Archiwum

Posty oznaczone ‘postawa’

Jajecznica

Luty 21st, 2012

Kojarzycie? Jajecznica na boczku. Ja bardzo lubię. Wiem, są tacy, co nie lubią. Wbrew pozorom tym razem nie o gotowaniu a o postawach życiowych i wyborach.

O co chodzi? Ostatnio usłyszałam ciekawą refleksję, która zrodziła się w momencie szykowania jajecznicy na boczku. Do takiej jajecznicy konieczne są jaja kurze i boczek od świnki. Usłyszałam, że kura się angażuje, a świnka się poświęca. Uśmiałam się i zadumałam zaraz potem. Jednak ta refleksja wokół jajecznicy pobudziła moje dalsze myślenie:

Kura daje coś od siebie, coś bardzo cennego, osobistego, wartościowego. Świnka inaczej – świnka daje siebie. I tu widać najistotniejszą różnicę miedzy zaangażowaniem, nawet największym, a poświęceniem.

Czy w relacjach z innymi ludźmi jesteś jak kura, czy jak świnka? Czy działasz z zaangażowaniem, czy z poświęceniem?

Jak się angażujesz, czy w takim samym stopniu we wszystkie działania, czy w zróżnicowany? Co poświęcasz? Siebie? Jeśli dajesz coś od siebie, to działasz jak kura. I możesz tak czynić wiele razy, wiele lat, mnożąc dobro. Jeśli jak świnka – może się okazać, że kiedyś Cię zabraknie nie tylko dla innych, ale i dla siebie.

Pomyślcie, jak to jest z Waszym zaangażowaniem. I pomyślcie, jak jest z Waszym poświeceniem. W relacjach z dziećmi, z  bliskimi ludźmi, w rodzinie, w gronie przyjaciół, w pracy etc.  Czy poświęcacie ważną część siebie (co poświęcasz i w imię czego), czy też angażujecie się (na ile się angażujecie).  I kiedy podejmujecie nowe zadania, zastanówcie się, czy decydujecie się na bycie kurą czy świnką.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , , ,

Siła marzenia

Styczeń 22nd, 2012

„Dobrze, że ten rejs nie skończył się inaczej, bo i marzenia by się skończyły” – to komentarz dziennikarki  (usłyszany przed chwilą w TVP Info) odnośnie do informacji, że kilkunastoletnia żeglarka spełniła swoje marzenie opłynięcia świata. Wcześniej uzyskała ona w wyniku apelacji sądową zgodę na rejs, co potwierdza jej wielką determinację w dążeniu do realizacji tego marzenia. Młoda Holenderka (miała 14 lat w momencie startu) ponad 500 dni samotnie żeglowała  podejmując ryzyko i spełniając swoje wielkie młodzieńcze marzenie. Przeżyła sztormy, poznała co to znaczy bezsenność, strach, ból, ale i spełnienie, radość, niezwykłe sytuacje, widziała piękne miejsca, i obrazy, poznawała siebie w ekstremalnych sytuacjach. Młoda żeglarka  dzieli się swoją radością i szczęściem ze spełnionego marzenia, wielu ludzi jej gratuluje, inni podziwiają. Prowadząca program polska dziennikarka  robi coś zupełnie innego…

Co znaczy komentarz: „Dobrze, że ten rejs nie skończył się inaczej, bo i marzenia by się skończyły”? Że gdyby zginęła albo została kaleką, to nie mogłaby spełniać żadnych innych marzeń? He, ale zginęłaby spełniając marzenie! A kalectwo? Ono nie zabrania dalej marzyć i spełniać marzenia.  A czym jest marzenie bez choćby prób jego realizacji?

Jedno jest pewne – taki komentarz dla wielu jest jak ostrzeżenie: nie sięgaj po marzenia, bo możesz marzyć ostatni raz. Uważaj, bo Twoje śmiałe marzenia mogą skończyć się tragicznie. Czyż nie taki jest wydźwięk i znaczenie takiego komentarza?

Zamiast gratulacji, entuzjazmu, pozytywnego myślenia i zarażania ludzi wiarą, że warto się wysilić i ryzykować, by spełniać marzenia. Nawet te odległe i wymagające poświęcenia. Tak chyba może powiedzieć tylko człowiek, który sam nie ma odwagi do realizacji marzeń lub – co gorsza – nie ma marzeń….

To pokazuje, jak bardzo wiele w ludziach  ograniczeń, skostnienia,  wewnętrznie stetryczenia, jak mało pasji i zrozumienia dla pasji.

A jaki Wy dalibyście komentarz do takiej informacji o młodej Holenderce? Jak sami odbieracie jej wyczyn? Jaka jest Wasza determinacja do realizacji marzeń? Jak duży wysiłek jesteście w stanie zrobić i co zaryzykować, by spełnić marzenia?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , , , , ,

“Podaj dalej” – zrób coś dobrego dla kogoś innego

Grudzień 9th, 2011

Witam grudniowo. W zeszłym roku dwaj młodzi ludzie, Alek i Kamil, zainspirowani postem na popularnym blogu Alexa, podjęli działanie na rzecz osób potrzebujących, (piszą o tym w komentarzach), czym niezwykle mi zaimponowali. Nie jest bowiem łatwo pomagać bezdomnym w tak pełen szacunku i otwarty sposób. To zeszłoroczne doświadczenie dobra to był początek…

W tym roku postanowili w większym już gronie realizować pomoc na szerszą skalę i tak doszło do przygotowania akcji “Święta dla każdego”. Zapytałam więc, czy mogę rozpowszechnić tę akcję także u siebie na blogu. Odpowiedź była pozytywna. To dla mnie wielka radość, że w ten sposób także i ja mogę przyczynić się do czyjegoś dobra. To także mój ukłon w stronę Młodych Organizatorów, których działanie, zaangażowanie i odwaga czynienia dobra mi naprawdę imponują.

Zachęcam Was zatem do przeczytania poniższego postu gościnnego i zapoznania się ze szczegółami akcji, i oczywiście do udziału w niej. Dodam od siebie, że do akcji może włączyć się każdy, niezależnie od wieku, wykształcenia, miejsca aktualnego zamieszkania. Namawiam też: wykorzystajcie okazję, by zrobić coś dobrego dla innych. Nawet mały gest zwielokrotniony może okazać się megapomocą. Rozpowszechniajcie tę informację wśród swoich znajomych. Im nas więcej, tym więcej będzie dobra.

Poniżej , upoważniona przez Organizatorów, publikuję post w całości i pozdrawiam.
Ewa

__________________________________________________________________________

Rok temu Alex zorganizował na blogu akcję, która zainspirowała mojego Przyjaciela Kamila Przeorskiego i mnie (Alka) do zrobienia czegoś dobrego przy okazji Świąt dla zupełnie nieznanych nam osób. Można o tym przeczytać w komentarzach do podlinkowanego wyżej postu. Szczerze mówiąc było to dla nas dość trudne – podejść do nieznajomych, potrzebujących ludzi, przełamać się i okazać im dobroć i wsparcie, traktując ich przy tym na równi ze sobą, nie wywyższając się.

Ja się stresowałem :-) , ale warto było. Takie uczucie, świadomość tego, że faktycznie zrobiło się coś dobrego jest świetne, daje ogromną satysfakcję. Szczególnie, gdy widzimy autentyczną wdzięczność na twarzach obdarowanych.

Wzorem poprzedniego roku, teraz także zgodnie z zasadą “Podaj Dalej” zdecydowaliśmy zrobić coś dobrego z okazji Świąt dla potrzebujących – tym razem na większą skalę.
I podjęliśmy działania już teraz – to nasza akcja Święta dla każdego”.

Celem akcji Święta dla każdego” jest obdarowanie potrzebujących takimi produktami żywnościowymi, jakie sami chcielibyśmy znaleźć na naszym świątecznym stole i/lub pod choinką.

W związku z tym organizujemy w Krakowie zbiórkę żywności świątecznej, dobrej jakości, o długiej dacie przydatności chcąc w ten sposób rzucić promień słońca i pomóc rodzinom wychowującym/wspierającym osoby niepełnosprawne.

Dajesz im to, co sam chciałbyś mieć na wigilijnym stole.”

- świąteczna zbiórka żywności dla rodzin z osobami niepełnosprawnymi, beneficjentów Fundacji Anny Dymnej “Mimo Wszystko”). Dzięki temu wsparciu mamy możliwość dotarcia do tych najbardziej potrzebujących rodzin.

Zachęcamy Was do udziału w tej akcji, mamy nadzieję, że osoby, które przeczytają poniższy tekst zechcą połączyć siły i wspólnie z nami udzielić choć małej pomocy drugiemu człowiekowi. Zapraszamy do udziału w organizowanej przez nas świątecznej akcji.

Szukamy również osób z całej Polski, które byłyby chętne wesprzeć potrzebujących i nas w inny sposób – wszystkie informacje wysyłamy osobom chcącym dać coś od siebie na maila – patrz niżej.

Zbiórka żywności odbędzie się w Krakowie i Gdańsku 14, 15 i 16 grudnia (śr, czw, pt) między 10:00 i 18:00 na:

a) Politechnice Krakowskiej – Budynek Główny (WiL)
b) Uniwersytecie Jagiellońskim – Kampus
c) Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie
d) Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie
e) Uniwersytecie Gdańskim
f) Politechnice Gdańskiej

Dokładne lokalizacje znajdziecie na stronie internetowej akcji.

Bardzo ważna informacja – przeczytajcie tutaj o jakie produkty konkretnie chodzi.

Gorąco zachęcamy do dania czegoś od siebie i odwiedzenia nas. Paulina, Łukasz, Kamil i Alek będą na Politechnice Krakowskiej w piątek 16.XII między godziną 14:00 a 18:00, Piotr na Uniwersytecie Gdańskim w czwartek 15.XII od 10:00 do 17:00, wówczas będzie też możliwość by się poznać i porozmawiać :-)

W zamian za pomoc umieścimy Wasze imię i nazwisko na stronie internetowej w zakładce “Podziękowania” – oczywiście tylko wtedy, gdy taka będzie Wasza wola.

Osoby z całej Polski chcące pomóc w akcji i nie będące w stanie przyjść na zbiórkę gorąco prosimy o przesłanie do Pauliny, Łukasza, Piotrka i mnie wiadomości na adres: info[małpka]swietadlakazdego.pl
Przez kolejny tydzień będziemy odpisywać na wszystkie maile do 24 godzin. W odpowiedzi podamy niezbędne informacje o tym, co możecie zrobić dla potrzebujących. Odpowiemy na wszystkie Wasze pytania związane z naszym przedsięwzięciem. Jesteśmy do Waszej dyspozycji.

Zapraszamy również na profil akcji “Święta dla każdego” na Facebook.

Zachęcamy też do dyskusji tutaj, w komentarzach – jeśli choć jedna osoba opisze w jaki sposób coś zrobiła, cel tego postu zostanie osiągnięty.

Na ile możemy liczyć na Wasze wsparcie? :-)

__________________________________________________________________________

Paulina Pawlik o sobie: Skończyłam matematykę na Politechnice Krakowskiej, aktualnie prowadzę restaurację w Zabrzu. Jestem pasjonatką nurkowania i książek fantasty. Uwielbiam organizować różne akcje, od małych imprez po duże szkolenia. Jako studentka byłam przewodniczącą Erasmus Student Network na Politechnice.

Łukasz Lemański o sobie: Moją pasją jest sprzedaż. Mam 10 lat doświadczenia w sprzedaży i 4 lata jako menedżer. Obecnie łączę swoje zainteresowania i doświadczenie zajmując się marketingiem internetowym i z sukcesami prowadząc własną firmę – Enil. Pasjonują mnie pozytywne osoby dążące do szczęścia i sukcesu. Lubię grać w siatkówkę.

Aleksander Piechota o sobie: Interesuję się komunikacją interpersonalną, marketingiem internetowym, zarządzaniem projektami i sprzedażą. Mówię po angielsku i komunikuję po hiszpańsku – jestem fanem skutecznych metod nauki języków obcych – lubię uczyć innych angielskiego. Pracowałem w USA jako Beach Attendant, ogrodnik, kelner i osoba myjąca jachty motorowe. Lubię biegać, czytać i grać na gitarze elektrycznej. Mam 22 lata.

Piotr Stanek o sobie: Jestem miłośnikiem aktywności fizycznej i psychicznej, kocham biegać. Wdrażam ideę Running&Reading Jestem optymistą z doświadczenia. Interesuję się marketingiem (social media i osobistym), rozwojem osobistym, koordynacją projektów, poznawaniem ludzi z pasjami i przełamywaniem barier. Moje najważniejsze motto: “Be yourself”. Zachęcam do wsparcia naszej akcji i bardzo się cieszę, że mogę pomóc.

Uncategorized , , , , , , ,

O wartości życia i wartościach w życiu

Listopad 29th, 2011

Pozwólcie, że dziś włączę się nie wprost do dyskusji o przywróceniu kary śmierci w naszym kraju. Pomijam, czy jest to prawnie możliwe, czy nie. Chcę się skupić nad czymś w moim przekonaniu ważniejszym – na wierności wyznawanym wartościom i na tym, ile one są warte.

Mamy głośnie hasła dotyczące ochrony życia od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci i równolegle głosy (z tych samych źródeł) za wprowadzeniem kary śmierci.  Hierarchowie kościelni nie wypowiadają się jednoznacznie. Politycy inicjujący to przywrócenie kary śmierci podpierają się nawet autorytetem papieży. Jednak głos papieski wyraźnie mówi, że tak.  I dookreśla – tak,  ale tylko w tych szczególnych przypadkach, gdy nie ma innej możliwości ochrony społeczeństwa. A przecież jest inna możliwość – wystarczy orzekać kary dożywocia bez możliwości wcześniejszego zwolnienia i bez możliwości opuszczania zakładu karnego na tzw. przepustki. Demagogiczny polityk jednak mówi, ze nie można społeczeństwa obarczać utrzymywaniem przy życiu zbrodniarza, którego nie można nazwać już człowiekiem.

Pominę znowu milczeniem kwestię uprawnienia do decydowania, kto człowiekiem jest, a kto nie i kiedy przestaje się być człowiekiem… Pominę też sprawę że kara śmierci jest nieodwracalna, odmawia prawa do zmiany.

Chcę skupić się na tym:

Skoro argumentem za przywróceniem kary śmierci jest koszt utrzymania więźnia, co  opłacane jest z naszych podatków, to oznacza, że kara śmierci ma być elementem programu oszczędnościowego. Przyjmując stawkę 25 zł dziennie x 365 dni x 30 lat = 273 750 zł.

Tyle mniej więcej warte jest poszanowanie prawa pojedynczego człowieka do życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci w rozumieniu tych polityków, którzy optują za wprowadzeniem kary śmierci a nie biorących pod uwagę stosowania dożywocia bez prawa do przedterminowego zwolnienia, które stanowi pełną i wystarczającą ochronę społeczeństwa.

A może ta propozycja to tylko pretekst medialny do tego, by było głośno, by zainteresować sobą i podnieść swoją pozycje w rankingach? Jeśli tak, to życie ludzkie  ma wartość tego pozycjonowania w rankingach i kampanii PR. Albo – jak w przypadku hierarchów – wartość potencjalnych korzyści wynikających z przychylności jednej partii politycznej. Jak to się ma do tego, ile kosztuje podatnika utrzymanie takich polityków – to już też na osobny post.

Pewnie wielu z Was reaguje emocjonalnie na takie demagogiczne wypowiedzi polityków, na takie uzasadnienia, na przeciwstawianie wartości życia człowieka korzyściom dla budżetu.  To proponuję autorefleksję nad tym:
Ile warte są nasze wartości, które deklarujemy, głosimy, jak choćby przyjaźń, uczciwość, sprawiedliwość, wierność, trzeźwość, punktualność, słowność,  godność  (każdy może wpisać swoje)…  Czy ich nie sprzedajemy? Za ile? Za co? W imię czego?
Czy ich nie zdradzamy w imię interesów nazywanych dla „wybielenia” sukcesami?
Warto się sobie przyjrzeć. Warto zmienić, jeśli jest coś do zmiany.  Póki jeszcze to możemy zauważyć.

Jakie wartości są dla nas naprawdę ważne? Czy im się nie sprzeniewierzamy? Co możemy zrobić, by w imię tzw. sukcesu ich nie oddać, zgubić, porzucić, zdradzić?

Pozdrawiam, Ewa

PS.

Dawno nie pisałam, zauważyliście. Dziękuję za maile z pytaniami, kiedy kolejny post, za życzliwość i zainteresowanie. To dla mnie czas, gdy trudno oddawać się pisaniu. Mam nadzieję, że tym postem wrócę do regularnego pisania. Pozdrawiam Was. I do kolejnego „przeczytania” niebawem.

Uncategorized , , , , ,

Dzień Wdzięczności

Sierpień 31st, 2011

Zadzwoniła do mnie dziś Przyjaciółka i powiedziała, że chciałaby, aby 31 sierpnia – Rocznica Solidarności był Dniem Wdzięczności. Że fajnie by było, gdyby w kontekście takiego dnia ludzie robili listy osób, którym mogą wysłać wyrazy wdzięczności, tak jak kartki z życzeniami świątecznymi, żeby wysyłali do siebie takie kartki, smsy, maile. Taki dzień, kiedy “zbieramy” otrzymane dobro, skupiamy w myślach ludzi, którym możemy być wdzięczni, także tych, którym być może nie okazaliśmy tej wdzięczności.

I zaczęłam się zastanawiać, czy noszę w sobie i czy pielęgnuję wdzięczność. Wdzięczność z głębi wnętrza, która nie jest niczym wymuszona, nie jest „narzędziem”. Pomyślałam, że czasem zbyt łatwo  „kolekcjonuję” przykre sytuacje, pamiętam  trudne doznania, a za mało przestrzeni zostawiam na co dzień właśnie na wdzięczność. Wdzięczność życiu, światu, losowi, wdzięczność ludziom. Konkretnym ludziom. Żeby postawa wdzięczności stała się jak codzienna kromka chleba – prosta, niemal oczywista, naturalna, a jednocześnie niezbędna dla zdrowego i harmonijnego życia.

Co ciekawe, gdy zaczynam myśleć o tym, komu i za co jestem wdzięczna, to ta lista rośnie, nawet drobiazgi nabierają nowej wartości. Wydobywam z pamięci dobre sytuacje, pozytywne zdarzenia, pozytywnych ludzi i świat pięknieje, a przy tym ja. Wdzięczność dodaje mi pozytywnej energii, pobudza, wzmacnia.

Jestem zatem za  – niech będzie taki Dzień Wdzięczności. 31 sierpnia, a może dla każdego w innym ważnym dniu. Żeby przypominał o Dobru. Żeby przypominał o okazywaniu wdzięczności i o jej magicznej sile. Nasz czas skupienia się na tym co otrzymaliśmy i otrzymujemy od życia, na tym, co pozytywne i wartościowe, na Tych, którzy to dobro wnosili i wnoszą w nasze życie. I jednocześnie żeby był to czas refleksji na tym, co dajemy, co wnosimy w życie ludzi – bliskich i mniej bliskich, nawet nieznanych. Zachęcam do refleksji, do wzbudzania i przeżywania wdzięczności. Ten sam świat staje się piękniejszy, a i my przy tym także piękniejemy i nabieramy energii.

W myślach zrobiłam swoją listę wdzięczności i poczułam, że jestem bogatsza. Zachęcam Was do tego.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , ,

Kilka refleksji o pracy

Lipiec 26th, 2011

Jakiś czas temu w magazynie Press ukazał się tekst o „antyrzecznikach” i ranking rzeczników prasowych. Nieco później przeczytałam informację w PRoto o pewnej pani rzecznik (!), która zamiast dostarczyć informację potrzebną dziennikarzowi, odpowiedziała mu, że „nie może rozmawiać, bo jest w pracy”. :-) :-) :-)

Hmmm…  Rzecznik prasowy to funkcja, której istotą jest komunikowanie się, w tym komunikowanie z mediami, wypowiadanie się w imieniu organizacji czy firmy, którą dany rzecznik reprezentuje i  reprezentowanie tej firmy w zakresie przypisanym do danego stanowiska. Tymczasem owa pani rzecznik nie mogła rozmawiać, bo była w pracy. Rozumiem – nie mogła rozmawiać z koleżanką czy kolegą o wczorajszej imprezie, o zakupie nowych mebli do domu, ale… Co zatem jest według niej istotą jej pracy na tym stanowisku?

Pomyślałam o czasem nieżyczliwych rejestratorkach w przychodniach, o niektórych urzędnikach, co zapominają, ze są w „służbie” – zdrowia, publicznej etc. Pomyślałam o nauczycielach, lekarzach, prawnikach….

Często i łatwo wyłapać tu niedociągnięcia innych. Jednak co z nami?

1.Co jest istotą Twojej pracy? To niekoniecznie jest tożsame z pytaniem „jakie masz obowiązki” i „za co odpowiadasz”.

2. Co dla Ciebie jest najistotniejsze w pracy?

3. Co stanowi dla Ciebie wartość w Twojej pracy?

4. Czy Ty stanowisz wartość dla swojego pracodawcy czy tylko siłę roboczą?

Warto czasem” sprawdzić”, jak jedna odpowiedź ma się do drugiej i jak odpowiedzi na te pytania mają się do realiów – do oczekiwań stawianych Tobie i do sposobu w jaki pracujesz, i do proporcji pomiędzy wykonywanymi czynnościami i zadaniami, do poziomu Twojej satysfakcji, energii, zaangażowania etc

Istotą pracy szefa działu jest w moim odczuciu wskazywanie kierunku, inspirowanie, motywowanie, skłanianie do podejmowania odpowiedzialności, wspieranie w rozwoju, współpraca z zespołem w celu znajdywania najbardziej efektywnych rozwiązań, a  wtórnie (jako efekt) – osiąganie wyznaczonych przez zarząd celów, np. celów finansowych.   Istota pracy szefa nie są analizy, tabelki, umowy. To dodatek, narzędzia, etc. Trzeba zrobić budżet (tabelki),  ale realne osiągniecie celów nie stanie się dzięki tabelkom, a dzięki zaangażowaniu ludzi, ich konkretnym działaniom,  pasji,  ich odpowiedzialności, , dobrej współpracy, proaktwności…  Są i tacy, dla których istotą pracy w charakterze szefa jest władza, kontrola – zatem to będą realizować w swoich działaniach, mając przecież taką samą odpowiedzialność i zakres obowiązków jak ten, co wspiera, motywuje…

Czy pracując np. w biurze informacji przeszkadza nam klient, który przychodzi po informację i dopytuje, i “męczy”, i nie rozumie…, a może sprawia nam przyjemność, że  informacją możemy go wspierać, pomagać mu w lepszym zrozumieniu? Przy takiej postawie własnej dążymy do tego, by być w tym coraz bardziej kompetentnymi zarówno pod względem wiedzy, umiejętności,  jak i sposobu komunikacji.

Istotą pracy telesprzedawcy jest komunikowanie się z ludźmi przez telefon.  Sprzedaż i wyrabianie norm jest wtórne (co nie znaczy, ze nie jest ważne z uwagi na cel). O czym myślisz podnosząc słuchawkę? Że chcesz sprzdać, czy chcesz się porozumieć, dobrze komunikować? Wyklepujesz zapisaną na kartce regułkę czy rozmawiasz? Słuchanie (nie tylko słyszenie słów) jest tu często ważniejsze niż mówienie.

A gdy ktoś jest sprzedawcą w osiedlowym  sklepie? To jest po to, by służyć ludziom. A poprzez to realizować wyniki sprzedaży. :-) Można też inaczej:  sprzedawca jest po to, żeby osiągać wyniki sprzedaży, rozliczać kasę, pilnować, by klienci nie kradli i robić utarg. Jego postawa służby jest  „płytsza” – jest ona tylko narzędziem, uśmiech też jest narzędziem, życzliwość też jest narzędziem, czysty fartuch i fryzura są narzędziem, jak krajalnica do mięsa, która na życzenie klienta kroi cienkie plasterki  – czyli sam sprzedawca sprowadza się (własna decyzją,  postawą i motywacją) do roli narzędzia. Ja wolę swoje „odwrócone” podejście. :-) Ono mnie nie odczłowiecza.

Wszędzie tam, gdzie pracuje się wykonując działania na rzecz ludzi (a jak się zastanowić – zawsze tak jest bardziej pośrednio lub bezpośrednio), to wszędzie niezwykle ważny jest szacunek dla ludzi i dobrze pojęta pokora. A za tym dopiero cała reszta.

Co jest istotą Twojej pracy? Co stanowi dla Ciebie wartość w aktualnej pracy? Co Cię cieszy i motywuje wewnętrznie? Jesteś w swojej pracy człowiekiem czy narzędziem? Co by się musiało zdarzyć, zmienić (np. w Tobie, w Twojej postawie), abyś nie był / nie czuł się narzędziem (sprawnym lub zawodnym)?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , ,

Lubisz otaczać się szczęśliwymi ludźmi?

Czerwiec 23rd, 2011
Szkic tego postu napisałam jakiś czas temu. Dziś wracam do niego, żeby podzielić się z Wami swoim doświadczeniem i przemyśleniami.

W związku z pewnym spotkaniem biznesowym przejechałam tę samą trasę taksówką dwa razy – tam i z powrotem. Zwracam uwagę, że była to ta sama trasa, poza szczytem komunikacyjnym, a więc podobny czas przejazdu, widoki identyczne, pogoda niezmienna, dzień ten sam. Krótka trasa, bo niespełna 20 minut.

W jedną stronę jechałam z młodym kierowcą, energicznym, pogodnym człowiekiem, mającym swoją pasję, łatwo nawiązującym kontakt, serdecznym. Rozmowa toczyła się wartko, była dobra energia. Błyskawicznie dojechałam na miejsce i niemal żałowałam, że trasa nie trwała dłużej, bo i rozmawiać było przyjemnie.

Drogę powrotną pokonywałam z trudem – ta sama trasa okazała się baaaardzo długą i męczącą. To potwierdzenie względności czasu :-) . Dlaczego trasa taka długa i męcząca?  “Mój” drugi kierowca, równie młody człowiek co poprzedni, od pierwszej minuty narzekał, manifestował swoje niezadowolenie, marudził. Pogoda mu nie taka, bo deszcz i plucha, trasa nie taka, że szkoda, iż nie wziął innego zgłoszenia – na dworzec, szkoda że ja nie jadę dalej…   Więc ja na to spokojnie i z uśmiechem, że rozumiem iż wolałby kurs na 45 minut, ale ja potrzebuję konkretnie w to miejsce i nie zmienię planów (uśmiech). Myślałam, że się zmityguje, rozchmurzy, ale skąd. “Wiem, wiem, ale to czas, czekanie, tam nie będę miał klienta…” Przemilczałam licząc, ze zmieni się nastrój i klimat. Za chwilę jednak kierowca wpadł w kolejne narzekactwo: kasy fiskalne… Na to ja z uśmiechem i żartem, że może zmienić zawód na taki, w którym nie będzie miał kasy fiskalnej. Nie pomogło, rozwiązał worek narzekań i pretensji do kuli ziemskiej, że jest okrągła, a nie kwadratowa.

Zapytałam grzecznie, czy miał zły dzień. Tu otrzymałam zaskakującą odpowiedź. Ależ skąd, dzień ma dobry (!?), ale ta demokracja i rząd… Nie miałam już siły i ochoty słuchać narzekającego na wszystko człowieka. Przestałam słuchać.

Gdybyś po takim doświadczeniu i na jego podstawie miał / miała zatrudnić kierowcę, który ma Cię wozić do pracy każdego dnia, to który z kierowców dostałby to zlecenie? Którego zatrudnisz?

Kto zatrudni konia ze stale zwieszoną głową do zaprzęgu weselnego?

Kto zleci liczenie gwiazd człowiekowi ze spuszczona głową?

Jeśli masz pogodnych, entuzjastycznych ludzi wokół, to trudne sprawy łatwiej rozwiązać, zmęczenie dopada znacznie później, słońce świeci dłużej i intensywniej, energii przybywa, łatwiej myśleć koncepcyjnie, łatwiej być twórczym, skutecznym. Takie jest moje doświadczenie. Jak masz pogodnego, optymistycznie nastawionego do życia człowieka obok -  ciekawego, dobrego rozmówcę czy po prostu pogodnego partnera w działaniu , to czas upływa szybko, a działanie wydaje się lżejsze i efekt lepszy.

A Ty? Jakie są Twoje rozmowy telefoniczne? Jakie rozmowy ze znajomymi? Jak mówisz o swojej pracy? Czym karmisz siebie i otoczenie? Jaką energię przekazujesz i jaką w sobie utrwalasz?   Tak sobie pomyślałam: kiedy marudzisz i narzekasz na kiepski świat siedząc w autobusie lub w przedziale w pociągu, nigdy nie wiesz, czy obok Ciebie w tym samym przedziale w nie siedzi ktoś, kogo jutro może zobaczysz jako swojego potencjalnego szefa na rozmowie kwalifikacyjnej. Jakie będziesz miał szanse przekonać go, że jesteś pełen entuzjazmu, zadowolenia z życia, pasji, jeśli dziś zaprezentowałeś się jak ten drugi taksówkarz? Ile szans możemy zmarnować przez takie narzekactwo?

Kiedy marudzisz i narzekasz na kiepski świat, to ten świat staje się taki kiepski, że giną w nim rzeczy dobre. Ja wciąż odrabiam tę lekcję – łapię się na chwilach narzekactwa, niemniej z zadowoleniem stwierdzam, że robię postępy – odchodzę od marudzenia ku radości i zadowoleniu. Lubię mieć w swoim zespole, otoczeniu, sąsiedztwie szczęśliwych i radosnych ludzi. A ty? Ode mnie, od Ciebie zależy, jakich ludzi skupiamy wokół siebie. Jeśli jesteś narzekaczem – jest duże prawdopodobieństwo, że skupisz wokół siebie ludzi narzekających, smutnych, z kiepską wizją świata i będziecie się w tym narzekaniu i cierpiętnictwie wspierać i „podkręcać”, wzajemnie infekować. Inni nie wytrzymają i uciekną.

W ten sposób smutni i wiecznie niezadowoleni gromadzą się w smutne grupy i wspierają w swoich smutnych smutkach, zastępując tym smuceniem konstruktywne działanie. To jak wirus, który zaraża i mutuje. Niezadowolenie jest łatwe. Zadowolenie wymaga pewnego wysiłku. :-) Zadowoleni i pogodni zbierają się w zadowolonych grupkach z innymi pogodnymi i zadowolonymi,  i dodają sobie energii i zarażają entuzjazmem. Mają pogodne życie. A niezadowoleni patrzą na nich i mają powód, by czuć się jeszcze bardziej niezadowolonymi. :-) Co wybierasz na co dzień?

Od jakich słów i wiadomości rozpoczynasz rozmowę telefoniczna z przyjacielem, przyjaciółką? Jakimi słowami / myślami witasz dzień? Czy uczysz się od swojego psa? Czy jesteś swoim przyjacielem? Jakimi informacjami pozwalasz by inni karmili Cię na co dzień? Ile dobrych i pogodnych rzeczy zdarza się w Twoim dniu? Gdy myślisz o mijającym dniu, to widzisz  dobre czy te kiepskie zdarzenia? Kiedy myślisz o następnym dniu, to spodziewasz się rzeczy dobrych czy złych? Myślisz o tym, co może Cię spotkać ciekawego i pozytywnego? A pozytywny obraz świata i dobra energia przyciągają pozytywnych ludzi i sprzyjają zachowaniu zdrowia.

Myślę, że warto chronić się przed Smutasami, Nieszczęśnikami, Marudami, Niemocnikami, Ukrzywdzonymi i Bylejakimi. Towarzystwo Radosnych, Optymistycznych, Nadziejnych, Zadowolonych, Szczęśliwców, Nasyconych, Energicznych, Mogących, Chcących, Ciekawych, Spełnionych, Dążących, Uśmiechniętych jest najlepszym towarzystwem na kolejne lata. Żebym mogła wśród nich być – potrzebuję pielęgnować w sobie ich cechy.

Gdzie jesteś? W której grupie?

Pozdrawiam, Ewa

Co dobrego u mnie? Za kilka dni mam urodziny. Kiedy myślę o tym, to przypominam sobie, ilu wspaniałych czy ważnych rzeczy doświadczyłam, jak wielu ciekawych i wartościowych ludzi poznałam, jak wiele rzeczy w sobie i swoim życiu zmieniłam na pozytywne i radosne, ile się nauczyłam, a ile dowiedziałam o sobie.  :-)   I myślę o tym, ile jeszcze dobrych rzeczy przede mną. Więc uśmiecham się do tych moich lat i nadal pracuję nad codziennym wyszukiwaniem tego, co dobre, a minimalizowaniem narzekactwa i smutactwa.

Uncategorized , , , , , , , , , , , ,

Vivere militare est (?)

Czerwiec 4th, 2011

Wczoraj sprawdzałam różne terminy w kalendarzu i znalazłam info, że  17 czerwca to Światowy Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszą. Zaczęłam zatem sprawdzać, jakie jeszcze walki podkreślamy czy honorujemy  specjalnymi dniami. Znalazłam  m.in. Dzień Walki z Analfabetyzmem, Dzień Walki z Otyłością, Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem,  Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem. Zaczęłam z ciekawości  „googlować’  i do tego doszły : dzień walki z depresją, dzień walki z AIDS, walki z anoreksją,  walki z bezrobociem, walki z dyskryminacją, dzień walki z głodem,  z homofobią ,  z hałasem, z narkomanią, dzień walki z ubóstwem, dzień walki ze stresem.

Idąc dalej w swoich poszukiwaniach znalazłam: walka o pokój, walka o władzę, walka o stanowisko, walka o prawa obywatelskie, o przyjaźń, o związek,  o ukochaną, o kulturę, o nasze szczęście, walka o zdrowe i piękne włosy, walka firmy o sukces rynkowy, walka o lepsze wyniki, walka o relacje, walka z trudnościami, walka ze słabościami …. To rzecz jasna nie wszystkie walki…

Rozbawiła mnie „walka ze stresem” bo uświadomiłam sobie, że stres jest nierozłączny jeśli chodzi o walkę!  Z kolei walka z otyłością,  to nic innego, jak działania na rzecz zdrowego stylu życia i odżywiania.  „Walka o kulturę” – kultura jako efekt walki? Trofeum wojenne?  Pomyślałam, że walka staje się swoista kulturą naszych czasów.  Zamiast „walki o zdrowe i piękne włosy” proponuję dbałość o włosy i zdrowie.  Zamiast Dnia Walki z Hałasem proponuję Dzień Ciszy.  Zamiast walki z chorobami, proponuję skupienie się na ich leczeniu, profilaktykę, działania prozdrowotne, wzmacnianie ludzi chorych, dodawanie im dobrej energii, wiary, siły, motywowanie do zmiany szkodliwego stylu życia etc. Nie walczmy o lepsze samopoczucie, o lepsze relacje – dbajmy raczej o nasze dobre samopoczucie, budujmy dobre relacje. Słowo „walka” wyklucza istnienie dobrej relacji! Wyklucza związek, a przecież powszechne jest powiedzenie, że o związek warto walczyć. Słowo „walka” jest po przeciwnej stronie do „budowania”, „tworzenia”, „rozwoju”, “pomagania”.

Jak można walczyć o pokój? Przecież sam ten zwrot wyklucza możliwości pokojowych rozwiązań, bo skoro sam walczysz, to dajesz walkę a nie pokój, niszczysz pokój – nie ma tu miejsca na pokój!  Matka Teresa z Kalkuty podobno regularnie odmawiała udziału i wiązania się z jakimikolwiek akcjami pod szyldem „walki o pokój” i ubolewała, że ludzie walczą o pokój, zamiast  działać na rzecz pokoju, bo wtedy mogłaby się dopiero do tego przyłączyć.

Jak chcesz wałczyć z analfabetyzmem? Zabijesz brak? Analfabetyzm to brak – brak umiejętności czytania i pisania. Walka z  głodem,  to kolejny przykład walki z brakiem (jedzenia).  Absurd? Tak. Bo zwrot niesie niewłaściwe przesłanie. Zamiast dnia walki z analfabetyzmem powinien być czas nauki czytania. Zamiast walki z głodem powinno być dostarczanie jedzenia, karmienie. Walka z brakiem skupia na braku, a nie na działaniach których celem jest dostatek. To jak wałczyć z brakiem pieniędzy zamiast zarabiać pieniądze! Skup się na zarabianiu, a nie na braku.

Największe wrażenie zrobiły na mnie jednak znalezione w sieci: „Walcz z samym sobą” i „Życie to wielka walka z trudnościami”.

Walczyć z sobą samym? Przecież nie jestem swoim wrogiem. Mam agresywnie działać przeciwko sobie? Żeby się zniszczyć, pokonać? Może jednak nie walcz ze sobą. Rozwijaj się, dokształcaj, dbaj o harmonię, czyń dobro, twórz, buduj, wzmacniaj…

Walka to agresja, to przemoc, to napięcie, brak harmonii!  lepiej skup się na działaniu nieagresywnym – wspieraniu, uczeniu propagowaniu, dostarczaniu, uświadamianiu, etc. Skup się na efekcie pozytywnym, na dobrym celu.

Zobacz, jak inna jest energia w zwrotach: działanie na rzecz.., troska o… , starania o.. , dbałość o.. , rozwój czegoś.., wsparcie dla .. . budowanie czegoś… A te właśnie zwroty mogłyby w każdym z tych przypadków zostać wpisane w miejsce słowa „walka”.

Jeśli przyjąć, że nasze życie jest na miarę naszych najgłębszych przekonań i oczekiwań (często nieuświadomionych), które realizujemy, a język jest jedynie wyrazem tychże, to… popatrz, jak mówisz i popatrz, jak żyjesz…  Jeśli Twoje życie to walka, to zawsze znajdzie się jakiś wróg,  znajdziesz go, żeby walczyć. Jak go nie będzie, to go stworzysz, bo sensem Twojego życia będzie walka.
Zamiast skupiać się na wrogach – proponuję skupiać się na przyjaciołach i na tym, co dobre, na budowaniu.

Spodobało mi się to, co znalazłam na stronie Wałbrzyskiego Klubu Aikido:  ”Myśl o tym, aby nieść pokój ludziom na całej ziemi, a nie o tym, by nabrać siły i gromić zastępy wrogów.” W innym miejscu w sieci znalazłam to : „ Nie walcz z wiatrem, rozłóż ręce i spróbuj dzięki niemu szybować”.

Jestem przekonana, że życie jest lżejsze, łatwiejsze, piękniejsze i wartościowsze, gdy nie walczymy, a podejmujemy działania pokojowe. W każdej sferze. Warto zdjąć rękawice.

Pozdrawiam, Ewa

PS.

Tytuł tego  postu to sentencja Seneki Młodszego – Życie jest walką.
Mnie bardziej odpowiada życie, które jest pokojem, harmonią i wzrostem.

Uncategorized , , , , , , , , ,

Żeby się Wam lepiej pracowało…

Marzec 20th, 2011

Mam za sobą sporo lat pracy i niemało tzw. doświadczenia życiowego, niemniej wciąż spotykam się z postawami czy sytuacjami, które mnie zaskakują.  Niekiedy bardzo pozytywnie. Dziś wracam do notatki zrobionej jakiś czas temu, by w poście podzielić się z Wami swoim pozytywnym doświadczeniem. Uznałam, że to może być inspirujące.

Po kolei może. Działy techniki, informatyki etc są takimi komórkami w organizacji, które z założenia mają służyć tzw. wewnętrznym klientom, czyli innym pracownikom / działom. Z moich obserwacji jednak nie często się zdarza, że pracownicy tych działów to rozumieją. Wielu ludziom trudno jest przyjąć postawę służby. Wewnętrzny klient często „przeszkadza w pracy”, a działania tych zespołów sprowadzają się do „gaszenia pożarów”.  Wtedy jest „niedoczas”, nerwy, zniecierpliwienie etc.

Jakiś czas temu przeżyłam wielkie pozytywne zaskoczenie. Do każdego z moich pracowników podszedł człowiek i z pogodnym nastawieniem, ciepło, spokojnie i z niekłamana życzliwością zadał pytanie: „Co możemy dla Was zrobić, żeby Wam się lepiej pracowało?”. Świetne pytanie, super postawa! Słuchał cierpliwie o problemach, o czym rzecz jasna większość z nas opowiadała językiem nietechnicznym, wskazując na objawy, a nie przyczyny. Po nitce do kłębka powstała lista rozwiązań zawierająca informacje o koniecznych i o przydatnych zmianach. To był bardzo szybki proces i skuteczny, a przy tym przyjemny, życzliwy, serdeczny.

Po tej “roboczej wizycie” została w nas bardzo dobra energia, dodatkowa wartość, której nie umiem teraz nazwać. Poczucie, że dzieją się dobre rzeczy, gdy ludzie chcą się nawzajem zauważać, szanować, wspierać – właśnie w pracy, zgodnie z dobrze rozumianym pojęciem „służby”.,

Podejście takie jak zaprezentował zespół nazwijmy to wsparcia technicznego jest według mnie świetne z kilku powodów:

- pozwala wyprzedzać problemy, a nie reagować dopiero, gdy się pojawiają i “gasić pożary”,
- jest to postawa proaktywna, a nie reaktywna, co bardzo cenię i szanuję,
- inni pracownicy doceniają takie działania i odpowiadają na to życzliwością i chęcią współpracy,
- buduje się relacja wzajemnego szacunku i uznania,
- pracownicy, którzy spotkali się z takim pozytywnym traktowaniem chcą przekazywać to dalej,
- pracownicy budują dzięki temu bardzo pozytywny wizerunek siebie i swojej pracy.

Przy okazji – taka postawa to nie wynik odbytego szkolenia. Ci ludzie po prostu zdecydowali, że chcą być pomocni i wzajemnie się zarażają takim podejściem. Dla mnie super!

To zdarzenie, z pozoru niewinne i niewielkie, uświadomiło mi, że mogę częściej pytać moich ludzi: Czy jest coś, co mogę dla Was zrobić, żeby się Wam lepiej pracowało? Czy jest coś, co mogę dla Was zrobić, żebyście mogli być bardziej skuteczni? Czy jest coś, co mogę dla Was zrobić, żebyście przychodzili tu z coraz chętniej ?

To pytanie bardzo mi przypadło do gustu, bo  w samym pytaniu ukryty jest komunikat, że jestem gotowa zrobić coś konkretnie dla Ciebie czego potrzebujesz. Zgodzicie się, że to zupełnie inaczej brzmi, niż np. „Co można zrobić, żeby się nam lepiej pracowało, żebyśmy osiągali lepsze wyniki…”?. Zdecydowanie jestem za postawą: „Co mogę dla Ciebie zrobić, żeby Ci się lepiej pracowało”.

W kontekście powyższego przyszło mi do głowy, że warto analizować swoje postępowanie/działanie: Czy jesteś strażakiem nieustannie gaszącym pożary? Czy wyprzedzasz problemy, czy tylko za nimi podążasz? Działasz reaktywnie czy proaktywnie? Czy jesteś wsparciem dla innych? Czy tak właśnie postrzegają Cię inni ludzie i inne zespoły? Czy masz poczucie służby?

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , , , , ,

To co dajesz – wraca do Ciebie

Marzec 30th, 2010

Sobota rano, urząd pocztowy na jednym z warszawskich osiedli. Jedno okienko czynne, kolejka spora. Kolejki pilnuje „automat” – należy wydrukować numerek w zależności od tego, co chce się załatwić. Numerek się wyświetla i informuje, do którego okienka należy podejść. Proste. Tak – dla młodego, sprawnego – żaden problem.

Na pocztę weszła drobna Starsza Pani o laseczce. Na poczcie było sporo osób młodych i w średnim wieku, dla których zasady korzystania z usług pocztowych są proste i jasne. Jednak z poczty – jak i z innych podobnych miejsc – korzystają wszyscy, także starsi ludzie, zakłopotani, gdy nie wiedzą, jak sobie poradzić – jak Starsza Pani. Kiedy ona była młoda – stawała w kolejce do okienka. Bez maszyn i numerków. Widać było, że i ta Starsza Pani nie wie, jak się odnaleźć na tej współczesnej poczcie.

- Czy mogę w czymś pani pomóc – zapytałam podchodząc do Starszej Pani.
- Nie wiem w czym – usłyszałam.
- Jeśli mi pani powie, co chce pani załatwić, to będzie mi łatwiej pomóc.
- Chciałam kupić znaczki.

Właśnie wyświetlił się mój numerek, powiedziałam:
- Proszę ze mną podejść do okienka, nie ma potrzeby, żeby czekała pani w kolejce.

Starsza Pani kupiła znaczki i serdecznie mi podziękowała. Nikt nie zareagował, co mnie ucieszyło, bo bywają sytuacje, gdy nawet w odniesieniu do takich starszych osób inni walczą o pierwszeństwo w kolejce.

Pomogłam Starszej Pani. Miałam poczucie, że zrobiłam coś dobrego. Małego, ale dobrego. Wymagało to jedynie uważności i życzliwości. Wyszłam z poczty i poczułam że … Starsza Pani sprezentowała mi coś dobrego. Pozostałam pod wrażeniem jej ciepłego  i subtelnego podziękowania. Nie planowałam tej wizyty na poczcie – ktoś poprosił mnie o przysługę. Inaczej nie spotkałoby mnie to pozytywne doznanie. I mój dzień przez to nabrał innej dynamiki, innych barw.

Skojarzyłam tę sytuację z powiedzeniem, które wielokrotnie słyszałam, że “to co dajesz, to do Ciebie wraca”.  I pewnie coś w tym jest. Jak to działa – nie wiem, ale działa.

Jest wiele okazji w codziennym zabieganym życiu, aby w prosty sposób dawać ludziom dobro, okazywać szacunek. To nic nie kosztuje – poza chwilą uważnej życzliwości.  Warto. Pod każdym względem. Dla innych i dla siebie.  To może być przytrzymanie drzwi do windy, ustąpienie miejsca w tramwaju (coraz rzadsze zjawisko w wykonaniu młodych ludzi, a szkoda), pomoc w takiej sytuacji, jaką opisałam, pomoc w wyjściu z przejścia podziemnego, które jest kiepsko oznakowane…. jest wiele możliwości.

To, w jaki sposób odnosimy się do słabszych czy starszych ludzi, według mnie świadczy o naszej kulturze, wrażliwości, szacunku, jaki mamy dla ludzi i dla siebie. Sprawianie dobra, nawet w malutkich dawkach, dodaje kolorów naszemu życiu. To nas rozwija. Przy okazji mamy szansę pozytywnie się wyróżniać.

Warto zastanowić się, czy  zwracamy uwagę na potrzeby innych? Jak traktujemy słabszych i starszych? Czy odnosimy się do nich z szacunkiem? Kiedy ostatnio bezinteresownie pomogliśmy innej, nieznanej osobie? Czy dajemy ludziom powód do uśmiechu? Czy potrafimy czerpać radość z radości innych? Czy dajemy, rozsiewamy dobro?

Zachęcam. Pozdrawiam

Ewa

Uncategorized , , , , ,