Wanna z kierunkowskazami? – tzw. rozmowy kwalifikacyjne
Niedawno prowadziłam spotkania rekrutacyjne, a jednocześnie rozmawiałam z młodymi ludźmi o ich doświadczeniach związanych z poszukiwaniem pracy. Te rozmowy przypomniały mi, jak przed wielu, wielu laty na spotkaniu „o pracę” toczyłam szczególną rozmowę z moim późniejszym dyrektorem. Wracam do tego, gdyż moje doświadczenia pokazują, jak różnie mogą przebiegać spotkania w sprawie pracy (rozmowa kwalifikacyjna). Im więcej wiemy o tym – tym łatwiej się odnaleźć w konkretnej sytuacji. To często może decydować o wygranej.
Po kilku pierwszych pytaniach, mój potencjalny szef zaskoczył mnie swoim pytaniem:
- Czy pani mieszka sama? – Zatkało mnie. Nie było to pierwsze pytanie, ale mimo wszystko mnie zatkało.
- Co to ma wspólnego z moją pracą? Naprawdę interesuje Pana z kim mieszkam? – wypaliłam spontanicznie, choć przecież nie pytał z kim, tylko czy sama (tak czy inaczej pytanie nietypowe). Dziś pewnie zapytałabym: „Dlaczego Pana to interesuje?” lub „Dlaczego Pan o to pyta”, lub „ Po co Panu ta informacja?”
- Nooo, widzę, że „nie daje sobie Pani w kaszę dmuchać” – odparł poważnie.
- Czy potrafi pani .. /tu wymienił zadanie nie mające nic wspólnego z przyszłą wykonywaną pracą…/ ?
- Tak, potrafię.
- To proszę to zaprezentować.
- Nie. – odparłam stanowczo i nawet nie drgnęłam. Zapadła cisza. Nie chciałam “popisywać się” wykonaniem zadania, które nie miało nic wspólnego z moją przyszłą pracą, a jedynie z prezentowanymi w cv umiejętnościami.
- Dlaczego nie?
- Bo praca, której dotyczy to spotkanie, nie ma nic wspólnego z wykonywaniem takich zadań. (Dziś zapytałabym, czemu to ma służyć, skoro nie ma nic wspólnego z przyszłą pracą.)
Tak dostałam (!) swoją pierwszą poważną pracę w życiu, pokonałam przy tym wielu kandydatów, choć po przebiegu rozmowy kwalifikacyjnej byłam przekonana, że nigdy, ale to „przenigdy” mnie tam nie zatrudnią…
Dlaczego o tym piszę? Wielu ludzi (nie tylko młodych) na spotkaniach z przyszłym pracodawcą zachowuje się jak na przesłuchaniu, wykonuje każde zadanie, nie pyta, czemu to ma służyć, nie podejmuje rozmowy. Odpowiada, wykonuje…. Tymczasem ja mam przekonanie, że to właśnie moja postawa nieuległości i takie właśnie odpowiedzi na niektóre pytania przyczyniły się do tamtego sukcesu (oczywiście można było poradzić sobie lepiej – to wiem dziś). Zapamiętano mnie, wyróżniłam się spośród wielu, okazałam się osobą, która się nie boi, jest odważna, zdecydowana etc. Czy działałam wtedy z taką świadomością? Nie. Działałam spontanicznie. Chciałam, żeby mnie poznali “nieudawaną”, prawdziwą. Trudno przecież potem udawać 8 godzin dziennie przez szereg miesięcy czy kilka lat.
Wiele lat później uczestniczyłam w spotkaniu, na którym okazało się, że pani od rekrutacji nie zadała sobie trudu przeczytania ze zrozumieniem mojego cv. Przerwałam spotkanie po kilkunastu minutach i kilku jej pytaniach uznając, że szkoda mojego czasu. Jeśli ktoś nie zadał sobie trudu i nie poświecił czasu dla mnie, to znaczy że mnie nie szanuje. Wyszłam, odpowiednio acz grzecznie podsumowując sytuację i zostawiając panią od rekrutacji bardzo zdziwioną. Pracy dalej nie miałam, ale jakąż miałam satysfakcję!
Te i inne doświadczenia skłoniły mnie do kilku refleksji (możecie się nimi zgodzić lub nie – to nie jest „absolutna prawda” tylko moje zdanie):
- Nie tylko firma wybiera, Ty także wybierasz. Patrz zatem w co wchodzisz, wszak będziesz tam spędzał ponad połowę swojego świadomego życia.
- Rozmowa rekrutacyjna to nie przesłuchanie! Nie stawiaj się poniżej osoby rekrutującej, ale jako partner do rozmowy. To Ci da większą swobodę. Nie tylko odpowiadaj, ale i zadawaj pytania. Masz szansę nawet przejąć przywództwo w rozmowie, co jest wielkim plusem (poza sytuacjami, gdy firma szuka trybiku do maszyny, a nie człowieka samodzielnego, gotowego do podejmowania wyzwań etc).
- Jeśli rozmowa robi się – powiedzmy – nieprzyjemna, zaczynasz odczuwać dyskomfort lub ponosić straty (np w zakresie poczucia własnej wartości), to możesz zmienić jej przebieg albo zrezygnować z dalszego jej prowadzenia. Nie jesteś skazany na to, by dobrnąć do końca nawet dużym kosztem własnym.
- Grzeczny nie zawsze wygrywa! Czy wiecie, że raz doświadczyłam procesu rekrutacji, w którym wygrywał ten, kto się postawił, zbuntował na przebieg rekrutacji, zapytał o co chodzi “w tym cyrku”, „strzelił drzwiami” w połowie rozmowy, a nie ten, kto grzecznie odpowiadał na pytania i wytrwał do końca? Ja wtedy grzecznie odpowiadałam… Nie miałam pojęcia, że bywaja i takie sposoby rekrutacji. Kilka miesięcy “lizałam rany” po tym spotkaniu i odbudowywałam poczucie własnej wartości. Nie warto sobie tego robić.
Rynek się zmienił? Z pewnością, ale pewne metody i sposoby rekrutacji nie. Oto przykład, jak wygląda to teraz:
Młody, dwudziestoparoletni człowiek po studiach, w czasie których pracował na etacie 2 lata dla bardzo dobrej i rozpoznawalnej marki jako handlowiec, poszukiwał niedawno pracy. Ostatnio dzielił się ze mną swoimi uwagami na temat rozmów kwalifikacyjnych. Powiedział, że kiedyś prowadzono z nim normalne rozmowy, a teraz uczestniczy w jakimś „wariactwie”. Jest zapraszany na wiele spotkań, ale rzadko kiedy na tych spotkaniach ma okazję rzeczywiście rozmawiać. Po prostu odpowiada na dziwne pytania i rozwiązuje najróżniejsze testy. Rzadko ma możliwość powiedzieć o swoich doświadczeniach i umiejętnościach, usłyszeć o tym, czego oczekuje pracodawca (czasem nie wiadomo, kto jest pracodawcą, bo rekrutuje firma, która nie ujawnia informacji o zleceniodawcy), powiedzieć o swoich kompetencjach, o swoich planach zawodowych etc.
Oto sytuacje, w jakich się znalazł i pytania, na które przyszło mu odpowiadać:
A – „Jakie ma Pan 3 największe wady?” (To pytanie pojawia się nawet w rekrutacji na wymagające dużego doświadczenia stanowiska.)
B – „Proszę wymienić 3 według Pana największe wady swojego najlepszego przyjaciela.”
C – „Proszę narysować najpiękniejszą według Pana bryłę.” Po narysowaniu przez kandydata bryły, rekruter rysuje inną bryłę i mówi: „Proszę mnie przekonać, że narysowana przez Pana bryła jest piękniejsza od tej, którą ja narysowałam.” (Jeśli to ma służyć przetestowaniu, jak potencjalny sprzedawca będzie się sprawdzał w relacji z klientem i przekonywał klienta, to oznacza, że osoba rekrutująca nie ma pojęcia o procesie sprzedaży, albo w firmie stosuje się niestety techniki sprzedaży sprzed wielu, wielu lat!)
D – „Proszę sobie wyobrazić, że ja jestem Pana klientem [rozmowa z kierownikiem a nie z HRowcem], a Pan ma mi teraz sprzedać wannę z kierunkowskazami (!). Przypomniał mi się komiksowy Tytus, Romek i A’Tomek oraz wyprawa wannolotem na olimpiadę w Meksyku…
Większość osób stara się odpowiedzieć na takie pytania jak najlepiej. Gimnastykują się przed rekrutującym. Kandydat do pracy chce się za wszelka cenę okazać elokwentny, kreatywny, grzeczny. Chce dobrze wypaść, tylko… nie wie, co to znaczy “dobrze wypaść”. Nie wie, co to znaczy “dobrze odpowiedzieć na to pytanie”. Tylko sobie wyobraża… Może trzaśnięcie drzwiami wygrywa? Może celna riposta daje przewagę w tej grze? Może odmowa wykonania zadania daje przewagę? Może zadanie pytania, o cel wykonania takiego zadania jest plusem? Wyobrażacie sobie, ile razy ten HRowiec czy kierownik usłyszał to samo???
Nie trzeba być niegrzecznym, aroganckim. Ale nie trzeba też odpowiadać na każde pytanie. Rozmowa to rozmowa, a nie przesłuchanie. Mam więc prawo zadawania pytań, a nie tylko odpowiadania. „Czemu ma służyć to pytanie/ ćwiczenie?”, „Jakie są kryteria doboru na to stanowisko?”, „Dlaczego poleca mi Pan sprzedawać sobie coś tak absurdalnego, jak wanna z kierunkowskazami? “, “Czy Państwa produkty są podobne?” (to ostatnie jest ryzykowne). Ja jako szef wolałabym kogoś, kto mi powie, że nie będzie realizował takich poleceń, bo to strata czasu. Wtedy mogłabym zacząć ciekawą rozmowę. Kandydat pokazałby mi, że “ma jaja”. Czy wyobrażacie sobie szefa, który kilka razy dziennie słucha, jak ktoś kombinuje, jak mu sprzedać wannę z kierunkowskazami? Wyróżniając się ryzykujesz, że firma Cię nie zatrudni. Ale czy odpowiadając pokornie na każde pytanie na pewno zwiększasz sobie szansę na zatrudnienie?
Warto przed rozmową kwalifikacyjną poćwiczyć w domu, samemu lub w grupie. Poćwiczyć możliwe sytuacje: od momentu wejścia, przywitania się ze spojrzeniem w oczy, aż po sposób radzenia sobie z takimi pytaniami lub odrzucania takich pytań, kontrowania, dopytywania albo nawet… wychodzenia z rozmowy kwalifikacyjnej, gdy jest ona na żenującym poziomie. Nie zawsze trzeba to wykorzystać, ale warto umieć, być przygotowanym.
Na stronach internetowych HR-owcy zamieszczają wiele pytań. Proponują także odpowiedzi. Niedawno to przestudiowałam. Nigdzie nie znalazłam informacji typu:
- Jeśli nie rozumiesz pytania, to dopytaj, a nie odpowiadaj na podstawie swoich domysłów.
- Jeśli potrzebne Ci dodatkowe dane, to dopytaj, a potem odpowiadaj.
Proponuje się ludziom przyjmowanie postawy jak na przesłuchaniu. Warto zadać sobie trud i zamiast dać się przesłuchiwać – zacząć zadawać pytania. Bez tego nie będzie rozmowy. Będziemy się tylko tłumaczyć, a to nie jest symetryczne, nie sprzyja też utrzymywaniu poczucia własnej wartości.
Wielu czytelników spotykało się i spotyka z różnymi pytaniami na rozmowach kwalifikacyjnych, więc zapraszam i zachęcam do uzupełnienia tej listy (najlepiej z podaniem stanowiska, na jakie była prowadzona rekrutacja). Zapraszam do dzielenia się Waszymi doświadczeniami. Przyda się innym jako materiał do ćwiczeń. A może jakiś szef kiedyś przeczyta i zada pytanie swoim HRowcom, jak w jego firmie rekrutuje się ludzi? Mam takie wyobrażenie, że wspólnie możemy sobie pomóc dzieląc się doświadczeniami i wiedzą.
Jeśli wiemy, czego można się spodziewać, to łatwiej się przygotować do takiego spotkania.
Pozdrawiam, Ewa
_______________________________________________________
Okiem PRowca
Rozmowa kwalifikacyjna wiele mówi o firmie, w której ewentualnie przyszłoby nam pracować… Firma buduje swój wizerunek także poprzez sposób, w jaki prowadzi proces rekrutacji, jak traktuje kandydatów do pracy.
Komunikaty dawane do mediów, wypowiedzi o wartości zespołów i poszczególnych ludzi, reklamy powinny być spójne z codzienną praktyką. Kandydaci to często klienci, potencjalni klienci, konsumenci produktów tej firmy… To osoby, które w swoje środowiska zaniosą własną opinię o tej firmie. Ważne jest więc, jak przebiega proces rekrutacji, komu firma powierza realizację tego procesu. Brak poszanowania człowieka, brak kultury, brak kompetencji rekrutera wcale nie są rzadkie, a są elementem wizytówki firmy.

Witaj Ewo!
Bardzo miło, że stworzyłaś własne miejsce w sieci. Już wrzucam Twój blog do RSSa. Bardzo cenię Twoje opinie, obserwacje i wiedze (po samych komentarzach u Alexa) a i niejednokrotnie “naprostowałaś” moje postrzeganie rzeczywistości
W temacie… Na szybko przypominam sobie rozmowę kwalifikacyjną (duża, międzynarodowa korporacja), gdzie założenie było takie, że rozmowa trwa 30 minut, ja odpowiadam na pytania i na koniec będę mógł zadać jedno pytanie. Rozmowę “poprowadziłem tak”, że przez pierwsze 15 minut odpowiadałem, a później przez 30 minut zadawałem otwarte pytania (według Alexa sugestii). Efekt: współpraca została nawiązana
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Orest,
bardzo dziękuję za Twój komentarz i tak życzliwe przyjęcie tego blogu.
Czy możesz rozwinąć to, co napisałeś o swoim spotkaniu rekrutacyjnym? Wydaje mi się ciekawe poznać, w jaki sposób zmieniłeś założenia Twojego spotkania, że uzyskałeś tak korzystny efekt (pół godziny na otwarte pytania w miejsce planowanego jednego pytania).
Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów. Zapraszam do dzielenia się z Czytelnikami Twoimi doświadczeniami.
Ewa
Również dodaję do RSSa, bardzo ciekawe i trafne spojrzenie na temat rekrutacji.
Ewo:
Menedżer prowadzący rekrutację na początku poinformował mnie o formie spotkania. Od razu też wyczułem, że lubi swoją pracę i że to bardzo w porządku człowiek, więc w trakcie odpowiadania na któreś z pytań sam zadałem pytanie – tak całkiem naturalnie, wykazując duże zainteresowanie. Z tego co sobie przypominam, były to pytania w stylu sugestywnym:
Już rozwijam
- jakie obowiązki będę miał na tym stanowisku?
- jak będzie wyglądał mój dzień pracy?
- co takiego wymagacie od kandytada?
- dlaczego warto w Państawa firmie pracować? (tutaj dopytywałem o różne rzeczy)
Do dnia dzisiejszego mam wrażenie, że to menedżer mnie kupił, a nie ja mu się sprzedałem.
Dziękuję za życzenia powodzenia
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Orest,
dziękuję za te dodatkowe informacje. Czytelnicy dzięki temu mogą zobaczyc, że można zmieniać określone przez drugą stronę zasady. Wszak rozmowa rekrutacyjna to rozmowa dwóch dorosłych osób:), a nie egzamin.
Co do “to menedżer mnie kupił, a nie ja mu się sprzedałem.” powiem, że jedno nie wyklucza drugiego i nie umniejsza satysfakcji z sukcesu:) W moim odczuciu “sprzedałeś się” poprzez takie a nie inne prowadzenie rozmowy, odwagę stawiania pytań, otwartość. Sprzedawanie siebie to niekoniecznie opowiadanie o sobie. To także prezentowanie siebie poprzez taki a nie inny sposób bycia.
Pozdrawiam,
Ewa
heh… a kilka dni temu zastanawiałem się nad tymi niezwiązanymi z charakterem pracy pytaniami podczas moich dawnych rekrutacji i zdałem sobie sprawę, że przecież nie musiałem na nie odpowiadać, bo chyba o to chodziło… No cóż, mądrzejszy o nowe doświadczenia, a teraz jeszcze w nich utwierdzony
Ciekawy artykuł Ewo!
Pozdrawiam!
rumczajs,
Witaj na blogu.
Napisałeś:
“przecież nie musiałem na nie odpowiadać, bo chyba o to chodziło… ”
Zdecydowanie nie musiałeś odpowiadać. Nie ma jednak nic złego w tym, że odpowiadałeś. To kwestia wyczucia sytuacji, umiejętności, także Twojego wyboru. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że taki wybór jest.
Co do drugiej części zdania – tak naprawdę nie wiemy o co chodziło – ani Ty, ani ja. Możemy jedynie snuć domysły. Wiedzą ci, którzy zadawali pytania (a i to nie zawsze).:-)
Czy możesz przytoczyć kilka tego typu pytań?
Czytelnicy tego blogu mogliby skorzystać z Twojego doświadczenia. Im więcej przykładów, tym więcej materiału do ćwiczeń i większa szansa na powodzenie. A i stres przed rozmową mniejszy.
Pientka
Witaj na blogu. Cieszę się, że tak odbierasz ten post.
Witajcie,
ten post dotyczy rekrutacji, zatem jest to właściwe miejsce, by podać link do artykułu dotyczącego skutków prawnych podawania nieprawdy w cv http://www.pb.pl/rss/a/2010/03/27/Pol_roku_wiezienia_za_klamstwa_w_CV
przypadek dotyczy prawa brytyjskiego, niemniej warto zdawać sobie sprawę, że podając dane w cv, podpisem poświadczamy prawdziwość przekazywanych danych. Zamieszczanie nieprawdy w cv może nie tylko dyskwalifikować nas u przyszłego pracodawcy, ale być źródłem wielu problemów, w tym prawnych.
Pozdrawiam, Ewa