmie do otrzymanego polecenia i napisać, że np. w jego ocenie i zgodnie z jego najlepszą wiedzą wykonanie takiego polecenia naraża firmę na określone szkody (jeśli tak jest), niemniej nie może odmówić wykonania polecenia. Pisząc taką informację, pracownik  ma potem podstawę do ewentualnego bronienia swoich praw, gdyby rzeczywiście w efekcie wykonania takiego polecenia skutki były niekorzystne dla firmy, a pracownik był za to pociągany do odpowiedzialności.
  • Nieosiągnięcie zamierzonych rezultatów nie mogą być oceniane jako ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków w rozumieniu art. 52 KP. Jeśli zatem nie osiągasz efektów pożądanych przez pracodawcę – pracodawca nie może Cię zwolnic dyscyplinarnie, ale może to zrobić w trybie zwykłym, jeśli wykaże, że jest to wynikiem zaniedbań czy np. braku wystarczających kompetencji.
  • Regulamin pracy nie stoi ponad prawem, a więc powinien uwzględniać / honorować obowiązujący KP.

Regulamin pracy w danej firmie i Kodeks Pracy to lektury obowiązkowe dla każdego pracownika! Kodeks jest dostępny w Internecie. Regulamin nie może być sprzeczny z obowiązującym prawem, wiec i z Kodeksem.  Polecam każdemu, kto jest zatrudniony na umowę o pracę te lektury. Kodeks został opracowany, by chronić prawa pracowników i określać ich obowiązki wobec pracodawcy.

Wiedza o swoich prawach i świadomość posiadania określonych praw oraz obowiązków ułatwia zadbanie o własny interes nawet w krytycznym momencie.

Pozdrawiam Wszystkich i życzę, byście nie musieli nigdy korzystać z tej „lekcji”.

Ewa

Uncategorized , , , , ,

Nowa praca – negocjowalne warunki zatrudnienia

Marzec 24th, 2010

Chwila “odpoczynku” od tematu wypowiedzenia :-) czyli coś, co dotyczy startu w nowej pracy, a dokładnie – rozmów o warunkach zatrudnienia.

Tak się przyjęło, że przy podejmowaniu nowej pracy negocjujemy przede wszystkim (w wielu wypadkach wyłącznie) kwestie związane z wynagrodzeniem. W moim odczuciu to błąd. Jest jeszcze kilka aspektów, o których warto rozmawiać z pracodawcą. Zatem negocjacje mogą dotyczyć:

1. wynagrodzenia w okresie próbnym i po okresie próbnym (warto to zapisać już w pierwszej umowie, że po okresie próbnym wynagrodzenie wzrośnie o kwotę x) – tak unika się nieporozumień. Zarząd firmy może się zmienić i jeśli nie ma zapisu – ustalenia ustne trudno jest udowodnić i tym samym egzekwować.

2. długości trwania okresu próbnego (nie ma nigdzie zapisu dotyczącego jego długości – może to być miesiąc, mogą być np. 3 miesiące). Można negocjować pominiecie okresu próbnego i zatrudnienie od razu np. na umowę na czas nieokreślony.

3. czy po okresie próbnym będzie umowa na czas nieokreślony czy określony, a jeśli określony, to jak długi. Warto zastanowić się, co jest dla nas korzystne – czy umowa czasowa po okresie próbnym na dłuższy czas (np. rok) czy krótszy (np. pół roku). Wbrew pozorom  jest to istotne, ponieważ przepisy prawa mówią o tym, że po 3 umowach na czas określony pracodawca ma obowiązek zawrzeć umowę na czas nieokreślony. Czyli im krótsze umowy czasowe, tym szybciej umowa na czas nieokreślony. Nie ma jednak gwarancji, że pracodawca będzie chciał podpisać kolejną umowę. Każdy sam powinien oszacować ryzyko.

4. wprowadzenia do umowy zapisu o corocznych stałych wzrostach wynagrodzenia o poziom inflacji (urealnianie wynagrodzenia).

5. zakresu obowiązków i odpowiedzialności na danym stanowisku, a także zakresu kompetencji (np. jakie decyzje mogę podejmować samodzielnie).

6. okresu wypowiedzenia; Kodeks Pracy nie określa możliwego okresu wypowiedzenia. Kodeks Pracy określa jedynie minimalny okres wypowiedzenia, ale nie zabrania pracodawcy udzielania dłuższego niż ten minimalny okresu wypowiedzenia. To bardzo ważne, bo do 3 miesięcy pracy ten okres minimalny wynosi 2 tygodnie, do 3 lat pracy w danej firmie – 1 miesiąc. Można od razu wynegocjować, że np. pomijamy okres próbny i zatrudnienie jest na czas nieokreślony z np. 6 miesięcznym okresem wypowiedzenia, 3 miesięcznym… dowolnie.

7. można negocjować zapis o tym, że jeżeli wypowiedzenie nastąpi z winy pracodawcy (likwidacja firmy lub stanowiska pracy), to wypłacona zostanie dodatkowa odprawa w wysokości np. równowartości 3 miesięcznego wynagrodzenia, 6 miesięcznego wynagrodzenia…

8. można przy niektórych typach pracy negocjować częściową pracę zdalną (telepraca) czyli np. trzy dni pracuje w firmie a pozostałe dwa – w domu; to szczególnie dobre rozwiązanie dla kobiet po urlopie macierzyńskim albo dla osób dojeżdżających z daleka do miejsca pracy.

9. narzędzia pracy, w tym  – telefon komórkowy – limit kwotowy (można negocjować określona wysokość), laptop, samochód służbowy lub zwrot kosztów dojazdów do pracy, nawet możliwość wynajęcia dla pracownika i pokrycia kosztów mieszkania lub pokoju służbowego (może to być koszt doliczany jako wynagrodzenie – opodatkowanie jak dochodu), albo koszt w pełni po stronie pracodawcy).

10. pokrycie przez pracodawcę kosztów abonamentu zdrowotnego czy pokrycie kosztów ubezpieczenia na życie (grupowe ubezpieczenie)

11. pokrycie przez pracodawcę całości lub części kosztów określonych szkoleń (można je wymienić w umowie) lub studiów, szkoleń językowych (także to, czy szkolenia będą traktowane jako czas pracy czy poza czasem pracy).

12. zasad dotyczących karencji – jeśli przez określony czas po ustaniu zatrudnienia nie mogę podjąć pracy w konkurencji, to ta konkurencja powinna być dokładnie określona w umowie, a dodatkowo ten czas karencji powinien być uwzględniony w odprawie pracowniczej – jako równowartość wynagrodzenia za te miesiące.

Wiem, że nie zawsze jest możliwe uzyskanie wszystkich bonusów, że zależy ono od naszej wartości rynkowej i możliwości pracodawcy, od specyfiki firmy i branży, jednak warto wiedzieć, że nie tylko comiesięczne wynagrodzenie podlega negocjacjom i ze czasem wynegocjowanie innych rzeczy jest wartościowsze niż nawet kilkaset złotych miesięcznie.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

Wypowiedzenie – co warto wiedzieć (cz. 1)

Marzec 20th, 2010

Jakiś czas temu pisałam o zwalnianiu pracowników w poście „Nieprzyjemny „przywilej szefa”. Uwagi i spostrzeżenia według mnie przydatne mogą być nie tylko pracodawcom, ale i pracownikom. :-)   To, co ważne dla zwalnianej osoby, to fakt, że ma on pełne prawo domagać się szacunku, czasu, wyjaśnień, etc. Nie będę się powtarzać. Dziś obiecany ciąg dalszy tematu, czyli  sytuacja, gdy jako pracownik zostajesz zwolniony z pracy. O czym warto wiedzieć.

  1. Masz prawo do szacunku.
  2. Masz prawo do rozmowy o przyczynach wypowiedzenia (szczegółowe uzasadnienie decyzji), a także o tym, co było pozytywnego i dobrego. Jeśli pracodawca sam o tym nie mówi – pytaj.
  3. Pracodawca ma prawo oceniać Twoją pracę, Ciebie jako pracownika tej firmy, ale nie ma prawa oceniać Cię jako człowieka. Wymagaj rozdzielenia tych obszarów.
  4. Pamiętaj, że życie nie kończy się wraz z utratą tej konkretnej pracy, a często jest początkiem ciekawej przygody i rozwoju zawodowego. O tym ciekawa dyskusja toczy się przy gościnnym poście „Pożegnanie z korporacją – szansa czy śmierć?” na alexba.eu – warto przeczytać wraz z komentarzami i wyciągnąć wnioski, zanim stanie się w obliczu utraty pracy.

Tymczasem dziś chcę zwrócić uwagę na kilka aspektów formalnych, o których wielu ludzi nie wie, bo nie zadaje sobie trudu poznania Kodeksu Pracy. Tymczasem warto znać zapisu KP i mieć świadomość wielu prawnych aspektów.

Wypowiedzenie przez pracodawcę może być realizowane w trybie zwykłym, z zachowaniem okresu wypowiedzenia lub może być to zwolnienie dyscyplinarne, a więc natychmiastowe. Zacznijmy od zwolnienia w trybie zwykłym, z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Drugim przypadkiem zajmę się w odrębnym poście.

  1. Wypowiedzenie liczy się od ostatniego dnia miesiąca, w którym zostało złożone (wręczone). Co to w praktyce oznacza? Jeśli masz np.  miesięczny okres wypowiedzenia i  pracodawca wręcza wypowiedzenie np. 1 marca, 8 marca lub 23 marca czy 31 marca – to okres wypowiedzenia i tak liczy się od 31 marca (ostatni dzień miesiąca) – czyli w kwietniu jesteś w okresie wypowiedzenia, ale pracujesz jeszcze. Powszechnie uważa się, ze wypowiedzenie można dostać w ostatnim dniu miesiąca, nie jest to jednak prawdą. Błędne jest przekonanie, ze wypowiedzenie wręcza się pracownikowi z końcem miesiąca.
  2. Możesz ustalić z pracodawcą (w niektórych firmach jest to standardem), że pracodawca zwalnia z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia. Co to oznacza? Że jesteś w okresie wypowiedzenia, za który otrzymujesz wynagrodzenie, ale nie masz obowiązku chodzić do pracy (jak płatny urlop). To daje więcej czasu na poszukiwanie nowej pracy i unikasz niekomfortowej sytuacji pracy w czasie wypowiedzenia. Warto o tym rozmawiać z pracodawcą. Ważne: jeśli masz w umowie zakaz pracy dla konkurencji – nie możesz w tym czasie wykonywać takiej pracy  – dotyczy to także umowy o dzieło i umowy zlecenia.
  3. Zgodnie z prawem przysługują  2 dni wolne na tzw. poszukiwanie pracy – płatne.
  4. W okresie wypowiedzenia możesz wybrać urlop (iść na urlop), a jeśli nie – pracodawca zobowiązany jest Ci wypłacić ekwiwalent za niewykorzystany urlop. Pracodawcy częściej wysyłają na urlop, niż płacą.
  5. Zwolnienie lekarskie nie przedłuża okresu wypowiedzenia.
  6. Po okresie wypowiedzenia, gdy już nie pracujesz, masz pełną ochronę zdrowotną i ubezpieczeniową przez 30 dni. Ważne jest, by w ostatnim dniu trwającego okresu wypowiedzenia pracodawca podbił Ci książeczkę zdrowia (legitymację ubezpieczeniową).
  7. Jeśli zwalnia Cię pracodawca – możesz zgłosić się do urzędu i zarejestrować jako bezrobotny, wówczas zachowujesz ubezpieczenie.

Pułapka „porozumienia stron”.

Dlaczego rozwiązanie umowy za  porozumieniem stron nie zawsze jest dobre dla pracownika, a jest korzystne dla pracodawcy?

Wielu pracodawców proponuje pracownikowi rozstanie i podpowiada podpisanie porozumienia rozwiązującego stosunek pracy. To ma być taka „ugodowa wersja”, żeby nie było w dokumentach napisane, że Cie „wyrzucili”. Tu jest pułapka. Są firmy, w których praktykuje się informowanie pracownika, że to dla niego lepiej, bo przyszły pracodawca lepiej na nich będzie patrzył.  Nie dopowiadają jednak, że rozwiązując umowę „za porozumieniem stron” pozbawiamy się dwóch podstawowych praw:
- prawa do zaskarżenia wypowiedzenia w Sądzie Pracy,
- prawa do zasiłku (gdy zarejestrujemy się jako bezrobotni).

Jeśli na rozmowie kwalifikacyjnej pada pytanie o przyczynę rozstania z byłym pracodawcą, to odpowiedź, że rozstanie było za porozumieniem stron nic nie zmienia. powszechnie przyjmuje się, że jeśli pracownik sam chce odejść, to on składa wypowiedzenie i dzieje się tak zwykle, gdy ma już inną pracę. Jeśli człowiek szuka pracy będąc bezrobotnym (formalnie lub nie), to dla większości pracodawców jest to informacja, że  coś się nie układało i załatwiono to „porozumieniem stron”.

Samo słowo „porozumienie” oznacza zgodę na warunki odejścia. Oznacza, że się porozumiałeś z pracodawcą. A czy tak naprawdę porozumiałeś się? Negocjowałeś?

Jeśli pracodawca proponuje Ci rozwiązanie stosunku pracy za porozumieniem, to… wykorzystaj to i negocjuj warunki rozwiązania umowy. Możesz powiedzieć: Proponuje mi Pan rozwiązanie umowy na mocy porozumienia stron, to w takim razie spróbujmy się porozumieć – co Pan proponuje? Jaki warunki rozwiązania umowy? Jeśli w tym momencie pracodawca podaje standardowy okres wypowiedzenia i nic więcej, to powiedz, że to nie jest porozumienie, że Ty widzisz to inaczej. Jeśli mamy się rozstać za porozumieniem stron, to proszę (np.) o dodatkowy płatny miesiąc okresu wypowiedzenia i zwolnienie ze świadczenia pracy w całym okresie wypowiedzenia. To oczywiście jedna z możliwości. 

Jeśli pracodawca nie ma „twardych” podstaw, prawdziwych do zwolnienia, a nie chce już Ciebie w zespole – będzie straszył lub negocjował. Straszyć to już nie bardzo ma czym, bo przecież i tak tracisz pracę, więc czego masz się bać ? To już poniekąd komfortowa sytuacja – możesz negocjować. A jeśli wiesz, że podana (napisana)została nieprawdziwa przyczyna, to masz dodatkowy argument: Szefie, ja proponuję porozumienie na określonych warunkach. Jak Pana to nie interesuje, to zostawmy to wypowiedzenie z podaniem przyczyny, a ja złożę sprawę do sądu, bo przyczyna jest nieprawdziwa i krzywdząca. Pan wybiera. :-)

Ważne, żeby nie dać się zastraszyć, zaskoczyć. Masz czas. Nie spiesz się.  Jeśli  dostajesz wypowiedzenie, to odetchnij, złap równy oddech, przeczytaj dokument przynajmniej dwa razy zanim podpiszesz porozumienie. Daj sobie tyle czasu, aż czytając zrozumiesz każde zdanie napisane w dokumencie. Zastanów się, co to dla Ciebie oznacza.  Na tym etapie nie myśl, co będziesz robił i skąd weźmiesz pieniądze na przeżycie, ale skup się na tej konkretnej sytuacji, potraktuj to jako zadanie.

„Porozumienie stron” zwalnia pracodawcę z obowiązku pisemnego uzasadnienia przyczyny wypowiedzenia. A zgodnie z prawem podana przyczyna ma być konkretna, jasno określona i prawdziwa. Czasem pracodawca nie potrafi podać takiej przyczyny. Wtedy takie porozumienie jest dość wygodną formą.  Zdarza się, że pisze wypowiedzenie podając wątpliwe lub podważalne uzasadnienie i podsuwa pracownikowi, a równocześnie proponuje, by zamienić to na „porozumienie stron” –  “dla dobra” pracownika. Bo niby będzie łatwiej mu uzyskać nową pracę. To sygnał, że pracodawca woli porozumienie. :-)   Dlaczego? Jeśli przyczyna jest nieprawdziwa, krzywdząca, niejasna – pracownik może w ciągu 7 dni kalendarzowych ( a nie roboczych!) złożyć pozew do sądu pracy i wnosić o przywrócenie do pracy na poprzednich warunkach, odszkodowanie (maksymalnie trzykrotne wynagrodzenie), zmianę świadectwa pracy. Sądy pracy są na ogół przychylne pracownikom i naprawdę w sytuacjach krzywdy warto się upominać o swoje prawa i o prawdę. Jeśli zgadzamy się na „porozumienie stron”, to odmawiamy sobie tego prawa. Postępowanie sądowe w sądzie pracy w takich przypadkach jest wolne od opłat sądowych.

Kodeks Pracy to lektura obowiązkowa dla każdego pracownika! Jest dostępny w Internecie, np. tutaj, na stronie Państwowej Inspekcji Pracy.

Odchodząc z pracy zadbajcie o świadectwo pracy, potwierdzenie odbytych szkoleń, opinię, a także wszystkie wydruki RMUA potwierdzające, że pracodawca odprowadzał za Was składki ZUS.

Pozdrawiam i życzę dobrej pracy bez nieprzyjemnych niespodzianek :-) ,

Ewa

Uncategorized , , , , ,