Wyrośnięte dzieci
Dzieciństwo kojarzy mi się z beztroską, zabawą, oparciem w rodzicach, brakiem konieczności podejmowania trudnych decyzji i przede wszystkim z faktem, że na rodzicach a nie na mnie spoczywała odpowiedzialność za moje życie. To chyba dość typowe dla dzieciństwa (pomijam przypadki skrajne, patologiczne etc.). I to było dla mnie wygodne. I długo nie chciałam z tego zrezygnować. A kiedy zrezygnowałam, to po jakimś czasie zbierania rożnych doświadczeń (nie tylko pozytywnych, ale i bolesnych) naprawdę posmakowałam w dorosłości. Zdobyte doświadczenia owocują od szeregu lat.
Dorosłość czy lepiej dojrzałość to umiejętność podejmowania samodzielnych decyzji i ponoszenie konsekwencji tych decyzji – niezależnie czy były dobre, czy złe. Nadal można się bawić, ale jak „zabawisz” i zawalisz w wyniku tego coś ważnego – Ty ponosisz i konsekwencje, i Ty ponosisz odpowiedzialność – nie Twój kolega, z którym byłeś w klubie, nie Twój partner, którego wybrałeś, nie “czasy, w których żyjesz”. Ty! W dorosłym życiu (życiu dorosłego, dojrzałego człowieka) liczba dostępnych zabaw jest wielka. W dorosłym życiu też nie musisz podejmować trudnych decyzji – możesz po prostu dać się rzeczom dziać bez Twojego udziału. Ale ten brak decydowania to też decyzja. :-) I Ty ponosisz jej konsekwencje i odpowiedzialność – nie Ci, którzy podjęli decyzję „za Ciebie”. I tak jest. Czy to dobre, czy złe? Nie wartościuję. Tak jest. Mnie to odpowiada.
Ja mogę powiedzieć, że miałam dobre dzieciństwo, stosunkowo długą drogę do dojrzałości dorosłego człowieka, a teraz cieszę ze swojej drogi i tego, dokąd doszłam w wyniku swoich decyzji, choć nie zawsze było różowo.
A Ty?
Co Ci się podoba w dorosłości?
Chciałbyś, żeby cofnął się czas do lat dzieciństwa?
Jeśli tak, to co takiego Cię pociąga w dzieciństwie?
Za co z dzieciństwa oddałbyś swój obecny stan / czas?
Ja niekiedy chciałabym przeżyć jeszcze raz kilka dziecięcych dni. Ale nie oddałabym za to dni swojego dorosłego życia. Bo jest mi w nim ze sobą dobrze. To wcale nie znaczy, że teraz jest zawsze lekko, łatwo i przyjemnie.
Bycie rodzicem małego dziecka to ponoszenie odpowiedzialności za jego życie, bezpieczeństwo, rozwój. Jednak mądrzy rodzice pozostawiają margines na decyzje dziecka i pozwalają mu odczuć skutki (pozytywne lub negatywne) jego decyzji. Im wcześniej – tym lepiej. To piszę nie jako rodzic, ale jako dziecko swoich rodziców, które ponosi konsekwencje sposobu wychowania itp. A także jako baczny obserwator i słuchający rozmówca.
Chowanie dziecka „pod kloszem” nie jest według mnie dobrym pomysłem. Jeśli rodzice nie stwarzają dziecku możliwości podejmowanie decyzji lub też chronią je przed skutkami jego własnych decyzji – nie pozwalają mu dorosnąć, dojrzeć, nauczyć się tego, co jest esencja dorosłości. Nadopiekuńczość krzywdzi dziecko i nie pozwala mu dojrzeć.
Dlaczego o tym piszę tu na blogu?
Bo od czasu do czasu spotykam „wyrośnięte dziewczynki” i “wyrośniętych chłopców” – być może właśnie “ofiary” nadopiekuńczych rodziców, przywiązanych do dzieciństwa swojego dziecka, rodziców, których sensem życia jest dziecko i którzy chcą to dziecko zachować dla siebie jak najdłużej, przez co nie pozwalają tym dzieciom dojrzeć. Rodziców, którzy niekiedy niezadowoleni ze swego życia, chcą uchronić swoje dzieci przed dorosłością. Może stąd mówi się, że szczęśliwi rodzice wychowują szczęśliwe dzieci? Może dlatego często pozostawione same sobie dzieci, choć niezadbane, wielokrotnie lepiej sobie radzą w dorosłym życiu, niż te “zadbane na wyrost”…
Te “dzieci” mają po dwadzieścia, trzydzieści, czasem wiele więcej lat. Są grzeczni, miewają super oceny w indeksach, są na czas, a jednak coś jest nie tak… Zachowują się jak grzeczne dzieci – miłe, uśmiechnięte, dygające na przywitanie. A w kontakcie ze starszą osobą od siebie lub przełożonym w pracy przyjmujące natychmiast postawę podległą, postawę dziecka. Nie są pewne swoich decyzji, często nie miewają własnego zdania, bywają uparte jak dzieci, maja niskie poczucie własnej wartosci, są niepewne, czasem zagubione. Przy tym w relacjach zawodowych natychmiast widać, że odstają od rówieśników. W procesie rekrutacji nie zawsze to widać. A wiec szef zatrudnia dorosłego odpowiedzialnego człowieka, a w efekcie dostaje dobrze wykształcone duże dziecko. Wtedy pojawiają się problemy…
Wyrośnięte dzieci tęsknią za dzieciństwem, a dorosłość postrzegają jako cos negatywnego, trudnego, przykrego. Żyją w poczuciu krzywdy i niedocenienia, a to bardzo utrudnia codzienne życie i relacje zawodowe. Z racji wieku czują się dorosłe. Z racji dojrzałości – są dziećmi. Zbierają negatywne owoce takiej postawy, co jeszcze je utwierdza ich w pierwotnych przekonaniach. I krzywda – jak to krzywda – „ponosi odpowiedzialność”. Bo skoro świat krzywdzi, a ja jestem ofiarą, to przecież nic nie mogę… I zwalniam się z odpowiedzialności. To błędne koło może przerwać tylko jedna osoba – to “wyrośnięte dziecko”.
Jeśli w jakikolwiek sposób odnosi się to do Ciebie, to mam dla Ciebie bardzo dobrą informację: Możesz to zmienić. Możesz polubić dorosłość. Możesz nie być dzieckiem skazanym na trudy dorosłego życia. Możesz być zadowolonym z życia dorosłym. To zależy od Ciebie.
Jeśli podejmiesz decyzję, że będziesz szczęśliwym dorosłym i zdecydujesz działać w tym kierunku, to zapewniam Cię, droga choć bywa trudna, ale efekty są bardzo dobre. Niezależnie ile masz lat. I nie musisz być śmiertelnie poważny, nudny, nie musisz być smutny, bez towarzystwa i zabawy, bez zabawek. Tylko pluszowe maskotki z dzieciństwa spakuj do pudła i oddaj maluchom. A dla Ciebie otworzy się przestrzeń na nowe i ciekawe życie z “zabawkami” dla dorosłych.
Wraz z pluszakami chowaj powoli do pudła dziecięce reakcje – tupania nogą, obrażania się na świat i ludzi, fochy, fumy, humorki, dziecięce teatralne histerie pod publiczkę. Przejrzyj się w lustrze. Zobacz, jakim jesteś ciekawym dorosłym człowiekiem i sięgnij po tę prawdziwą dorosłość z odwagą. Stań się za siebie odpowiedzialny – nie tylko za jedzenie, ubranie i spanie, ale za jakość swojego życia.
Pozdrawiam, Ewa

Ewo,
interesujący zbieg okoliczności, bo wczoraj podczas rozmowy z moją koleżanką poruszyliśmy ten właśnie temat. Znajoma ta, zwróciła uwagę na fakt, że będąc małym dzieckiem, nie zastanawiasz się nad niczym i biegniesz przez życie. Dla przykładu podała wydarzenie, z którym spotkali się pewnie wszyscy, czyli idąc sobie przez miasto trafiasz na przejście dla pieszych ze światłami masz czerwone – stoisz, zapala się miętowe – idziesz, nie patrząc czy coś jedzie czy nie..po prostu jesteśmy nauczeni, żeby przy zielonym iść bez względu na wszystko. Czas jednak weryfikuje nasze zachowanie i wraz z przyjściem wczesnej dojrzałości, mimo że światło nakazuję nam iść mimo to, rozglądamy się, aby mieć pewność, że nic na pewno nas nie zaskoczy i wchodzimy nieśmiało na jezdnie. Przyznam, że do wczoraj się nad tym nie zastanawiałem, ale takie są fakty, że ludzie z czasem stają się ostrożni, jak ukazuje wspomniany przeze mnie przykład.
Jako, że jestem stosunkowo młodą osobą, jeszcze dokładnie pamiętam, co sobie mówiłem będą w liceum. “chcę już skończyć tą nudną szkołę znaleźć pracę i cieszyć się życiem”, niestety spotkanie z rzeczywistością okazało się dla mnie bardzo bolesne. Codzienne wstawanie o 6 rano, 8 godzin w pracy, powrót = totalne zmęczenie, parę chwil dla siebie (które mógłbym wykorzystać w jakiś ciekawy sposób, jednak zanim dojdę do siebie robi się wieczór i już bliżej mi do spania niż do aktywnego myślenia nad tym co robić) i znów do pracy, do tego dochodzą weekendowe studia, więc czasu dla siebie jest naprawdę mało, a nie tak to sobie wszystko wyobrażałem. Jakby tego było mało, to praca mnie nie cieszy, jest to obowiązek, a nie – przyjemność – na szczęście już niedługo planuję do zmienić i mam nadzieję, że ujrzę świat w bardziej kolorowych barwach niż to teraz ma miejsce
Na szczęście entuzjazmu mi nie brakuję więc byle do przodu, nie stać w miejscu, w końcu każdy znajdzie dla siebie miejsce w labiryncie życia
pozdrawiam,
Moja dorosłość od dzieciństwa niewiele się różni. Nadal świetnie się bawię i staram nie zamartwiać niepotrzebnymi problemami. Prowadzę dosyć proste życie, więc nie ma w nim wielu “dorosłych” dylematów. Może dlatego nie mam za wielu problemów?
Praca i szkoła różnią się od siebie, ale jeśli ktoś robi to, co lubi to nie jest wielki problem. Ja staram się zarabiać pieniążki w interesujący i przyjemny sposób. Może nie będę nigdy milionerem, ale przynajmniej nie mam powodów narzekać na życie i brak czasu na przyjemności. Oczywiście, mogę mówić tylko za siebie. Są ludzie, którzy nie mają innego wyjścia jak tylko “przecierpieć” dorosłość. Nie rozumiem tego za bardzo, ale cóż… życie prowadzi nas różnymi ścieżkami.
Jest jedna rzecz, która daje przewagę dorosłości: możliwość samodzielnego podejmowania decyzji. Dziecko musi się słuchać rodziców. Człowiek dorosły może zmienić swoje życie jeśli tylko będzie wystarczająco mocno mu na tym zależało i przyłoży się do tego.
Wojciechu,
napisałeś, że dobrze się bawisz w dorosłym życiu. Gratuluję, super!. Miło to czytać.
Zwróciłeś uwagę, na podstawową różnicę między dzieciństwem a dorosłością: możliwość samodzielnego podejmowania decyzji.
Ja zwracam uwagę też na to, że ta możliwość w dorosłym życiu dorosłego (dojrzałego) człowieka jest powiązana z wzięciem odpowiedzialności za skutki (pozytywne i negatywne) tychże samodzielnych decyzji. I nie można tego rozdzielać. W dzieciństwie o takie rozdzielanie łatwiej, bo nawet gdy dziecko podejmie decyzję, rodzic zmaga się z jej konsekwencjami, bo na nim spoczywa odpowiedzialność.
Widzę u niektórych dorosłych ludzi (nie tylko u młodych dorosłych) chęć i gotowość do podejmowania decyzji, ale rozłączną od chęci i gotowości wzięcia odpowiedzialności za skutki / efekty tych własnych decyzji.
A właśnie możliwość (a niekiedy nawet konieczność) podejmowania samodzielnych decyzji i podjecie wspomnianej wyżej odpowiedzialności to przywilej dorosłości, a nie “kara”.
Dzięki temu możemy realizować to, o czym piszesz, czyli
“zmienić swoje życie jeśli tylko będzie wystarczająco mocno mu na tym zależało i przyłoży się do tego.”
Pozdrawiam, Ewa
Zgadza się, decyzja-konsekwencja są dwoma stronami tego samego medalu. To rzeczywiście zadziwiające, jak często ludzie zdają się nie mieć pojęcia o tej prostej prawdzie. Sam posiadam sporo takich znajomych, którzy muszą radzić sobie z problemami, które wcale nie musiały zaistnieć.
Ech, ludzie już tacy są, że chcą czerpać z życia przyjemności, ale nie chcą za nie płacić. Najlepiej by było, żeby sklepy rozdawały towary za darmo, a usługodawcy z uśmiechem na twarzy “wyświadczali przysługi”. No cóż, życie takie nie jest i nigdy nie będzie.
Jak piszesz odpowiedzialność jest przywilejem dorosłości i jedną z jej wartości. Cóż bowiem innego, jak nie odpowiedzialność za własne decyzje, może nas uczynić lepszymi i popchnąć do dalszego rozwoju?