Archiwum

Posty oznaczone ‘pomoc’

Jajecznica

Luty 21st, 2012

Kojarzycie? Jajecznica na boczku. Ja bardzo lubię. Wiem, są tacy, co nie lubią. Wbrew pozorom tym razem nie o gotowaniu a o postawach życiowych i wyborach.

O co chodzi? Ostatnio usłyszałam ciekawą refleksję, która zrodziła się w momencie szykowania jajecznicy na boczku. Do takiej jajecznicy konieczne są jaja kurze i boczek od świnki. Usłyszałam, że kura się angażuje, a świnka się poświęca. Uśmiałam się i zadumałam zaraz potem. Jednak ta refleksja wokół jajecznicy pobudziła moje dalsze myślenie:

Kura daje coś od siebie, coś bardzo cennego, osobistego, wartościowego. Świnka inaczej – świnka daje siebie. I tu widać najistotniejszą różnicę miedzy zaangażowaniem, nawet największym, a poświęceniem.

Czy w relacjach z innymi ludźmi jesteś jak kura, czy jak świnka? Czy działasz z zaangażowaniem, czy z poświęceniem?

Jak się angażujesz, czy w takim samym stopniu we wszystkie działania, czy w zróżnicowany? Co poświęcasz? Siebie? Jeśli dajesz coś od siebie, to działasz jak kura. I możesz tak czynić wiele razy, wiele lat, mnożąc dobro. Jeśli jak świnka – może się okazać, że kiedyś Cię zabraknie nie tylko dla innych, ale i dla siebie.

Pomyślcie, jak to jest z Waszym zaangażowaniem. I pomyślcie, jak jest z Waszym poświeceniem. W relacjach z dziećmi, z  bliskimi ludźmi, w rodzinie, w gronie przyjaciół, w pracy etc.  Czy poświęcacie ważną część siebie (co poświęcasz i w imię czego), czy też angażujecie się (na ile się angażujecie).  I kiedy podejmujecie nowe zadania, zastanówcie się, czy decydujecie się na bycie kurą czy świnką.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , , ,

“Podaj dalej” – zrób coś dobrego dla kogoś innego

Grudzień 9th, 2011

Witam grudniowo. W zeszłym roku dwaj młodzi ludzie, Alek i Kamil, zainspirowani postem na popularnym blogu Alexa, podjęli działanie na rzecz osób potrzebujących, (piszą o tym w komentarzach), czym niezwykle mi zaimponowali. Nie jest bowiem łatwo pomagać bezdomnym w tak pełen szacunku i otwarty sposób. To zeszłoroczne doświadczenie dobra to był początek…

W tym roku postanowili w większym już gronie realizować pomoc na szerszą skalę i tak doszło do przygotowania akcji “Święta dla każdego”. Zapytałam więc, czy mogę rozpowszechnić tę akcję także u siebie na blogu. Odpowiedź była pozytywna. To dla mnie wielka radość, że w ten sposób także i ja mogę przyczynić się do czyjegoś dobra. To także mój ukłon w stronę Młodych Organizatorów, których działanie, zaangażowanie i odwaga czynienia dobra mi naprawdę imponują.

Zachęcam Was zatem do przeczytania poniższego postu gościnnego i zapoznania się ze szczegółami akcji, i oczywiście do udziału w niej. Dodam od siebie, że do akcji może włączyć się każdy, niezależnie od wieku, wykształcenia, miejsca aktualnego zamieszkania. Namawiam też: wykorzystajcie okazję, by zrobić coś dobrego dla innych. Nawet mały gest zwielokrotniony może okazać się megapomocą. Rozpowszechniajcie tę informację wśród swoich znajomych. Im nas więcej, tym więcej będzie dobra.

Poniżej , upoważniona przez Organizatorów, publikuję post w całości i pozdrawiam.
Ewa

__________________________________________________________________________

Rok temu Alex zorganizował na blogu akcję, która zainspirowała mojego Przyjaciela Kamila Przeorskiego i mnie (Alka) do zrobienia czegoś dobrego przy okazji Świąt dla zupełnie nieznanych nam osób. Można o tym przeczytać w komentarzach do podlinkowanego wyżej postu. Szczerze mówiąc było to dla nas dość trudne – podejść do nieznajomych, potrzebujących ludzi, przełamać się i okazać im dobroć i wsparcie, traktując ich przy tym na równi ze sobą, nie wywyższając się.

Ja się stresowałem :-) , ale warto było. Takie uczucie, świadomość tego, że faktycznie zrobiło się coś dobrego jest świetne, daje ogromną satysfakcję. Szczególnie, gdy widzimy autentyczną wdzięczność na twarzach obdarowanych.

Wzorem poprzedniego roku, teraz także zgodnie z zasadą “Podaj Dalej” zdecydowaliśmy zrobić coś dobrego z okazji Świąt dla potrzebujących – tym razem na większą skalę.
I podjęliśmy działania już teraz – to nasza akcja Święta dla każdego”.

Celem akcji Święta dla każdego” jest obdarowanie potrzebujących takimi produktami żywnościowymi, jakie sami chcielibyśmy znaleźć na naszym świątecznym stole i/lub pod choinką.

W związku z tym organizujemy w Krakowie zbiórkę żywności świątecznej, dobrej jakości, o długiej dacie przydatności chcąc w ten sposób rzucić promień słońca i pomóc rodzinom wychowującym/wspierającym osoby niepełnosprawne.

Dajesz im to, co sam chciałbyś mieć na wigilijnym stole.”

- świąteczna zbiórka żywności dla rodzin z osobami niepełnosprawnymi, beneficjentów Fundacji Anny Dymnej “Mimo Wszystko”). Dzięki temu wsparciu mamy możliwość dotarcia do tych najbardziej potrzebujących rodzin.

Zachęcamy Was do udziału w tej akcji, mamy nadzieję, że osoby, które przeczytają poniższy tekst zechcą połączyć siły i wspólnie z nami udzielić choć małej pomocy drugiemu człowiekowi. Zapraszamy do udziału w organizowanej przez nas świątecznej akcji.

Szukamy również osób z całej Polski, które byłyby chętne wesprzeć potrzebujących i nas w inny sposób – wszystkie informacje wysyłamy osobom chcącym dać coś od siebie na maila – patrz niżej.

Zbiórka żywności odbędzie się w Krakowie i Gdańsku 14, 15 i 16 grudnia (śr, czw, pt) między 10:00 i 18:00 na:

a) Politechnice Krakowskiej – Budynek Główny (WiL)
b) Uniwersytecie Jagiellońskim – Kampus
c) Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie
d) Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie
e) Uniwersytecie Gdańskim
f) Politechnice Gdańskiej

Dokładne lokalizacje znajdziecie na stronie internetowej akcji.

Bardzo ważna informacja – przeczytajcie tutaj o jakie produkty konkretnie chodzi.

Gorąco zachęcamy do dania czegoś od siebie i odwiedzenia nas. Paulina, Łukasz, Kamil i Alek będą na Politechnice Krakowskiej w piątek 16.XII między godziną 14:00 a 18:00, Piotr na Uniwersytecie Gdańskim w czwartek 15.XII od 10:00 do 17:00, wówczas będzie też możliwość by się poznać i porozmawiać :-)

W zamian za pomoc umieścimy Wasze imię i nazwisko na stronie internetowej w zakładce “Podziękowania” – oczywiście tylko wtedy, gdy taka będzie Wasza wola.

Osoby z całej Polski chcące pomóc w akcji i nie będące w stanie przyjść na zbiórkę gorąco prosimy o przesłanie do Pauliny, Łukasza, Piotrka i mnie wiadomości na adres: info[małpka]swietadlakazdego.pl
Przez kolejny tydzień będziemy odpisywać na wszystkie maile do 24 godzin. W odpowiedzi podamy niezbędne informacje o tym, co możecie zrobić dla potrzebujących. Odpowiemy na wszystkie Wasze pytania związane z naszym przedsięwzięciem. Jesteśmy do Waszej dyspozycji.

Zapraszamy również na profil akcji “Święta dla każdego” na Facebook.

Zachęcamy też do dyskusji tutaj, w komentarzach – jeśli choć jedna osoba opisze w jaki sposób coś zrobiła, cel tego postu zostanie osiągnięty.

Na ile możemy liczyć na Wasze wsparcie? :-)

__________________________________________________________________________

Paulina Pawlik o sobie: Skończyłam matematykę na Politechnice Krakowskiej, aktualnie prowadzę restaurację w Zabrzu. Jestem pasjonatką nurkowania i książek fantasty. Uwielbiam organizować różne akcje, od małych imprez po duże szkolenia. Jako studentka byłam przewodniczącą Erasmus Student Network na Politechnice.

Łukasz Lemański o sobie: Moją pasją jest sprzedaż. Mam 10 lat doświadczenia w sprzedaży i 4 lata jako menedżer. Obecnie łączę swoje zainteresowania i doświadczenie zajmując się marketingiem internetowym i z sukcesami prowadząc własną firmę – Enil. Pasjonują mnie pozytywne osoby dążące do szczęścia i sukcesu. Lubię grać w siatkówkę.

Aleksander Piechota o sobie: Interesuję się komunikacją interpersonalną, marketingiem internetowym, zarządzaniem projektami i sprzedażą. Mówię po angielsku i komunikuję po hiszpańsku – jestem fanem skutecznych metod nauki języków obcych – lubię uczyć innych angielskiego. Pracowałem w USA jako Beach Attendant, ogrodnik, kelner i osoba myjąca jachty motorowe. Lubię biegać, czytać i grać na gitarze elektrycznej. Mam 22 lata.

Piotr Stanek o sobie: Jestem miłośnikiem aktywności fizycznej i psychicznej, kocham biegać. Wdrażam ideę Running&Reading Jestem optymistą z doświadczenia. Interesuję się marketingiem (social media i osobistym), rozwojem osobistym, koordynacją projektów, poznawaniem ludzi z pasjami i przełamywaniem barier. Moje najważniejsze motto: “Be yourself”. Zachęcam do wsparcia naszej akcji i bardzo się cieszę, że mogę pomóc.

Uncategorized , , , , , , ,

Gdy zagrożone jest życie – nie czekaj, działaj!

Maj 21st, 2011

W ciągu niespełna 3 tygodni dwukrotnie stanęłam wobec sytuacji wymagającej ratowania czyjegoś życia w sensie dosłownym. Jak pewnie wielu z Was – nie jestem lekarzem, nie mam przygotowania medycznego, nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji. Tych sytuacji nie byłam w stanie przewidzieć.

Sytuacja bezpośredniego zagrożenia czyjegoś życia zawsze jest wyjątkowa, zaskakująca, budząca emocje. Zawsze jest też inna. Dla jednych – paraliżująca, dla innych – „wymuszająca” działanie. Wezwanie pomocy nie zawsze wystarcza, ale jest bardzo ważne i jak pokazało mi doświadczenie – dla wielu ludzi nie jest odruchem, nie jest działaniem “z automatu”.

Ważne jest, by mieć wewnętrzną gotowość udzielania pomocy. Według mnie to zależy od kilku ważnych elementów (pewnie jest ich więcej, jednak te wydają mi się kluczowe):
- drugi człowiek, kimkolwiek by był – jest dla Ciebie ważny i ważne jest jego życie, i zakładasz, że jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy ratującej życie, to Ty będziesz działać
- wiesz, co możesz zrobić, wiesz, jak wykonać resuscytację dorosłego człowieka, a jak dziecka – choćby teoretycznie (w Internecie bez problemu znajdziesz info, jak udzielać pierwszej pomocy.
- przyjmujesz jako zasadę, że nie wolno Ci zaniechać działania i czekać aż inni będą działać,  jesteś gotowy wziąć na siebie te odpowiedzialność
- wiesz, co może zaszkodzić (w większości przypadków nie rusza się np. człowieka z podejrzeniem uszkodzenia kręgosłupa, chyba że tylko to może mu uratować życie – nawet kosztem późniejszej jego jakości)
- znasz numer pogotowia (112 z komórki bezpłatnie), GOPR/TOPR (601 100 300) i masz gotowość korzystania z tego numeru (ja wielokrotnie dzwoniłam np. widząc, że ktoś zasłabł, że ktoś bezdomny i brudny leżał gdzieś na chodniku, etc)

Warto się dowiedzieć,co zrobić, żeby w sytuacjach, które – jeśli się zdarzą – móc podjąć właściwe działanie. Po pierwsze – wezwać pomoc. Wezwanie pomocy jednak nie zawsze wystarczy. Zawsze liczy się czas. Nie zawsze damy radę uratować życie. Nie na wszystko mamy wpływ. Ale zawsze jesteśmy w stanie zrobić to, co naprawdę ważne i konieczne, by zwiększyć czyjeś szanse na przeżycie i móc go przekazać lekarzom, gdy fachowa pomoc przyjedzie. Ważna jest trzeźwa ocena sytuacji – ocena stanu człowieka i potencjalnych największych zagrożeń i określenie możliwości działania.

Kiedy sąsiadka przybiegła z informacją, że jej mąż umiera, natychmiast wezwałam pogotowie i wraz z drugą osobą pobiegłam do jej mieszkania. Człowiek siedział w fotelu bez oznak życia. Brak tętna na tętnicy szyjnej, brak oddechu, skóra bez koloru, serce nie pracowało. Sąsiadka w płaczu, że on nie żyje. Nie mnie oceniać szanse przeżycia w takich sytuacjach. Moją rolą było udzielanie koniecznej i możliwej pomocy. Po pierwszych sekundach, kiedy się spociłam z emocji i na moment nogi mi się ugięły – jak maszyna przystąpiłam do działania. Podniesionym zdecydowanym głosem wrzasnęłam: ratujemy. Na trzy na ziemię: raz, dwa, trzy. Solidnie zbudowanego mężczyznę szybko dałyśmy rade położyć na ziemi (w takich sytuacjach siłę ma się ogromną). Natychmiast podjęłam masaż serca. Obiema dłońmi położonymi jedna na drugiej, klęcząc obok człowieka zaczęłam rytmiczne na głębokość kilku centymetrów uciskać klatkę piersiową. Krzyknęłam do sąsiadki, że teraz nie płaczemy tylko ratujemy. Kazałam odchylić głowę pacjenta i opróżnić jamę ustną (proteza zębowa), a następnie zatkać noc w wykonać 2 wdmuchnięcia, żeby się uniosła klatka piersiowa. Pilnowałam co robi i jak. Ja robiłam masaż i liczyłam, a sąsiadka na moje komendy wykonywała wdmuchnięcia. 30 ucisków, 2 wdmuchnięcia. Szybkie komendy podniesionym głosem wymuszały na niej działanie. Okazało się, że mój głos, zdecydowanie spowodowały, że przejęłam pełną kontrolę nad sytuacją. Oddech nie wracał, akcja serca też nie. Byłam konsekwentna. Karetka przyjechała bardzo szybko. Ale w takich sytuacjach czas upływa zupełnie inaczej, dlatego ja koncentrowałam się na działaniu, a nie na czekaniu. Zadbałam o to, by kolejna osoba wyszła przed budynek i czekała na karetkę, żeby im machać i żeby nie szukali, nie czekali, aż ktoś domofonem otworzy drzwi. To są sytuacje, kiedy liczy się każda sekunda. I ona trwa bardzo długo. Kiedy lekarze weszli, przejęli ratowanie, ja odraportowałam jaka była sytuacja i co zrobiłam. Usłyszałam: „Zrobiła pani wszystko co trzeba”. Kiedy lekarze ratowali życie – ja zajęłam się sąsiadką. Chodziło o to, by nie przeszkadzać ratownikom, nie płakać im nad głową, żeby mieli jak największy komfort pracy, spokój, przestrzeń. Długo trwała jeszcze akcja ratunkowa. Nie udało się niestety uratować życia. Wolałabym, żeby było inaczej. Jednak zrobione zostało wszystko, co można było. Ja zrobiłam wszystko, co mogłam, nie zaniechałam działania.

Na emocje przyszedł dla mnie czas dopiero wieczorem. W nocy nie spałam. I szczerze mówiąc kilka dni później jeszcze nie mogłam tak zupełnie ochłonąć. Ale na czas ratowania życia emocje zeszły na plan zupełnie nieistotny. Takiej siebie nie znałam. Bo i w takiej sytuacji nigdy nie byłam.  Wtedy też przyszło mi na myśl, że wiedza o tym, jak ratować życie powinna być powszechnie znana, bo przecież to na wagę życia. Stąd ten post.

Dwa dni temu wysiadłam z pociągu , przejście jest nad torami, kładką. Z kładki zobaczyłam człowieka leżącego na torach. Szynę miał dokładnie pod plecami, leżał na wznak, na środku torów, którymi za chwile mógł jechać pociąg. Pociągi podmiejskie jeżdżą często. Dwóch mężczyzn stało obok. Nie wchodziłam na tory. Miałam inne zadania. Szybko oszacowałam, ze największym zagrożeniem jest pociąg i na tym się skupiłam. Nie schodząc z kładki zapytałam, czy przytomny – usłyszałam, że tak. Czy w kontakcie – tak. Czy może się ruszyć – nie. Czy wezwali pomoc – nie. Natychmiast wybrałam 112, poinformowałam, gdzie jestem, na jakim torowisku leży człowiek, w jakim kierunku pociąg jeździ tym torem, żeby wstrzymać pociągi i wezwać karetkę. W mojej ocenie najważniejsze było, by pociąg, który może przyjechać, nie zabił człowieka. Rozmawiając przez telefon szłam już na stacje, gdzie także przekazałam info, by szybko wstrzymać ruch. Gdy pani ze stacji potwierdziła mi, że ruch wstrzymany – zadzwoniłam ponownie pod 112 i szybko i konkretnie opisałam sytuację. Dowiedziałam się, że karetka jedzie, więc poszłam w kierunku torów, żeby to powiedzieć, żeby i ten poszkodowany dostał informację, że pomoc w drodze i że pociąg mu nie zagraża (leżał przecież bez możliwości ruchu, świadomy sytuacji). Potem wyszłam przed stację, podniosłam rękę do góry, żeby karetka podjechała we właściwe najbliższe możliwe miejsce. Od razu odraportowałam jaki jest stan człowieka i ruch pociągów wstrzymany. Potem poczekałam, aż zabiorą człowieka do karetki.

W pierwszej sytuacji nie było wielu ludzi – wołanie o pomoc było konkretnie skierowane – sąsiadka przyszła do nas po pomoc. Jednak w drugim przypadku, z pociągu wraz ze mną wysiadło sporo ludzi. Ja nie oglądałam się na innych – podjęłam działanie. Przede mną nie było zgłoszeń o tym wypadku! A przecież telefony komórkowe ma niemal każdy.

Piszę o tym, by zaapelować: warto choćby dla uratowania jednego życia podjąć działanie, zadzwonić po pomoc, wiedzieć, co samemu można zrobić. Powinniśmy wiedzieć, jak możemy ratować cudze życie. I powinniśmy podejmować działanie nie czekając, aż zrobi to ktoś inny. Bo może się okazać, że wszyscy tylko patrzą i czekają, a nikt nie wzywa pomocy i nikt nie działa. Jeśli pogotowie dostanie 5 informacji, to pacjentowi to nie zaszkodzi. Jeśli wszyscy będą się oglądać na innych – pomoc może nigdy nie nadejdzie. Może nigdy nie staniesz w podobnych sytuacjach, ale może się zdarzyć, że będziesz jedynym, który to może i potrafi to zrobić. Więc działaj nie oglądając się na innych.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , ,

Żeby się Wam lepiej pracowało…

Marzec 20th, 2011

Mam za sobą sporo lat pracy i niemało tzw. doświadczenia życiowego, niemniej wciąż spotykam się z postawami czy sytuacjami, które mnie zaskakują.  Niekiedy bardzo pozytywnie. Dziś wracam do notatki zrobionej jakiś czas temu, by w poście podzielić się z Wami swoim pozytywnym doświadczeniem. Uznałam, że to może być inspirujące.

Po kolei może. Działy techniki, informatyki etc są takimi komórkami w organizacji, które z założenia mają służyć tzw. wewnętrznym klientom, czyli innym pracownikom / działom. Z moich obserwacji jednak nie często się zdarza, że pracownicy tych działów to rozumieją. Wielu ludziom trudno jest przyjąć postawę służby. Wewnętrzny klient często „przeszkadza w pracy”, a działania tych zespołów sprowadzają się do „gaszenia pożarów”.  Wtedy jest „niedoczas”, nerwy, zniecierpliwienie etc.

Jakiś czas temu przeżyłam wielkie pozytywne zaskoczenie. Do każdego z moich pracowników podszedł człowiek i z pogodnym nastawieniem, ciepło, spokojnie i z niekłamana życzliwością zadał pytanie: „Co możemy dla Was zrobić, żeby Wam się lepiej pracowało?”. Świetne pytanie, super postawa! Słuchał cierpliwie o problemach, o czym rzecz jasna większość z nas opowiadała językiem nietechnicznym, wskazując na objawy, a nie przyczyny. Po nitce do kłębka powstała lista rozwiązań zawierająca informacje o koniecznych i o przydatnych zmianach. To był bardzo szybki proces i skuteczny, a przy tym przyjemny, życzliwy, serdeczny.

Po tej “roboczej wizycie” została w nas bardzo dobra energia, dodatkowa wartość, której nie umiem teraz nazwać. Poczucie, że dzieją się dobre rzeczy, gdy ludzie chcą się nawzajem zauważać, szanować, wspierać – właśnie w pracy, zgodnie z dobrze rozumianym pojęciem „służby”.,

Podejście takie jak zaprezentował zespół nazwijmy to wsparcia technicznego jest według mnie świetne z kilku powodów:

- pozwala wyprzedzać problemy, a nie reagować dopiero, gdy się pojawiają i “gasić pożary”,
- jest to postawa proaktywna, a nie reaktywna, co bardzo cenię i szanuję,
- inni pracownicy doceniają takie działania i odpowiadają na to życzliwością i chęcią współpracy,
- buduje się relacja wzajemnego szacunku i uznania,
- pracownicy, którzy spotkali się z takim pozytywnym traktowaniem chcą przekazywać to dalej,
- pracownicy budują dzięki temu bardzo pozytywny wizerunek siebie i swojej pracy.

Przy okazji – taka postawa to nie wynik odbytego szkolenia. Ci ludzie po prostu zdecydowali, że chcą być pomocni i wzajemnie się zarażają takim podejściem. Dla mnie super!

To zdarzenie, z pozoru niewinne i niewielkie, uświadomiło mi, że mogę częściej pytać moich ludzi: Czy jest coś, co mogę dla Was zrobić, żeby się Wam lepiej pracowało? Czy jest coś, co mogę dla Was zrobić, żebyście mogli być bardziej skuteczni? Czy jest coś, co mogę dla Was zrobić, żebyście przychodzili tu z coraz chętniej ?

To pytanie bardzo mi przypadło do gustu, bo  w samym pytaniu ukryty jest komunikat, że jestem gotowa zrobić coś konkretnie dla Ciebie czego potrzebujesz. Zgodzicie się, że to zupełnie inaczej brzmi, niż np. „Co można zrobić, żeby się nam lepiej pracowało, żebyśmy osiągali lepsze wyniki…”?. Zdecydowanie jestem za postawą: „Co mogę dla Ciebie zrobić, żeby Ci się lepiej pracowało”.

W kontekście powyższego przyszło mi do głowy, że warto analizować swoje postępowanie/działanie: Czy jesteś strażakiem nieustannie gaszącym pożary? Czy wyprzedzasz problemy, czy tylko za nimi podążasz? Działasz reaktywnie czy proaktywnie? Czy jesteś wsparciem dla innych? Czy tak właśnie postrzegają Cię inni ludzie i inne zespoły? Czy masz poczucie służby?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , , , , ,

Niesmaczne Czekoladowe Życie

Marzec 13th, 2011

Co jakiś czas, zwykle w soboty, u mnie na osiedlu pewna kobieta zbiera jedzenie, bo sama nie jest w tej chwili w stanie utrzymać swoich dorastających córek. Bardzo skromna, pokorna, kontaktowa, życzliwie nastawiona do ludzi. Widać też, że bardzo zmęczona, a z rozmowy wiem, jak i dlaczego jest jej tak trudno. Mniejsza o szczegóły. Jakiś człowiek, jakaś konkretna rodzina potrzebuje pomocy – jedzenia.

Dziś (także w sobotę) usłyszałam o tzw. festiwalu związanym z kawą, czekoladą etc. – Telewizyjny Kurier Warszawski 12 marca 2011 – o festiwalu „Czekoladowe Życie” (ostatnia wiadomość w programie)  TUTAJ [Uwaga: teraz link działa już mam nadzieję poprawnie, poprzedni błędny był wynikiem skorzystania z opcji "prześlij link znajomym", a system przesyłał błędny link].

Co ma jedno do drugiego? To za chwilę.

Na stronie internetowej tego festiwalu jest informacja, że u 3,5-metrowe Czekoladowe Drzewo od pewnej firmy zostanie zlicytowane na szczytny cel (tego nie ma w telewizji) – to dobre działanie. Tylko jak ono  ma się do specyficznego pożegnania zimy w czasie tego samego wydarzenia? O czym konkretnie mówię? Otóż do kamery pewna zadbana i zadowolona młoda kobieta (związana z organizacją wydarzenia jak sądzę) powiedziała o tzw. czekoladowym pożegnaniu zimy: „Zamiast Marzannę topić, chcemy obrzucić  ją pysznymi kremowymi tortami”. Zatkało mnie.  Natychmiast sobie to ładne “okrągłe” zdanie przełożyłam na konkret: pełnowartościowe, pyszne jedzenie zostanie wyrzucone dla zabawy i w związku z zabawą. Będzie lądowało na kukle i spadało na podłogę a potem trafi na śmietnik. Co to za wydarzenie, co to za pomysł, co to za promocja, co to za pseudo PR?!

Wyrzucanie pełnowartościowego jedzenia czy rzucanie jedzeniem wydaje mi się niegodziwe, szczególnie w kontekście tego, co obserwuję wokół. Jak dla mnie – coś tu nie gra: z jednej strony licytacja drzewka na szczytny cel, a z drugiej – pożegnanie zimy sprowadzające się do wyrzucania jedzenia i robienia z tego widowiska.

Mamy w Polsce (w Warszawie także) niedożywione dzieci, niskie kwoty przeznaczane na posiłki dla ludzi z ośrodków opieki, szpitali, domów pomocy, domów dziecka, ośrodków dla bezdomnych, mamy emerytów żyjących na granicy ubóstwa. Mamy po drugiej stronie firmy, instytucje,organizacje wspierające ubogich, finansujące obiady dla dzieci, realizujące zbiórki żywności, mamy indywidualnych ludzi pomagających potrzebującym, czasem dzielących się po prostu tym, co mają w lodówce.

Zimę można było symbolicznie zakończyć inaczej – zaprosić dzieci, by może po raz pierwszy miały okazję skosztowania  pysznego kremowego tortu i poczuć się ważnymi, ugoszczonymi, a “Marzannę” potraktować jako wyłącznie dekorację? Albo zawieźć te torty do potrzebujących w jakimś ośrodku i dać je jako zapowiedź wiosny (nie mówcie tylko, że problemem jest tu podatek od darowizny) ? A może wystawić tę “Marzannę” i zaprosić ludzi “z ulicy” na „Marzannowe Delicje”?
Że to wszystko mniej medialne? Bzdura. Mniej widowiskowe, ale nie mniej medialne.

Mogę sobie nawet wyobrazić, ile przy tym rzucaniu tortami będzie śmiechu i zabawy. Ja jednak całkowicie pozbawiona jestem w takich sytuacjach poczucia humoru. Czy my żyjemy w kraju, w którym jedzenia wszyscy mają tyle, że możemy je wyrzucać robiąc przy tym imprezę i widowisko? Dla kogo? Po co? Żeby w kronice wydarzenia zamieścić „fantastyczne” zdjęcia obrzuconej tortami Marzanny? Żeby patron czy sponsor mógł się sfotografować jak rzuca tortem?

Niestosowne. Zgrzyta zwłaszcza, gdy się sprawdzi, kto jest organizatorem i co ma w statucie . Zgrzyta mi także, gdy wiem, kto temu patronuje (o tym, kto jest organizatorem, a kto patronem dowiedziałam się TUTAJ- na stronie Festiwalu tego nie znalazłam).

To oczywiście tylko moje zdanie, moja subiektywna opinia – każdy ma prawo mieć własny pogląd na ten temat. Ja nie mogłam tego przemilczeć. Może ktoś z ludzi organizujących różne special events przeczyta i uchroni się (i nas) przed podobnymi nie do końca przemyślanymi pomysłami i realizacjami w przyszłości…

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,

Czy jesteś swoim przyjacielem?

Marzec 6th, 2010

Możemy uczyć się od naszych przyjaciół życzliwego i wspierającego stosunku do siebie. Czy to oznacza, że mamy od siebie przestać wymagać, że mamy się tylko “klepać po ramieniu” i mówić miłe rzeczy?  Nie. Chodzi o to, by nie sabotować własnych działań, nie podstawiać sobie nogi, nie gasić w sobie zapału, nie osłabiać chęci do rozwoju, nie oszukiwać siebie samych.

Przyjaciel, to według mnie osoba, która:

  1. Jest mi życzliwa.
  2. Wspiera mnie w moich dążeniach.
  3. Pomaga mi, jeśli może i jeśli ja tego potrzebuję, i jeśli o to poproszę.
  4. Szanuje moją niezależność i indywidualizm.
  5. Nie ocenia mnie, nie krytykuje, nie ośmiesza, nie umniejsza mojej wartości.
  6. Nie daje mi gotowych recept na moje życie, zostawia mi wolność wyborów.
  7. Daje mi uczciwe informacje zwrotne, jeśli o to proszę, jest wobec mnie uczciwy.
  8. Potrafi znaleźć dla mnie czas, interesuje się mną.
  9. Ma do mnie zaufanie i ja obdarzam go zaufaniem.
  10. Czuję się w jego towarzystwie dobrze i bezpiecznie, cieszy mnie jego towarzystwo.

Oczywiście każdy może do tego dodać szereg innych rzeczy według własnej definicji Przyjaciela, ja skupię się na tych, bo wydają mi się kluczowe i uniwersalne..

Zatem  przyjrzyj się sobie i zobacz, czy naprawdę jesteś swoim przyjacielem, a nad czym dobrze popracować, żeby być swoim prawdziwym przyjacielem. Oto podręczna  „ściąga”:

  • Czy lubisz siebie? Czy mówisz sobie dobre rzeczy? Kiedy ostatnio pochwaliłeś siebie za coś codziennego? Kiedy ostatnio powiedziałeś sobie np.: „jestem w tym dobry”, „świetnie sobie z tym radzę”, „jestem z siebie dumny”?
  • Czy lubisz swoje własne towarzystwo? Ile czasu bywasz świadomie i z wyboru we własnym towarzystwie – bez radia, TV, znajomych etc i rozmawiasz ze sobą (w myślach lub nawet głośno)?
  • Czy dbasz o swoje zdrowie, o swoją kondycję, o swoje otoczenie, o swój wygląd? Czy chwalisz się za to?
  • Jak odpoczywasz? Poleciłabyś to swojej najlepszej przyjaciółce / przyjacielowi?
  • Czy potrafisz wymienić  5 rzeczy, które w sobie lubisz? A 3, z których jesteś dumny?
  • Czy mówisz sobie dobre rzeczy i życzysz sobie “dobrego dnia”, “powodzenia”?
  • Czy masz dla siebie szacunek?
  • Czy masz zaufanie do siebie i swoich wyborów?
  • Kiedy ostatni raz pytałeś siebie, jak się czujesz i co u Ciebie słychać dobrego?
  • Kiedy pytałeś się siebie, jak możesz sobie pomóc?
  • Kiedy pytałeś się siebie o swoje marzenia i o to, jak chcesz je realizować?
  • Czy dodajesz sobie sił i energii, np. mówiąc „dobrze sobie radzisz, jest ok.”, „nie masz powodu się martwić”, „zobacz, w trudniejszych sytuacjach tak sobie dobrze poradziłeś, że teraz to małe miki”, “to nie problem, to tylko sprawa do załatwienia”, „jesteś zdolny, znajdziesz właściwe rozwiązanie” (tak mówią do Ciebie przyjaciele, prawda?)?

Teraz dla odmiany: Kiedy ostatnio powiedziałeś sobie: „nic mi się nie udaje”, że „znowu mi nie wyszło”, ” jestem do d…”, „głupi”, „nieodpowiedzialny”, „zachowałem się jak idiota”, „brak mi profesjonalizmu”, „nie poradzę sobie”, “nic mi nie wychodzi”, “wszystko jest nie tak”…  Jaki dialog  toczysz ze sobą?  Czy ten dialog dodaje Ci sił? Czy swojemu przyjacielowi też tak mówisz, gdy ma gorszy czas, albo trudności? Czy takie słowa mówione do siebie są dla Ciebie wsparciem i dodają Ci sił w Twoich dążeniach? Czy tak rozmawia z Tobą najlepszy przyjaciel? Jesteś swoim przyjacielem, czy tylko “kumplem od piwa” i “koleżanką od plotek i zakupów”?

Przypomniało mi się powiedzenie: “Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Hmm… Czy jesteś swoim przyjacielem na co dzień i w trudnych sytuacjach?

Jesteś swoim przyjacielem? Jak wzmacniasz tę przyjaźń? Możesz zacząć np. od tego, by każdego dnia wieczorem i każdego dnia rano powiedzieć sobie (czyli swojemu przyjacielowi)  jedną dobrą rzecz, pochwalić się za coś, co zrobiłeś danego dnia. Zawsze jest coś takiego. :-)

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , ,