Home > Uncategorized > Kochasz życie? Twoje życie to Twój czas

Kochasz życie? Twoje życie to Twój czas

Wrzesień 22nd, 2010

Kochasz życie? Nie trwoń zatem swego czasu, ponieważ ono jest z niego utkane. “

(Benjamin Franklin)

To jedno zdanie sprawiło, że wzięłam dużą kartkę papieru i zaczęłam poważnie zapisywać, co robię w czasie danym mi na życie. Każdego dnia to  kilkanaście świadomych godzin. To godziny mojego życia, które nigdy nie wrócą, które się nigdy nie powtórzą. Nie da się niczego skorygować, wyciąć, przepisać. Tu nie zadziała ani “backspace”, ani “delete”.  Jest tylko “enter”. :-) Potem było kilka kolejnych kartek. :-)

Jak ten czas przeżywam? Jakich dostarczam sobie emocji, doznań? Czy to mnie wzmacnia i rozwija, czy osłabia i zniechęca? Z kim ten czas przeżywam, czy to dobre towarzystwo (w pracy i poza pracą), czy mi to służy – jeśli tak, to w jakim zakresie i czemu służy. Jeśli nie służy – to co mogę zrobić, żeby było inaczej. Czy to co robię ma pozytywny wpływ na moje samopoczucie i na moją  teraźniejszość oraz przyszłość. Na co brakuje mi wiecznie czasu i dlaczego od dawna “bronię się” czy “nie robię wysiłku” w kierunku podjęcia pewnych aktywności, choć wiem, że są ważne? Co odkładam na później? Czy to odkładanie mi służy? Jaka jest tkanina, którą tkam z poszczególnych chwil swojego życia? Co z niej chcę uszyć?  Czy proporcje pomiędzy pracą, czasem na odpoczynek fizyczny, czasem “ładowania baterii”, czasem na relacje z ludźmi, czy czasem na działania mogące pozytywnie wpływać na moje dalsze życie (rozwój zawodowy) są właściwe (dla mnie dobre)? Ile czasu mam dla siebie – przecież jestem dla siebie ważna – i jak ten czas wykorzystuję? Dużo ważnych pytań.

Kolejne (długie) spotkanie ze sobą mam za sobą. I kolejne działania na swoją rzecz mam przed sobą. :-) Czy to był dobrze wykorzystany czas? Zobaczę po efektach. ;-)

A Ty? Kochasz życie?

Trwonisz czas, z którego jest ono utkane? Coś warto poprawić w tej tkaninie? Co chcesz z niej uszyć?

A może jesteś bardzo dobrze zorganizowany, chodzisz w ramkach planu dnia? A czy w tym planie jesteś Ty czy tylko Twoje obowiązki?

Tu pojawia się kilka znanych przecież wszystkim Wam pytań, do których według mnie warto co jakiś czas wracać:

  • Jak gospodarujesz swoim czasem? jesteś z tego zadowolony? Robisz to świadomie?
  • Ile czasu przeznaczasz tylko dla siebie, na spotkanie sam na sam ze sobą?
  • Ile czasu przeznaczasz na swoją kondycję, dobre samopoczucie fizyczne?
  • Jaki procent czasu przeznaczasz na własny rozwój?
  • Gdybyś miał do syta czasu, na co byś go chciał jeszcze przeznaczyć?
  • Na co brakuje Ci czasu?
  • Jaki procent czasu przecieka Ci przez palce bez kontroli i bez potrzeby, nie służąc ani odpoczynkowi, ani relacjom, ani rozwojowi, ani pracy? Czy ten przeciekający przez palce czas sprawia, że masz więcej energii? Czy mniej?

Na czas przeszły nie mamy już wpływu. Szkoda więc teraźniejszości na przeszłość. :-)

Mamy wpływ na to, co wybieramy w każdej chwili czasu teraźniejszego. :-)

Pozdrawiam, Ewa


Ewa Wytrążek Uncategorized , , , , , , ,

  1. Wrzesień 24th, 2010 at 11:39 | #1

    Masz całkowitą rację. Ja stosuję tą zasadę codziennie, od rana do wieczora. Polecam wszystkim :)

  2. Wrzesień 24th, 2010 at 12:00 | #2

    O tak, jest dużo rzeczy, które powinienem w swoim życiu poprawić. Zawsze powtarzam, że na Ziemi każdy człowiek będzie przez określoną ilość czasu. Z tego też powodu powinien poświęcić to rzadkie dobro (jedna z niewielu rzeczy w życiu, których nie można zdobyć czy zarobić więcej) na rzeczy ważne i godne poświęconej im uwagi.

  3. Wrzesień 25th, 2010 at 12:07 | #3

    Wojciechu,

    Napisałeś: “[...]na rzeczy ważne i godne poświęconej im uwagi”.
    Tak, tak, tak. A, aby móc to zrobić, najpierw należy sobie odpowiedzieć, co to są w moim życiu te “rzeczy ważne” i te rzeczy “godne poświęconej im uwagi”. Wbrew pozorom, to całkiem spore i niekiedy niełatwe zadanie domowe :-) Chodzi o to, by określić rzeczywiście własne rzeczy ważne, a nie te, które stereotypowo, masowo wszyscy uznają za ważne nie zastanawiając się nawet, czy dla nich tak jest. ;-)

    Pozdrawiam, Ewa

  4. Wrzesień 25th, 2010 at 12:10 | #4

    Lukas,
    witaj na tym blogu! A właściwie to jest powitanie Twojego pierwszego komentarza, bo wiem, że zaglądasz tu od dawna.

    :-)

    Ewa

  5. Wrzesień 29th, 2010 at 17:25 | #5

    Gdybym zrobił taki bilans okazałoby się, że mnóstwo czasu gdzieś mi się rozchodzi. Mało aktywności mam z góry zaplanowanych – resztę czasu wypełniam na bieżąco i spontanicznie.

    Najpewniej miałbym lepsze efekty gdybym bardziej planował czy świadomie wykorzystywał czas, lecz po kilku takich dniach przeważnie robię się zmęczony i wracam do luzu, bałaganu czasowego :)

    Obecnie tak to u mnie działa, co najpewniej się zmieni wraz ze zmianą potrzeb :)

    Uśmiechy!
    Orest

  6. Wrzesień 29th, 2010 at 17:52 | #6

    Orest, witaj :-)

    Mam takie doświadczenie własne, że z “chaosu” czasowego gwałtownie próbowałam wbijać się w sztywny gorset planu, planując niemal wszystko. Kończyło się niepowodzeniem i zmęczeniem. :-) Wracałam do poprzedniego “bałaganiarstwa” czasowego.

    Napisałeś :”co najpewniej się zmieni wraz ze zmianą potrzeb”.

    Potrzeby mi się jakoś zdecydowanie nie zmieniły, ale jasno określiłam swoje priorytety i cele. I określiłam cenę, jaką jestem w stanie “zapłacić” za ich realizację. W tej cenie znalazło się właśnie inne zarządzanie własnym czasem. Przede wszystkim kontrola nad pożeraczami czasu.
    “Na sztywno” planuję tylko rzeczy konieczne. Reszta w zarysie z marginesem na dzianie się i własne możliwości energetyczne. To pozwala mi dostrzegać szanse i możliwości, których – jak sądzę – nie dostrzegałabym działając zgodnie z rygorystycznym planem.
    Nie zrezygnowałam z przyjemności i spontaniczności. I pożeraczy nadal trochę jest, ale są pod większą kontrolą.

    Lepiej według mnie, “gdy pies macha ogonem niż gdy ogon macha psem”.:-)

    Pozdrawiam, Ewa

  7. Wrzesień 29th, 2010 at 19:42 | #7

    Witaj, witaj! :) Tak to jest, jak miało się ponad 2 tygodniowe zaległości w czytaniu :)

    No właśnie u mnie nie ma brutalnej próby uporządkowania chaosu. Wystarczy częściowa próba i zaczynam się męczyć po kilku takich bardziej zaplanowanych dniach. Natomiast odkryłem, że lubię mieć co jakiś czas do ok. 2 dni tzw. “niedoczasu”, czyli mocniej upakowanych istotnymi sprawami do załatwienia.

    I co do tej zmiany potrzeb – może wraz z przybytkiem lat będę miał potrzebę pełniej wykorzystywać dostępny czas. Może wtedy, gdy dotrze do mnie to co napisałaś na końcu ;)

    Orest

  8. Wrzesień 29th, 2010 at 20:18 | #8

    Orest,

    “I co do tej zmiany potrzeb – może wraz z przybytkiem lat będę miał potrzebę pełniej wykorzystywać dostępny czas.”

    Hm… Jak napisałam, że moje potrzeby raczej się nie zmieniły, a zmieniły się priorytety. :-) To różnica. Chęć (a nie potrzeba)lepszego wykorzystywania czasu jest u mnie wynikiem zmiany priorytetów, a nie zmiany potrzeb. ;-)

    Co do “wraz z przybytkiem lat” – czy jesteś pewien, ze jest to funkcją wieku? :-)

    Pozdrawiam, Ewa

  9. Wrzesień 29th, 2010 at 20:56 | #9

    Pewien nie jestem, ale takie mam podejrzenia. Może nie bezpośrednio wieku a ilości doświadczeń i przemyśleń, a tego przybywa wraz z latami, jakie przeżyliśmy :)

  10. Wrzesień 29th, 2010 at 22:11 | #10

    Orest,
    z wiekiem lub z wielością przeżyć skondensowanych w czasie :-)
    Dlatego tym bardziej warto wykorzystać czas, który jest teraz.

    Ewa

  11. Wrzesień 30th, 2010 at 01:10 | #11

    True, true :)

  12. Agnieszka Ryczko
    Wrzesień 30th, 2010 at 10:46 | #12

    Witajcie,

    Ewo, dawno nie miałam okazji poznać (tu: wirtualnie) osoby, której słowa docierają do mnie w prostej linii (parafrazując-wszystko na tak), a płynie z nich zaskakująca dla mnie mądrość, dojrzałość. Prawdopodobnie się powtarzam, jednak dziękuję, że “jesteś” poprzez swoje słowa, które znaczą i dają bardzo wiele.

    Twój blog, jak też paru innych osób, działają inspirująco i przypominają co jest ważne, gdy w jesienny dzień (choć właściwie jesień bardzo lubię) zagości bardziej melancholijny nastrój.

    Zapytałaś: “A Ty? Kochasz życie?”
    Otóż bardzo ważna według mnie jest (dodając do drugiego akapitu Twojej wypowiedzi) “miłość do samego siebie”, ponieważ żeby kochać życie (życie jako nasze i jako całość-wszystko co nas otacza) trzeba lubić/kochać siebie, docenić swoją wartość, niepowtarzalność, by zrozumieć wartość każdej sekundy, dnia i nocy.

    Pytanie innej natury. Jak myślisz można znów zacząć cenić swój czas po trudnym etapie w życiu, kiedy prawie całkowicie zatraciło się chęć do działania?

    Pozdrawiam :)

  13. Wrzesień 30th, 2010 at 10:51 | #13

    Agnieszko,
    cieszę się, że ten blog Ci sluży :-)

    Co do” Jak myślisz można znów zacząć cenić swój czas po trudnym etapie w życiu, kiedy prawie całkowicie zatraciło się chęć do działania?”

    Agnieszko,

    ja WIEM (!) na bazie własnych doświadczeń, że
    - jest to absolutnie możliwe, by po trudnym czasie na nowo zacząć kochać siebie,
    - by na nowo zachwycać się zyciem i swiatem
    - mieć dużo dobrej energii w sobie
    - wierzyc w Dobro
    - cenić czas.

    Czego i Tobie bardzo szczerze życzę.

    Ewa

  14. Agnieszka Ryczko
    Wrzesień 30th, 2010 at 12:51 | #14

    Dziękuję Ewo za szybką odpowiedź. :)

    Czy podzieliłabyś się choćby najmniejszą “sprawą”, która niewątpliwie zadziała?

  15. Wrzesień 30th, 2010 at 18:31 | #15

    Agnieszko,
    wrzuciło mi Cię do spamu i dopiero teraz to zobaczyłam stąd opóźniona publikacja tego komentarza.

    “Czy podzieliłabyś się choćby najmniejszą “sprawą”, która niewątpliwie zadziała?”.

    Agnieszko, nie jestem pewna istnienia uniwersalnych “metod”, zwłaszcza ze niewiele wiem o tym, co kryje się za Twoim “po trudnym etapie w życiu, kiedy prawie całkowicie zatraciło się chęć do działania”. Lekarz nie zapisze leku, jeśli wie jedynie, że pacjent się źle czuje. A ja nawet nie jestem lekarzem, nie jestem psychologiem etc. :-)
    Już wiesz ode mnie, że można się podnieść i podnosić nie jeden raz. To dużo – skoro ja mogłam, to Ty i inni także.

    Tak trochę “magicznie” – moze przypomnieć sobie miniony dobry czas, konkretnie jakiś najlepszy dzień, bo taki przecież był. Przypomnieć sobie, jak było wcześniej, przywrócic do życia w pamięci ciała i emocjach, sposobie chodzenia, siedzenia, jedzenia, ubrania, zachowania, rytmu dnia etc. Zamykasz oczy i jak w marzeniach albo wspomnieniach wakacji w pamięci przywracasz dobry dzień i obserwujesz siebie jakbyś stała z boku – bo z boku widać więcej :-) Zauważysz, jak się ruszałaś jako zadowolona i pewna siebie osoba, jak się witałaś z ludźmi, jak siedziałaś, jak byłaś ubrana, jak się ruszałaś, etc. Patrz w tych wspomnieniach na obraz siebie, inni są mniej ważni :-)
    Możesz potem wstać i podjąć wysiłek 9fajna zabawa) odegrania tamtej osoby – odtworzenia tamtej osoby. Jak gra w filmie :-) Takie scenki :-)
    I choć małe kawałki tego co zaobserwujesz wdrażać na co dzień – nawet wbrew aktualnym nastrojom…
    tak sobie myślę, ze to nie zaszkodzi, nawet jeśli nie będzie to moja trafiona podpowiedź. :-) I unikaj smutnej muzyki, smutnych filmów, wiadomości telewizyjnych, zapal dużo światła w domu, włącz muzykę, która dodaje ci energii… Ja bym tak zrobiła, ja tak robię.
    Ja zaczynałam niekiedy od… butów na obcasach, bo przez to zaczynałam się prostować i wyprostowana patrzyłam inaczej na świat. :-) A potem fryzurka i … niekiedy czerwony szalik albo szminka. Tak, tak, zaczynałam powstawać od najprostszych ale energetyzujących rzeczy… Prztypomniałam sobie (zaobserwowałam w odtwarzanych wspomnieniach), że wchodziłam do pracy z usmiechem i mówiłam po kolei wszystkim “dzień dobry”, a potem w trudnym czasie przestałam. Więc podjełam ten prosty wysiłek na nowo i przyniosło efekt :-) , bo ludzie na usmiech z reguły odpowiadaja usmiechem. Zatem ludzie się do mnie znowu usmiechali, a ja – stojac na obcasach :-) czułam się zdecydowanie lepiej i atrakcyjniej…

    To są takie małe kroki, niemniej powodują, że można (ja mogłam) potem stawiać większe.

    Jeśli masz ochotę, napisz do mnie z formatki kontaktowej – może mniej publicznie porozmawiamy, a może po prostu pomoże nam jakaś wspólna kawa. :-)

    Ostatnio wdrażam zmianę pierwszej gadziny dnia. Dodałam ją sobie wstając wcześniej, by spokojnie wypijać kawę w łóżku przy muzyce, mieć czas na chwilę medytacji, na łagodne i ładne wejście w dzień. I mam na to prawie godzinę. Potem o konkretnej porze dynamiczne “powstań” przychodzi mi bez bólu i mam nawet czas na gimnastykę, na energiczny spacer przed pracą… No, jeszcze odczuwam krótszy czas snu, bo nadal późno zasypiam, jednak działam w kierunku i tej zmiany:-) Polecam.

    Tak sobie teraz pomyślałam, że te “babskie” spotkania przy lepieniu pierogów to dobry pomysł… Poważniej chyba o tym pomyśle i postaram się “dogadać z moim kalendarzem”.

    Pozdrawiam, Ewa

  16. Wrzesień 30th, 2010 at 19:48 | #16

    Ewa: Pomysłowy ten Twój sposób z powracaniem do czynności sprzed “zjazdu”. Pozwolisz, że go “podbiorę” i będę przekazywał innym? :)

    Do tej pory w podobnych sytuacjach zalecałem wysiłek fizyczny (np. bieganie), bo on szybko przynosi oprócz zastrzyku serotoniny i dopaminy (podnoszą nastrój) to wpływają zauważalnie na budowę ciała, pewność siebie. Sprawdzone na sobie, Agnieszko :)

    PS: Świetnie i szybko robię kułeczka na pierogi ;)

    Uśmeichy!
    Orest

  17. Wrzesień 30th, 2010 at 20:24 | #17

    Orest,
    Napisałeś: “Twój sposób z powracaniem do czynności sprzed “zjazdu””

    - to nie jest mój sposób, ja go jedynie u siebie zastosowałam i stosuję gdy mam taką potrzebę;
    - proponuję nie używać określenia “sprzed “zjazdu”, bo nie każdy tak samo to rozumie, poza tym to o czym mówię nie dotyczy tylko sytuacji aż tak poważnych, a codziennych także;
    - najważniejsze jednak jest to, że to nie tylko czynności (!), a postawa,emocje sposób bycia,sposób mówienia, słowa etc. Odniesienie tego wyłącznie do czynności jest zbyt daleko idącym uproszczeniem i “uszkodzeniem” tego co napisałam. Ważniejsze od tego co się robiło jest to, jak się to robiło i jak się czuło :-)

    Jeśli mam chwilowy zły nastrój, to lubię wracać do wspomnienia pewnego konkretnego dnia na plaży, nad oceanem, etc. I nie muszę w danej chwili spacerować, żeby się lepiej poczuć, ale np. uśmiecham się tak, jak wtedy, prostuję plecy tak jak wtedy, odprężam ciało jak wtedy, oddycham jak wtedy, przypominam sobie jakie były moje myśli, etc. A to skutkuje rożnymi pozytywnymi zmianami. Oczywiście oddychanie to też czynność, ale przecież oddychamy zawsze, pytanie tylko, czy zawsze tak samo…. Ja wracam na plażę, żeby przypomnieć sobie, jak inaczej wtedy oddychałam, jak inaczej wtedy stałam etc i to powtarzam na nowo odnajdując w ciele pozytywne rzeczy.

    I coś ważnego: To co u mnie działa nie musi działać u innych. Odpowiedzialność za stosowanie tych dla mnie skutecznych rzeczy każdy ponosi sam, tak jak sam podejmuje decyzje o ich zastosowaniu. Ja nie jestem specjalistą z dziedziny psychologii ani terapeutą!

    Pozdrawiam :-) , Ewa

  18. Agnieszka Ryczko
    Wrzesień 30th, 2010 at 22:28 | #18

    Ewo, dziękuję za miłe słowa. Na ramach forum podzielę się tylko informacją, że “osłabienie sił” nie wpływa na ambicje i nie przysłania celów, a wręcz mobilizuje. Z powyższych “trików” parę również stosuję, co rzeczywiście poprawia nastrój, tylko ważna jest wytrwałość. :)

    Orest, dziękuję za pomysł z bieganiem, jednak powiem wprost: nie lubię biegać na długie dystanse (na krótkie, typu autobus owszem :) ), ponadto bieganie źle wpływa na kręgosłup i stawy kolanowe, zwłaszcza, jeśli jest się genetycznie obciążonym, także nie kuszę losu. Jeśli miałeś na myśli inny wysiłek fizyczny to jak najbardziej :)

  19. Wrzesień 30th, 2010 at 22:54 | #19

    Agnieszko,

    Ważne jest, że widzisz problem i podejmujesz działania. Nie wszystko się zmieni od razu i nie wszystkie efekty zobaczysz od razu (choć będą). A może stosować dobra sprawdzoną metodę nagradzania się za rożne rzeczy, choćby słowem, w miejsce powszechnego niemal samokarania i nadmiernego krytycyzmu, który osłabia…

    Pozdrawiam, Ewa

  20. Aneta
    Październik 1st, 2010 at 08:00 | #20

    Czy kocham życie? Czasami.Czytając powyższe wypowiedzi i nawiązując do postu o wojennej retoryce (który mocno “siedzi” mi w głowie), widzę, że trudno jest mi je kochać, kiedy na co dzień toczę różne “boje”. To pożera masę energii, której nie starcza już na radość z życia… Dla mnie skutecznym sposobem na złapanie równowagi jest spotkanie z dobrym, mądrym człowiekiem (chociażby w takim miejscu, jak tu – dzięki, Ewo:).

  21. Październik 1st, 2010 at 10:51 | #21

    Aneto,

    napisałaś:
    “widzę, że trudno jest mi je kochać, kiedy na co dzień toczę różne “boje””.

    Diagnoza jest. :-) czas na przyhotowanie lecenia – czyli: Co mozesz zrobić, choćby malego, żeby to zmienić / zmianiać?

    Pozdrawiam, Ewa

  22. Październik 1st, 2010 at 14:33 | #22

    Ewa:
    Uprościłem dla zwięzłości :) Dla jasności to zgadzam się z Tobą.

    Agnieszka:
    To może być dowolna aktywność, nawet taka o której dużo ostatnio mówiliśmy na FB ;)

    Orest

  23. Piotr Stanek
    Październik 1st, 2010 at 16:14 | #23

    Witajcie
    Ja z doskoku na chwilę :)
    Widzę, że temat został ładnie rozwinięty w komentarzach.
    Ewo,
    Napisałaś, w 1 z komentarzy:
    “ja WIEM (!) na bazie własnych doświadczeń, że
    - jest to absolutnie możliwe, by po trudnym czasie na nowo zacząć kochać siebie,
    - by na nowo zachwycać się zyciem i swiatem
    - mieć dużo dobrej energii w sobie
    - wierzyc w Dobro
    - cenić czas.”
    Absolutnie, z mojego doświadczenia zgadzam się z Tobą.
    Trzeba wierzyć, zaciśnąc zęby jak będzie trudny czas, ale wierzyć, że będzie lepiej. I nie zapomnieć o tym aby zacząć zmieniać ten trudny czas.

    Ja kocham życie. Wiem to. Nie chcę marnować swojego czasu, bo jest on z góry ograniczony. Niewiadomo nawet do kiedy. Dlatego wolę cieszyć się moim czasem tutaj.

    Co do decyzji – to jesteśmy sumą tych malutkich decyzji – tych codziennych.

    pozdrawiam serdecznie
    Piotr

  1. Brak jeszcze trackbacków