Archiwum

Posty oznaczone ‘odpowiedzialność’

„Martwię się przez Ciebie…”

Maj 25th, 2010

Tytuł tego postu to cytat – właśnie w taki sposób mawia matka do dorosłej córki – jednej z moich znajomych. Są też inne powszechnie używane zwroty, np. „Mam przez Ciebie tyle zmartwień”, “przez Ciebie nie sypiam po nocach, bo się martwię”…

Ja zauważam dwa dość powszechnie występujące stany (sytuacje):

  1. My się martwimy (i zamartwiamy) z jakiegoś powodu,
  2. Inni martwią się o nas (lub co gorsza – przez nas, z naszego powodu).

Martwienie się jest u nas dość często spotykane. Wydaje mi się, że martwienie się to bardzo wygodna postawa wobec życia. Wygodna. :-) Tak, tak. To sposób na życie dający konkretne „korzyści”.

Co dokładnie mam na myśli?

Otóż martwienie się  jest biernym zastępnikiem działania, jest usprawiedliwieniem „nicnierobienia”.  Jest  zwolnieniem się z odpowiedzialności za własne życie. Ucieczką od tej odpowiedzialności i przerzuceniem jej na innych lub na tzw. okoliczności zewnętrzne. Wygodnie. Niesłusznie niekiedy wiąże się je z miłością, odpowiedzialnością, troską, pomocą. Martwienie się nie pomaga! To nie ma nic wspólnego z empatią!

Martwienie się dodatkowo pozwala na manipulowanie otoczeniem poprzez wywoływanie w innych poczucia winy – jak w tytułowym zwrocie – „Martwię się przez Ciebie”. To nic innego jak powiedzenie drugiej osobie: Jesteś odpowiedzialna(y) za to, że jest mi źle, za to, że nie odczuwam radości, etc …

Większość rzeczy, o które się martwimy nigdy nie następuje lub następuje w mniejszym nasileniu, niż w naszych “zamartwionych” wyobrażeniach. Martwienie się jest w takich przypadkach osłabianiem siebie, wydawaniem własnej energii na próżno. Ale jak się martwisz to masz pozory działania.

Jak często się martwisz? O co się martwisz?

  • Martwisz się o zdrowie? Nie martw się tylko zacznij o nie dbać. Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się, ze stracisz pracę? Nie martw się, tylko np.  podnoś swoje kwalifikacje, zabezpiecz sobie „wyjście awaryjne”,  rozmawiaj z przełożonym o Twoim rozwoju, poproś o ocenę Twojej pracy i sugestie, co powinieneś poprawić, żeby ta ocena była lepsza… Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się, ze nie dostaniesz pracy? Zamiast się martwić wykonaj pracę – np. sprawdź, jakie kompetencje są wymagane, określ, czego się powinieneś nauczyć, żeby podnieść swoją atrakcyjność na rynku pracy, etc. Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się o kogoś? Sprawdź, czy możesz pomóc lub czy ktoś może pomóc. I zrób to. Nie martw się, tylko podejmij działanie!
  • Martwisz się, bo brakuje Ci pieniędzy? A czy z martwienia się będziesz ich mieć więcej? Właśnie… Więc zastanów, jak możesz je zarobić, gdzie. Nie martw się, tylko podejmij działanie!

Z faktu martwienia się nie przybywa ani pieniędzy, ani energii do działania, ani zdrowia, ani przyjaciół…  Martwienie się dodatkowo osłabia poczucie własnej wartości. Martwienie się odbiera energię. Martwienie się łatwo może stać się przyzwyczajeniem, sposobem reagowania na trudności. Przestań się zatem martwić, a zacznij zadawać sobie pytanie: “Co mogę zrobić, żeby zmienić daną sytuację”. Stwórz plan i działaj. Szukaj rozwiązań. Rozmawiaj na ten temat. Szukaj sposobów na działanie rzeczywiste, na konstruktywne rozwiązania, a nie na działanie pozorne. Bierność i usprawiedliwienia – to właśnie niesie ze sobą martwienie się. Problemami zajmuj się wtedy, kiedy one już będą rzeczywiste. Nie zajmuj się nimi, gdy są tylko w Twojej głowie, w Twoich wyobrażeniach.

Jeśli natomiast ktoś mówi Ci, że martwi się przez Ciebie, to uciekaj daleko (!), a przynajmniej bardzo uważaj. To oznacza, że ten ktoś próbuje Tobą manipulować, przerzucać na Ciebie odpowiedzialność za swoje samopoczucie, wbijać Cię w poczucie winy i samemu ustawiać się jako skrzywdzony przez Ciebie.  To manipulacyjne i toksyczne.

Życzę, żebyście nie mieli zmartwień, tylko sprawy do załatwienia i nowe pomysły na rozwiązanie różnych spraw i nawet problemów.

To Twoja decyzja, czy będziesz się martwić, czy działać. Tylko Twoja!

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , ,

Reputacja a rekomendacje – historia weekendowa

Maj 2nd, 2010

W czwartek przed długim weekendem dopadł mnie ból zęba. Pobiegłam do swojego stomatologa, który zdiagnozował problem, zaordynował odpowiednie leczenie. Wiedziałam jednak, że ząb jest zagrożony, a sprawa nie jest banalna. Dodam, że nie wynikało to z mojego zaniedbania. Pani Kasia, jest moim stomatologiem od ok. 10 lat  i zapracowała na moje wielkie zaufanie. Polecałam ją wielu znajomym i polecam nadal. Wielu moich znajomych teraz rekomenduje ją dalej. To zaufanie okazało się dla mnie bardzo istotne gdy w piątek ból był już bardzo silny, ale Pani Kasi nie było w Warszawie, bo – jak wielu ludzi – wyjechała na przedłużony majowy weekend.

Postanowiłam doraźnie skorzystać z innego lekarza, żeby przetrwać weekend. Zobaczyłam szyld: „Stomatologia laserowa, RTG”. Podany telefon. Pani doktor – nazwijmy ją dla potrzeb postu Pani Laser – po wysłuchaniu mnie zaczęła ostukiwać inny niż opisany ząb (nie słuchała uważnie, bo by wiedziała). Wskazałam palcem problematyczny ząb, a w głowie zaświeciła mi się pomarańczowa lampka ostrzegawcza…

- Trzeba wyrwać – Pani Laser powiedziała zdecydowanie, jakby wyrwanie zęba było czymś mało istotnym.
- Wolę, żeby mi Pani pomogła zachowując ząb, jestem umówiona na dalsze leczenie – powiedziałam i opisałam dokładnie, co ma być zrobione.
- Przecież nikt Pani tego nie zrobi, nikt się z tym tak nie będzie bawił, wie Pani jaka to robota… a jeszcze przy takim bólu… – brnęła dalej, a we mnie narastało poczucie niepewności i lęk, że za chwilę stracę ząb, ale też, ze nie mam innego wyjścia, jak się z tym zgodzić… – Mogę Pani założyć lekarstwo, ale i tak Pani wyląduje jutro na Ludnej [nazwa ulicy, przy której jest całodobowe Centrum Stomatologii] i tam Pani wyrwą tego zęba, a zapłaci Pani 3 razy więcej niż dziś u mnie.
- Może jednak nie będzie takiej konieczności, może antybiotyk zadziała – walczyłam o zęba nadal…
- Kiedyś go Pani i tak straci [tu wskazała na przyczynę], a niepotrzebnie się Pani będzie męczyć. My mamy dobrego protetyka, a i implanty robimy….
- Wie Pani, kiedyś także umrę, ale widzę konieczności, by to przyspieszać… Tak samo jest z moim zębem– powiedziałam do Pani Laser

Ząb został na miejscu. Wyszłam od Pani Laser po zapłaceniu 30 zł za założenie lekarstwa, które nota bene niewiele pomogło. Wzięłam lek przeciwbólowy i  z wielkim trudem dotrwałam do następnego dnia. Niestety następnego dnia było już bardzo źle. Po konsultacji telefonicznej z moim urlopowanym stomatologiem pojechałam na ową Ludną. W uszach brzmiały mi słowa Pani Laser, że tutaj i tak wyrwą mi tego zęba…

Przyjął mnie Pan Marek. Powiedział, że jest kiepsko, ale zęba uratował. Nawet nie proponował wyrywania. A więc było inaczej, niż przewidywała Pani Laser. Gdybym jej uwierzyła – straciłabym ząb, który był do uratowania.

Doktor Marek zadziałał skutecznie, co mogę już dziś potwierdzić.  Przy okazji bardzo dobrze się rozmawiało (tzn.  ja głównie słuchałam i robiłam uhmm…). Dowiedziałam się, że otworzył własną praktykę, opowiadał o tym, o świetnym chirurgu szczękowym, którego pozyskał do współpracy, etc.  Poprosiłam o kontakt. W ten sposób mam stomatologa „rezerwowego”, gdyby kiedyś zabrakło pod ręką mojej Pani Kasi lub gdyby ktoś ze znajomych pytał mnie o stomatologa, któremu można zaufać.

Stomatolog to przede wszystkim ktoś, kto ratuje zęby, a nie je wyrywa. Wyrywa, gdy już nic nie da się innego zrobić, a nie wtedy, gdy on nie potrafi nic zrobić lub gdy mu się nie opłaca ratować. To istotna różnica.

Koszt zabiegu, który mi wykonał Pan Marek  to 60 zł. Wyrwanie zęba kosztuje jakieś 150 zł. Pan Marek  nie dał się skusić szybkiemu zarobkowi, a mimo to zyskał więcej – zaufanie klienta i dobrą opinię, co w przypadku niedawnego otwarcia własnej praktyki jest bardzo cenne. Pan Marek buduje swoją markę w najlepszy sposób: poprzez dobrą jakość swojej pracy i pozytywne efekty dla klienta. Nie będzie musiał przy takim działaniu wydawać na reklamę – ludzie będą sobie jego wizytówkę przekazywać i wymieniać informacjami. To jeden z tych zawodów, w których najlepiej sprzedaje się poprzez rekomendacje.

  • Gdyby nie marka mojej Pani Kasi i zaufanie do jej działań i decyzji – pozwoliłabym Pani Laser wyrwać zęba. Pani Kasia pozostawała ze mną w kontakcie telefonicznym mimo urlopu od momentu, gdy zgłosiłam problem. Zaufanie do Pani Kasi oznacza dla mnie wiarę, że ona uratuje mój ząb, jeśli to tylko będzie możliwe.
  • Pani Laser zastosowała  “marketing oparty na strachu”.  Ze strachu przed bólem i wyższymi kosztami miałam się poddać…  Jednocześnie mnie oszukała. Pani Laser według mnie nie dba o markę, ale o chwilowy szybki zysk. Wyrwanie byłoby dla niej bardziej opłacalne. Przypadek Pani Laser to lekcja pt. Jak nie prowadzić firmy i jak skutecznie tracić klientów i reputację.  Gdyby Pani Laser powiedziała: Ja nie umiem Pani pomóc, mogę jedynie wyrwać, ale niech Pani jedzie tu i tu, to może da się uratować ten ząb - byłoby ok. Wtedy wiedziałabym, że jest dla niej ważne dobre rozwiązanie mojego problemu. I byłoby to ok. Mówiłabym ludziom: Możesz tam iść, jak sama nie poradzi, to wskaże kogoś, kto rozwiąże problem. Uczciwość jest bardzo ważna. Zadbam, żeby nikt z moich znajomych nie trafił do Pani Laser.
  • Pan Marek wie co robi – mniej zarobił niż za wyrwanie, ale uratował ząb. Zyskał moje zaufanie, postrzeganie przeze mnie jako lekarza zaangażowanego i kompetentnego. Zyskał to, że będzie na liście rezerwowej u mnie i będę go rekomendowała wielu osobom. To lekcja, w jaki sposób dobrze wykonana usługa -  pozytywna zmiana dostarczona klientowi, bardzo dobre rozwiązanie problemu klienta,  działa lepiej niż jakakolwiek reklama i nawet największy szyld na budynku. Pan Marek buduje świadomie swoją markę. To będzie owocowało.

Na dobrą reputację pracuje się czasem latami,  a stracić można ją w ciągu kilku chwil. Utrata reputacji nawet u jednego klienta to strata zdecydowanie większa, niż utracony na jednym kliencie zarobek. To utrata kawałka potencjalnego rynku. To jest szczególnie ważne wszędzie tam, gdzie sprzedaż i pozyskiwanie klienta opiera się przede wszystkim na rekomendacjach.

Jak budujecie własną markę? Jakie jest DNA waszej marki? Co w tym DNA się znajduje?  Rzetelność? Uczciwość? Niezawodność?  Jak budujecie swoją reputację? Warto o tym pomyśleć. Czy podobnie jak Pan Marek dostarczacie pozytywnych zmian, czy działacie jak Pani Laser? Co ma sprawiać, że inni będą chcieli Was rekomendować?

Pozdrawiam, Ewa

ps. Gdyby ktoś szukał stomatologa w Warszawie – polecam:  Pan Marek Skrzycki – przyjmuje w Całodobowym Centrum Stomatologii przy ul. Ludnej 10 w Warszawie. Ma też własna praktykę. http://www.znanylekarz.pl/37704/marek-skrzycki/stomatolog-protetyk/warszawa-stare-babice . Nie podaję na tu forum telefonu komórkowego tego stomatologa, bo nie zostałam do tego upoważniona.

Uncategorized , , , , , , , ,

Dla kobiet – zdrowo i z głową

Kwiecień 26th, 2010

Dziś bardzo poważnie, choć nie biznesowo. I szczególnie do kobiet – niezależnie czy masz 18, 20 czy zdecydowanie więcej lat.

Jesteśmy odpowiedzialne za szereg obszarów naszego życia – za nasz rozwój, za nasze finanse, w tym naszą przyszłość finansową, za nasz rozwój intelektualny, zawodowy, za dzieci – jeśli je posiadamy etc. Jest jeszcze jeden obszar, za który jesteśmy w pełni odpowiedzialne – za nasze zdrowie. W codziennym zabieganiu, w wielości zadań, zapominamy o zdrowiu. Przypomina nam o nim czasem katar, czasem ząb. Wtedy doraźnie się ratujemy. Ale to nie oznacza, że odpowiedzialnie dbamy o swoje zdrowie.

Seria pytań sprawdzających (“rachunek sumienia”):

- kiedy ostatnio robiłaś cytologię?
- kiedy ostatnio badałaś piersi sama i kiedy badał Ci je Twój ginekolog?
- kiedy byłaś ostatnio na USG trans-waginalnym?
- kiedy ostatnio robiłaś przegląd stomatologiczny?
- kiedy ostatnio badałaś mocz i krew?
- kiedy badałaś poziom cukru we krwi?

A teraz:

- kiedy ostatnio byłaś u kosmetyczki?
- kiedy ostatnio byłaś u fryzjerki?
- kiedy ostatnio byłaś na przeglądzie samochodu?
- kiedy ostatnio kopiłaś sobie nowy ciuch?

Nie jestem lekarzem. Jestem kobietą, która – jak pewnie każda z nas – chce w dobrym zdrowiu i kondycji dożyć sędziwego wieku, skupiając się na wielu aktywnościach, przyjemnościach, pasjach. Nie mam czasu na co dzień myśleć o swoim zdrowiu i biegać po lekarzach.

Mówienie otwarcie o profilaktyce i zdrowiu kobiety, o koniecznych badaniach – wciąż w naszym kraju bywa wstydliwe, a czasem tabu. Dlatego o tym piszę. W pracy tego raczej nie usłyszysz od szefa ani szefowej, rzadko która koleżanka z pracy podpowie. A ja mam przekonanie, że to, co dla zdrowia zrobisz w ciągu lat – tego nie nadrobisz w dojrzałym wieku czy nagle, gdy zdrowie zacznie szwankować.

Już dziś zaplanujmy nasz zdrowotny kalendarz. Odpowiedzialna kobieta robi „przegląd gwarancyjny” nie tylko samochodu, żeby jeździć nim bezpiecznie, ale przede wszystkim robi przegląd swojego zdrowia i dba o profilaktykę. Bez względu na to, czy ma lat 20 czy 40.

Co według mnie należy do kanonu? (skonsultuj z lekarzem, jeśli masz wątpliwości – ja lekarzem nie jestem, ja tylko z lekarzami rozmawiam i badam się u nich).

- Raz do roku obowiązkowe badanie cytologiczne. 15 minut, 50 zł.
- Raz do roku USG piersi. Jak masz mniej niż 25 lat – możesz sobie pozwolić na to co dwa lata, ale i to lepiej skonsultować z lekarzem. Na wizycie u ginekologa standardowe badanie piersi (upomnij się, jeśli lekarz sam o tym nie powie – to część standardowego badania). 20-30 minut, 100zł -150 zł.
- Wizyta kontrolna u ginekologa – jeśli wszystko jest ok. – raz raz w roku kontrolnie– 30 minut, 120zł -150 zł
- Jeśli  stosujesz antykoncepcje farmakologiczną– nie pozwól, nie zgadzaj się, by jakikolwiek lekarz zapisywał Ci tabletki bez badania ginekologicznego. Zapisujesz się na wizytę – żądaj badania a nie tylko recepty. To konieczne, potraktuj to jako pakiet – nie ma jednego bez drugiego.
- Badania ogólne raz w roku – mocz, morfologia, a  warto też zapytać lekarza o hormony tarczycy, badanie poziomu cukru, o  inne badania stosowne do wieku.  ca 200 zł z wizytą u internisty – na ogół do wykonania bezpłatnie.
- Przegląd stomatologiczny – raz w roku; pół godziny, na ogół w dobrych gabinetach gratis, opcjonalnie ca. 50 zł, plus  ewentualnie czyszczenie kamienia.

Wszystko to możesz robić w ramach ubezpieczenia – jeśli je posiadasz i masz wystarczająco duzo determinacji i czasu, by wytrwać – zapisy, kolejki, odległe terminy…

Roczny koszt przeglądu – około 600 – 700 zł. Czyli średnio 50 – 60 zł miesięcznie. Jeśli odłożysz do pudełeczka z napisem „Moje zdrowie w kolejnych latach” – spokojnie dasz radę.  Bez fryzury można żyć. Bez samochodu też. Bez zdrowia – to już trudno.

Jeśli siedzisz za biurkiem – rób co dwie godziny przerwę na przechadzkę po firmie – chociaż 3-5 minut – przy pracy siedzącej jesteśmy narażone na żylaki. Ruch pozwala ich uniknąć.

Jeden jogurt czy kefir dziennie lub szklanka mleka – pozwala ochronić przez osteoporozą w wieku dojrzałym. Nie da się tego zrobić na zapas albo nadrobić – tkanka kostna wymaga regularnej dbałości. Odwapnienia kości w dojrzałym wieku to poważny problem bardzo wielu kobiet! Możesz tego uniknąć, a przynajmniej złagodzić skutki choroby.

Wiem, że wiesz to wszystko, ale czy dbasz o to i regularnie się badasz?

Ja kilka lat temu określiłam sobie jeden stały dzień, zaznaczyłam w kalendarzu, wpisałam w telefon jako alarm i przypomnienie, wpisałam w kalendarz w komputerze, powiedziałam przyjaciółce, żeby mnie przypilnowała.  Związałam badania z jednym konkretnym dniem i teraz już  pamiętam. Dzień X = Mój Czas Na Zdrowie.

Możesz wybrać każdy dzień – imieniny, urodziny, urodziny dziecka, pierwszy dzień wiosny, święto pracy (czyli dzień po, bo w samo święto poradnie nieczynne), Dzień Niepodległości, Dzień Zwycięstwa  – każdy, nawet datę Rewolucji Październikowej. Byle pamiętać. Im bardziej charakterystyczny dzień – tym łatwiej pamiętać. Ale lepiej wybrać taki dzień, o którym przypominają także media, np. 8 marca – Dzień Kobiet, Dzień Matki…  Wtedy „przez nieuwagę” i „przez zabieganie” z raz do roku nie zrobi się raz na trzy lata…

Możesz umówić się na określony stały dzień ze swoją najlepszą przyjaciółką. Będzie Wam raźniej, a i ją zmobilizujesz. Będziecie sobie przypominać. Każda metoda jest dobra, jeśli jest skuteczna. Stały termin sprzyja pamiętaniu.

Czy możemy się umówić – kobiety, które tu w „Inspiratorium” bywamy – że te podstawowe badania ważne dla każdej z nas już od teraz będziemy wykonywały regularnie? I będziemy na nie odkładały pieniądze co miesiąc do specjalnego pudełeczka? To pudełeczko to też forma zobowiązania się i przypominania :-) I nie będzie wymówki, że “w tym miesiącu nie mam kasy”.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , ,

W zgodzie ze sobą

Kwiecień 16th, 2010

Czas poświąteczny okazał się dla mnie bardzo aktywny, wymagający, pełen różnych emocji,  także tych związanych z tragiczną katastrofą samolotu z 96 osobami na pokładzie, w tym Prezydentem RP i Jego Małżonką. Był to także czas wytężonej pracy, refleksji, wartościowych spotkań i  rozmów, a i różnych lektur, kilku “odkryć”. ;-)

Znalazłam m.in. wywiad z Marią Kaczyńską, którego fragment zdecydowałam dziś zamieścić w poście – bez zbytniego “przegadywania”. Pomyślałam, że to dobry tekst,  niezależnie od czasu, poglądów politycznych, wyznania, stanu cywilnego, wieku – aktualny, inspirujący, skłaniający do refleksji i pozytywnych zmian. Chociaż tekst odnosi się do kobiet, śmiało można go odnieść do każdego człowieka – niezależnie od płci:

[…] Daleka jestem od wygłaszania stwierdzeń: współczesna kobieta powinna być taka i taka. Nie, niech każda robi tak, jak czuje, że dla niej najlepiej. Niech się spełnia. Niech dopasowuje życie do siebie, a nie do trendów.[…]
(Maria Kaczyńska – fragment wywiadu z 29.02.2008 13:04/Cooltura, Sylwia Chudak, przytoczony za Onet.pl)

Dla mnie te powyżej zacytowane zdania p. Kaczyńskiej mają wielką siłę i wartość. Czytam je po raz kolejny i za każdym razem skłaniają mnie do nowych przemyśleń. Stosownie do dnia, do okoliczności, do działań, jakie podejmuję.
Dopowiem od siebie: Ważne, by przy tym nie krzywdzić innych, nie ograniczać innym ich prawa do rozwoju i spełnienia.
Moje życie jest moim życiem. Twoje życie jest Twoje. Mamy prawo przeżywać je tak, jak uważamy, że będzie najlepiej. Nawet gdyby inni uważali inaczej. Także my, a nie inni, jesteśmy za nie odpowiedzialni. To wymaga odwagi. Jestem przekonana, że warto ją w sobie odnajdywać każdego dnia. :-) .

Jeśli zechcecie – podzielcie się swoimi przemyśleniami i refleksjami.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , ,

Czy jesteś swoim przyjacielem?

Marzec 6th, 2010

Możemy uczyć się od naszych przyjaciół życzliwego i wspierającego stosunku do siebie. Czy to oznacza, że mamy od siebie przestać wymagać, że mamy się tylko “klepać po ramieniu” i mówić miłe rzeczy?  Nie. Chodzi o to, by nie sabotować własnych działań, nie podstawiać sobie nogi, nie gasić w sobie zapału, nie osłabiać chęci do rozwoju, nie oszukiwać siebie samych.

Przyjaciel, to według mnie osoba, która:

  1. Jest mi życzliwa.
  2. Wspiera mnie w moich dążeniach.
  3. Pomaga mi, jeśli może i jeśli ja tego potrzebuję, i jeśli o to poproszę.
  4. Szanuje moją niezależność i indywidualizm.
  5. Nie ocenia mnie, nie krytykuje, nie ośmiesza, nie umniejsza mojej wartości.
  6. Nie daje mi gotowych recept na moje życie, zostawia mi wolność wyborów.
  7. Daje mi uczciwe informacje zwrotne, jeśli o to proszę, jest wobec mnie uczciwy.
  8. Potrafi znaleźć dla mnie czas, interesuje się mną.
  9. Ma do mnie zaufanie i ja obdarzam go zaufaniem.
  10. Czuję się w jego towarzystwie dobrze i bezpiecznie, cieszy mnie jego towarzystwo.

Oczywiście każdy może do tego dodać szereg innych rzeczy według własnej definicji Przyjaciela, ja skupię się na tych, bo wydają mi się kluczowe i uniwersalne..

Zatem  przyjrzyj się sobie i zobacz, czy naprawdę jesteś swoim przyjacielem, a nad czym dobrze popracować, żeby być swoim prawdziwym przyjacielem. Oto podręczna  „ściąga”:

  • Czy lubisz siebie? Czy mówisz sobie dobre rzeczy? Kiedy ostatnio pochwaliłeś siebie za coś codziennego? Kiedy ostatnio powiedziałeś sobie np.: „jestem w tym dobry”, „świetnie sobie z tym radzę”, „jestem z siebie dumny”?
  • Czy lubisz swoje własne towarzystwo? Ile czasu bywasz świadomie i z wyboru we własnym towarzystwie – bez radia, TV, znajomych etc i rozmawiasz ze sobą (w myślach lub nawet głośno)?
  • Czy dbasz o swoje zdrowie, o swoją kondycję, o swoje otoczenie, o swój wygląd? Czy chwalisz się za to?
  • Jak odpoczywasz? Poleciłabyś to swojej najlepszej przyjaciółce / przyjacielowi?
  • Czy potrafisz wymienić  5 rzeczy, które w sobie lubisz? A 3, z których jesteś dumny?
  • Czy mówisz sobie dobre rzeczy i życzysz sobie “dobrego dnia”, “powodzenia”?
  • Czy masz dla siebie szacunek?
  • Czy masz zaufanie do siebie i swoich wyborów?
  • Kiedy ostatni raz pytałeś siebie, jak się czujesz i co u Ciebie słychać dobrego?
  • Kiedy pytałeś się siebie, jak możesz sobie pomóc?
  • Kiedy pytałeś się siebie o swoje marzenia i o to, jak chcesz je realizować?
  • Czy dodajesz sobie sił i energii, np. mówiąc „dobrze sobie radzisz, jest ok.”, „nie masz powodu się martwić”, „zobacz, w trudniejszych sytuacjach tak sobie dobrze poradziłeś, że teraz to małe miki”, “to nie problem, to tylko sprawa do załatwienia”, „jesteś zdolny, znajdziesz właściwe rozwiązanie” (tak mówią do Ciebie przyjaciele, prawda?)?

Teraz dla odmiany: Kiedy ostatnio powiedziałeś sobie: „nic mi się nie udaje”, że „znowu mi nie wyszło”, ” jestem do d…”, „głupi”, „nieodpowiedzialny”, „zachowałem się jak idiota”, „brak mi profesjonalizmu”, „nie poradzę sobie”, “nic mi nie wychodzi”, “wszystko jest nie tak”…  Jaki dialog  toczysz ze sobą?  Czy ten dialog dodaje Ci sił? Czy swojemu przyjacielowi też tak mówisz, gdy ma gorszy czas, albo trudności? Czy takie słowa mówione do siebie są dla Ciebie wsparciem i dodają Ci sił w Twoich dążeniach? Czy tak rozmawia z Tobą najlepszy przyjaciel? Jesteś swoim przyjacielem, czy tylko “kumplem od piwa” i “koleżanką od plotek i zakupów”?

Przypomniało mi się powiedzenie: “Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Hmm… Czy jesteś swoim przyjacielem na co dzień i w trudnych sytuacjach?

Jesteś swoim przyjacielem? Jak wzmacniasz tę przyjaźń? Możesz zacząć np. od tego, by każdego dnia wieczorem i każdego dnia rano powiedzieć sobie (czyli swojemu przyjacielowi)  jedną dobrą rzecz, pochwalić się za coś, co zrobiłeś danego dnia. Zawsze jest coś takiego. :-)

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , ,

Nieprzyjemny przywilej szefa

Luty 22nd, 2010

Bycie szefem wiąże się – o czym rzadko się mówi – ze zwalnianiem pracowników. Oczywiście nie jest to podstawowe zadanie szefa. Odnoszę się tu zarówno do przypadków likwidacji stanowisk pracy (przyczyna wypowiedzenia po stronie pracodawcy), jak i tych, gdy pracownik nie pasuje do zespołu, nie realizuje zadań, etc (przyczyna wypowiedzenia po stronie pracownika). W jednym i drugim przypadku nie zamyka się to w relacji szef-zwalniany pracownik, ale ma szerszy wymiar – dotyczy relacji szef – zespół, wewnętrznych relacji w zespole, relacji szef – zarząd etc.

Bywają sytuacje, gdy zespół nie widzi problemu z jakością pracy danej osoby, a widzi to szef. Wówczas zwolnienie danej osoby budzi zrozumiały niepokój w zespole, poczucie zagrożenia, może pojawiać się brak zaufania do szefa. Jeśli natomiast zespół narzeka na jakość pracy danej osoby, widzi, że ona się męczy, że nie przystaje, ze spowalnia pracę – wówczas sytuacja jest łatwiejsza, bo zwolnienie danej osoby nie działa destrukcyjnie na zespół i relacje zespołu z przełożonym. Może nawet je umacniać, bo ludzie widzą, że działasz odpowiedzialnie, w jasny i zrozumiały dla nich sposób. Redukcja stanowisk jest według mnie najtrudniejszą sytuacją. Trzeba zwolnic x osób, bo np. zmienia się struktura działu i sposób realizacji projektów. Trzeba zwolnić ludzi, z którymi dobrze się pracuje, którzy np. z zaangażowaniem szereg miesięcy czy lat pełnili swoje obowiązki i pomagali realizować biznesowe cele firmy.

Jak to zrobić, by – niezależnie od przyczyny rozwiązania umowy o pracę - nie podcinać ludziom skrzydeł, nie umniejszać ich wartości, minimalizować straty dla danego człowieka?

Na bazie swoich doświadczeń zwracam uwagę na kilka ważnych rzeczy. Oto one:

  1. Zwalnianemu pracownikowi należy się taki sam szacunek, jak osobie właśnie zatrudnianej lub najlepszemu pracownikowi w Twoim zespole. Z tego szacunku wynikają dalsze punkty mojej listy.
  2. Ty zatrudniałeś tego człowieka, w Twoim zespole pracował – nie przerzucaj obowiązku zwolnienia go na dział personalny lub inne osoby, nie wysyłaj wypowiedzenia pocztą ani kurierem, jeśli tylko możesz – zrób to osobiście. Ten człowiek zasługuje na Twój czas i uwagę. Masz mieć tyle czasu, ile potrzebuje pracownik. To jego sprawa jest w tej chwili najważniejsza.
  3. Zadbaj, by rozmowa odbyła się w jak najbardziej komfortowych warunkach – przy wyłączonych telefonach przychodzących, z gorącą linią do działu prawnego i personalnego, aby na bieżąco móc odpowiedzieć na każde pytanie pracownika.
  4. To szczególny czas. Zagwarantuj spokój, by nikt nie wchodził w tym czasie do gabinetu i by nikt nie przeszkadzał.
  5. Zacznij od konkretów, od celu spotkania. Nie obchodź tematu dookoła, bo pracownik wyczuwa, że „coś jest na rzeczy” i tylko niepotrzebnie narasta w nim niepokój i napięcie. Przedstawienie wprost celu spotkania nie kończy jednak spotkania. To dopiero początek!
  6. Daj człowiekowi odetchnąć, oswoić tę informacje, złapać oddech. Daj czas. Inaczej może nie usłyszeć tego, co masz mu do powiedzenia, a co jest ważne.
  7. Nie wymiguj się od odpowiedzialności za tę decyzję, nie mów, że firma tak zdecydowała, że zarząd… Nawet jeśli zarząd podjął decyzję, to Ty tę decyzje przyjąłeś, zgodziłeś się z nią, a więc to Twoja decyzja. Nie rozważam sytuacji, gdy zarząd pominął Cię w tej decyzji i nie miałeś jako szef nic do powiedzenia – to inna historia i dotyczy Twoich relacji w firmie, Twojego statusu jako szefa – to temat na osobny post.
  8. Dokładnie uzasadnij przyczynę rozwiązania umowy. Jeśli leży ona po stronie pracodawcy (likwidacja stanowiska)- bardzo wyraźnie to przekaż, podkreślając, że nie ma ona nic wspólnego z jakością jego pracy i z jego postawą. Jeśli wina leży po stronie pracownika – pokaż dokładnie, dlaczego podjąłeś taką decyzje odnosząc się do faktów. Nie oceniaj człowieka tylko jego pracę! Mów o konkretach. Odnieś się do waszych wcześniejszych rozmów dotyczących jakości pracy, do rozmów, w czasie których mówiłeś, co i jak należy poprawić etc.
  9. Powiedz też, co w tym pracowniku cenisz, co było wartościowe i dobre – zawsze znajdziesz cos takiego. Rzadko tak jest, że wszystko było złe i nic nie wyszło. To bardzo ważne.
  10. Spokojnie wyjaśnij wszystkie aspekty prawne i formalne. Każdy szczegół. Nawet informacje o możliwości odwołania się do sądu pracy w ciągu 7 dni(w tym dni wolne od pracy), o możliwości skonsultowania się za darmo z prawnikiem w urzędzie pracy. Przede wszystkim jednak ze spokojem, cierpliwością i szacunkiem wyjaśnij wszystko, co dotyczy zwolnienia i nowej sytuacji pracownika.  Zapytaj, czy nie chce sobie notować.
  11. Powiedz, jak chciałbyś, żeby przekazał stanowisko pracy, albo umów się z nim na następny dzień, żeby uzgodnić szczegóły przekazania stanowiska pracy (informacje, dokumenty, narzędzia pracy etc).
  12. Patrząc w oczy, z uwagą i szacunkiem podziękuj pracownikowi za czas i pracę, jaką oddał tej firmie.

To powinno być spotkanie i rozmowa dorosłych, szanujących się ludzi, a nie stawianie człowieka przed plutonem egzekucyjnym. I zawsze warto pamiętać, że niemal każdy szef także jest pracownikiem i ma swojego szefa – nawet jeśli jest prezesem… “Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe”

Jeśli nie jesteś jeszcze szefem, a jesteś pracownikiem, któremu być może zdarzy się taka sytuacja w życiu – ważne, żebyś już teraz wiedział, czego się możesz domagać – skorzystaj z powyższych punktów. Jeden z kolejnych postów napiszę na ten temat w odniesieniu do zwalnianego pracownika.

Tymczasem warto byś wiedział, iż pracownika nie zwalnia się dlatego, że jest złym człowiekiem i niczego nie umie, ani do niczego się nie nadaje. Gdyby tak było – nikt by cię nie zatrudnił. :-)  Pracownika zwalnia się, gdy – ogólnie mówiąc – jego styl pracy, sposób realizacji zadań, podejście do pracy, wiedza, umiejętności nie pasują do potrzeb danej firmy. W innej firmie lub przy innych zadaniach ten sam człowiek może się świetnie sprawdzać. Słuchaj zatem uważnie, dlaczego firma rezygnuje z twoich usług, nie bój się pytać. To może niekomfortowa, ale jednak okazja, żeby się dowiedzieć, co poprawić, czego się nauczyć, albo czego nie wybierać następnym razem. :-)

Być może siedzisz w tej firmie od dawna i gdyby nie kredyt, lęk przed zmianą etc, już dawno byś sam odszedł, ale nie masz odwagi podjąć takiej decyzji –  wtedy zwolnienie potraktuj jako szansę dla siebie! Być może kiedyś podziękujesz swojemu byłemu szefowi za szansę rozwoju.  Ja miałam taką okazję w bezpośredniej rozmowie kilka lat po rozstaniu. Były szef powiedział mi, że z perspektywy lat żałuje swojej decyzji. Z pełnym przekonaniem odpowiedziałam, że ja z perspektywy kilku lat bardzo mu dziękuję za tamtą decyzję, bo w tym momencie nie spotykalibyśmy się jako partnerzy przy danym projekcie. Dzięki jego decyzji miałam szansę na intensywny rozwój i dużą pozytywną zmianę.

A jakie są Wasze doświadczenia i przemyślenia?

Pozdrawiam, Ewa

_______________________________________________________

Okiem PRowca

Wszystko, co robimy buduje lub narusza nasz wizerunek. Sposób, w jaki firma zwalnia pracowników jest ważnym elementem budowania / umacniania wizerunku. Jeśli dana firma w przekazach do mediów i na wydarzeniach specjalnych mówi np. , że ludzie są jej najwyższą wartością, a sposób w jaki rozstaje się z pracownikami przeczy temu, to obraz staje się niespójny. Rozpad czasem zaczyna się od małej szczeliny. :-)

Sposób rozstawania się z pracownikami pokazuje, na ile rzeczywiście człowiek ma dla firmy wartość, a na ile jest tylko trybikiem w maszynie. To, jak firma zwalnia pracowników, jest bardzo ważne w tzw. PR wewnętrznym. To, jak Ty w danej firmie zwalniasz pracowników, mówi o Tobie – Twój własny PR. :-)

Wizerunek buduje się nie tylko poprzez komunikaty wysyłane do mediów, a też poprzez to, co mówią „zwykli ludzie”– w tym  pracownicy, także zwolnieni. Pracownicy mówią o swoim miejscu pracy, o swoim szefie. To, jak ich zwolnisz, będzie wpływało na to, co powiedzą o Tobie i o Twojej firmie (firmie, w której pracujesz). Wiedzieć też będą o tym ci, którzy w firmie zostali…

Uncategorized , , , , , , , , ,

Fenomen Lang Langa

Luty 9th, 2010

Wczoraj w nocy oglądałam program o wybitnym chińskim pianiście Lang Lang. Artysta ma dziś 28 lat. Prowadząc kursy mistrzowskie dla studentów w Chinach, dzielił się z nimi zarówno doświadczeniem artystycznym, jak i swoimi przemyśleniami. Moją uwagę zwróciła jego niezwykła, jak na młody wiek, dojrzałość.

Zapisywałam urywki wypowiedzi Lang Langa (podaję je tutaj kursywą).

Lang Lang zwraca uwagę, że młodzi ludzie, obserwując sukcesy innych, decydują o tym, kim chcą być. “Chcę być pianistą jak…” “Chcę być lekarzem, jak …”. Chcą być tacy sami.  “Chcę być taki sławny jak on”, “Chcę robić to, co on”, “Chce żyć tak jak on” etc. Nie zastanawiają się, kim oni sami są, co decyduje o ich wyjątkowości, jaki maja talent. Wyciągają prosty wniosek: skoro on odniósł sukces robiąc to i to, skoro ma pieniądze, jest szczęśliwy i spełniony, to ja też będę to robił i też będę szczęśliwy, bogaty i spełniony. To poważny błąd.  Nie szukają własnej drogi (i nie dotyczy to tylko drogi zawodowej, choć Lang Lang odnosił się do kariery artystycznej).

Lang Lang proponuje:

  1. Najpierw odpowiedz sobie, co kochasz.
  2. Potem – czy kochasz to co robisz.
  3. Dopiero na końcu- kim chcesz być.

To TY jesteś KLUCZEM do swojej kariery. Tylko Ty! Czuj się częścią tego, co robisz.

A zatem czas na własne przemyślenia. Mnie pomogły postawione sobie następujące pytania:

1. Co kochasz, co lubisz robić, co sprawia Ci niekłamaną przyjemność, co jest Twoją pasją?

2. Czy to co teraz robisz (zawodowo ale i nie tylko) jest tym, co kochasz. Czy kochasz to, co teraz robisz?

3. Jeśli nie – pomyśl, jak możesz to zmienić. Zacznij od myślenia takiego, jakby wszystko było możliwe. Nie ograniczaj się. Tak łatwiej znajdziesz rozwiązanie.

4. Kim chcesz być? Dokąd chcesz dojść? (jako wynik/meta robienia tego, co kochasz)

Co sądzicie o takim podejściu? Jak to jest w Waszym życiu i w odniesieniu do Waszych planów?

Każdy wiek jest właściwy na dobrą zmianę i na rozwój. :-)

Zwróciłam też uwagę na następującą historię opowiedziana przez Lang Lang: Na pianinie artysty przez lata stała maskotka – żółty piesek, nagroda pocieszenia, którą dostał za zajęcie II miejsca w konkursie pianistycznym. Miał wtedy 7 lat. Jak sam opowiadał – przez długi czas ten piesek był jego wrogiem. Nie lubił go, on przypominał o przegranej. Lang Lang obwiniał maskotkę o swoją porażkę, rzucał nim, gniótł, kopał, poniewierał… Aż zrozumiał, że piesek nie jest winien temu, że on – młodziutki pianista – nie wygrał. Piesek został na pianinie. Zmieniła się jednak jego rola: przypominał mu przez kolejne lata, że on sam musi ponieść odpowiedzialność.

Pomyślałam, że wielu ludzi (ja czasami także) obwinia otoczenie, okoliczności, siły zewnętrzne o swoje niepowodzenia (lub o brak powodzenia). Ja już wiem, że takie przerzucanie odpowiedzialności poza siebie nie rozwija mnie, a jedynie bywa źródłem złego nastroju. Brzmi mi w uszach wypowiedziane przez artystę “ponieś odpowiedzialność”. :-) Osobista ciekawość i odwaga, a nie środowisko decyduje o karierze.To zdanie też ma dla mnie dużą wartość.

A jak to jest u Was?

Pozdrawiam, Ewa

ps.

Jeszcze dwie myśli Lang Langa, które zdążyłam wynotować:

  • Z każdym koncertem muszę być coraz lepszy.
  • Nigdy nie odzyskam czasu, który utraciłem.

Uncategorized , , , , , , , , ,