Archiwum

Posty oznaczone ‘wartości’

W zgodzie ze sobą

Kwiecień 16th, 2010

Czas poświąteczny okazał się dla mnie bardzo aktywny, wymagający, pełen różnych emocji,  także tych związanych z tragiczną katastrofą samolotu z 96 osobami na pokładzie, w tym Prezydentem RP i Jego Małżonką. Był to także czas wytężonej pracy, refleksji, wartościowych spotkań i  rozmów, a i różnych lektur, kilku “odkryć”. ;-)

Znalazłam m.in. wywiad z Marią Kaczyńską, którego fragment zdecydowałam dziś zamieścić w poście – bez zbytniego “przegadywania”. Pomyślałam, że to dobry tekst,  niezależnie od czasu, poglądów politycznych, wyznania, stanu cywilnego, wieku – aktualny, inspirujący, skłaniający do refleksji i pozytywnych zmian. Chociaż tekst odnosi się do kobiet, śmiało można go odnieść do każdego człowieka – niezależnie od płci:

[…] Daleka jestem od wygłaszania stwierdzeń: współczesna kobieta powinna być taka i taka. Nie, niech każda robi tak, jak czuje, że dla niej najlepiej. Niech się spełnia. Niech dopasowuje życie do siebie, a nie do trendów.[…]
(Maria Kaczyńska – fragment wywiadu z 29.02.2008 13:04/Cooltura, Sylwia Chudak, przytoczony za Onet.pl)

Dla mnie te powyżej zacytowane zdania p. Kaczyńskiej mają wielką siłę i wartość. Czytam je po raz kolejny i za każdym razem skłaniają mnie do nowych przemyśleń. Stosownie do dnia, do okoliczności, do działań, jakie podejmuję.
Dopowiem od siebie: Ważne, by przy tym nie krzywdzić innych, nie ograniczać innym ich prawa do rozwoju i spełnienia.
Moje życie jest moim życiem. Twoje życie jest Twoje. Mamy prawo przeżywać je tak, jak uważamy, że będzie najlepiej. Nawet gdyby inni uważali inaczej. Także my, a nie inni, jesteśmy za nie odpowiedzialni. To wymaga odwagi. Jestem przekonana, że warto ją w sobie odnajdywać każdego dnia. :-) .

Jeśli zechcecie – podzielcie się swoimi przemyśleniami i refleksjami.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , ,

O wartościach i decyzjach… zadanie na wolną chwilę

Kwiecień 3rd, 2010

Inspiracja do napisania tego postu płynie z dwóch źródeł: to  komentarz zamieszczony na tym blogu przez katwer (boldowanie moje):

„W wielu momentach naszego życia rezygnujemy z ważnych wartości w imię chwilowego zysku

i uwaga, że każdy sam powinien sobie odpowiedzieć, czy warto.

Zatem ważne pytanie brzmi:  Czy wyznawane przez nas wartości są na sprzedaż i – jeśli odpowiedź brzmi „tak” – za jaką cenę. Przy tym nie chodzi mi o to, czy zdarzyło się nam czasem sprzeniewierzyć się swoim wartościom (wszak nie jesteśmy doskonali), ale czy świadomie je sprzedajemy, rezygnujemy z nich. Jaką wartość dla Ciebie mają Twoje wartości :-)

Bodźcem drugim / inspiracją do napisania tego postu było też zaproszenie, jakie dostałam ze trzy tygodnie temu i chciałam o tym napisać odrębny post.

Łączę więc dwa w jednym. :-) A że czas około-świąteczny sprzyja różnym refleksjom i do tego dysponujemy większą ilością wolnego czasu – uznałam, że zaryzykuję nietypową (jak na ten blog) formułę tego postu.

Zapraszam Was do aktywnego udziału w studium przypadku. Opiszę sytuację, jaka mi się przydarzyła i przedstawię poniżej kilka możliwych rozwiązań.

ZADANIE DLA WAS:

Zastanówcie się i napiszcie , jakie według Was  konsekwencje (pozytywne lub negatywne) lub jakie ryzyko niesie każde z tych rozwiązań. UWAGA: nie piszcie (!), jak Wy postąpilibyście w takiej sytuacji, bo nie jest moją rolą ani celem tego miejsca ocenianie działania innych ludzi.

OPIS PRZYPADKU:

Zaproszenie brzmiało (okrojone tu z danych pozwalających na identyfikację nadawcy; boldowanie moje):

[…]chciałem Panią zaprosić, oczywiście bezpłatnie, na szkolenie [tu dane], które odbędzie się [data] w Warszawie. Więcej informacji o szkoleniu  znajdzie Pani tutaj: [link]
W zamian prosiłbym o jedno – żeby po szkoleniu napisała Pani kilka zdań o nim i swoich wrażeniach z niego na swoim blogu. Czy jest Pani zainteresowana takim rozwiązaniem?

W pierwszym odruchu weszłam na podaną stronę i przeczytałam, na co jest to zaproszenie. Potem pomyślałam: Fajne szkolenie i do tego certyfikowane. Hmm, nie wiem, kiedy znowu ten gość będzie w Polsce… Słyszałam o tym ciekawe rzeczy… To przydatne i rozwojowe, mogłabym przy tym  poznać ciekawych ludzi i nawiązać nowe  wartościowe kontakty.. Nieźle, po 6 tygodniach  pisania blogu ktoś zaprasza mnie na szkolenie warte prawie 2 tys zł. Hmm… tylko czy za darmo – jak deklaruje? Nie! Zapłatą jest napisanie o tym szkoleniu! Dalej pomyślałam, że w takim razie post na moim blogu, jako – nazwijmy to “artykuł sponsorowany” – wart jest prawie 2 tys  już po tak krótkim okresie działania blogu.

Cały czas miałam w głowie, że ktoś pisze do mnie, że zaprasza mnie na całkowicie bezpłatne dla mnie szkolenie, podczas gdy nie jest to prawdą, bo zapłata ma być napisanie tekstu. Czyli jest to tak naprawdę wymiana usług, a nie prezent. (!).  Uśmiechnęłam się pod nosem – co z podatkiem VAT? Wszak umowy barterowe…  W głowie świeciła mi się pomarańczowa lampka. Co zyskujesz, co tracisz, czy wchodząc w to nie rezygnujesz ze swoich zasad?  Podjęłam decyzję szybko. Nie było co zwlekać….

MOŻLIWE DECYZJE (według mnie):

1 – zgodzić się i po szkoleniu napisać o nim zgodnie z podjętym zobowiązaniem (napisać zgodnie ze swoimi odczuciami – dobrze lub krytycznie),

2 – zgodzić się i napisać o tym, w jaki sposób trafiłam na to szkolenie wyrażając jednocześnie swoją opinie na temat takich form” kupowania” artykułów,

3 – zgodzić się, wziąć udział w szkoleniu, zrealizować własne cele i nie napisać,

4 – odmówić skorzystania z  „całkowicie bezpłatnego” udziału i nie wziąć udziału w wydarzeniu,

5 – odmówić skorzystania z „bezpłatnego udziału” w szkoleniu i wykupić sobie normalne pełnopłatne uczestnictwo.

Napiszcie, jakie według Was  konsekwencje (pozytywne lub negatywne) lub jakie ryzyko niesie każde z tych rozwiązań. UWAGA: nie piszcie, jak Wy postąpilibyście w takiej sytuacji. Jeśli ktoś będzie miał ochotę odnieść się tylko do jednego z możliwych rozwiązań i wskazać konsekwencje tylko danego rozwiązania – także zapraszam. :-) Pomyślałam, że w taki sposób możemy się od siebie wzajemnie uczyć.

Ja już podjęłam decyzję, więc Wasze informacje na nią nie wpłyną – to dla jasności.  Niedługo dopiszę do tego postu uzupełnienie -  „rozwiązanie”,  jak ja widzę konsekwencje podjęcia każdej z tych możliwych decyzji. Napiszę też, jak ja postąpiłam. Przy tym: nie twierdzę, że moja decyzja jest najlepsza na świecie, ale że moja decyzja jest najlepsza dla mnie. :-)

Zapraszam do “zabawy” i pozdrawiam,

Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,

To co dajesz – wraca do Ciebie

Marzec 30th, 2010

Sobota rano, urząd pocztowy na jednym z warszawskich osiedli. Jedno okienko czynne, kolejka spora. Kolejki pilnuje „automat” – należy wydrukować numerek w zależności od tego, co chce się załatwić. Numerek się wyświetla i informuje, do którego okienka należy podejść. Proste. Tak – dla młodego, sprawnego – żaden problem.

Na pocztę weszła drobna Starsza Pani o laseczce. Na poczcie było sporo osób młodych i w średnim wieku, dla których zasady korzystania z usług pocztowych są proste i jasne. Jednak z poczty – jak i z innych podobnych miejsc – korzystają wszyscy, także starsi ludzie, zakłopotani, gdy nie wiedzą, jak sobie poradzić – jak Starsza Pani. Kiedy ona była młoda – stawała w kolejce do okienka. Bez maszyn i numerków. Widać było, że i ta Starsza Pani nie wie, jak się odnaleźć na tej współczesnej poczcie.

- Czy mogę w czymś pani pomóc – zapytałam podchodząc do Starszej Pani.
- Nie wiem w czym – usłyszałam.
- Jeśli mi pani powie, co chce pani załatwić, to będzie mi łatwiej pomóc.
- Chciałam kupić znaczki.

Właśnie wyświetlił się mój numerek, powiedziałam:
- Proszę ze mną podejść do okienka, nie ma potrzeby, żeby czekała pani w kolejce.

Starsza Pani kupiła znaczki i serdecznie mi podziękowała. Nikt nie zareagował, co mnie ucieszyło, bo bywają sytuacje, gdy nawet w odniesieniu do takich starszych osób inni walczą o pierwszeństwo w kolejce.

Pomogłam Starszej Pani. Miałam poczucie, że zrobiłam coś dobrego. Małego, ale dobrego. Wymagało to jedynie uważności i życzliwości. Wyszłam z poczty i poczułam że … Starsza Pani sprezentowała mi coś dobrego. Pozostałam pod wrażeniem jej ciepłego  i subtelnego podziękowania. Nie planowałam tej wizyty na poczcie – ktoś poprosił mnie o przysługę. Inaczej nie spotkałoby mnie to pozytywne doznanie. I mój dzień przez to nabrał innej dynamiki, innych barw.

Skojarzyłam tę sytuację z powiedzeniem, które wielokrotnie słyszałam, że “to co dajesz, to do Ciebie wraca”.  I pewnie coś w tym jest. Jak to działa – nie wiem, ale działa.

Jest wiele okazji w codziennym zabieganym życiu, aby w prosty sposób dawać ludziom dobro, okazywać szacunek. To nic nie kosztuje – poza chwilą uważnej życzliwości.  Warto. Pod każdym względem. Dla innych i dla siebie.  To może być przytrzymanie drzwi do windy, ustąpienie miejsca w tramwaju (coraz rzadsze zjawisko w wykonaniu młodych ludzi, a szkoda), pomoc w takiej sytuacji, jaką opisałam, pomoc w wyjściu z przejścia podziemnego, które jest kiepsko oznakowane…. jest wiele możliwości.

To, w jaki sposób odnosimy się do słabszych czy starszych ludzi, według mnie świadczy o naszej kulturze, wrażliwości, szacunku, jaki mamy dla ludzi i dla siebie. Sprawianie dobra, nawet w malutkich dawkach, dodaje kolorów naszemu życiu. To nas rozwija. Przy okazji mamy szansę pozytywnie się wyróżniać.

Warto zastanowić się, czy  zwracamy uwagę na potrzeby innych? Jak traktujemy słabszych i starszych? Czy odnosimy się do nich z szacunkiem? Kiedy ostatnio bezinteresownie pomogliśmy innej, nieznanej osobie? Czy dajemy ludziom powód do uśmiechu? Czy potrafimy czerpać radość z radości innych? Czy dajemy, rozsiewamy dobro?

Zachęcam. Pozdrawiam

Ewa

Uncategorized , , , , ,

Nieprzyjemny przywilej szefa

Luty 22nd, 2010

Bycie szefem wiąże się – o czym rzadko się mówi – ze zwalnianiem pracowników. Oczywiście nie jest to podstawowe zadanie szefa. Odnoszę się tu zarówno do przypadków likwidacji stanowisk pracy (przyczyna wypowiedzenia po stronie pracodawcy), jak i tych, gdy pracownik nie pasuje do zespołu, nie realizuje zadań, etc (przyczyna wypowiedzenia po stronie pracownika). W jednym i drugim przypadku nie zamyka się to w relacji szef-zwalniany pracownik, ale ma szerszy wymiar – dotyczy relacji szef – zespół, wewnętrznych relacji w zespole, relacji szef – zarząd etc.

Bywają sytuacje, gdy zespół nie widzi problemu z jakością pracy danej osoby, a widzi to szef. Wówczas zwolnienie danej osoby budzi zrozumiały niepokój w zespole, poczucie zagrożenia, może pojawiać się brak zaufania do szefa. Jeśli natomiast zespół narzeka na jakość pracy danej osoby, widzi, że ona się męczy, że nie przystaje, ze spowalnia pracę – wówczas sytuacja jest łatwiejsza, bo zwolnienie danej osoby nie działa destrukcyjnie na zespół i relacje zespołu z przełożonym. Może nawet je umacniać, bo ludzie widzą, że działasz odpowiedzialnie, w jasny i zrozumiały dla nich sposób. Redukcja stanowisk jest według mnie najtrudniejszą sytuacją. Trzeba zwolnic x osób, bo np. zmienia się struktura działu i sposób realizacji projektów. Trzeba zwolnić ludzi, z którymi dobrze się pracuje, którzy np. z zaangażowaniem szereg miesięcy czy lat pełnili swoje obowiązki i pomagali realizować biznesowe cele firmy.

Jak to zrobić, by – niezależnie od przyczyny rozwiązania umowy o pracę - nie podcinać ludziom skrzydeł, nie umniejszać ich wartości, minimalizować straty dla danego człowieka?

Na bazie swoich doświadczeń zwracam uwagę na kilka ważnych rzeczy. Oto one:

  1. Zwalnianemu pracownikowi należy się taki sam szacunek, jak osobie właśnie zatrudnianej lub najlepszemu pracownikowi w Twoim zespole. Z tego szacunku wynikają dalsze punkty mojej listy.
  2. Ty zatrudniałeś tego człowieka, w Twoim zespole pracował – nie przerzucaj obowiązku zwolnienia go na dział personalny lub inne osoby, nie wysyłaj wypowiedzenia pocztą ani kurierem, jeśli tylko możesz – zrób to osobiście. Ten człowiek zasługuje na Twój czas i uwagę. Masz mieć tyle czasu, ile potrzebuje pracownik. To jego sprawa jest w tej chwili najważniejsza.
  3. Zadbaj, by rozmowa odbyła się w jak najbardziej komfortowych warunkach – przy wyłączonych telefonach przychodzących, z gorącą linią do działu prawnego i personalnego, aby na bieżąco móc odpowiedzieć na każde pytanie pracownika.
  4. To szczególny czas. Zagwarantuj spokój, by nikt nie wchodził w tym czasie do gabinetu i by nikt nie przeszkadzał.
  5. Zacznij od konkretów, od celu spotkania. Nie obchodź tematu dookoła, bo pracownik wyczuwa, że „coś jest na rzeczy” i tylko niepotrzebnie narasta w nim niepokój i napięcie. Przedstawienie wprost celu spotkania nie kończy jednak spotkania. To dopiero początek!
  6. Daj człowiekowi odetchnąć, oswoić tę informacje, złapać oddech. Daj czas. Inaczej może nie usłyszeć tego, co masz mu do powiedzenia, a co jest ważne.
  7. Nie wymiguj się od odpowiedzialności za tę decyzję, nie mów, że firma tak zdecydowała, że zarząd… Nawet jeśli zarząd podjął decyzję, to Ty tę decyzje przyjąłeś, zgodziłeś się z nią, a więc to Twoja decyzja. Nie rozważam sytuacji, gdy zarząd pominął Cię w tej decyzji i nie miałeś jako szef nic do powiedzenia – to inna historia i dotyczy Twoich relacji w firmie, Twojego statusu jako szefa – to temat na osobny post.
  8. Dokładnie uzasadnij przyczynę rozwiązania umowy. Jeśli leży ona po stronie pracodawcy (likwidacja stanowiska)- bardzo wyraźnie to przekaż, podkreślając, że nie ma ona nic wspólnego z jakością jego pracy i z jego postawą. Jeśli wina leży po stronie pracownika – pokaż dokładnie, dlaczego podjąłeś taką decyzje odnosząc się do faktów. Nie oceniaj człowieka tylko jego pracę! Mów o konkretach. Odnieś się do waszych wcześniejszych rozmów dotyczących jakości pracy, do rozmów, w czasie których mówiłeś, co i jak należy poprawić etc.
  9. Powiedz też, co w tym pracowniku cenisz, co było wartościowe i dobre – zawsze znajdziesz cos takiego. Rzadko tak jest, że wszystko było złe i nic nie wyszło. To bardzo ważne.
  10. Spokojnie wyjaśnij wszystkie aspekty prawne i formalne. Każdy szczegół. Nawet informacje o możliwości odwołania się do sądu pracy w ciągu 7 dni(w tym dni wolne od pracy), o możliwości skonsultowania się za darmo z prawnikiem w urzędzie pracy. Przede wszystkim jednak ze spokojem, cierpliwością i szacunkiem wyjaśnij wszystko, co dotyczy zwolnienia i nowej sytuacji pracownika.  Zapytaj, czy nie chce sobie notować.
  11. Powiedz, jak chciałbyś, żeby przekazał stanowisko pracy, albo umów się z nim na następny dzień, żeby uzgodnić szczegóły przekazania stanowiska pracy (informacje, dokumenty, narzędzia pracy etc).
  12. Patrząc w oczy, z uwagą i szacunkiem podziękuj pracownikowi za czas i pracę, jaką oddał tej firmie.

To powinno być spotkanie i rozmowa dorosłych, szanujących się ludzi, a nie stawianie człowieka przed plutonem egzekucyjnym. I zawsze warto pamiętać, że niemal każdy szef także jest pracownikiem i ma swojego szefa – nawet jeśli jest prezesem… “Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe”

Jeśli nie jesteś jeszcze szefem, a jesteś pracownikiem, któremu być może zdarzy się taka sytuacja w życiu – ważne, żebyś już teraz wiedział, czego się możesz domagać – skorzystaj z powyższych punktów. Jeden z kolejnych postów napiszę na ten temat w odniesieniu do zwalnianego pracownika.

Tymczasem warto byś wiedział, iż pracownika nie zwalnia się dlatego, że jest złym człowiekiem i niczego nie umie, ani do niczego się nie nadaje. Gdyby tak było – nikt by cię nie zatrudnił. :-)  Pracownika zwalnia się, gdy – ogólnie mówiąc – jego styl pracy, sposób realizacji zadań, podejście do pracy, wiedza, umiejętności nie pasują do potrzeb danej firmy. W innej firmie lub przy innych zadaniach ten sam człowiek może się świetnie sprawdzać. Słuchaj zatem uważnie, dlaczego firma rezygnuje z twoich usług, nie bój się pytać. To może niekomfortowa, ale jednak okazja, żeby się dowiedzieć, co poprawić, czego się nauczyć, albo czego nie wybierać następnym razem. :-)

Być może siedzisz w tej firmie od dawna i gdyby nie kredyt, lęk przed zmianą etc, już dawno byś sam odszedł, ale nie masz odwagi podjąć takiej decyzji –  wtedy zwolnienie potraktuj jako szansę dla siebie! Być może kiedyś podziękujesz swojemu byłemu szefowi za szansę rozwoju.  Ja miałam taką okazję w bezpośredniej rozmowie kilka lat po rozstaniu. Były szef powiedział mi, że z perspektywy lat żałuje swojej decyzji. Z pełnym przekonaniem odpowiedziałam, że ja z perspektywy kilku lat bardzo mu dziękuję za tamtą decyzję, bo w tym momencie nie spotykalibyśmy się jako partnerzy przy danym projekcie. Dzięki jego decyzji miałam szansę na intensywny rozwój i dużą pozytywną zmianę.

A jakie są Wasze doświadczenia i przemyślenia?

Pozdrawiam, Ewa

_______________________________________________________

Okiem PRowca

Wszystko, co robimy buduje lub narusza nasz wizerunek. Sposób, w jaki firma zwalnia pracowników jest ważnym elementem budowania / umacniania wizerunku. Jeśli dana firma w przekazach do mediów i na wydarzeniach specjalnych mówi np. , że ludzie są jej najwyższą wartością, a sposób w jaki rozstaje się z pracownikami przeczy temu, to obraz staje się niespójny. Rozpad czasem zaczyna się od małej szczeliny. :-)

Sposób rozstawania się z pracownikami pokazuje, na ile rzeczywiście człowiek ma dla firmy wartość, a na ile jest tylko trybikiem w maszynie. To, jak firma zwalnia pracowników, jest bardzo ważne w tzw. PR wewnętrznym. To, jak Ty w danej firmie zwalniasz pracowników, mówi o Tobie – Twój własny PR. :-)

Wizerunek buduje się nie tylko poprzez komunikaty wysyłane do mediów, a też poprzez to, co mówią „zwykli ludzie”– w tym  pracownicy, także zwolnieni. Pracownicy mówią o swoim miejscu pracy, o swoim szefie. To, jak ich zwolnisz, będzie wpływało na to, co powiedzą o Tobie i o Twojej firmie (firmie, w której pracujesz). Wiedzieć też będą o tym ci, którzy w firmie zostali…

Uncategorized , , , , , , , , ,

Życie bez „papierka”…

Styczeń 26th, 2010

Żyjemy w  kraju, w którym praktycznie każdy ma dziś “papierek” [„papierek” w znaczeniu dyplom potwierdzający ukończenie studiów]. To cytat z wypowiedzi jednego  Czytelników Blogu Alexa.

Temat wydał mi się na tyle ważny i poważny, by nie zamykać go krótkim komentarzem. Warto przyjrzeć się, czy tak jest naprawdę i odnieść się do podobnych przekonań i stereotypów. Podkreślę tutaj, że posiadanie dyplomu nie jest jednoznaczne z posiadaniem wykształcenia. Można mieć wspaniałe wykształcenie i nie mieć “papierka”, można mieć “papierek” i .. nie mieć przyzwoitego nawet wykształcenia. Wykształcenie, umiejętności i wiedza są ważne. Można je zdobywać w toku nieformalnej edukacji.

Czy naprawdę żyjemy w kraju, w którym każdy ma ”papierek” lub każdy studiuje? Poszukałam „na szybko” informacji dotyczących tematu (w niektórych przypadkach udało mi się dotrzeć do najświeższych danych) :

Według danych za 2006 rok, wyższe wykształcenie potwierdzone dyplomem, bez względu na jakość wyższej uczelni i poziom kształcenia, miało 5,5 mln Polaków, co stanowiło 16,5% społeczeństwa powyżej 13 roku życia. Dane te uwzględniają wykształcenie wyższe uzyskane  także przed 80 rokiem, zgodne z ówczesnymi programami kształcenia, jak i uzyskiwane obecnie. Dotyczą dyplomów państwowych i prywatnych uczelni, filii uczelni, seminariów duchownych, wyższych uczelni wojskowych, policyjnych, dyplomów uzyskiwanych w trybie zaocznym, wieczorowym, jak i dziennym. Uwzględniają też np. studia ukończone w Moskwie w latach 60 tych czy 70 tych na kierunkach politycznych czy związanych z wojskowością. To tak dla pełniejszego obrazu. Uwzględniają w tym osoby aktywne zawodowo, bezrobotnych z dyplomem, jak też np. emerytów posiadających dyplom. Po prostu wszystkich „z papierkiem”. Z kolei badania CBOS za 2009 rok wskazują, że 16 % wszystkich badanych uważa, że wyższe wykształcenie oznacza większy szacunek i uznanie wśród innych, co potwierdza z kolei jedynie 21% respondentów z wyższym wykształceniem. Warto mieć tę świadomość i weryfikować swoje wyobrażenia, żeby nie powielać informacji o tym, że “większość” osób w kraju studiuje i “większość” ma jakiś dyplom i że dyplom oznacza uznanie, a brak dyplomu oznacza, że się jest „nikim” i że się „nie ma szans”. Jeśli do tego co napisałam dodać fakt, że w 2009 roku odnotowano rosnący wskaźnik bezrobocia wśród absolwentów uczelni wyższych, to wątpliwym jest dla mnie przyjmowanie posiadania dyplomu jako kryterium sukcesu czy uznania oraz możliwości rozwoju. Pozostaje sobie zadać pytanie, co w takim razie o tych ostatnich decyduje, co ma na to wpływ, ale to temat na zupełnie inny post.

Środowisko, w którym ja się obracam utwierdza mnie w przekonaniu, że wielu ludzi nie posiadając dyplomu odnosi sukcesy, cieszy się szacunkiem, staje się doradcami czy nawet ekspertami w różnych dziedzinach, a dla rozsądnych pracodawców (to rosnąca liczba!) ważne jest, co umiesz, jakie masz doświadczenie, a nie to, czy legitymujesz się takim a nie innym “papierkiem”. Trzeba jednak minimum odwagi, żeby przeciwstawić się „zasysającemu” otoczeniu, które zatruwa nas wyssanymi z palca opiniami. Trzeba mieć minimum determinacji, żeby to otoczenie zamienić na inne.

Kolejne stwierdzenie to: W oczach niektórych ludzi, ukończenie studiów decyduje o tym, czy ktoś jest “kimś” .  Całe szczęście, że tylko w niektórych oczach, niektórych ludzi (co potwierdzają dane). To oznacza, że jest jeszcze bardzo duża liczba osób, dla których takie stwierdzenie wydaje się niemal „z kosmosu” lub bardziej – z minionej epoki.

Oczywiście są firmy, w których podstawowym kryterium doboru kandydatów do pracy wciąż jest “papier”, ale tak samo są firmy, w których podstawowym kryterium awansu są znajomości i układy, albo i takie, w których niepisanym kryterium zatrudnienia jest orientacja polityczna i poparcie polityczne. Na szczęście taki standard nie obowiązuje wszędzie. A to z kolei oznacza, że jeśli nawet nie masz “papierka”, to nie jesteś wykluczony i możesz znaleźć swoją własną drogę, bardzo ciekawą, niekiedy znacznie ciekawszą od tej znanej i przetartej przez tzw. większość.

Polska to kraj, w którym […]nie pójście na studia to wielki “obciach” przez znajomymi, rodziną, pracodawcą… oraz że w naszym społeczeństwie dominuje pogląd, że osoba bez ukończonych studiów jest automatycznie na przegranej pozycji, tak towarzyskiej (“ludzie Cię nie będą szanować”), jak na polu zawodowym (“kto zatrudni osobę bez studiów?”). Na takie stwierdzenia pozostaje mi tylko powiedzieć:  sugeruję szybką zamianę środowiska na mniej szkodliwe. Nieprawdziwość takich opinii jest dla mnie oczywista, co pokażą przytoczone dalej historie kilku osób.

Kolejna kwestia: Z jakimi innymi wyzwaniami, niż ludzie po studiach muszą się borykać ci bez ukończonych studiów formalnych? Tego nie wiem. Pewnie każdy ma inne wyzwania, według mnie nie zależy to od posiadania dyplomu. Zwracam jednak tu uwagę na użycie słowa „borykać”. Sugeruje ono, że osoby bez dyplomu stale napotykają – w odróżnieniu od tych z dyplomami – na jakieś mega trudności do ciągłego pokonywania. Na temat używania języka polskiego przygotowuję odrębny post, bo język to narzędzie, którym możemy sobie zarówno pomagać, jak i bardzo szkodzić.

Czytelnik Blogu Alexa przytacza też konkrety przykład rozmowy i odnosi się do niej.
Przykładowa rozmowa:
Osoba A: Na jakie studia idziesz/Jakie studia ukończyłeś?
Osoba B: Nie idę na żadne studia/Nie ukończyłem żadnych studiów.
W głowie osoby A w tym momencie często powstaje obraz osoby B, która jawi się jej jako ktoś gorszy, lub w lepszym przypadku osoba A stara się na siłę przekonać osobę B, że studia to w dzisiejszych czasach podstawa i bez ich ukończenia niewiele w życiu osiągnie.

Skąd wiedza, co się dzieje w głowie osoby A? Przecież to jedynie wyobrażenie o tym, co może pomyśleć osoba A. Takie wyobrażenia budujemy na podstawie naszego obrazu świata (naszego, a nie osoby pytającej!), obrazu, w którym człowiek bez studiów jest mniej wartościowy, ma gorsze szanse, jest na przegranej pozycji towarzyskiej. Jedna możliwość – tak myśli osoba A, a druga możliwość – tak odbiera to osoba B, choć osoba A w ogóle tak nie myśli.  Warto samemu sobie zadać kilka pytań: Co ja myślę o ludziach, którzy nie skończyli studiów? Czy ich szanuję? Czy sam przypadkiem nie myślę, że są „nikim”? Czy ja uważam, że „papierek” ustawia mnie / ustawiłby mnie w innej, lepszej lidze? Skąd u mnie takie przekonania? Czy są moje, czy zaszczepione? Jaki jest mój “obraz świata”? W środowisku, w którym ja się obracam takie pytania nie mają miejsca. Bywają pytania „co robisz, czym się zajmujesz”, ale one nie mają nic wspólnego z pytaniem o wykształcenie, a tym bardziej o dyplom. Czasem w przypadkowych rozmowach okazuje się, że ktoś nie ukończył studiów formalnych i nie ma papierka. Szanuję wiedzę, mądrość, osiągnięcia tych ludzi, a nie “papier”!

Pojawiły się też ważne pytania o:

- szanse osoby bez dyplomu na ciekawe, wartościowe kontakty towarzyskie,
- szanse na satysfakcjonującą, ciekawą pracę i realizację zawodowych marzeń
- czy ludzie bez dyplomu są szanowani (cenieni) poza pracą przez społeczeństwo,
- jak te osoby wytrzymują konkurencję z osobami mającymi ukończone studia?
- branże w jakich  pracują te osoby i o konkretne zawody, jakie mogą w dzisiejszych czasach wykonywać ludzie bez dyplomu ukończenia studiów.

Czytelnik przywołuje też obecne w jego środowisku przekonanie, że pracodawca, mając do wyboru osobę, która ukończyła studia chętniej wybierze osobę z ukończonymi studiami, co według mojej wiedzy i obserwacji w wielu przypadkach jest całkowitą nieprawdą.

Zamiast przekonywać i przeciwstawiać jednym poglądom inne - przytoczę kilka historii. One pokazują, że papier nie jest warunkiem koniecznym ani uznania, ani spełnienia zawodowego, ani szacunku, ani dostępu do ciekawych ludzi. Wnioski zostawiam Czytelnikom.

Historia 1.:

Szukałam grafika do zrobienia projektów pewnej kampanii. Co zrobiłam? Wypuściłam informację, że szukam kogoś, kto zrobi mi dobre projekty. Zgłosiły się małe i duże agencje reklamowe, a także indywidualni ludzie. Jak według Was dokonywałam wyboru? Otóż poprosiłam o zrealizowane projekty, żebym mogła je obejrzeć. Wyselekcjonowałam według tego kilku potencjalnych wykonawców (były to indywidualne osoby i agencje). Rozmawiałam o terminach realizacji i o kosztach. Poprosiłam o referencje od klientów. W ogóle nie padło pytanie o studia, bo mnie to nie interesowało. To człowiek a nie jego papierek będzie dla mnie pracował.

Historia 2.:

Młodego dwudziestoparoletniego człowieka, który „robił” szkolę policealną o “żadnej” renomie, zaprosiłam do Warszawy. Miał możliwość odbycia praktyki w bardzo dobrej agencji PR (to go interesowało). Ów młody człowiek po kilku tygodniach płatnej (!) praktyki dostał propozycję pracy na etacie w tej firmie – jednej z najlepszych w swojej branży. Dostał ciekawe stanowisko, dobre jak na pierwszą pracę wynagrodzenie. Uczył się od najlepszych. Odpuścił sobie w związku z tym szkoły i w pełni zaangażował sie w pracę, bo sprawiało mu to przyjemność. Niespełna pół roku później awansował. Dwa lata później zaczął realizować zlecenia już na własny rachunek. Sama zlecałam mu prace, kiedy nie miałam czasu sama się zająć realizacją projektu. Wiedziałam, że będzie to dobrze zrobione. Teraz ów młody człowiek szykuje się na wyjazd z kraju, bo znalazł ciekawe możliwości dalszego rozwoju.

Historia 3.:

Tym razem z pokolenia obecnych czterdziestolatków plus, historia sprzed kilkunastu lat. Młoda dziewczyna w niezbyt wielkim mieście po ukończeniu szkoły plastycznej nie poszła na studia, a zdecydowała realizować swoje marzenia i zajęła się… projektowaniem odzieży i jej produkcją. Jej pracownia w krótkim czasie rozrosła się do kilkunastu szwaczek. Jej sukienki lądowały w najlepszych butikach w owym mieście, a potem trafiły do innych miast. To u niej w pracowni przy kawie spotykało się najciekawszych ludzi. To nie była zwyczajna pracownia krawiecka, To było studio mody. Chodziło się do Małgosi, a nie do krawcowej. Była blisko środowiska artystycznego i blisko środowiska biznesowego. To o niej pisywały gazety, to ona była szanowana i ceniona jako projektantka i kobieta sukcesu. Do dziś jej dom bywa pełen nietuzinkowych ludzi. Nikt nawet nie zastanawiał się nad tym, jakie ona może mieć wykształcenie.

Historia 4.:

Miałam znajomego (kontakt się urwał), który nie ukończył studiów, miał niecałe 19 lat, gdy od pewnego już czasu pracował dla firmy, w której ja też byłam zatrudniona. Przychodził i prowadził szkolenia dotyczące komputerów (mniejsza o zakres). Klienci uwielbiali z nim zajęcia. Prowadził je z pasją, dobrą energią, a udział w jego zajęciach przekładał się na konkretne korzyści klientów. Jak trafił do tej firmy? Ów młody pasjonat, z długimi do pasa włosami, w spodniach bojówkach i zwykłej koszulce bawełnianej, przyszedł do firmy i powiedział, że to i to jest jego pasją, że chce robić to i to, i ma taki pomysł, żeby to robić z tą firmą. Poprosił, żeby ta firma dała mu szansę pokazania swoich umiejętności. Pokazał, został. Był bardzo ceniony, co przekładało się także na jego zarobki. Z czasem podkupiła go inna firma. Nikt nie pytał nawet, czy ma maturę.

Jeśli chcesz żyć jak większość, to droga jest taka jak większości. Ale czy naprawdę ta większość żyje w sposób, który Ci odpowiada? A jeśli nie, to dlaczego usilnie się do nich porównywać, starać się o ich uznanie jak o kromkę chleba?

Poniżej dla dopełnienia mojej wypowiedzi zamieszczam fragment styczniowego ogłoszenia o pracę (2010 rok), jakie przypadkiem znalazłam w Internecie.:

„Serwis internetowy adresowany do mężczyzn poszukuje zaangażowanego i dyspozycyjnego Redaktora.
Mile widziane osoby z Krakowa

Redaktor serwisu dla mężczyzn

[…]
Doświadczenie i wykształcenie to sprawy drugorzędne. Przede wszystkim szukamy kogoś z pasją i motywacją. Jeśli uważasz, że potrafisz pisać i jesteś w stanie zainteresować czytelników – prześlij do nas swoją aplikację wraz z kilkoma tekstami. Liczymy na konkretne odpowiedzi od kandydatów, którzy są gotowi podjąć z nami współpracę od zaraz.”

Jeśli znacie podobne historie – proszę dopiszcie. To może być bardzo inspirujące i przydatne dla wielu osób.

Pozdrawiam, Ewa

Uncategorized , , , , , , , ,