Home > Uncategorized > To co dajesz – wraca do Ciebie

To co dajesz – wraca do Ciebie

Sobota rano, urząd pocztowy na jednym z warszawskich osiedli. Jedno okienko czynne, kolejka spora. Kolejki pilnuje „automat” – należy wydrukować numerek w zależności od tego, co chce się załatwić. Numerek się wyświetla i informuje, do którego okienka należy podejść. Proste. Tak – dla młodego, sprawnego – żaden problem.

Na pocztę weszła drobna Starsza Pani o laseczce. Na poczcie było sporo osób młodych i w średnim wieku, dla których zasady korzystania z usług pocztowych są proste i jasne. Jednak z poczty – jak i z innych podobnych miejsc – korzystają wszyscy, także starsi ludzie, zakłopotani, gdy nie wiedzą, jak sobie poradzić – jak Starsza Pani. Kiedy ona była młoda – stawała w kolejce do okienka. Bez maszyn i numerków. Widać było, że i ta Starsza Pani nie wie, jak się odnaleźć na tej współczesnej poczcie.

- Czy mogę w czymś pani pomóc – zapytałam podchodząc do Starszej Pani.
- Nie wiem w czym – usłyszałam.
- Jeśli mi pani powie, co chce pani załatwić, to będzie mi łatwiej pomóc.
- Chciałam kupić znaczki.

Właśnie wyświetlił się mój numerek, powiedziałam:
- Proszę ze mną podejść do okienka, nie ma potrzeby, żeby czekała pani w kolejce.

Starsza Pani kupiła znaczki i serdecznie mi podziękowała. Nikt nie zareagował, co mnie ucieszyło, bo bywają sytuacje, gdy nawet w odniesieniu do takich starszych osób inni walczą o pierwszeństwo w kolejce.

Pomogłam Starszej Pani. Miałam poczucie, że zrobiłam coś dobrego. Małego, ale dobrego. Wymagało to jedynie uważności i życzliwości. Wyszłam z poczty i poczułam że … Starsza Pani sprezentowała mi coś dobrego. Pozostałam pod wrażeniem jej ciepłego  i subtelnego podziękowania. Nie planowałam tej wizyty na poczcie – ktoś poprosił mnie o przysługę. Inaczej nie spotkałoby mnie to pozytywne doznanie. I mój dzień przez to nabrał innej dynamiki, innych barw.

Skojarzyłam tę sytuację z powiedzeniem, które wielokrotnie słyszałam, że “to co dajesz, to do Ciebie wraca”.  I pewnie coś w tym jest. Jak to działa – nie wiem, ale działa.

Jest wiele okazji w codziennym zabieganym życiu, aby w prosty sposób dawać ludziom dobro, okazywać szacunek. To nic nie kosztuje – poza chwilą uważnej życzliwości.  Warto. Pod każdym względem. Dla innych i dla siebie.  To może być przytrzymanie drzwi do windy, ustąpienie miejsca w tramwaju (coraz rzadsze zjawisko w wykonaniu młodych ludzi, a szkoda), pomoc w takiej sytuacji, jaką opisałam, pomoc w wyjściu z przejścia podziemnego, które jest kiepsko oznakowane…. jest wiele możliwości.

To, w jaki sposób odnosimy się do słabszych czy starszych ludzi, według mnie świadczy o naszej kulturze, wrażliwości, szacunku, jaki mamy dla ludzi i dla siebie. Sprawianie dobra, nawet w malutkich dawkach, dodaje kolorów naszemu życiu. To nas rozwija. Przy okazji mamy szansę pozytywnie się wyróżniać.

Warto zastanowić się, czy  zwracamy uwagę na potrzeby innych? Jak traktujemy słabszych i starszych? Czy odnosimy się do nich z szacunkiem? Kiedy ostatnio bezinteresownie pomogliśmy innej, nieznanej osobie? Czy dajemy ludziom powód do uśmiechu? Czy potrafimy czerpać radość z radości innych? Czy dajemy, rozsiewamy dobro?

Zachęcam. Pozdrawiam

Ewa

Ewa Wytrążek Uncategorized , , , , ,

  1. katwer
    Marzec 30th, 2010 at 22:31 | #1

    Abyśmy wszyscy o tym pamiętali.
    Dzięki za przypomnienie.

    Pozdrawiam :)

  2. Pawel Kuriata
    Marzec 31st, 2010 at 22:07 | #2

    Cel każdego działania: bezpośrednie lub pośrednie dawanie szczęścia sobie i innym ludziom.
    Kropka. :)

  3. Marzec 31st, 2010 at 22:43 | #3

    Paweł Kuriata
    Tak jest u Ciebie? Tak powinno być u wszystkich?

    Pozdrawiam, Ewa

  4. Kwiecień 1st, 2010 at 07:04 | #4

    Pawel Kuriata :
    Cel każdego działania: bezpośrednie lub pośrednie dawanie szczęścia sobie i innym ludziom.
    Kropka.

    Wczoraj sporo o tym myślałam.
    Skąd wiesz, co jest szczęściem dla innych, konkretnych “innych”? Dla przypadkowej Starszej Pani, dla mnie, dla Czytelników – jeśli Ci o tym nie powiemy?

    Dawanie innym szczęścia, jeśli się bazuje na własnej definicji szczęścia, jest według mnie co najmniej ryzykowne.
    Dlatego ja mówię o dobru a nie o szczęściu.

    Dla mnie zwrot “dawać szczęście” nadaje się do sloganu reklamowego, ale w praktyce jest pusty – nie mogę się na nim oprzeć w swoich działaniach.

    Paweł, słowo “kropka” na końcu Twojej wypowiedzi sugeruje: “Tu już nie ma o czym dyskutować, temat zamknięty”. Czy naprawdę to chciałeś powiedzieć Czytelnikom?

    Pozdrawiam,
    Ewa

  5. Pawel Kuriata
    Kwiecień 1st, 2010 at 09:17 | #5

    Kropka na końcu mojej wypowiedzi świadczy o tym, że ja mogę zamknąć to w jednym zręcznym zdaniu.

    Oczywiście, że dawanie szczęścia według własnej definicji jest ryzykowne, ale dawanie dobra według własnej definicji również może być ryzykowne. Skąd wiesz, co jest dobre dla “Starszej Pani”?

    Dawanie ludziom dobrych uczuć poprzez odpowiednią rozmowę, odpowiednie gesty itd. to po prostu dawanie im szczęścia. Nie chcę wchodzić w filozoficzne rozważania nad tym, co jest szczęściem, a co nie, dla mnie szczęściem są pozytywne emocje, nie miałem na myśli uszczęśliwinia kogoś, a po prostu zwykłe danie pozytywnych emocji, co w każdym wypadku chyba jest “dobre”.

    Już sprecyzowałem moją wypowiedź.

    “A w Sparcie dobrem było zrzucanie dzieci ze skały, więc nie pie*** mi o dobru.” <– znane i lubiane. :)

    Pozdrawiam.

  6. Pawel Kuriata
    Kwiecień 1st, 2010 at 09:21 | #6

    Pisząc to wcześniejsze myślałem, że tym razem się zgodzimy, ale chyba różnica pokoleń i inne różnice, o których jeszcze nie wiem, powodują konflikt zdań u nas niemalże na każdy temat, ale nic złego w tym nie widzę.
    Hehe, Pozdrawiam jeszcze raz. :-)

  7. Kwiecień 1st, 2010 at 17:28 | #7

    Paweł Kuriata

    Na tym blogu nie ma miejsca dla osób wyrażających się w wulgarny sposób (gwiazdki tego nie zmieniają), ani dla używających pośredniej komunikacji w obraźliwy sposób, jaki np. zaprezentowałeś w przedostatnim komentarzu (ostatni akapit).

    Nie usuwam tego Twojego komentarza, aby inni Czytelnicy tego blogu mogli się nauczyć, jak się nie dyskutuje.

    Różnica zdań i poglądów nie ma znaczenia. Zwykle bywa przyczynkiem ciekawej dyskusji, ale jako gospodyni tego miejsca nie zgadzam się na taką formę.

    Poszukaj innego miejsca w sieci, gdzie gospodarz akceptuje takie zachowania. Tutaj Twoje komentarze nie będą się już ukazywały.

    Przy okazji – jeśli piszesz o dawaniu dobrych emocji i szczęścia, a chwilę później stosujesz tego typu nieetyczne chwyty retoryczne, to coś jest tu nie tak ze spójnością Twoich komunikatów.

    Ewa

  8. katwer
    Kwiecień 1st, 2010 at 23:30 | #8

    Witajcie :)

    Jeśli mogę mimo wszystko odnieść się do powyższych wypowiedzi, szczególnie tych konkretnych, to chciałam powiedzieć, że moim zdaniem relatywizm nie jest zasadny. Są pewne “normy”, “reguły”, “prawa”, “prawidłowości” (…), które są nam wszystkim wspólne.

    Skłonna jestem stwierdzić i stwierdzam, że każdy potrzebuje akceptacji, zauważenia, poczucia własnej wartości, które rodzi się m.in. w relacji z innymi ludźmi. I nie da się od tego uciec, że jesteśmy wszyscy ludźmi i posiadamy, mówiąc filozoficznie, wspólną istotę, wspólną nam wszystkim naturę – ludzką.
    Każdy chce być po ludzku traktowany, jak nie chce, to znaczy, że jest to już jakiś rodzaj zaburzenia.

    Nie będę pisać osobnego komentarza z serdecznościami świątecznymi pod nowszym postem, już tutaj składam serdeczne życzenia ciągłych dobrych inspiracji i podążania za nimi :)

    Pozdrawiam

  9. Kwiecień 2nd, 2010 at 06:58 | #9

    katwer,
    Dziękuję za życzenia dla Wszystkich.

    Napisałaś “jeśli mogę mimo wszystko” ?? Co masz na myśli? Masz jakieś obawy co do możliwości komentowania?
    Temat postu jest otwarty, tu na blogu jest właśnie miejsce na opinie i wyrażanie swoich poglądów, dyskusję – nic się nie zmieniło.:-)
    Wymogi co do formy są także niezmienne.:-)To miejsce według mnie ma być bezpieczne dla wszystkich, chcących kulturalnie rozmawiać. Nie było i nie ma więc jedynie mojej zgody na wulgaryzmy (nawet cytowane) i sposób komunikacji, który umniejsza innych. Dobrego dnia.

    Ewa

  10. katwer
    Kwiecień 2nd, 2010 at 09:38 | #10

    Nie, nie mam obaw co do możliwości komentowania. :)

    Pozdrawiam :)

  11. Olgierd Przepiórka
    Kwiecień 9th, 2010 at 19:19 | #11

    Tak przyglądałem się komentarzom u góry. Mówiliście dużo o względności szczęścia. “Względność” panuje niemal w każdej dziedzinie życia, nie będę się niepotrzebnie rozpisywał podając przykłady. W przypadku szczęścia czy dobrach mówimy o czymś abstrakcyjnym i tak naprawdę owa staruszka mogłaby zareagować w sposób negatywny, wiele osób w tym wieku nie lubi jak ktoś im pomaga bo wtedy czują się “kalekami społeczeństwa”. Musimy sobie zadać więc pytanie czy mam rezygnować z altruizmu tylko dlatego, że “szczęście jest względne?”. Pewnie nie jeden z Was spotkał się z tzw. niewdzięcznością , która w jakiś sposób wzbudza gniew, dlatego większość ludzi rezygnuje z pomagania innym czy z jakiejkolwiek innej formy altruizmu. Dlatego w naszym społeczeństwie najpowszechniejszy jest indywidualizm. Nasz świat zakręcił się wokół “JA” tak bardzo, że altruizm jest tutaj egzotyczny. Ja zawsze powtarzam, że “warto dla chociażby jednego uśmiechu”. Ważne jest też by nie przekraczać też pewnej granicy bo zamiast pomagać możemy niszczyć, ale jesteśmy istotami racjonalnymi na tyle by rozgraniczać co w danej sytuacji może okazać się przydatne, pomocne lub może wzbudzić przyjemność. Bez względu na względność :) , a jeśli ktoś tego nie potrafi dostrzec lub docenić to przecież nie zmienia wartości Twojego uczynku :) . Jeśli chodzi o wulgaryzmy to rozumiem, że czasem mogą one “parzyć”, ale nie przesadzajmy. Sam nie-adresowany wyraz może czasem dodać pikanterii do wypowiedzi, uważam, że wulgaryzmy czasem są nawet wskazane. Oczywiście jako autorka Bloga ma pani całkowitą swobodę w akceptowaniu lub nie-akceptowaniu podobnych “dodatków” nie mniej to tylko ciąg liter a nie zakrwawiony nóż.

  12. Kwiecień 9th, 2010 at 19:40 | #12

    Olgierd Przepiórka,
    Witam na blogu i dziękuję za ten komentarz.

    “wiele osób w tym wieku nie lubi jak ktoś im pomaga bo wtedy czują się “kalekami społeczeństwa”” – tak bywa, stąd ja pytam “czy mogę w czymś pomóc”. Delikatność i wyczucie są pożądane. W wielu przypadkach reaguję dopiero na wyraźną prośbę o pomoc. W takich jak opisałam, gdy widzę osobę niesprawną, chorą, starą – nie czekam na to.

    Co do “w naszym społeczeństwie najpowszechniejszy jest indywidualizm. Nasz świat zakręcił się wokół “JA” tak bardzo, że altruizm jest tutaj egzotyczny. ” Indywidualizm nie wyklucza zwykłej życzliwości i pozostawia miejsce na wrażliwość. Nie jest dobrze, gdy indywidualizm staje się synonimem egoizmu czy egocentryzmu.

    “Ja zawsze powtarzam, że “warto dla chociażby jednego uśmiechu”.” – podzielam, warto.

    Pozdrawiam, Ewa

  1. Brak jeszcze trackbacków