Żyjemy w kraju, w którym praktycznie każdy ma dziś “papierek” [„papierek” w znaczeniu dyplom potwierdzający ukończenie studiów]. To cytat z wypowiedzi jednego Czytelników Blogu Alexa.
Temat wydał mi się na tyle ważny i poważny, by nie zamykać go krótkim komentarzem. Warto przyjrzeć się, czy tak jest naprawdę i odnieść się do podobnych przekonań i stereotypów. Podkreślę tutaj, że posiadanie dyplomu nie jest jednoznaczne z posiadaniem wykształcenia. Można mieć wspaniałe wykształcenie i nie mieć “papierka”, można mieć “papierek” i .. nie mieć przyzwoitego nawet wykształcenia. Wykształcenie, umiejętności i wiedza są ważne. Można je zdobywać w toku nieformalnej edukacji.
Czy naprawdę żyjemy w kraju, w którym każdy ma ”papierek” lub każdy studiuje? Poszukałam „na szybko” informacji dotyczących tematu (w niektórych przypadkach udało mi się dotrzeć do najświeższych danych) :
Według danych za 2006 rok, wyższe wykształcenie potwierdzone dyplomem, bez względu na jakość wyższej uczelni i poziom kształcenia, miało 5,5 mln Polaków, co stanowiło 16,5% społeczeństwa powyżej 13 roku życia. Dane te uwzględniają wykształcenie wyższe uzyskane także przed 80 rokiem, zgodne z ówczesnymi programami kształcenia, jak i uzyskiwane obecnie. Dotyczą dyplomów państwowych i prywatnych uczelni, filii uczelni, seminariów duchownych, wyższych uczelni wojskowych, policyjnych, dyplomów uzyskiwanych w trybie zaocznym, wieczorowym, jak i dziennym. Uwzględniają też np. studia ukończone w Moskwie w latach 60 tych czy 70 tych na kierunkach politycznych czy związanych z wojskowością. To tak dla pełniejszego obrazu. Uwzględniają w tym osoby aktywne zawodowo, bezrobotnych z dyplomem, jak też np. emerytów posiadających dyplom. Po prostu wszystkich „z papierkiem”. Z kolei badania CBOS za 2009 rok wskazują, że 16 % wszystkich badanych uważa, że wyższe wykształcenie oznacza większy szacunek i uznanie wśród innych, co potwierdza z kolei jedynie 21% respondentów z wyższym wykształceniem. Warto mieć tę świadomość i weryfikować swoje wyobrażenia, żeby nie powielać informacji o tym, że “większość” osób w kraju studiuje i “większość” ma jakiś dyplom i że dyplom oznacza uznanie, a brak dyplomu oznacza, że się jest „nikim” i że się „nie ma szans”. Jeśli do tego co napisałam dodać fakt, że w 2009 roku odnotowano rosnący wskaźnik bezrobocia wśród absolwentów uczelni wyższych, to wątpliwym jest dla mnie przyjmowanie posiadania dyplomu jako kryterium sukcesu czy uznania oraz możliwości rozwoju. Pozostaje sobie zadać pytanie, co w takim razie o tych ostatnich decyduje, co ma na to wpływ, ale to temat na zupełnie inny post.
Środowisko, w którym ja się obracam utwierdza mnie w przekonaniu, że wielu ludzi nie posiadając dyplomu odnosi sukcesy, cieszy się szacunkiem, staje się doradcami czy nawet ekspertami w różnych dziedzinach, a dla rozsądnych pracodawców (to rosnąca liczba!) ważne jest, co umiesz, jakie masz doświadczenie, a nie to, czy legitymujesz się takim a nie innym “papierkiem”. Trzeba jednak minimum odwagi, żeby przeciwstawić się „zasysającemu” otoczeniu, które zatruwa nas wyssanymi z palca opiniami. Trzeba mieć minimum determinacji, żeby to otoczenie zamienić na inne.
Kolejne stwierdzenie to: W oczach niektórych ludzi, ukończenie studiów decyduje o tym, czy ktoś jest “kimś” . Całe szczęście, że tylko w niektórych oczach, niektórych ludzi (co potwierdzają dane). To oznacza, że jest jeszcze bardzo duża liczba osób, dla których takie stwierdzenie wydaje się niemal „z kosmosu” lub bardziej – z minionej epoki.
Oczywiście są firmy, w których podstawowym kryterium doboru kandydatów do pracy wciąż jest “papier”, ale tak samo są firmy, w których podstawowym kryterium awansu są znajomości i układy, albo i takie, w których niepisanym kryterium zatrudnienia jest orientacja polityczna i poparcie polityczne. Na szczęście taki standard nie obowiązuje wszędzie. A to z kolei oznacza, że jeśli nawet nie masz “papierka”, to nie jesteś wykluczony i możesz znaleźć swoją własną drogę, bardzo ciekawą, niekiedy znacznie ciekawszą od tej znanej i przetartej przez tzw. większość.
Polska to kraj, w którym […]nie pójście na studia to wielki “obciach” przez znajomymi, rodziną, pracodawcą… oraz że w naszym społeczeństwie dominuje pogląd, że osoba bez ukończonych studiów jest automatycznie na przegranej pozycji, tak towarzyskiej (“ludzie Cię nie będą szanować”), jak na polu zawodowym (“kto zatrudni osobę bez studiów?”). Na takie stwierdzenia pozostaje mi tylko powiedzieć: sugeruję szybką zamianę środowiska na mniej szkodliwe. Nieprawdziwość takich opinii jest dla mnie oczywista, co pokażą przytoczone dalej historie kilku osób.
Kolejna kwestia: Z jakimi innymi wyzwaniami, niż ludzie po studiach muszą się borykać ci bez ukończonych studiów formalnych? Tego nie wiem. Pewnie każdy ma inne wyzwania, według mnie nie zależy to od posiadania dyplomu. Zwracam jednak tu uwagę na użycie słowa „borykać”. Sugeruje ono, że osoby bez dyplomu stale napotykają – w odróżnieniu od tych z dyplomami – na jakieś mega trudności do ciągłego pokonywania. Na temat używania języka polskiego przygotowuję odrębny post, bo język to narzędzie, którym możemy sobie zarówno pomagać, jak i bardzo szkodzić.
Czytelnik Blogu Alexa przytacza też konkrety przykład rozmowy i odnosi się do niej.
Przykładowa rozmowa:
Osoba A: Na jakie studia idziesz/Jakie studia ukończyłeś?
Osoba B: Nie idę na żadne studia/Nie ukończyłem żadnych studiów.
W głowie osoby A w tym momencie często powstaje obraz osoby B, która jawi się jej jako ktoś gorszy, lub w lepszym przypadku osoba A stara się na siłę przekonać osobę B, że studia to w dzisiejszych czasach podstawa i bez ich ukończenia niewiele w życiu osiągnie.
Skąd wiedza, co się dzieje w głowie osoby A? Przecież to jedynie wyobrażenie o tym, co może pomyśleć osoba A. Takie wyobrażenia budujemy na podstawie naszego obrazu świata (naszego, a nie osoby pytającej!), obrazu, w którym człowiek bez studiów jest mniej wartościowy, ma gorsze szanse, jest na przegranej pozycji towarzyskiej. Jedna możliwość – tak myśli osoba A, a druga możliwość – tak odbiera to osoba B, choć osoba A w ogóle tak nie myśli. Warto samemu sobie zadać kilka pytań: Co ja myślę o ludziach, którzy nie skończyli studiów? Czy ich szanuję? Czy sam przypadkiem nie myślę, że są „nikim”? Czy ja uważam, że „papierek” ustawia mnie / ustawiłby mnie w innej, lepszej lidze? Skąd u mnie takie przekonania? Czy są moje, czy zaszczepione? Jaki jest mój “obraz świata”? W środowisku, w którym ja się obracam takie pytania nie mają miejsca. Bywają pytania „co robisz, czym się zajmujesz”, ale one nie mają nic wspólnego z pytaniem o wykształcenie, a tym bardziej o dyplom. Czasem w przypadkowych rozmowach okazuje się, że ktoś nie ukończył studiów formalnych i nie ma papierka. Szanuję wiedzę, mądrość, osiągnięcia tych ludzi, a nie “papier”!
Pojawiły się też ważne pytania o:
- szanse osoby bez dyplomu na ciekawe, wartościowe kontakty towarzyskie,
- szanse na satysfakcjonującą, ciekawą pracę i realizację zawodowych marzeń
- czy ludzie bez dyplomu są szanowani (cenieni) poza pracą przez społeczeństwo,
- jak te osoby wytrzymują konkurencję z osobami mającymi ukończone studia?
- branże w jakich pracują te osoby i o konkretne zawody, jakie mogą w dzisiejszych czasach wykonywać ludzie bez dyplomu ukończenia studiów.
Czytelnik przywołuje też obecne w jego środowisku przekonanie, że pracodawca, mając do wyboru osobę, która ukończyła studia chętniej wybierze osobę z ukończonymi studiami, co według mojej wiedzy i obserwacji w wielu przypadkach jest całkowitą nieprawdą.
Zamiast przekonywać i przeciwstawiać jednym poglądom inne - przytoczę kilka historii. One pokazują, że papier nie jest warunkiem koniecznym ani uznania, ani spełnienia zawodowego, ani szacunku, ani dostępu do ciekawych ludzi. Wnioski zostawiam Czytelnikom.
Historia 1.:
Szukałam grafika do zrobienia projektów pewnej kampanii. Co zrobiłam? Wypuściłam informację, że szukam kogoś, kto zrobi mi dobre projekty. Zgłosiły się małe i duże agencje reklamowe, a także indywidualni ludzie. Jak według Was dokonywałam wyboru? Otóż poprosiłam o zrealizowane projekty, żebym mogła je obejrzeć. Wyselekcjonowałam według tego kilku potencjalnych wykonawców (były to indywidualne osoby i agencje). Rozmawiałam o terminach realizacji i o kosztach. Poprosiłam o referencje od klientów. W ogóle nie padło pytanie o studia, bo mnie to nie interesowało. To człowiek a nie jego papierek będzie dla mnie pracował.
Historia 2.:
Młodego dwudziestoparoletniego człowieka, który „robił” szkolę policealną o “żadnej” renomie, zaprosiłam do Warszawy. Miał możliwość odbycia praktyki w bardzo dobrej agencji PR (to go interesowało). Ów młody człowiek po kilku tygodniach płatnej (!) praktyki dostał propozycję pracy na etacie w tej firmie – jednej z najlepszych w swojej branży. Dostał ciekawe stanowisko, dobre jak na pierwszą pracę wynagrodzenie. Uczył się od najlepszych. Odpuścił sobie w związku z tym szkoły i w pełni zaangażował sie w pracę, bo sprawiało mu to przyjemność. Niespełna pół roku później awansował. Dwa lata później zaczął realizować zlecenia już na własny rachunek. Sama zlecałam mu prace, kiedy nie miałam czasu sama się zająć realizacją projektu. Wiedziałam, że będzie to dobrze zrobione. Teraz ów młody człowiek szykuje się na wyjazd z kraju, bo znalazł ciekawe możliwości dalszego rozwoju.
Historia 3.:
Tym razem z pokolenia obecnych czterdziestolatków plus, historia sprzed kilkunastu lat. Młoda dziewczyna w niezbyt wielkim mieście po ukończeniu szkoły plastycznej nie poszła na studia, a zdecydowała realizować swoje marzenia i zajęła się… projektowaniem odzieży i jej produkcją. Jej pracownia w krótkim czasie rozrosła się do kilkunastu szwaczek. Jej sukienki lądowały w najlepszych butikach w owym mieście, a potem trafiły do innych miast. To u niej w pracowni przy kawie spotykało się najciekawszych ludzi. To nie była zwyczajna pracownia krawiecka, To było studio mody. Chodziło się do Małgosi, a nie do krawcowej. Była blisko środowiska artystycznego i blisko środowiska biznesowego. To o niej pisywały gazety, to ona była szanowana i ceniona jako projektantka i kobieta sukcesu. Do dziś jej dom bywa pełen nietuzinkowych ludzi. Nikt nawet nie zastanawiał się nad tym, jakie ona może mieć wykształcenie.
Historia 4.:
Miałam znajomego (kontakt się urwał), który nie ukończył studiów, miał niecałe 19 lat, gdy od pewnego już czasu pracował dla firmy, w której ja też byłam zatrudniona. Przychodził i prowadził szkolenia dotyczące komputerów (mniejsza o zakres). Klienci uwielbiali z nim zajęcia. Prowadził je z pasją, dobrą energią, a udział w jego zajęciach przekładał się na konkretne korzyści klientów. Jak trafił do tej firmy? Ów młody pasjonat, z długimi do pasa włosami, w spodniach bojówkach i zwykłej koszulce bawełnianej, przyszedł do firmy i powiedział, że to i to jest jego pasją, że chce robić to i to, i ma taki pomysł, żeby to robić z tą firmą. Poprosił, żeby ta firma dała mu szansę pokazania swoich umiejętności. Pokazał, został. Był bardzo ceniony, co przekładało się także na jego zarobki. Z czasem podkupiła go inna firma. Nikt nie pytał nawet, czy ma maturę.
Jeśli chcesz żyć jak większość, to droga jest taka jak większości. Ale czy naprawdę ta większość żyje w sposób, który Ci odpowiada? A jeśli nie, to dlaczego usilnie się do nich porównywać, starać się o ich uznanie jak o kromkę chleba?
Poniżej dla dopełnienia mojej wypowiedzi zamieszczam fragment styczniowego ogłoszenia o pracę (2010 rok), jakie przypadkiem znalazłam w Internecie.:
„Serwis internetowy adresowany do mężczyzn poszukuje zaangażowanego i dyspozycyjnego Redaktora.
Mile widziane osoby z Krakowa
Redaktor serwisu dla mężczyzn
[…]
Doświadczenie i wykształcenie to sprawy drugorzędne. Przede wszystkim szukamy kogoś z pasją i motywacją. Jeśli uważasz, że potrafisz pisać i jesteś w stanie zainteresować czytelników – prześlij do nas swoją aplikację wraz z kilkoma tekstami. Liczymy na konkretne odpowiedzi od kandydatów, którzy są gotowi podjąć z nami współpracę od zaraz.”
Jeśli znacie podobne historie – proszę dopiszcie. To może być bardzo inspirujące i przydatne dla wielu osób.
Pozdrawiam, Ewa
Uncategorized
edukacja, jakość życia, przekonania, rozwój, stereotypy, szacunek, uznanie, wartości, wykształcenie
Najnowsze komentarze